Nie do końca rozumiem euforię kolegów z redakcji Bezprawnika czy Spider’s Web. Wprawdzie prowadzimy od rana relację na żywo z atrakcyjnych promocji w Black Friday 2016, ale chyba sami siebie oszukujemy, że one naprawdę są atrakcyjne. 

Kolega z kancelarii wybiegł godzinę temu do Arkadii, bo przecież jest „Black Friday”. I pewnie nawet wróci obkupiony od stóp do głów zadowolony z tego jak bardzo udało mu się zaoszczędzić za wszystkie czasy. Przy czym idę o zakład, że gdyby do sklepu poszedł miesiąc temu, to rachunek zysków i strat byłby mniej więcej porównywalny.

Czytaj też: Black Friday – czy promocyjne wyprzedaże mogą ograniczyć prawo do zwrotu i reklamacji?

Black Friday przywędrował do nas ze Stanów Zjednoczonych. Nikt właściwie nie rozumie dlaczego, przecież wcale nie objadamy się indykiem na Święto Dziękczynienia, a jednak wyprzedaże dotarły. To chyba ta słynna globalizacja. Tylko, że kiedy zaglądam na połacie amerykańskiego Amazonu, czytam na Twitterze co wymyśliły tamtejsze markety, a następnie porównuję to z rynkiem naszych polskich sklepów internetowych i usługodawców…

Ale nadal solidarnie oszukujemy się, że znajdujemy atrakcyjne promocje w Polsce. I może faktycznie takie znajdujemy. Jedną, dwie. Internauci żyją PlayStation za 999 złotych, ale generalnie na tym entuzjazm wyprzedażowy się kończy. Czemu nie podzielam entuzjazmu?

Sprzedawcy zawyżyli ceny, by przyznać rabat

To zjawisko jest niestety nadal spotykane, choć mam wrażenie (lub uśpioną czujność), że z roku na rok jakby mniej powszechne. A przecież takie działanie jak podnoszenie cen na kilka dni przed wyprzedażą lub nawet pisanie, że coś było droższe (choć nie było) jest niezgodne z prawem. Zabawę w szeryfów pozostawiam już jednak szanownym przedstawicielom UOKiK-u.

Każdy chce się bawić w Black Friday

I każdy może, tak działa wolny rynek. Ale niestety przez to coraz trudniej wyłapać jakieś ciekawe promocje, ponieważ domorosły rzemieślnik, który po godzinach pracy buduje czołgi z mokrego papieru toaletowego i mąki, postanowił przyznać 5% upustu na swoje rękodzieło. I wszędzie tym spamuje. I takich rzemieślników jest tysiąc.

Polskie promocje są iluzoryczne

Te uczciwie przyznane 15% upustu cieszy, naprawdę. Ale kiedy chwilę później podglądam Stany Zjednoczone z ich upustami na poziomie 60% na produkcie, o który zabijaliby się wszyscy, to jednak mam takie delikatne uczucie zazdrości. Mamy w Polsce Black Friday, owszem, ale jednak dla ubogich przedsiębiorców. Na skromnie.

Promocja na wybrane towary

A nawet jeśli czasem trafi się jakaś fajna promocja w sklepie, którym się interesujemy, to bardzo szybko okazuje się, że obejmuje tylko wybrane towary. Wchodzimy do ulubionego sklepu odzieżowego zachęceni 50% zniżki, ale możemy przebierać jedynie w bluzkach w rozmiarze XXXL, najbrzydszym stroju kąpielowym jaki jest i japonkach. Olejek do opalania z datą ważności do stycznia – gratis.

Bieda Friday, ale walczymy

„To nie jest Black Friday, o który nic nie robiłem” podsumował całą sytuację kolega z redakcji. Ale pomimo przeciwności losu postaramy się znaleźć dla Was jakieś promocje na miarę oczekiwań, na miarę wyprzedażowego szaleństwa, a nie przyznawanych pod presją chwili bieda-zniżek. Naszą relację na żywo możecie śledzić tutaj. Ale niczego nie obiecujemy, bo… wiecie jak jest.