Płażyński tylko wykorzystał instytucję dotacji dla firm i nie ma tu jego winy. Ale lepsze byłyby pożyczki spłacane np. podatkami

Biznes Firma dołącz do dyskusji (26) 06.03.2019
Płażyński tylko wykorzystał instytucję dotacji dla firm i nie ma tu jego winy. Ale lepsze byłyby pożyczki spłacane np. podatkami

Udostępnij

Jakub Kralka

Kacper Płażyński, niedoszły prezydent Gdańska, jest dzisiaj grillowany przez ogólnopolskie media związane z opozycją. Moim zdaniem niesłusznie. 

Facet ma w miarę poukładane w głowie, co jest niekłamaną rzadkością w jego opcji politycznej, a Gazeta Wyborcza nakręcaniem fikcyjnych problemów robi wszystko, by stworzyć nam kolejnego Mariusza Błaszczaka. Niepotrzebnie.

Nie ma absolutnie ani jednego powodu, żeby mieć zarzuty wobec Kacpra Płażyńskiego. Są setki powodów, żeby mieć zarzuty wobec instytucji dofinansowań dla przedsiębiorców zaczynających działalność gospodarczą.

Pisałem dziś felieton na temat 500+. Premier Morawiecki sugerował, że bogaty człowiek powinien mieć SUMIENIE i nie pobierać świadczenia. To oczywiście – dowodziłem – błędne założenie, ponieważ państwo jest dla wszystkich i nie wolno kogoś dyskryminować tylko dlatego, że odniósł sukces finansowy, a jednocześnie nagradzać za życiowe porażki. Zwłaszcza, że to w dużej mierze właśnie ci nie odnoszący porażek tworzą sukces tego państwa. Podobnie widzę to w kwestii dotacji dla startującej firmy.

Kacper Płażyński zarejestrował się jako bezrobotny, gdyż to jest warunkiem utrzymania unijnej dotacji w wysokości 20 000 złotych dla startującej firmy. Znam wiele osób, które rejestrowały się jako bezrobotne tylko po to, by otrzymać dotację na start swojego przedsiębiorstwa. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe, by nagle wykazać swoją bezrobotność. Dlatego wierzę, że jeśli ktoś faktycznie ma takie możliwości, to albo naprawdę dobrze kombinuje, albo jego sytuacja zawodowa i tak nie wyglądała najlepiej. Niewykluczone zresztą, że Płażyński po poniesieniu politycznej porażki, naprawdę potrzebował takich pieniędzy. Natomiast nawet jeśli ktoś „kombinuje” i staje się bezrobotnym tylko w celu uzyskania dotacji – powtarzam – nie widzę w tym niczego niemoralnego. Taka dotacja należy mu się, bo tak chciał ustawodawca polski lub unijny. Wystarczy spełnić warunki.

A czy ustawodawca dobrze robi? Ja oczywiście zlikwidowałbym dotacje aktywizujące zawodowo, przynajmniej w obecnej postaci. Na pewno komuś to pomaga, jednak w dużej mierze jest to marnowanie publicznych pieniędzy na studentów, którzy chcą spełniać marzenie o pierwszym komplecie gadżetów od Apple. Ludzie dotacje biorą, „bo dają”. To nie jest tak, że jest to realna potrzeba. Jeśli ktoś potrzebuje kapitału, to zwykle i tak są to zbyt małe kwoty.

Zamiast dotacji – nieoprocentowane pożyczki

Ze wszystkich sposobów marnotrawienia publicznych pieniędzy, wspieranie rozwoju przedsiębiorczości jest najmniej głupim, choć to dalej tylko puste, bezrefleksyjne rozdawnictwo. Wydaje mi się, że dużo lepszym rozwiązaniem byłyby jednak nieprocentowane pożyczki. Moim zdaniem to już wielka pomoc stanowiąca alternatywę dla firm pożyczkowych. Ale po takie pieniądze zgłasza się ktoś, kto ich naprawdę potrzebuje. Niech stracę – niech to nawet będzie model, w którym pożyczkę umarza się proporcjonalnie do płaconego podatku dochodowego. Jeśli ktoś nie podoła i nie da rady spłacić pożyczki, będzie mogła zostać umorzona, ale tylko po jakimś sensownym uwiarygodnieniu dlaczego nie poszło. Czyż to nie jest fantastyczna koncepcja?

Kacprowi Płażyńskiemu dostaje się, bo jest z PiS-u, więc Gazeta Wyborcza i Na Temat nie lubią go z urzędu, natomiast tak wyglądała zakładanie działalności gospodarczej w Polsce z definicji. Fajnie wygląda nagłówek, że ktoś WZIĄŁ 20 000 złotych, natomiast ja mogę tak godzinami, bo wziął też Jacek, Kamil, Basia, Konrad, Ewa, Tomek itd. Nie jest to dobry mechanizm, natomiast patologia ma charakter instytucjonalny na szczeblu krajowym i unijnym. Być może przy okazji tego medialnego zamieszania warto rozpocząć rozmowę na ten temat.