Perfumy, kosmetyki i biżuteria to koszty uzyskania przychodu blogera modowego. Blogerka wygrała spór z urzędem skarbowym

Podatki Zakupy dołącz do dyskusji (52) 22.08.2018
Perfumy, kosmetyki i biżuteria to koszty uzyskania przychodu blogera modowego. Blogerka wygrała spór z urzędem skarbowym

Udostępnij

Joanna Buchwałd-Musińska

Jedna z blogerek modowych zaskarżyła w sądzie niekorzystną dla siebie interpretację podatkową. Fiskus nie miał wątpliwości, że przedmioty prezentowane jako koszty uzyskania przychodu blogera, są w istocie wydatkami o charakterze osobistym. Sąd jednak przyznał rację kobiecie.

Zawód – bloger

Do niedawna prowadzenie bloga modowego traktowano jako hobby, nie mające wiele wspólnego z „prawdziwą pracą”. Młode pokolenie na rynku pracy wyznacza jednak nowe kierunki i inne standardy. To, co dotąd wydawało się błahym zajęciem, dziś może być przedmiotem nieźle prosperującej działalności gospodarczej. W obrębie może więc generować koszty uzyskania przychodu (porównaj: blogowanie podatki). Te, natomiast, nie zawsze są dla fiskusa oczywiste. Czy można, bowiem, na zdrowy rozum, perfumy, biżuterię i kosmetyki uznać za koszty uzyskania przychodu blogera? Okazuje się, że tak.

Koszty uzyskania przychodu blogera to również kosmetyki, perfumy czy biżuteria

Blogerka modowa postanowiła zaskarżyć interpretację podatkową, w której fiskus odmówił zaliczenia na poczet kosztów uzyskania przychodów przedmiotów pozornie niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Blogerka zamierzała uzyskiwać dochód dzięki udostępnianiu powierzchni reklamowej oraz dzięki zleceniom reklamodawców. Prezentowane na blogu produkty zamierzała traktować jako koszty uzyskania dochodu blogera. W odpowiedzi fiskus uznał jednak, że wskazane wydatki nie służą osiągnięciu przychodów, zachowaniu i zabezpieczeniu ich źródła. Z interpretacji urzędu skarbowego wynikało, że nie prowadzenie bloga stanowi źródło przychodu, ale oferowana powierzchnia reklamowa.

Niekonsekwentny urząd skarbowy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach zadecydował, że w sporze racja leży po stronie blogerki, a we wskazanej interpretacji podatkowej uznał decyzję fiskusa za przejaw niekonsekwencji. Trudno bowiem nie uznać za koszty uzyskania przychodu wydatków na przedmioty, będące środkiem do osiągnięcia tych przychodów. Skoro więc blog generuje przychody z tytułu działalności gospodarczej, to wydatki poniesione w kierunku podniesienia atrakcyjności i popularności witryny będą kosztami uzyskania przychodu.

Blogerka udowodniła, że wydatki są bezpośrednio skorelowane z potencjalnym przychodem, a – co za tym idzie – nie stanowią wydatków o charakterze osobistym. WSA uznał, że przedmiotem wątpliwości fiskusa powinny być poszczególne wydatki, których poniesienie nie miało by związku z przychodem. Wówczas podatnik musiałby udowodnić celowość budzących wątpliwości kosztów. Tymczasem urząd skarbowy nie tylko nie przeprowadził postępowania dowodowego, ale w uzasadnieniu ograniczył się wyłącznie do analizy wniosku.

Konsumpcja czy marketing?

Specyfika pracy blogera polega m.in. na budowaniu atrakcyjności witryny. Koszty uzyskania przychodu blogera modowego na pozór mogą rzeczywiście wydawać się wydatkami osobistymi. Jeżeli jednak bezpośrednio przekładają się na uzyskanie przychodu, urząd skarbowy nie powinien ich podważać. WSA podkreślił jednak, że relacja ta nie może pozostawiać wątpliwości. Przypomnijmy, że od kilku lat fiskus bardzo restrykcyjnie traktuje blogerów, którzy – w opinii urzędów skarbowych – próbują zaliczać na poczet działalności gospodarczej wydatki konsumpcyjne. Z uwagi na stosunkowo świeże zjawisko blogowania, prawodawstwo jest w tej kwestii jeszcze niewystarczająco precyzyjne. Blogerom, natomiast, nie pozostaje nic innego jak walczyć o korzystne interpretacje podatkowe.