Będzie można odsprzedać grę na Steama w pełni legalnie? Sąd właśnie stanął po stronie konsumentów

Gorące tematy Technologie Zakupy dołącz do dyskusji (140) 21.09.2019
Będzie można odsprzedać grę na Steama w pełni legalnie? Sąd właśnie stanął po stronie konsumentów

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Z najnowszego wyroku francuskiego sądu wynika, że odsprzedaż gier ze Steama jest jak najbardziej legalna w świetle unijnego prawa. To z pewnością ucieszy wielu użytkowników platformy, zwłaszcza, że Valve – jej właściciel – ma tylko miesiąc, by dostosować swój regulamin i zasady do wyroku sądu. Pytanie brzmi jednak, czy faktycznie tak się stanie.

Odsprzedaż gier ze Steama w pełni legalna

Obecnie odsprzedaż gier ze Steama jest zakazana, podobnie zresztą jak odsprzedaż kont. Teraz jednak – przynajmniej w przypadku samych gier – wszystko ma się zmienić. Francuski sąd orzekł bowiem, że sprzedaż gier na Steamie jest całkowicie legalna w świetle unijnego prawa, a użytkownicy platformy powinni mieć możliwość sprzedaży „zdematerializowanych” towarów, jakimi są gry w bibliotece na Steamie.

Wszystko zaczęło się od procesu, jaki francuska grupa konsumencka wytoczyła Valve już trzy lata temu. Teraz jednak, 17 września 2019 r., paryski sąd uznał, że zakaz odsprzedaży gier na Steamie jest niedozwolony w świetle unijnego prawa. Francuski sąd opierał się zarówno na unijnych dyrektywach jak i orzecznictwie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dyrektywy uznają bowiem zasadę „wyczerpania prawa”, co oznacza, że jeśli sprzedaż utworu (w tym przypadku gry) nastąpiła za autoryzacją (czyli za pozwoleniem i pełną świadomością autora), to dalsza odsprzedaż leży już w gestii nabywcy. Co oznacza, że konsument, który zgodnie z prawem nabył dany utwór, powinien mieć możliwość jego odsprzedaży. Problem polega na tym, że dyrektywy odnoszą się do odsprzedaży kopii fizycznych. Teoretycznie zatem przepisy nie obejmują produktów niematerialnych, jakimi są gry w bibliotece Steam. Francuski sąd uznał jednak, że taką interpretację można odnieść także do produktów niefizycznych, które np. pobiera się i instaluje na komputerze.

Subskrypcja, która nie jest subskrypcją

Valve broniło się, że gry na Steamie są nie tyle kupowane, ile „wypożyczane”, co miałoby zapobiegać odsprzedaży (bo skoro czegoś nie kupiono, tylko „wypożyczono”, to nie można byłoby tego sprzedać – kupowanie gier na Steamie zdaniem Valve nie ma miejsca). Tyle, że francuski sąd zwraca uwagę na fakt, że subskrypcja, która oferuje Valve, w rzeczywistości… nie jest właściwie subskrypcją. Dlaczego? Subskrypcja powinna być na określony czas – w przypadku gier na Steamie tak jednak nie jest. Zdaniem sądu klienci platformy nabywają po prostu licencję.

Valve nie chce się poddać bez walki

Co na to wszystko Valve? Oczywiste jest, że firma nie zgadza się z wyrokiem sądu. Wydała zresztą oświadczenie, w którym podała, że planuje odwołanie się od decyzji i do czasu apelacji nie będzie wdrażać żadnych zmian. Co jednak, jeśli wyrok zostanie podtrzymany? Teoretycznie Valve powinno wtedy dostosować się do wyroku sądu i umożliwić oficjalnie odsprzedaż gier na Steamie, informując o tym jednocześnie użytkowników. W innym wypadku firmie grozi ogromna kara finansowa – 3000 euro dziennie przez pół roku. Pytanie jednak brzmi, czy Valve mimo to nie będzie wolało zapłacić astronomicznej grzywny i nie usuwać spornej klauzuli ze swojego regulaminu. Na razie jednak użytkownicy Steama muszą wstrzymać się z odsprzedawaniem swoich gier.