Czy jeśli kupisz najnowszego smartfona i prowadzisz firmę, to możesz go wrzucić w koszty uzyskania przychodu? Wszystko, co warto wiedzieć o kosztach firmowych

Biznes Firma Zakupy dołącz do dyskusji (80) 21.11.2018
Czy jeśli kupisz najnowszego smartfona i prowadzisz firmę, to możesz go wrzucić w koszty uzyskania przychodu? Wszystko, co warto wiedzieć o kosztach firmowych

Edyta Wara-Wąsowska

Każdy przedsiębiorca szuka oszczędności. Jednym ze sposobów na zaoszczędzenie części środków jest wliczenie wydatków na firmę w koszty uzyskania przychodu. Dzięki temu osoba prowadząca własną działalność gospodarczą może zmniejszyć kwotę będącą podstawą opodatkowania. Co można wrzucić w koszty firmowe?

Koszty uzyskania przychodu: co to jest?

Koszt uzyskania przychodu to wydatek, który przedsiębiorca ponosi w związku z prowadzoną przez siebie działalnością. Co ważne, wydatek ten musi mieć wpływ na wielkość przychodu osiąganego z prowadzenia firmy. Zgodnie z art. 22 ust. 1 Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych kosztami uzyskania przychodu są również wydatki, które przedsiębiorca poniósł w celu zabezpieczenia źródła przychodów. Wyjątki od tej zasady są określone w art. 23. Chodzi m.in. o wydatki na reprywatyzację, odsetki z tytułu nieterminowej spłaty zobowiązań podatkowych i budżetowych czy wydatki na spłatę rat pożyczek i kredytów. Do kosztów uzyskania przychodu zalicza się także wydatki poniesione przez pracodawcę na zapewnienie prawidłowej realizacji pracowniczego programu emerytalnego. Co ciekawe, kosztem uzyskania przychodu jest również opłata recyklingowa, o której mowa w ustawie z dnia 13 czerwca 2013 r. o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi.

Uwaga: z możliwości wliczenia wydatków na firmę w koszty uzyskania przychodu mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy z US rozliczają się na zasadach ogólnych lub na podstawie podatku liniowego.

Co można wliczyć w koszty uzyskania przychodu?

Ustawodawca nie określił jednak dokładnie, jakie wydatki można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu – stworzył jedynie ogólny katalog poglądowy. Do najpopularniejszych wydatków zaliczanych do kosztów uzyskania przychodu zalicza się m.in. zakup towarów handlowych i materiałów podstawowych, koszty związane z wynajęciem biura, zakup sprzętu komputerowego czy telefonu służbowego, a także np. wydatki poniesione w związku z prowadzeniem strony internetowej poświęconej prowadzonej działalności gospodarczej. Chodzi zatem o to, by zakup dokonany przez przedsiębiorcę przyczynił się do osiągnięcia przychodu i by był faktycznie potrzebny do prowadzenia działalności.

Odpowiadając zatem na pytanie tytułowe – przedsiębiorca jak najbardziej może wliczyć zakup smartfona do kosztów firmowych. Musi jednak wykazać, że jest to telefon do celów służbowych (czyli do rozmów z kontrahentami itd.). I – uwaga – wyłącznie do celów służbowych. Wydatek ma mieć związek jedynie z działalnością gospodarczą prowadzoną przez przedsiębiorcę, a przedmiot zakupu (lub usługa) nie może mieć cech wydatku prywatnego. Przedsiębiorca, który nie jest pewien, czy dany wydatek można wliczyć w koszt uzyskania przychodu, może wystąpić o indywidualną interpretację podatkową. Zwłaszcza że czasem nie jest to takie oczywiste, o czym może świadczyć spór blogerki modowej z fiskusem. 

Jak udokumentować koszty uzyskania przychodu?

Kwestia rozstrzygnięcia, czy dany wydatek można wrzucić w koszty firmowe to jedno. Kolejną ważną kwestią jest sposób udokumentowania tych wydatków. Wytyczne zostały zawarte w rozporządzeniu Ministra Finansów w sprawie prowadzenia księgi przychodów i rozchodów. Podstawa zapisów w KPiR została sprecyzowana w art. 12 ust. 3, pkt 1 i 2 rozporządzenia:

  1. Podstawą zapisów w księdze są dowody księgowe, którymi są:

1) faktury VAT, faktury VAT RR, faktury VAT KOMIS, faktury VAT MP, dokumenty celne, rachunki oraz faktury korygujące i noty korygujące, zwane dalej „fakturami”, odpowiadające warunkom określonym w odrębnych przepisach, lub

2) inne dowody, wymienione w § 13 i 14, stwierdzające fakt dokonania operacji gospodarczej zgodnie z jej rzeczywistym przebiegiem i zawierające co najmniej:

a) wiarygodne określenie wystawcy lub wskazanie stron (nazw i adresy) uczestniczących w operacji gospodarczej, której dowód dotyczy,

b) dat wystawienia dowodu oraz dat lub okres dokonania operacji gospodarczej, której dowód dotyczy, z tym że jeżeli data dokonania operacji gospodarczej odpowiada dacie wystawienia dowodu, wystarcza podanie jednej daty,

c) przedmiot operacji gospodarczej i jego wartość oraz ilościowe określenie, jeżeli przedmiot operacji jest wymierny w jednostkach naturalnych,

d) podpisy osób uprawnionych do prawidłowego udokumentowania operacji gospodarczych — oznaczone numerem lub w inny sposób umożliwiający powiązanie dowodu z zapisami księgowymi dokonanymi na jego podstawie.

Dokumenty, które będą stanowić podstawę do wliczenia danego wydatku w koszty firmowe, muszą być sporządzone w języku polskim, w sposób zrozumiały i pełny – czyli np. używane skróty muszą być powszechnie znane.

Powyższy tekst to zbiór najbardziej podstawowych informacji dotyczących kosztów uzyskania przychodu. W kolejnych artykułach będą poruszane już bardziej szczegółowe kwestie, takie jak np. samodzielne przygotowanie dokumentacji kosztów uzyskania przychodu. Omówione również zostaną poszczególne interpretacje podatkowe.

80 odpowiedzi na “Czy jeśli kupisz najnowszego smartfona i prowadzisz firmę, to możesz go wrzucić w koszty uzyskania przychodu? Wszystko, co warto wiedzieć o kosztach firmowych”

  1. po co komu najnowszy smartfon, jezeli wiekszosc możliwości tego smartfona nigdy przedsiębiorca nie pozna, i nie zastosuje

  2. A co to dokładnie oznacza „tylko użytek firmowy”. Nie mogę z takiego telefonu zadzwonić do domu czy jak… I jak to niby udowodnić?

  3. smartfony dla siebie, żony, dzieci, mamy, taty, brata… samochody też, osobowe za 150 tys każdy i jeszcze narzekanie, że tak mało można sobie odliczyć… aha i paliwko na wożenie dzieci do szkoły też… a co! biedni przedsiębiorcy

    • wiesz są dwie strony medalu: jedna to właśnie ryzyko oszustwa, druga to taka, że dzięki temu wszystko się kręci – jestem za tym, żeby każdy (w sensie jak najwięcej ludzi) było na własnej działalności i waliło co popadnie w koszty – to generuje ruch

        • To nie są żadne publiczne pieniądze, tylko pieniądze wypracowane przez właściciela danej firmy. Jak ich nie wypracuje, to nie ma kwoty podatku, od której coś może odliczyć. Kwota to nie należność tylko podstawa do opodatkowania wg zasad, które wprowadził rząd, ten lub inny. To nie jest żaden przekręt, przywilej ani ustępstwo. Ale spalmy ich wszystkich, tych złych kapitalistów.

          • właściciel firmy nie sprawia że pieniądze magicznie się pojawiają… no chyba, że sprzedaje za granicę :D

          • Jeżeli Pan / Pani wie cokolwiek o jakiejkolwiek przestępczej działalności proszę zgłosić to do właściwej służby prokuratury / urzędu skarbowego. Próba budowania opinii na domysłach, że ktoś coś gdzieś, to paranoja.

          • niestety płacenie publicznymi pieniędzmi za prywatne przyjemności jest jak najbardziej legalne

          • założę firmę, wezmę sobie luksusowego merola za 200 tys – 150 tys z tego odliczę, więc zapłacę tylko 50 tys, a 150 dotuje mi państwo z publicznych pieniędzy

          • no to cfaniaczku ruszaj :), zobaczymy po dwóch latach jak ZUS będzie co miesiąc przychodził i mówił dawaj tysiaka, a US dawaj VAT mimo, że kontrahent ma Cię w pupci i zapłatę za fakturę ujrzysz po 3 miechach :)

            „luksusowego merola za 200 tys – 150 tys z tego odliczę, więc zapłacę tylko 50 tys”
            mało wiesz skoro takie głupoty piszesz…
            Zapłacisz tyle co każdy z tym, że z grubsza od pieniędzy za merola nie zapłacisz dochodowego i VATu (a to raptem ok 1/3), za to poniesiesz koszt leasingu (dalej jesteś na plus).
            No i musisz się sam utrzymać i tego merola.

            Szkoda tylko, że ludzie z takim miernym pojęciem wypowiadają sie na tematy których nie znają….

          • przedsiębiorca kupi sprzęt który niekoniecznie jest mu potrzebny do prowadzenia działalności taniej niż nieprzedsiębiorca

          • Jeśli nawet to co w tym złego? nie-przedsiębiorca nie szuka sobie roboty i nie kreuje miejsc pracy wprost. Chyba tylko tyle, że za przeproszeniem „dupę z żalu ściska”.
            Załóż firmę i cwaniakuj skoro to takie proste i takie dochodowe. Jeszcze raz powtarzam nie wystarczy kupić coś po cenie niższej o podatki, trzeba na to zarobić.

          • to może ja przestanę marudzić, że to nieuczciwe, a w zamian przedsiębiorcy przestaną narzekać, że państwo ich wyzyskuje?

          • Nie wiem co to jest ten merol, ale żebys mógł sobie odliczyć te 150 tyś. to najpierw w danym miesiącu lub kwartale musiałbyś wygenerować dochód w wysokości 900 000-120 000 000 zł. Ja osobiście, bez złośliwości Ci kibicuje. Polska potrzebuje tak przedsiębiorczych osób, pamiętaj aby puścić przelew w terminie do US.

          • nie prowadząc firmy żeby wziąć takie auto też muszę mieć identyczny dochód, ale nikt mi nie zwróci 150 tys

          • Nikt przedsiębiorcy nie zwraca 150 tyś. Nikt nie zabiera Państwu 150 tyś. należnego podatku. W jednym i drugim przypadku auto kosztuje tyle samo i nie ma nic wspólnego bezpośrednio z finansami Państwa. Aby móc wrzucić w koszt tej wysokości kwotę, nawet zamortyzowaną na ileś tam miesięcy, trzeba osiągać niesamowite obroty i dochody, co jest mokrym snem i przedsiębiorcy i ministra finansów. Różnica jest taka, że przedsiębiorca jest przedsiębiorcą przez 24h i używa go wyłącznie lub głównie do celów związanych z zabezpieczeniem źródła przychodu. Kowalskiego może boleć to, że to niesprawiedliwe, że ten zły kapitalista pewnie tym firmowym autem robi zakupy, ale prawda jest taka, że przedsiębiorca jest przedsiębiorcą nawet na klopie. To jak takie auto jest używane, jak jest rozliczane, szczegółowo, aż do bólu, reguluje prawo. Kowalski, który nie jest przedsiębiorcą, używa takiego auta do załatwiania tylko i wyłączenie swoich prywatnych spraw. Wracając do sedna sprawy, pomniejszanie kwoty podatku dochodowego o koszt nie jest żadnym wybiegiem, sztuczką księgową, obejściem prawa. Zwykły Kowalski rozliczając roczny PIT, również korzysta z różnych odpisów, ulg, w celu pomniejszenia kwoty podatku, co daje zwrot nadpłaconego podatku, a więc nienależnego, idąc Pana tokiem myślenia, uszczuplając publiczne pieniądze. Dla Państwa rządzone przez tą lub inną partię, bolączką nie jest co przedsiębiorca wrzuca w koszt, co jest uregulowane i działa, a przestępcze praktyki z lewymi fakturami, fikcyjnym obrotem podatkiem VAT lub zwykłą szarą strefą. Dlatego brnę tu z taką zaciekłością w tą pogawędkę, bo szerzysz zwykłą, pustą demagogię i filozofię Kaliego.

          • Kowalskiego boli bardziej to, że dzieci przedsiębiorcy szpanują w gimnazjum kupionymi na firmę iPhonami:)
            Co do ulg dla zwykłych ludzi, to ja bym generalnie zlikwidował większość z nich, jeśli nie wszystkie, bo są polem do nadużyć (tak samo jak dał jedną stawkę VAT na wszystko) i po prostu obniżył podatki zamiast tego

          • Kolo załóż firmę, jeśli uważasz, że to jest sposób na kupienie dzieciakom nowych iPhone’ów – zrób to jeśli to takie proste. Po prostu zrób to skoro to takie „opłacalne”. Generalnie pitolisz głupoty.
            Co do likwidacji ulg zgadzam się – ale z równoległym obniżeniem podatków.

          • Kolo ja mam po prostu dość słuchania, jak to państwo wyzyskuje przedsiębiorców, bo nic sobie nie mogą od podatku odliczyć… i tak, po likwidacji ulg, podatki możaby było obniżyć.. pewnie i tak państwo by było na plus

          • Nie wiem gdzie słyszysz to biadolenie. JA widzę natomiast biadolenie jak to inni mają lepiej. Skoro tak uważasz to bądź tym innym.

          • To jest właśnie to, że większość tych malkontentów uważa, że można nie wypracować zysku i kupić „merola”. Niestety tutaj nie ma „czy się stoi czy się leży”.

        • Obserwując stylistykę i nacechowane w wypowiedziach, mam pytanie – czy jeśli jako przedsiębiorca, który dobrze prosperuje, płace bardzo duże (kwotowo) podatki, a jednocześnie wliczam w koszty uzyskania przychodu zakupy telefonu, samochodu itp, to okradam skarb państwa??

      • Heh. Jest pewna stopa podatku, która zapewnia wpływ do państwa pieniędzy na odpowiednim poziomie. Pojawiają się ludzie, którzy zaczynają wrzucać w koszta działalności coś, co nimi nie jest i dzięki temu płacą niższe podatki. Wpływy do państwa maleją. Rząd w odpowiedzi podnosi podatki. Wysokie podatki skłaniają większą grupę ludzi do kombinowania z kosztami i znów wpływy do państwa staja się niewystarczające. I tak kręcimy się w kółko.

        Wyjście ze spirali -> zwiększenie kontroli nad tym, co zaliczane jest w koszta. I stąd właśnie mamy JPK, który będzie wprowadzany na coraz większą skalę.

        • Ty tu piszesz o groszach które „wyciągną” małe biznesy od państwa a tymczasem wyciekają miliardy na dużych firmach które kombinują z uciekaniem do rajów podatkowych.
          Totalna bzdura: zwiększanie kontroli nie spowoduje uszczelnienia bo te skupią się na małych podmiotach które najłatwiej udupić – właśnie przez ciulowe prawo. Jeśli mała firma (1, 2, do 10 osób) ma zatrudnić kogoś do zabawy z fiskusem to zauważ, że generuje to po jej stronie wzrost kosztów na samych etatach od 100 do 20% – ale według Ciebie to remedium :)
          Widać masz mdłe pojęcie jak Ci mali działają. Dlatego jeśli taki ktoś sobie coś wrzuca w koszty a jeździ czy dzwoni z tego prywatnie to nie widzę problemu – dzięki niemu jest ruch w biznesie 0 ktoś zarobił (jakiś sklep w którym kupił), jakiś bank gdzie wziął kredyt/leasing. Osoba ta żyje na wyższej stopie więc konsumuje więcej dóbr drogich i daje zarobić innym – czyli państwu. Ale przecież w idealnie szczelnym systemie mogłaby siedzieć na zasiłku :)
          Takie trochę słabe podejście masz – chciałbyś zabierać 33% a 5|% gardzisz, natomiast nie widzisz tego, że zamiast tych +5% możesz mieć na minusie kolejnego obywatela którego będziesz musiał utrzymywać.

          • No tak, VAT wcale nie został uszczelniony dzięki jpk, a wpływy z tego tytułu wcale nie są większe.

            Nie widzisz problemu z tym, że ktoś wydaje na swoje zachcianki pieniądze, których brak m.in. ty musisz pokryć? Spoko. Ja widzę.

          • Ale jakie Twoje pieniądze?

            Podobnie jak MSNPC masz mierne pojęcie o tym o czym się wypowiadasz.

            W dużym skrócie – kupując iPhone’a za 3 tyś Ty wydasz 3 tyś z pieniędzy które zarobiłeś – musiałeś zarobić prawie 5tyś (700 zapłacił pracodawca podatku + ZUSy – ale ty o tym nie wiesz). Przedsiębiorca musi wystawić fakturę na minimum 3,7tyś netto, żeby zobaczyć te 3 tysiaki na iPhone’a. Pewnie, że potem odliczy sobie VAT i wciągnie w koszty czyli suma sumarum wyjdzie mu za ok 2tyś – ALE musi najpierw te dochody mieć. Niby ostatecznie wyda 1/3 mniej niż Ty ale musi z tego opłacić ZUS, obsługę księgowego jeśli ma, lub za jakiś soft i uwaga – musi sobie sam pracy szukać.
            Ludzie takim miernym pojęciem jak Ty i Tobie podobni w tej tematyce myślą, że taki przedsiębiorca to leży a kasa mu płynie.

            Jeśli tak jest to weź załóż firmę i bądź takim chojrakiem.

          • No nie, nie wiem ile kosztuje zatrudnienie pracownika na umowę o pracę ani ile przedsiębiorca płaci podatków i ZUSu. A nie, czekaj, wiem, bo prowadzę własną działalność i zatrudniam jedną osobę na umowę o pracę.

            Dlaczego uważam, że moje pieniądze? Bo hajs się musi zgadzać. Jeśli ktoś go nie płaci, bo się miga, to ściągną od innych. To naprawdę prosty mechanizm.

          • Masz firmę czy tak Ci się wydaje, że tak jest?
            Zdarzają się czarne owce ale nie wylewa się dziecka z kąpielą.

          • Prowadzę sobie JDG, mam jednego pracownika zatrudnionego na umowę o pracę (tak jak napisałem i nie, nie na minimalnej pensji), radzę sobie, nie narzekam. Więc wygląda na to, że „mam” „firmę”, co również napisałem wyżej. A Ty? Co Ci się wydaje, że masz?

            W każdym razie, odkąd sobie prowadzę własną działalność, zacząłem zwracać uwagę na rzeczy, na które wcześniej uwagi nie zwracałem. I, opierając się na własnych doświadczeniach, twierdzę, że nie są one rzadkie.
            Oto kilka przypadków:
            1. Zatankowałem sobie paliwo do samochodu, poszedłem do kasy zapłacić i powiedziałem, że chcę fakturę. Usłyszałem pytanie „na ile?”. Zdziwiony zapytałem na ile mogę i czy np. na 400 zł (zatankowałem za ok. 200). Okazuje się, że bez najmniejszego problemu, tylko musiałbym zapłacić jeszcze dodatkowe 10 zł za każde 100 zł więcej od tego, co wskazało na dystrybutorze. W ciągu 5 lat usłyszałem takich pytań dosyć sporo na różnych stacjach.

            2. Wizyta u mechanika samochodowego. Po usłyszeniu kwoty, którą mam zapłacić poprosiłem o fakturę. Okazało się, że jeśli chcę fakturę, to cena jednak będzie wyższa. Tutaj również z powodzeniem trafiałem na powtórkę sytuacji w różnych miejscach.

            3. Loteria paragonowa. Akurat przypadkiem usłyszałem, że oczekują paragonu od kosmetyczki, a żona się następnego dnia wybierała. No to powiedziałem żeby wzięła paragon, bo w sumie czemu nie. Dowiedziałem się wtedy, że w tym salonie kasa stoi bardziej pro forma i raczej żaden klient nie otrzymuje paragonu.

            4. Pisze do mnie znajomy znajomego pytając czy nie chcę kupić aparatu fotograficznego. Oczywiście zapytałem jaki, ale okazało się, że to obojętne – „no bo on ma firmę i robi koszty”.

            Więc nie uważam, że czarne owce się „zdarzają”. Jest ich bardzo wiele i nawet się z tym nie kryją. Ba! Niektórzy obnoszą się z tym, są z tego dumni, a i potrafią zyskać ludzi kibicujących ich postawie, no bo przecież „okrada złodzieja”. Ale tym złodziejem jest państwo. Tyle, że państwo to nie jest potwór z innego wymiaru. Państwo to np. ja i np. Ty. Oni również. Więc kibicują tym, którzy ich okradają.

          • Prowadzę sobie działalność, czasem trochę etatu (bo nie chcą b2b).

            1. Nigdy. Na Orlenie tankuje – raz miałem problem bo odjechałem i blach nie było widać.

            2. Normalna sytuacja – w sensie takim, że jak w małym zakładziku zechcesz fakturę to się okazuje, że poprzednia kwota to takie zaniżone netto. Czy to takie złe? W tej skali nie – takie mam zdanie. W sumie i tak decyzja należy do Ciebie więc fakturę wziąć możesz.

            3. Wprowadzanie kas fiskalnych „na siłę” jest głupie – tak jak kolejne ograniczenia. Tam gdzie obrót nie jest za wielki, a klient to osoby prywatne (w tym przypadku to prawie znajomi, albo znajomi znajomego, ostatecznie ludzie którzy regularnie korzystają z usług) pomysł na kasę jest kretyński (znam jeszcze kilka innych przykładów). Wprowadzając prawo trzeba się zastanowić czy i jak ludzie je będą przestrzegać. Taki głupi przykład – niedaleko mnie ustawili zakaz skrętu w lewo – na najkrótszej drodze wyjazdowej z miasta (dołożyli do przejazdu dwoje świateł i jakiś 1km – w porze korków lekko licząc +15min). Skutek był taki że korki na ulicy wzrosły – część kierowców nie widziała, część widziała i świadomie łamała, a część wjeżdżała na parking 20m dalej po czym zawracała i wyjeżdżała. Brawo zakazy! Po 3 miesiącach wycofano się z tego. Przykład drugi – widziałem jak w Norwegii wyznaczali ścieżki w parku – zasadzili wszędzie trawkę, poczekali aż ludzie wydeptali i tam zrobili.

            4. Przykład totalnie z dupy – pokazujący właśnie takie kretyńskie myślenie – kogoś kto działalności nie miał. Co z tego, że zrobisz koszty na 2, 10, 50 tyś – musisz i tak zarobić więcej żeby mieć na życie i od tej większej kwoty i tak podatek zapłacisz. Na dłuższą metę to nie ma sensu i od razu wyjdzie w papierach, że coś nie halo – firma jest po to by zarabiać a nie wychodzić na zero (musisz i tak mieć te przedmioty na stanie, potem sprzedasz je ze stratą).

            Państwo właśnie jest potwór bo wprowadza kolejne zakazy i durne przepisy które większości utrudniają życie a w perspektywie czasu i tak znajdują obejście. Prawo ma być proste i jednoznaczne (przy zachowaniu uniwersalności – co jest diablo trudne). Podatki niskie i bez ulg – wtedy system będzie jasny i szczelny bez tabunu nadzorców (czyli tańszy).

            BTW też masz najnowszego merola za 200k? i też wyszedł Cię on za 50k?

          • 1. Też głównie tankuję na Orlenie, ale nie zawsze. Tam tego nie spotykam. Z tym, że nie było widać blach to jest jakaś lipa (ze strony Orlenu). Chociaż korzystasz pewnie z karty biznestank, wiec to ma jakieś uzasadnienie (jest zniżka uzależniona od ilości zatankowanego paliwa w okresie miesiąca). Niemniej, numer rejestracyjny nie jest nijak wymagany na fakturze.

            2. Moim zdaniem to nie jest normalne. Nie ma faktury, wiec jest niższa cena. Niższa cena jest, bo nie zapłacą od tego podatku. Jeśli istnieje kilka zakładów w okolicy, to mogą więcej zarobić za to samo, gdyby w każdym zakładzie była dla klienta taka sama cena. Ale o klienta trzeba zawalczyć, wiec można to zrobić ceną. Nie płacąc podatków możesz zaoferować tę samą usługę w niższej cenie niż ci, którzy płacą. To pociąga za sobą konsekwencje – konkurencja albo pada, albo również zaczyna kombinować na podatkach.

            3. Drogi i ścieżki mają się nijak to przepisów z zakresu podatków. Ale fakt, że istnieją głupie przepisy. Nie napisałem o kosmetyczce, która usługi świadczy znajomym i znajomym znajomych, ale o normalnym salonie w nie najmniejszym miasteczku. Posiadanie kasy fiskalnej jest obowiązkowe od pewnego limitu kwotowego (20000 zł), ale w pewnych branżach tego limitu nie ma. Dlaczego nie ma? Bo nigdy by go oficjalnie nie przekroczyli. A kasa fiskalna ma zapewnić, że każda transakcja zostanie opodatkowana. Weszło to, bo ludzie nie przestrzegali prawa luźniejszego. Teraz też część z nich olewa, ale pewnie mniejsza lub na mniejszą skalę niż bez kasy.

            4. Dlaczego niby przykład z dupy? Jak najbardziej prawdziwy i wcale nie taki rzadki. Przeczytaj jeszcze raz – w tej propozycji nie ten posiadający działalność miałby zapłacić za aparat, a ten, który faktycznie go kupuje. Tylko fakturę na tamtego, w zamian otrzymując część vatu. Jasne, że wyjdzie w papierach, że jest coś nie halo. Jasne, że przydałoby się mieć to na stanie w razie kontroli, ale jeśli nie wciągniesz tego na listę wyposażenia, to czy naprawdę musisz? Ci ludzie nie myślą co będzie w razie kontroli, chcą tylko więcej pieniędzy mieć w danej chwili. Inna sytuacja na takiej samej zasadzie, chociaż bardziej z kiedyś niż z dzisiaj (bo ceny dla prywatnej osoby są już całkiem przystępne). Propozycja wzięcia znajomym numeru w abonament na swoją firmę (bo korzystniejsza oferta). I tak bierzesz w JDG 10 numerów, kasę na abonament dostajesz, ale wrzucasz to w koszty.

            Tak, część przepisów podatkowych jest skomplikowana. Tak, część jest nad wyraz zaostrzona. Ale skomplikowana i zaostrzona jest dlatego, że na dosyć dużą skalę nie przestrzegano tych prostych i łagodnych przepisów (pomijając VAT – ten wymyślono żeby ludzie nie wiedzieli jak duże podatki płacą).
            A to wszystko ma na celu zapewnienie odpowiednich wpływów do budżetu. Stosowane i sprawdzone metody z najnowszej historii naszego kraju:
            – podwyższenie podatków (vide wyższe stawki vat od ok. 2011 roku);
            – zwiększenie kontroli, zastosowanie zaostrzeń przepisów (vide JPK czy odwrotne obciążenie w usługach budowlanych albo, jeśli uznać składki ZUS za podatek, to wprowadzenie jednego rachunku do wszystkich składek);
            – zmniejszenie podatków (vide niższa akcyza na alkohol za pierwszych rządów PiS).

            Tak, też mam najnowszego merola wartego 200k, ale wyszedł mnie 25k. Sęk w tym, że nie jest merolem i nie jest najnowszy ;)

          • 1. Z tym numerem też nie wiedziałem – właśnie o to chodzi, że jest masa bzdurnych przepisów, ktoś potem wyskakuje z kolejną bzdurą (numer na fakturze) i nagle sam nie wiesz czy musisz go tam mieć czy nie.

            2. Nie mówię, że to normalne – mówię, że tak jest (zgadzać się z tym nie muszę). Właśnie dlatego podatki powinny być maksymalnie niskie a kary wysokie. Nawet przy nieświadomym społeczeństwie czy też akceptującym łamanie prawa ryzyko będzie większe niż potencjalny zysk z unikania podatków.

            3. „Nie napisałem o kosmetyczce, która usługi świadczy znajomym i znajomym znajomych, ale o normalnym salonie w nie najmniejszym miasteczku.”

            Ale to dokładnie tak wygląda :) Klientki w salonie znają się z prowadzącą.

            20k jest głupie – znasz kogoś kto żyje rocznie za 20k? :) – to jest chore właśnie. Przecież to się w miarę łatwo da zweryfikować (stosunkowo łatwo). Możesz weryfikować dostawcę (np drobnego sprzedawcy ulicznego), albo koszty (salonu kosmetycznego) – pytanie tylko czy warto się czasem czepiać. Kasa jest drogą pierdołą w małej firmie a oszustwa nie ukróci. To co wpisałem – wprowadzając przepis musisz mieć na uwadze czy i jak łatwo można go minąć, wprowadzając takie przepisy które łatwo obejdziesz prowadzisz w konsekwencji do tego, że ludzie zaczynają zlewać prawo.

            4. Z dupy bo wyjdzie przy kontroli, z dupy bo koszty masz ograniczone dochodami. Ile takich aparatów nabierzesz jeden, dwa? Nie oszukujmy się skala minimalna. Musisz tez mieć na uwadze, że warunki gwarancji są inne. Nie warte wylewania dziecka z kąpielą.

            „Ale skomplikowana i zaostrzona jest dlatego, że na dosyć dużą skalę nie przestrzegano tych prostych i łagodnych przepisów”
            Właśnie nie. Jestem programistą – jeśli mam błąd to często jego naprawa sprowadza się do prostej łatki – ale po jakimś czasie muszę zrobić krok do tyłu i poprawić całość bo ilość błędów, zmiany przepisów/procesów – czyli życie nieco zmieniło logikę działania i niejako pewne elementy tworze na nowo. Z prawem tak nie ma. Dokłada się nowe łatki a każda łatka to kolejne dwie dziury. Ulicę też możesz do czasu łatać aż w końcu zostają same łaty…. Podobnie przepisy – tu jest tragedia.

            Co do merola – czyli jednak się nie da :) i tak kolorowo nie jest.

          • Klientki w salonie znają się z prowadzącą, a właściwie to z pracownicami salonu, bo taka specyfika pracy. Znasz się ze swoim fryzjerem? Ta sama zasada.
            20k nie jest wcale głupie. Gwarantuje, że nie musisz na początku tej kasy używać, na spokojnie możesz się rozkręcać. Swoją drogą tak, znam kogoś, kto żyje za 20k rocznie. Kasa nie jest drogą pierdołą – dzięki odliczeniom możesz spokojnie jej koszt zrównać z zerem.

            Dla Ciebie zabawa z aparatami czy innym szukaniem lewych kosztów nie jest warta świeczki (moim też nie), bo przecież wyjdzie, ale wielu to zlewa. Piszę Ci po prostu jak jest, jak ludzie robią.

            Fajnie, że porównujesz pisanie kodu i utrzymanie oprogramowania do powstawania i reformowania prawa, ale to nie jest takie proste. Z iloma interesariuszami spotykasz się przy tych zmianach w kodzie? Jak wielu z nich utrzymanie status quo jest na rękę? Jakie konsekwencje wywołasz tym napisaniem wszystkiego od nowa? Możesz najwyżej próbować to porównywać do wydawania nowej wersji Windowsa – niby przydałoby się wiele rzeczy od początku, ale z drugiej strony zostajesz na jądrze, które ma już 25 lat (a które przecież też nie powstało całkiem od nowa) i chcesz utrzymać kompatybilność z tyloma standardami, sprzętami i oprogramowaniem, że ciężko zliczyć.

          • 20k na rok – zaokrąglijmy 2k na miesiąc.

            Wynajęcie mieszkania 1k, prąd, gaz, woda inne opłaty 600zł, za 400zł przeżyj miesiąc – polecam. Mówimy o normalnej osobie, rodzinie (dochodzą koszty przedszkola, ciuchów dla dzieciaków) – rzeczy które wymieniam nie odliczysz od podatku. Ja nie mówię, że się nie da. Chodzi mi o normalną sytuację, z perspektywy państwa 2ok rocznie nie jest normalnie bo nie rokuje rodziny i potomstwa, nie generuje zysków. 20k na rok jest chore i nieżyciowe 60k to minimum – w ogóle taka kwota powinna być wolna od podatku + kolejne 60k jeśli masz rodzinę + kolejne 60k zwolnione od podatku za każde dziecko. To stymuluje do pracy, do zarabiania więcej, do posiadania rodziny a nie 500+.

            To, że wielu tak robi – no to niech robią – wolę kombinatora który jakoś przęgnie, opłaca sobie ZUS i podatki (bo suma sumarum nie możesz jechać na 0 bo Ci się US dopierniczy w końcu), niż takich co jadą na garnuszku państwa.Dlaczego? Bo dla mnie podatnika wychodzi taniej (państwo, żeby dać Ci 100zł musi zabrać Ci co najmniej 200zł.

            „Fajnie, że porównujesz pisanie kodu i utrzymanie oprogramowania do powstawania i reformowania prawa, ale to nie jest takie proste.”
            Jest. Zamiast Windowsa popatrz na MacOS :) BTW jądro Windowsa też jest zmienione. Wszystko jest kwestią podejścia i szerszego patrzenia.
            Jakie są konsekwencje złych zmian w kodzie i rewolucji która zostanie źle przeprowadzona? Trochę wyobraźni – załóżmy, że robisz masowo powszechne urządzenia z niewielką marzą – jeśli błąd wyjdzie Ci na rynku i musisz go naprawić na swój koszt to jesteś w dupie. Jeśli rewolucji nie przeprowadzisz i wyjdzie błąd jest podobnie. W obu przypadkach możesz udupić, z tym, że bez rewolucji w kolejnych iteracjach i wersjach masz coraz większe szanse udupienia bo masz łatki do łatek i oryginalnego zamysłu twórcy/algorytmu nikt już nie pamięta. Podobnie jest z prawem – po n zmianach zamysł który przyświecał ich twórcą zostaje zatarty

          • Nie musisz mi mówić, że 20k to mało. 40k to też mało. Przy 60k też nie poszalejesz tak naprawdę.

            Zobacz na wpływy do ZUS w tym roku i porównaj z zeszłym – aktualnie wpłacono ponad 11 mld zł więcej niż rok temu. Opłaca się wprowadzać zmiany.

            MacOS? Pamiętasz nie było łatwo przesiąść się na PowerPC przecież ;) W każdym razie – zmiany w prawie są bardziej zależne od innych czynników niż zmiany w oprogramowaniu.
            Błąd w urządzeniu można przekuć w marketingowy sukces. Albo upaść. Historia zna więcej tych drugich przypadków. Nie zdołali wydać poprawionej wersji albo było już na to za późno.

          • Chodzi o to, że można zrobić rewolucję i odnieść sukces – nie od razu ale na koniec dnia. Właśnie o to powinno chodzić władzy, nie ot żeby jutro było jako tako, ale żeby przyszłe pokolenie miało lepiej. U nas nie ma takiej wizji, są tylko łatki.

          • Wiesz, nie napisałem przecież, że zmiany nie są możliwe, a tylko, że są trudniejsze niż się wydaje ;)

        • Rozumiem, że pod pseudonim Kofeina kryje się urzędująca minister finansów Pani Teresa Czerwińska, bo to jest jedyna w Polsce osoba, która ma prawo nie spać po nocach, bo „wpływy z podatków są za niskie”. Państwo jest dla obywatel. Obywatele nie są po to, aby tyrać na Państwo i zapewniać Państwu odpowiednie stopy wpływów. Część osób sugeruje, że w Polsce jest mocna grupa, która sobie takie lody kręci, w takim dobrobycie się obraca, że koniecznie trzeba dokręcić śrubę, wziąć pod lupę, „bo coś musi być na rzeczy”. To jest myślenie odwetowe. Przykre. Jednak co najbardziej mi uwłacza, to kryjąca się w tym wszystkim sugestia, że Polska nie jest Państwem prawa i urzędy, niezależnie czy to jest ten czy tam ten rząd, nie pracują całkiem sprawnie. Co nie jest prawdą. Poza skrajnymi przypadkami, znanymi z doniesień medialnych, jak ta prowokacja z żarówką, łatwo jest mieć kontrole z Urzędu i są one przeprowadzane rzetelnie i normą jest, że wykazują różne problemy. Ale Ci wredni kapitaliści i tak mają różne czarcie sztuczki, aby oszukiwać społeczeństwo i nie dzielić się z nim dobrami, które przecież muszą być domeną wspólną.

          • Mamy 23:10, więc to raczej wieczór. Sypiam bardzo dobrze, choć niewiele, nie musisz się martwić.
            Żyjemy w kraju, w którym kombinowanie co wrzucić w koszty, od kogo można wziąć wyższą fakturę, jak nie płacić ZUSu itd. jest powodem do dumy. Stąd właśnie te działania odwetowe od strony państwa. Mamy jpk – rekordowe wpływy z VATu, mamy jedno konto zusowskie (a przy okazji nastąpiły zmiany w księgowaniu składek) – rekordowe wpływy do ZUS. Państwo jest dla obywatela, spoko. Ale potrzebuje kasy, by funkcjonować sprawnie. Oczywiście, że są miejsca, w których kasa ta jest przepalana, ale przecież nie napisałem nigdzie, że to właśnie popieram. Na same urzędy skarbowe, czy inne, nie narzekam również, a ZUS uważam za jedną z lepiej działających instytucji.

  4. Na dobrą sprawę w artykule nie przedstawiono jednoznacznej odpowiedzi na pytanie zadane w tytule :) Tyle o ile wytłumaczono czym są koszta firmowe, bez sprecyzowania, czy można w koszta wrzucić NAJNOWSZEGO smartfona. Tak, jakby ktoś uciął końcówkę i puentę.

    Z mojego doświadczenia wiem, że US lubił czepiać się ceny telefonu („czy aby na pewno potrzebny był taki drogi?”). Sytuacja oczywiście jest bardziej komfortowa dla programistów, którzy telefonu nie używają tylko do rozmów, tylko np. do testów aplikacji.

    • „czy aby na pewno potrzebny był taki drogi?”
      i właśnie za takie pytanie osoba z US i zawracanie Ci przysłowiowej d… powinna beknąć karą – to przedsiębiorca prowadzi działalność i on na siebie bierze to ryzyko – a przecież mógłby siedzieć na zasiłku…

  5. Pytaneczko: czy mogę kupić smartfon od osoby prywatnej i wliczyć go w koszty na podstawie umowy kupna-sprzedaży?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *