Naukowcy potwierdzają to, co w głębi duszy wiemy od dawna: ludzie udostępniający demotywatory, coaching i Coelho nie są tytanami intelektu

Na wesoło Społeczeństwo Zdrowie dołącz do dyskusji (478) 15.11.2019
Naukowcy potwierdzają to, co w głębi duszy wiemy od dawna: ludzie udostępniający demotywatory, coaching i Coelho nie są tytanami intelektu

Udostępnij

Jakub Kralka

Independent na swoich internetowych łamach wskazuje na to, czego w głębi duszy chyba wszyscy się domyślaliśmy: ludzie udostępniający pseudointelektualny bełkot to raczej ludzie głupsi, niż mądrzejsi.

Badanie pochodzi sprzed kilku lat, ale wczoraj (najpewniej za sprawą Wykopowiczów) dostało w sieci drugie życie. Pan doktorant Gordon Pennycook wraz ze swoim ówczesnym zespołem badawczym z Uniwersytetu Waterloo z Kanady, przebadał setki ochotników, starając się znaleźć klucz do wyjaśnienia przyczyn wiary w brednie: wymysły, plotki, teorie spiskowe i im podobne zjawiska.

Czym są brednie?

Myślę, że wynik badania nie był specjalnie rewolucyjny, a większość z nas instynktownie i podskórnie wie, że kolega wrzucający na Facebooka demotywatory lub koleżanka cytująca znanego coacha, to nie są ci spośród naszych znajomych, do których zadzwonilibyśmy będąc uczestnikami programu Milionerzy.

Żeby przystąpić do naukowego badania bredni, należy sobie zdefiniować czym w ogóle brednie są. Pennycook postanowił robić to na przykładzie, a było nim zdanie: „Hidden meaning transforms unparalleled abstract beauty”. Szczerze mówiąc – nawet nie mam pomysłu jak ten bełkot przetłumaczyć, więc posłużę się… gotowcem z translatora. W każdym razie nikt z nas nie byłby chyba w przesadnym szoku, gdyby zobaczył na facebookowym profilu koleżanki z podstawówki, która dwa razy powtarzała czwartą klasę, coś w stylu tego obrazka.

Chociaż zaproponowane zdanie pozornie może mieć ukryty sens, tak naprawdę jest jedynie zbiorem modnych słów ułożonych w taki sposób, by przypominało zdanie. Trochę jak z piosenkami Taco Hemingwaya.

Powiem więcej, w sieci nadal działa generator, który podobną metodą tworzy pseudo-artykuły (złośliwych komentatorów uprzedzam zapewnieniem, że ten wpis nie powstał tą drogą). Mnie się udało stworzyć coś takiego.

We can no longer afford to live with stagnation. Suffering is the antithesis of empathy. Yes, it is possible to sabotage the things that can sabotage us, but not without transformation on our side. Today, science tells us that the essence of nature is potentiality. It is in flowering that we are aligned. We must recreate ourselves and empower others. The grid is approaching a tipping point.

Kto kupuje brednie?

300 uczestników badania poproszono o ocenę głębi tak generowanych bredni od skali 1 do 5. Z czasem w badaniu pojawiały się też inne źródła, jak na przykład tweety pana o nazwisku Deepak Chopra, pisarza znanego ze swoich newage’owych poglądów na duchowość i medycynę.

Spora część badanych wykazywała wobec tych oczywistych przykładów bełkotu dość racjonalne podejście, nazywając wypowiedzi niezbyt głębokimi. Byli jednak i tacy, którzy dostrzegli tam głębie. To właśnie te osoby, jak ustalił eksperyment, cechowały się zachowaniami mniej wskazującymi na skłonność do refleksji, gorszymi zdolnościami poznawczymi, większą religijnością, wiarą w zjawiska paranormalne, medycynę alternatywną czy większą podatnością na teorie spiskowe.

Zdaniem autorów badania, istnieje związek pomiędzy tendencją do zachwycania się truizmami, bredniami czy banałami (praca naukowa przez cały czas używa określenia: bullshit), a kapitałem intelektualnym.