Czy właśnie trwa pełzający zamach na wolność internetu w Polsce? Nie rzuca się w oczy – idą jednym przepisem na ustawę

Gorące tematy Państwo Technologie dołącz do dyskusji (42) 06.09.2017
Czy właśnie trwa pełzający zamach na wolność internetu w Polsce? Nie rzuca się w oczy – idą jednym przepisem na ustawę

Jakub Kralka

Nie ma Kodeksu internetu, nie da się go zmieniać tak, jak ustawę o Sądzie Najwyższym. Nie wiem czy mamy obecnie do czynienia ze zbiegiem okoliczności czy sprytem ustawodawcy i pełzającym zamachem na wolność internetu w Polsce. 

Redaktor Marcin Maj tonował trochę nastroje odnoszące się do ostatnich zmian w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Że Gazeta Wyborcza trochę histeryzowała i że zmiany wcale nie muszą być takie złe. Ja mam co do tego pewne wątpliwości, szczególnie kiedy spojrzymy na sprawę w szerszym kontekście, kiedy niczym w amerykańskim serialu zaczniemy łączyć ze sobą pewne zdarzenia.

Nie chcę być złym prorokiem, zresztą zupełnie poważnie uważam, że obecny ustawodawca nie jest dostatecznie bystry i przebiegły, by wznieść się na taki poziom działań prawnych, ale chciałbym zasygnalizować pewną bardzo niepokojącą i groźną w skutkach tendencję, którą ktoś może wykorzystać dziś… lub ktoś zupełnie inny za dekadę. Zwłaszcza, że zupełnie przy okazji dowiedziałem się, że podobne obawy ma Patryk Słowik (laureat Grand Press) z Dziennika Gazety Prawnej, gdy poprosił mnie o komentarz do przygotowywanego przez siebie artykułu (do przeczytania w piątkowej DGP).

Niechlujstwo legislacyjne czy świadome furtki?

Zmiany dotyczące prawnych regulacji internetu nie odbywają się w tak transparentny i spektakularny sposób, jak np. niedoszła wielka rewolucja w polskim sądownictwie, ale jeśli zaczniemy łączyć ze sobą kropki – pojawiają się powody do przynajmniej zaniepokojenia. To nie są nowe ustawy, to nawet często nie są ustawy związane bezpośrednio z zagadnieniami technologicznymi, za to rozsiane i przygotowywane przez niepowiązane ze sobą resorty.

Gdzieś się pojawia zdecydowanie większa kontrola nad pre-paidami w tzw. „ustawie antyterrorystyczne”, a to z kolei jakiś rejestr stron niedozwolonych w tzw. „ustawie hazardowej”. Na ten moment są to strony oferujące gry hazardowe i to te nielegalne. Ale istnieje zagrożenie, że w każdej chwili rejestr ten rozciągnie się na każdą stronę w internecie, która chociażby wspomniała o jednym z nieobecnych w Polsce serwisów hazardowych, a może nawet opublikowała po prostu zdjęcie piłkarza grającego przed kilkoma laty w Realu Madryt czy AC Milan, gdy ich koszulki zdobił firmy bukmacherskie.

Zresztą, podobne niechlujstwo interpretacyjne, choć do samego internetu odnoszące się już tylko pośrednio, towarzyszy nam na przykład w tzw. „ustawie antynikotynowej”, gdzie definicja reklamy produktów tytoniowych istnieje tylko teoretycznie, za to z całą pewnością jest zakazana. Znajomy bloger pytał mnie ostatnio czy może w ogóle napisać artykuł o paleniu e-papierosów i IQOS-ów – nie byłem w stanie udzielić mu jednoznacznej odpowiedzi. Nie chciałem brać odpowiedzialności za to, że ktoś nieprzychylnie dla niego zinterpretuje fatalnie nieprecyzyjny przepis ustawy. Bo mógłby.

Kolejne groźne pomysły na horyzoncie

Politycy, póki co nieoficjalnie, wspominają o ryzykownych pomysłach walki z „fake news” oraz zagranicznym kapitałem w mediach. Co więcej – wydaje się, że każda ze zmian w prawie niesie za sobą potencjał o wiele bardziej rygorystycznych ograniczeń swobody sieci, niż te, do których przywykliśmy i które dziś powstały na skutek ich stosowania. Gdybym miał prognozować i „doradzać” to w obliczu nadchodzącej lawiny uchodźców (oczywiście) należałoby raz na zawsze rozwiązać również problem legalności VPN.

