Dlaczego mamy aż 36 zabitych na każde 1000 km autostrad?

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (60) 30.08.2017
Dlaczego mamy aż 36 zabitych na każde 1000 km autostrad?

Marcin Maj

Zaledwie w dwóch województwach karetki zwykle są na czas. Brakuje komisariatów przy autostradach i nie ma sprawnego systemu komunikacji między służbami. Są spory kompetencyjne i dziwne interpretacje przepisów. Wierzymy, że policjanci, strażacy i ratownicy robią co mogą, ale czy nasi twórcy prawa nie mogliby im jakoś pomóc? 

Jest naprawdę źle

Jeśli dopiero wracasz z urlopu to zapewne zmartwi Cię wiadomość, że na Polskich autostradach jest naprawdę niebezpiecznie. Liczba wypadków i ich ofiar w przeliczeniu na 1000 km ich długości była pięciokrotnie wyższa niż ogólnie na drogach publicznych (w roku 2016 r.). Co gorsza, wypadek na autostradzie nierzadko ma charakter katastrofy. Wyobraź sobie, że na każde tysiąc kilometrów autostrad W roku 2016 przypadało 36 zabitych ludzi!

Źródło: raport NIK

Wiem co powiedzie. Te statystyki nie uwzględniają dysproporcji w długości dróg i autostrad, ale nawet pomimo to mogą dawać do myślenia.

Niejedna ofiara ginie na miejscu, ale los wielu z nich zależy od sprawnie przeprowadzonej akcji ratunkowej. Dlatego właśnie Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę organizacji i przygotowań do akcji ratowniczych na autostradach. Dziś rano opublikowano 122-stronicowy raport z tej kontroli.

Mało policji, niedobór szkoleń

Kontrola wykazała, że są organizacyjne braki do naprawienia (część z nich usunięto w trakcie kontroli). Jednym z problemów jest niska aktywność Policji na autostradach. Dobrze byłoby mieć więcej komisariatów autostradowych, ale takie działały jedynie w dwóch skontrolowanych województwach – śląskim i małopolskim. Również w Gorzowie Wielkopolskim przy autostradzie zlokalizowano sekcję zabezpieczenia autostrady, ale to wszystko. W innych województwach zabezpieczenie autostrad spada na komendy miejskie i powiatowe, a te mają mnóstwo innej roboty.

Zdaniem NIK problemem w przypadku Policji jest także niski poziom wyszkolenia do udzielania pierwszej pomocy. Wynikało to z braku kadry dydaktycznej. Szkoda, bo Policjanci często są pierwsi na miejscu i mają zestawy ratownictwa medycznego, których nie zawsze potrafią użyć.

Również w jednostkach Państwowej Straży Pożarnej stwierdzono przypadki braku przeszkolenia strażaków w zakresie działań ratowniczych podczas zdarzeń, w których uczestniczy Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Karetka na czas? Nie zawsze

Jeszcze bardziej istotna jest aktywność pogotowia ratunkowego i niestety okazuje się, że zaledwie w dwóch województwach (zachodniopomorskim i małopolskim) karetka dociera na miejsce w wyznaczonym czasie (tj. do 15 min. w miastach,  i maksymalnie do 20 min. poza terenem miejskim).

W pozostałych ze skontrolowanych województw odnotowano liczne przypadki opóźnień (chodzi o województwa opolskie, łódzkie, podkarpackie, śląskie, lubuskie, dolnośląskie). W województwie opolskim co czwarty wyjazd karetki kończy się dojechaniem po czasie. Czy województwa mogłyby coś z tym zrobić? Być może tak, ale kontrola NIK wykazała, że województwa nawet nie analizowały tego problemu.

Brak koordynacji i komunikacji

Przy trudnych akcjach ratowniczych liczą się trzy najważniejsze rzeczy: koordynacja, koordynacja i jeszcze raz koordynacja! Tej niestety brakuje bo do tej pory nie stworzono ogólnokrajowego cyfrowego systemu łączności radiowej dla służb ratowniczych. Czyli pracownicy pogotowia, policji i straży nie mogą się ze sobą skutecznie kontaktować. Można wykorzystać radiową sieć współdziałania służb MSWiA (analogowy kanał B112), ale według NIK ta forma komunikacji uniemożliwia sprawną wymianę informacji między wieloma rozmówcami. Ostatecznie wszystko spada na barki dyspozytorów w różnych służbach.

Problem jest bardzo widoczny w przypadku Państwowego Ratownictwa Medycznego. Tworzą je podmioty, które wygrały przetarg na ratownictwo medyczne i zarządzają swoimi karetkami. Wykorzystują one własne, często niekompatybilne ze sobą systemy informatyczne do wsparcia i koordynacji działań ratowniczych. Najlepiej byłoby wdrożyć Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego, który umożliwia przyjmowanie zgłoszeń alarmowych z numerów alarmowych (112, 999), dysponowanie zespołami ratownictwa i rejestrowanie zdarzeń. Niestety wdrożenie tego systemu opóźniło się.

Nie płacą? Niech umierają!

Prowadzenie działań ratowniczych byłoby łatwiejsze, gdyby autostrady były dostosowane do działań ratowniczych. Niestety nie wyposażono w łączność alarmową kilku odcinków autostrad np. autostrady A1 na terenie woj.  śląskiego, autostrady A2 od węzła Konotopa do węzła Stryków oraz niektórych odcinków A4.

Ponadto włączono do eksploatacji  odcinek autostrady A1 Tuszyn – Piotrków Trybunalski wybudowany w latach 80. Nie posiada on żadnej infrastruktury wspierającej ratowanie ludzi. NIK uważa, że GDDKiA błędnie zinterpretowała przepisy. Zdaniem Generalnej Dyrekcji infrastruktura ratownicza była wymagana tylko dla autostrad „płatnych”. No tak. Właściwie po co ratować tych, którzy nie płacą?

Usuwanie zatorów

Ten obrazek wielu z was podniesie ciśnienie.

Taki zator może powstać po wypadku, ale czy tak musi być? Nie, ponieważ w takiej sytuacji można podnieść bramki i odstąpić od poboru opłat. Będzie to szczególnie uzasadnione gdy jest gorąco i trzymanie ludzi przez wiele godzin w samochodach nie wydaje się dobrym pomysłem. Niestety w przypadku tego zatoru Dyrektor Oddziału GDDKiA w Opolu podjął decyzję o zaniechaniu poboru opłat dopiero… 11 godzin po wystąpieniu problemu.

Usuwania zatorów nie ułatwia także spór kompetencyjny pomiędzy Państwową Strażą Pożarną a zarządcami dróg w zakresie usuwania z jezdni odpadów. Na szczęście – jak zauważa NIK – dzięki działaniom podjętym przez Komendę Główną PSP, GDDKiA oraz prywatnych koncesjonariuszy kwestie te coraz rzadziej są przyczyną problemów w udrażnianiu przejazdów.

Ostatni problem to… my!

Żal to mówić, ale my wszyscy również przyczyniamy się do problemów na autostradach. Wyjeżdżamy na nie rzadko, a jeździmy brawurowo. Nie wszyscy wiedzą, że w razie wypadku należy utworzyć korytarz ratunkowy dla służb. Od dawna zresztą mówi się o tym, że w Polsce dziwnie istotnym elementem szkolenia jest jazda po parkingu, podczas gdy jazda po autostradzie traktowana jest po macoszemu. Owszem, na parkingu łatwo obić auto, ale na autostradzie prędzej można zginąć.

NIK skierował uwagi z kontroli do kancelarii premiera oraz ministrów (zdrowia, spraw wewnętrznych i infrastruktury). Miejmy nadzieję, że znajdą oni czas na poprawienie wytkniętych problemów.

60 odpowiedzi na “Dlaczego mamy aż 36 zabitych na każde 1000 km autostrad?”

  1. Zacznijmy od definicji „autostrada” i szybko dojdziemy do wniosku że w Polsce jest może 200 km autostrad a reszta tak się tylko nazywa

  2. Tak wysoka liczba wypadków wynika też z nadmiernej prędkości – w Polsce ograniczenie prędkości na autostradach i tak jest bardzo wysokie (140 km/h), a wielu kierowców jedzie 180 – 200 km/h. Jeśli jakaś ciężarówka zacznie wyprzedzać, to nagle muszą oni redukować prędkość o połowę.

    Zresztą, wystarczy pojechać do Austrii i Francji – jak jest ograniczenie do 130, to wszyscy jadą 125 – 130. We Francji jechałem na tempomacie 130 km/h i przez jakieś 300 km (odcinek Montpellier – Lyon) zostałem wyprzedzony zaledwie przez kilka samochodów, a ruch był na autostradzie dość spory. W Polsce jak ostatnio jechałem 145 km/h to praktycznie nie sposób było się wbić na lewy pas, co chwilę mnie ktoś wyprzedzał.

    Ja bym więc winy nie zwalał na działanie służb ratunkowych, tylko na mentalność polskich kierowców. Każdy, kto z Zachodu wjeżdża do Polski mowi, że tu na drogach panuje jakiś stan permanentnej wojny…

    • S*al pie*dzial. Niemcy nie maja ograniczen na wiekszosci autostrad (czasem nawet na dwu pasmowych). Pare dni temu jechalem z UK do PL i z powrotem. Tempomat zapiety na 150km/h i czasem nie moglem sie wbic na skrajny lewy bo caly czas ktos mnie wyprzedzal. Belgia, Holandia ograniczenie do 130km/h, srednia predkosc to 160km/h. UK, ograniczenie do 70mph (112km/h), na autostradach gdzie nie ma pomiaru sredniej predkosci, ludzie jezdza 80-90mph. Problem w PL polega na tym, ze mandatow generalnie nie trzeba placic, a nawet jak ci sciagna z PITa to nie sa one oprocentowane. Mozna jezdzic bez PJ, przegladu, ubezpieczenia, bo tak na prawde nic za to nie grozi. Jak zaproponowano rozwiazanie dzialajce w innych krajach typu, informacja o wykroczeniach do firm ubezpieczniowych to sie podnioslo larum.

      • Dodam jeszcze, ze najgorszymi kierowcami w EU moim zdaniem sa belgowie – potrafia wyprzedzac poboczem na autostradzie.

      • Niemcy nie mają ograniczeń prędkości na ok. połowie odcinków autostrad. Na pozostałych są ograniczenia – 120 lub 130 km/h. O dziwo nawet na tych „bezlimitowych” przytłaczająca większość kierowców buja się w granicach tego limitu.

      • Musielismy byc w roznych Holandiach. Wrocilem kilka dni temu z 4 tygodniowego pobytu w tym kraju, kilka razy przejechalem z Amsterdamu na poludnie kraju i spowrotem i niczego takiego nie widzialem – praktycznie wszyscy w limicie.

    • Częściowo się zgadzam, że u nas można „lecieć” i 180 km/h, a i tak ktoś Cię będzie „wyganiać” z lewego pasa… ale z drugiej strony, większość kierowców po podniesieniu limitu do 140 km/h wcale nie przyspieszyło i jeżdżą te 120-130 km/h – ba, ze względu na zużycie paliwa sam jeżdżę zwykle licznikowe 120, chyba że się bardzo spieszę.

      Zresztą, z tego co pamiętam to zaraz po podniesieniu limitu liczba wypadków na autostradzie nawet nieco spadła, więc akurat w tym konkretnym punkcie nie upatrywałbym problemu.

      Większym kłopotem jest to, że wielu Polaków po prostu NIE UMIE jeździć po autostradach, ze szczególnym wskazaniem na korzystanie z pasów rozbiegowych. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że wbija na taki pas gość z prędkością nie większą niż 50-60 km/h i niemal od razu wjeżdża pod rozpędzony autokar wycieczkowy… Ba! Kiedyś nawet ambulans (zaznaczam, że BEZ włączonych sygnałów dźwiękowych i świetlnych – nie był uprzywilejowany) zajechał mi drogę tak, że miałem hamowanie awaryjne (wyprzedzałem go, bo wlókł się za ciężarówką, a „Rka” nagle zjechała na mój pas, żeby wyprzedzić tego tira).

      • Też zauważyłem, że po podniesieniu limtów prędkosci na autostradach ludzie nadal jeżdżą jak jeździli. Więc nawet jakby znieść limity jak w DE to nadal było by tak samo. Kto nie ma na paliwo i nie ma auta ten pojedzie powoli a kto lubi i ma czym to i tak jeździe ile chce.
        Problem u nas jest w kulturze jazdy ! I tylko w tym ! Nasza psychola ma największy wpływ na wszystko. Problem w tym że każdy uważa sie za Pana drogi . W de jakoś jade 200 i więcej i nie mam z tym żadnego problemu, nikt mi nie zajedzie drogi, nikt nie strąbi, nikt nie pokaż środkowego palca. A jak jest wypadek to od razu tworzy się wolny pas dla służb ratowniczych, a jak jest zwężenie to wszyscy jada na suwak ! U nas szczególnie w tym ostatnim to wyklinają człowieka od cwaniaków

    • A wiesz, że w Niemczech jest 10x więcej wypadków niż w Polsce? Tu nie o ilość wypadków chodzi, a o liczbę ofiar tych wypadków.

      I autor ma rację…
      1. Mniejsza sprawność służb.
      2. Mniejsza skuteczność służby zdrowia.
      3. Statystycznie starsze, mniej bezpieczne pojazdy, w wielu przypadkach z przeszłością po kolizyjną.
      4. Kultura jazdy narodu, dla którego drogi wielopasmowe stały się codziennością ledwie kilka lat temu. Szeryfy, nauczyciele, dozorcy lewego pasa itd.

      Nie dostrzegam też na co dzień tego przesadzania z prędkością. Jadąc ekspresówką, zapinam tempomat na 130 km/h i jestem jednym z szybszych uczestników ruchu. Oczywiście zdarzy się jakiś przedstawiciel handlowy cisnący Fiatem Pandą 160 km/h albo cwaniak w SUV-ie Lexusa jadący 220 km/h, ale to przypadek jeden na kilkadziesiąt samochodów. Polacy przekraczają prędkość głównie w terenie zabudowanym i na wojewódzkich drogach. Bariera psychologiczna większości rajdowców to około 150 km/h, a autostrady projektowane są tak, że pozwalają na znacznie większą prędkość.
      Zresztą w Niemczech na wielu autostradach w ogóle nie ma ograniczeń, a jednak ilość śmiertelnych wypadków jest mniejsza niż w Polsce.

        • To znaczy, że jak zrobimy po 10 pasów, to wypadków nie będzie wcale?
          Brawa dla kolegi! Rozwiązał problem wypadków komunikacyjnych.

          • No będzie mniej np jak ktoś podawał przykład, że przy wjeździe na autostradę ktoś, kto dotłacza do ruchu jedzie z mniejszą prędkością i powoduje wypadek. Mając 4 pasy więcej aut będzie jeździć 4,3,2 pasem a 1 będzie pusty lub mniej aut na którym się możesz rozpędzić do bezpiecznej prędkości aby zmienić pas.

          • Ale ty nie rozumiesz, że w Niemczech mimo większej ilości pasów niż w Polsce, dochodzi liczbowo do 10x więcej zdarzeń drogowych. W przeliczeniu na ilość mieszkańców, to ponad 5x więcej zdarzeń niż w Polsce. Czyli dochodzi do kolizji, ale znacznie mniejsza ilość z tych zdarzeń kończy się śmiercią jednego z uczestników ruchu drogowego.

            Ilość pasów nie ma tu większego znaczenia. Każdy rozumny człowiek widząc kierującego na rozbiegowym, zjeżdża na lewy pas, żeby zrobić mu miejsce do bezpiecznego włączenia się do ruchu. Jeśli ktoś jest bezmyślny i złośliwy, to nawet przy 10 pasach będzie jechał skrajnym prawym utrudniając ruch innym kierującym. Problemem polskich kierowców jest:
            bezmyślność, głupota, brak kultury, brak obycia, kiepskie przeszkolenie, mentalność psa ogrodnika – a nie ilość pasów na autostradzie. Ta wpływa co najwyżej na przepustowość albo wygodę jazdy.

    • we Włoszech wprowadzono jakiś czas temu praktycznie na wszystkich autostradach wszędzie odcinkowy pomiar prędkości
      efekt? wszyscy grzecznie jadą 130 km/h
      to naprawdę zwiększa komfort jazdy i poczucie bezpieczeństwa, bo wszyscy jadą płynnie, nie przykleja Ci co chwila do tylnego zderzaka jakiś debil mrugający ksenonami

      • Teraz mrugają ledami;) Odległość, sensowną, też ciężko utrzymywać. W większą lukę od razu ktoś wjeżdża.

    • No… szczególnie, że największym rakiem na drogach są przedsiębiorcy na stracie, cisnący leasingowanymi beemkami z >300 konnymi silnikami. Proporcjonalne do zerowych zarobków mandaty wynoszą 0 zł.

      Jedyna sensowna opcja, to mandat w wysokości 1% wartości pojazdu wg. Eurotax za każdy punkt karny, ale nie mniej niż 50 zł.

      • Raczej 1% od miesięcznych zarobków kierowcy wg PIT z poprzedniego roku – nie może być tak, że za to samo wykroczenie bogacz płaci mandat wysokości napiwku po obiedzie, a biedak przez dwa tygodnie głoduje (przy czym suma jest ta sama). Wszystkie mandaty, nie tylko drogowe, powinny być związane z dochodami obywatela.
        Pozdrawiam.

        • > Raczej 1% od miesięcznych zarobków kierowcy wg PIT z poprzedniego roku

          To powiem tak. Prowadząc przez dwa lata firmę, miałem ok. 3 200 zł dochodu wykazanego w PIT w pierwszym roku i 1 400 zł w roku następnym. No… słabo poszło z tą firmą, w końcu zamknąłem. Miesięczny dochód z PIT wyniósł w pierwszym roku 267 zł, w drugim 117 zł. 1% z pierwszego roku to by było 2,7 zł, w kolejnym 1,2 zł.
          Stary – wchodzę w to!!! Jeżdżę 6 letnią Alfą Romeo wartą obecnie około 50 tys zł. Zgodnie z moją propozycją musiałbym zapłacić 500 zł za każdy punkt karny, czyli mandat w wysokości od 500 do 5 000 zł za najcięższe wykroczenie. Zgodnie z twoją propozycją, płaciłbym mandat od kwoty 1,2 zł do 12 zł. Na pewno spowodowałoby to, że zarówno ja jak i inni przedsiębiorcy jadący 10 lat na stracie, zaczęliby jeździć bardziej zgodnie z przepisami!

          Albo taki np. weźmy zarabiający najniższą krajową. Obecnie płaci mandat od 50 do 500 zł. Teraz będzie płacił od 12 do 120 zł. Też fajna opcja! Prawie pięciokrotne obniżenie kwoty mandatu z pewnością wpłynie na to, że kierowcy będą jeździć bezpieczniej!
          Mediana zarobków Polaków w 2016 roku wyniosła 1 800 zł netto. Więc najczęstszą stawką za 1 pkt karny będzie kwota… 18 zł.

          Znowu inny przykład. Znajomy jest studentem prawa, ale tato już mu kupił – też Alfę Romeo, tylko nówkę Giulię QV. Auto warte 400 000 zł. Do setki 3,9 sekundy, prędkość maksymalna 307 km/h. Robi wrażenie, nie? Z pewnością kupił je po to by wlec się za tirami po krajówkach 70 km/h. Ile zapłaci pan student mandatu? Zero złotych, gdyż zarobków nie wykazuje.

          Zastanówcie się czasem co piszecie, bo piszecie kompletne bzdury. Wasz system miałby sens, gdyby faktycznie wypadki powodowali tylko i wyłącznie najbogatsi ludzie w Polsce – w dodatku tylko ci, którzy nie potrafią ukrywać swoich dochodów. System ten dowali niecałemu 1% kierujących, a reszta zapłaci mandaty kilkukrotnie niższe niż dotychczas. Przy proponowanym systemie, mandaty w obecnej kwocie i wyższe płaciłoby kilkanaście procent społeczeństwa, zarabiającego miesięcznie 5 000 zł netto i więcej.
          Jedyny sprawiedliwy i uczciwy system, to ten o którym ja napisałem. 1% wartości pojazdu którym popełniono wykroczenie, ale nie mniej niż 50 zł za każdy punkt karny.
          Wtedy dziadowaty Janusz jeżdżący swoją starą astrą wartą 2 500 zł zapłaci mandat od 50 do 500 zł, co go nie zrujnuje, ale i zniechęci. Celebryta rozbijający się po Polsce swoim Lamborghini wartym 2,5 mln zł, zapłaci mandat od 25 do 250 tys zł. Synek bogatego tatusia, nieosiągający dochodów zapłaci mandat między 4 a 40 tys zł za wykroczenia popełnione swoją Giulią QV, a przedsiębiorca ukrywający dochody w swoim leasingowym BMW X5 wartym 150 000 zł między 1,5 a 15 000 zł.

          Raczej w przyrodzie nie istnieje coś takiego, że osoba będąca na zasiłku porusza się Mercedesem SLR, a bogacz, milioner jeździ Fiatem Cinquecento.

  3. Autor tego artykułu zwyczajnie kłamie i manipuluje jakimś danymi nie wiadomo skąd, jędzę sporo autostradami i ilość wypadków nie jest większa, mniejsza niż w każdym innym sąsiednim kraju, autostrada i droga ekspresowa to jedna z najbardziej bezpiecznych sposobów przemieszczania się na świecie jak i w Polsce.
    Jedyną zakałą naszych autostrad, są maruderzy na lewym pasie i brak ogłady niektórych kierowców w sposobie zachowywaniu się na zajadach, podczas zmiany pasa itp. i tu ja widzę problem. No i cena naszych autostrad to jakaś paranoja.

  4. Najwieksze zagrozenie to janusze jadacy 95 w swojej fabii 1.0 albo zajechanym renault. Dojezdza taki ulom umyslowy do tira i nagle bez redukcji czy patrzenia w lusterko wjezdza na lewy pas… Widzialem takich delikwentow, ktorzy wiezli cala rodzine i tak zrobili.
    Boja sie zredukowac, bo panie ile by to benzyny sie zuzylo a predkosc powyzej 100km boja sie na drodze najbardziej, bo wtedy oplywajace powietrze tworzy podcisnienie i osoby w aucie umieraja na smierc…

    • Czasem, zwłaszcza w wakacyjno-świąteczne dni, zdarzają sie takie osoby, co to jadą z „bezpieczną” prędkością, czasem oscylującą w okolicach 50km/h. Wtedy zaczyna się cyrk na drodze, jak auobusy i ciężarówki zaczynaja je wyprzedzać.

  5. W końcu jakieś konstruktywne wnioski pokontrolne, które wskazują jak nic
    na to, że działania ratownicze powinny być skoordynowane i wymagałoby to
    utworzenia przez wspomniane resorty:
    1. Ustawy o Systemie Zintegrowanego Ratownictwa (POLICJA, PSP, PRM, GOPR, WOPR, TOPR, ZK).
    2. Ustawy o Służbie Państwowego Ratownictwa Medycznego (stworzenie struktur organizacyjnych, szkoleniowych:
    a. Centralna Stacja PRM (LPR, CMKP, Centrum Koordynacji PRM,);
    b. Wojewódzka Stacja PRM (Dyspozytornie, ośrodek szkoleniowy);
    c. Powiatowa/Miejska Stacja PRM (stacje + podstacje).

    Także powyższa zmiana skutkowałaby tym, że oprócz samej struktury i
    koordynacji działań z integracją – dochodzą rzeczy z uporządkowaniem
    zawodu Ratownika Medycznego – stopniując zawód i umożliwiając
    specjalizację (dodatkowe kompetencje i wzrost wynagrodzenia).

    Oczekuję takich działań, aby to co powyżej zostało w końcu zrealizowane !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *