Konwencje genewskie a Gra o Tron, czyli jak wyglądałaby Bitwa o Winterfell, gdyby jej strony przestrzegały prawa wojennego?

Na wesoło dołącz do dyskusji (16) 29.04.2019
Konwencje genewskie a Gra o Tron, czyli jak wyglądałaby Bitwa o Winterfell, gdyby jej strony przestrzegały prawa wojennego?

Udostępnij

Tomasz Laba

W Grze o Tron przed nami największa bitwa w historii tego świata. Siły Białych Wędrowców dowodzone przez Nocnego Króla doszły już do bram Winterfell i czekają na sygnał do ataku. Czy w brutalnym świecie Westeros mogłoby się znaleźć miejsce dla konwencji genewskich? Jak mogłaby wyglądać bitwa o Winterfell, gdyby jej strony podpisały konwencje genewskie?

Wiele osób może być zdziwionych tym faktem, ale sposób prowadzenia wojny między państwami także jest przedmiotem uregulowań prawnych. Z natury rzeczy nie chodzi o ustawy, bo te przecież obowiązują tylko na terenie danego kraju. Ciężko, żeby ewentualny agresor stosował się do przepisów napadającego przez siebie państwa. Prawo wojenne wynika z umów i traktatów międzynarodowych, które zawierają między sobą państwa. Najbardziej znane są oczywiście konwencje genewskie podpisywane jeszcze pod koniec XIX wieku. Przed ich spisaniem i ratyfikowaniem, prawo wojenne było w dużej mierze oparte na zwyczaju, którego, tak czy inaczej, nikt nie egzekwował. Niemniej jednak nawet konwencje nie uchroniły ludzkości przed horrorem drugiej wojny światowej. Czasy się jednak zmieniają, a wraz z nimi sposoby prowadzenia wojny i coraz częściej opinia publiczna naciska na przestrzeganie prawa podczas prowadzenia wojny.

Bitwa o Winterfell

Westeros jest światem fantastycznym i z całą pewnością rządzi się swoimi prawami. Jest to świat brutalny i niebezpieczny, a na dodatek w trakcie jednej z bardziej wyniszczających wojen w jego historii. To również świat, w którym dużą rolę odgrywa zwyczaj oraz honor, a przynajmniej teoretycznie. Te dwie cechy to podwaliny do znanego nam prawa wojennego, które opiera się na zasadzie humanitaryzmu. Nie mam wątpliwości, że bohaterowie (a przynajmniej większość z nich) nie miałaby problemy z zaakceptowaniem zasad znanych z naszego prawa wojennego. Jak zatem mogłaby wyglądać bitwa o Winterfell, gdyby strony tego konfliktu były stronami konwencji genewskich?

Przede wszystkim działania wojenne mogą być skierowane przeciwko personelowi militarnemu. Cywile z natury rzeczy nie mogą być przedmiotem żadnego ataku. Dlatego skonfliktowane strony mają obowiązek odróżniania uczestników walk od ludności cywilnej. To samo dotyczy sanitariuszy oraz personelu medycznego, który podczas walk ma zachować neutralność. Wojska nie mogą atakować personelu medycznego, który w celu rozróżnienia ich korzysta ze znaków czerwonego krzyża lub półksiężyca. W odniesieniu do Westeros to prawo powinno w szczególności być adresowane do armii dowodzonej przez Nocnego Króla. W jej szeregach na próżno szukać cywili, którzy z kolei znaleźli schronienie w bezpiecznym (przynajmniej do tej pory) Winterfell.

Jak wyglądałaby Bitwa o Winterfell, gdyby jej strony podpisały konwencje genewskie?

Powyższe zasady odnoszą się również do jeńców, poddających się lub uciekających przeciwników. Akty agresji przeciwko nim są stanowczo zabronione. W wojnie przecież nie chodzi o zabicie przeciwnika, a jego wyłączenie z walki. Tym samym zarówno jeńcy, poddający się i uciekający nie biorą udziału w walce i strony konfliktu, mają obowiązek o nich dbać. Osoby te mają prawo do poszanowania życia, godności i praw osobistych. Jeśli chodzi o jeńców, to znajdują się oni we władzy państwa-strony konfliktu, a nie oddziału, który ich schwytał. Przetrzymywać się ich powinno z dala od miejsca działań wojennych, a także zapewnić pożywienie i ubranie. Jeńcom nie wolno zakazywać korespondowania z członkami rodzin.

Jeńców wojennych można zatrudnić jako robotników. Co ciekawe, oficerowie mogą być zatrudnieni tylko i włącznie wtedy, kiedy sami się do tej pracy zgłoszą. Sami jeńcy mają prawo do ucieczki z tymczasowej niewoli, a nikt nie może ich karać za jej próbę. Po zakończeniu działań wojennych należy im umożliwić jak najszybszy powrót do domów. To z całą pewnością powinien wziąć sobie do serca Nocny Król, który znany jest z tego, że potrafi wskrzeszać poległych i wcielać ich do swojej armii. Myślę, że takie działanie w świetle konwencji genewskich z całą pewnością mogłoby zostać uznane za zbrodnię wojenną, za którą mógłby być osądzony przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.

Wszyscy fani serialu wiedzą, że Gra o Tron nie zdobyłaby takiej popularności, gdyby jej bohaterowie przestrzegali prawa. W szczególności prawa międzynarodowego, którego prawo wojny jest przecież częścią. Westeros wciąż pozostaje bardzo niebezpiecznym miejscem, w którym warunki dyktują wygrani. Nie pozostało tam już wiele miejsca na honor i rycerstwo.