Jeśli tego typu zmian zacznie przybywać, na podobnych zasadach i z podobną intensywnością, nie zdziwiłbym się na widok publicystycznych nagłówków o „pełzającym zamachu” na internet, który znaliśmy do niedawna. Nie zdziwiłbym się też, gdyby były to nagłówki spóźnione. Pogłoski o zmianach w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną również budzą mój niepokój. Część postulatów uważam za trafne, ponieważ obecna konstrukcja notice & takedown w wyjątkowo nieostry sposób określa sposób postępowania w przypadku naruszeń prawa i to do tego stopnia, że znanemu warszawskiemu adwokatowi przed Sądem Najwyższym udało się bardzo mocno zakwestionować jej autorytet – w mojej ocenie niesłusznie i ze szkodą dla internetu jako takiego.

Facebook i Google – internet sam w sobie. Ale to nadal własność prywatna

Pogłoski o pozostałych zmianach w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną wkomponowują się jednak nieco w tę narrację o „pełzającym zamachu”, ponieważ dokonywałyby niejako „wywłaszczenia” usługodawców internetowych z ich własnych stron. Motywacji ustawodawcy można przypisać pewną słuszność, gdy zauważy się, że Facebook czy Google stały się internetem samym w sobie, zaś administratorzy tych serwisów regularnie już podejmują arbitralne decyzje o ustalonej linii politycznej. Gwoli sprawiedliwości należy zauważyć, że nie tylko Polska, ale i na przykład Niemcy są zaniepokojone obecną pozycją tych portali.

Ja jednak muszę w tym wypadku stanąć w obronie własności prywatnej oraz prawa administratora do decydowania o tym, co znajduje się w witrynie, którą z własnej inicjatywy powołał, z własnej inicjatywy prowadzi i z własnej inicjatywy finansuje. Co więcej, nieostrość postulowanego art. 1. ust. 3 projektu ustawy wprowadza chaos decyzyjny, z którym ta sama nowelizacja chce przecież walczyć w przypadku doprecyzowywania zasad działania konstrukcji notice & takedown. Moje obawy wzbudza więc nie tylko sam pomysł, ale również liczne problemy, z którymi administratorzy spotkaliby się w praktyce, wliczając w to scenariusze, w której przedsiębiorcy internetowi stają się zakładnikami internautów, także tych zatrudnianych profesjonalnie przez partie polityczne w charakterze tzw. „trolli”.

Czy właśnie trwa pełzający zamach na wolność internetu w Polsce?

Tego nie wiem. Z jednej strony nie podejrzewam naszego ustawodawcy o taki spryt, biorąc pod uwagę grację z jaką uprawia na przykład politykę międzynarodową czy reformę sądownictwa. W oderwaniu jednak od bezpośrednich intencji (które, nauczone chyba przykładem ACTA, raczej są stonowane i boją się ataku na wolność internetu) należy podkreślić, iż coraz częściej w polskich ustawach zaczynają się pojawiać przepisy, które „odpalane” w stosownym momencie i w stosownej formule, mogą okazać się bardzo skutecznym i sprawnym narzędziem cenzury sieci.

42 odpowiedzi na “Czy właśnie trwa pełzający zamach na wolność internetu w Polsce? Nie rzuca się w oczy – idą jednym przepisem na ustawę”

  1. Mam rozumieć, że partia, która zatrudnia setki trolli szerzących fake newsy, chce walczyć z fake newsami?

    Do intelektualnej żenady roku trochę brakuje (moim faworytem jest nowa książka do wdż zaakceptowana przez men), ale zasada ‚złodziej krzyczy łapać złodzieja’ jest na czasie.

  2. Ciekawe czy jak już kurz opadnie po Dobrej Zmianie kolejne pokolenia uwierzą, że walka z komunizmem w Polsce do była walka o wolność a nie o koryto i władze. No i jak ocenią patriotyzm. No bo w końcu autorzy tych zmian to jedyni prawdziwi bojownicy o wolność i demokrację oraz jedyni mający prawo nazywać się patriotami.

    A przy okazji prawica na całym świecie kojarzy się z ograniczeniem swobód obywateli i ingerencją państwa we wszystkie aspekty życia?

    • „A przy okazji, prawica na całym świecie kojarzy się z ograniczeniem swobód obywateli i ingerencją państwa we wszystkie aspekty życia?”

      W sumie to chyba nie załapałem czy to miała być ironia czy na serio :P

      • Jedno i drugie :)
        Jak byłem młodszy to prawica kojarzyła mi się ze swobodami obywatelskimi i ograniczeniem roli państwa a dzisiaj trudno mi podać takie przykłady.

        • Pomijając fakt, że osobiście uważam podział prawica/lewica za przestarzały, to w teorii nadal prawica powinna Ci się kojarzyć tak samo. Niestety PiSowi udało się wmówić ludziom, że zaliczają się do partii prawicowych, a w dodatku często są wręcz z prawicą utożsamiani (patrz twór Zjednoczona Prawica).

          • To nie tylko PIS. Orban też zawłaszcza Węgry, nie mówiąc już o Erdoganie. Ci, którzy przedstawiają się dzisiaj jako prawica działają jak kiedyś komuniści.

          • Przyznam się, że nie śledzę jakoś dokładnie tego co się dzieje na Węgrzech (mamy wystarczający burdel u siebie), więc w sumie nie wiem na czym to „zawłaszczanie” miałoby polegać. To znaczy wiem kto tam rządzi, jakie z grubsza ma poglądy, ale jakie ustawy wprowadza to nie mam pojęcia. Erdogan jako prawica to dość odważne stwierdzenie, w końcu to świat islamu (inna kultura, po części inna cywilizacja), podczas gdy podział na prawicę i lewicę ma korzenie w jakby nie patrzeć chrześcijańskiej Francji. W sumie też nie słyszałem, żeby Erdogan kiedyś określił siebie jako prawicowca (bo ideały wygląda, że ma zgoła nie prawicowe). Raczej nie ma sensu sugerować się tym jak się kto nazywa i przestawia, ja mogę ludziom mówić, że jestem Świętym Mikołajem ale to jeszcze nie znaczy, że faktycznie nim jestem. Sam posługuję się tymi określeniami nieco na siłę, bo taki sztywny czarno biały podział był dobry w czasach gdy go wprowadzono i w czasach gdy go wprowadzano. Wiele osób używa tego podziału bo zdaje się być prosty i łatwy do zrozumienia, no tylko właśnie czy faktycznie wszyscy rozumieją co oznacza? Patrząc na FB, teksty blogerów czy komentarze pod nimi, śmiem wątpić. Co do porównania z komunistami, to też jak dla mnie na wyrost. Nikt nie idzie siedzieć za np. kolportaż antyrządowych ulotek (aczkolwiek jakieś tam cechy wspólne zarówno tego jak i poprzednich rządów z komunizmem zawsze da się znaleźć).

  3. Miało być o zamachu na wolność internetu a jest jojczenie bo fejsbuk i google najbardziej na nowej ustawie oberwie.

  4. Jak ryjbuk cenzuruje to dobrze. Ale polską flagę można deptać.Dobrze robią, że chcą walczyć z gnoami. Każde media swoją politykę będzie prowadzić, tylko Polakom nie wolno.

  5. Od jakiegoś czasu już szukam i nadal nic. Czy u nas cokolwiek się robi by rozwijać coś takiego jak projektowanie prawa wspomaganego komputerowo?
    Jak to jest możliwe, że darzymy prawników takim szacunkiem społecznym a tak niewiele od nich wymagamy jeżeli chodzi o kompetencje przy projektowaniu prawa?
    Wyobrażacie sobie most lub samochód zaprojektowany od tak na kolanie – albo wierzowiec gdzie budowlańcy zabierają się do niego jak do budowania szopy?

    Czasem mam wrażenie, że gdyby cała nasza cywilizacja była tak budowana jak nasze prawo – tak niechlujnie i bez wspomagania się ani sensownymi narzędziami ani procesami (prawnikiem nie jestem ale nie znalazłem wiele w sieci na ten temat) to jeden dzięcioł rowalił by to wszystko w 5 minut.

    Może i przesadzam, może się nie znam – ale chciałbym w ten sposób zwrócić uwagę na to jak niewiele oczekujemy od produktu jakim jest ‚prawo’, które ma na nasze życie absolutnie istotny wpływ a jak bardzo potrafimy wymagać i oczekiwać od przedmiotów „codziennego użytku”.
    Jeszcze bardziej dziwne jest to, że tak niewielu prawników zabiera głos w sprawie tego jak bardzo partaczona jest ta praca już na etapie tworzenia prawa.

  6. 1. niedocenianie inteligencji politykow to czesty blad. to ze ktos wydaje sie glupcem moze oznaczac ze chce za takowego uchodzic.
    2. pelzajacych zamachow w ostatnich 2 latach mielismy juz duzo, tylko jakos niewiele z tego wynika.
    3. wolnosc gospodarcza konczy sie tam gdzie zaczyna sie monopol.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *