Polskich podatków nie da się lubić, ale Polacy pilnie potrzebują mądrego podatku katastralnego

Gorące tematy Nieruchomości Społeczeństwo dołącz do dyskusji (291) 15.09.2020
Polskich podatków nie da się lubić, ale Polacy pilnie potrzebują mądrego podatku katastralnego

Jakub Kralka

Choć nie jestem przesadnym zwolennikiem podatków po polsku, coraz częściej przekonuję się do koncepcji podatku katastralnego. Polacy pilnie go potrzebują. Tym co studzi mój entuzjazm, jest indolencja legislatora, który prawie na pewno wprowadziłby ten podatek w zły sposób.

Jak tu lubić polskie Podatki?

Idea podatków jest ciekawa, natomiast wieloletnie narodowe doświadczenia z wdrożeniem tej koncepcji doprowadziły nas do nieuniknionej konkluzji, że podatki są złe. Oto bowiem zamiast zrzucać się na wiele ważnych kwestii wspólnymi siłami, odbiera nam się bardzo dużo pieniędzy, w patologicznych przypadkach konfiskując nawet i połowę pensji. Co więcej – dodatkowo kamuflując ściągane z nas podatki pod postacią abonamentu RTV, akcyzy czy podatku cukrowego, często w nieuczciwy sposób, a – co gorsza – w sposób skomplikowany. Ja na przykład bardzo chętnie oddawałbym państwu 25% wszystkiego, co zarobię. Ale niech to będzie koniec. Żadnych deklaracji, składek ZUS, abonamentów, opłat przesyłowych i skomplikowanych przepisów. Jedna strona A4, zamiast ustaw podatkowych powiększających się w tempie mogącym pożreć niejedną galaktykę.

Drugim problemem podatków jest fakt, że pieniądze zabierane są najbardziej rozsądnym dysponentom – ich właścicielom. Kupując smartfona czytamy artykuły na jego temat, oglądamy filmy, idziemy do MediaMarkt trochę się nim pobawić na wystawie. Urzędnik kupuje z publicznych pieniędzy dziesiątki tysięcy smartfonów, z których nawet nie będzie korzystał. Nie obchodzi go, czy wybierze dobrze. Tak samo jest z budową dróg, inwestycjami w armię, zatrudnianiem podwładnych urzędników itd.

Żyjemy więc w kraju, w którym ciągle przybywa podatków, są one bardzo skomplikowane, a obywatel stoi na straconej pozycji w konfrontacjami z urzędami skarbowymi, choć te wcale nie stronią od pomyłek czy przeczących sobie stanowisk. Co gorsza, wszyscy widzimy, że te pieniądze są wydawane źle, a w ostatnich latach bardzo źle – politycy kupują sobie możliwość władzy, przekupując część społeczeństwa, zamiast inwestować w rozwój kraju.

Podatek katastralny jest tym, czego Polacy potrzebują

Oczywiście mam nadzieję, że nikt powyższych akapitów nie planuje rozpatrywać w kategorii jakiegoś „wstępu do teorii podatku”. Chciałem jednak nakreślić z jak ciężkim sercem przychodzi mi pisanie artykułu, w którym być może postuluję wprowadzenie jakiejś nowej daniny.

Wracając do teorii podatku. Ten w Polsce służy tylko jednemu celowi: zasileniu budżetu państwa. Czasem próbuje się mu przypisywać szczytne cele, jak na przykład podatkowi cukrowemu, który niby miał odchudzić Polaków. Robi to tak fantastycznie, że wpływa na cenę miodu, a zanim Bezprawnik i kilka innych mediów podniosło medialny lament, chciano też opodatkować nim napoje light. Podatkom można przypisywać górnolotne hasła, ale ostatecznie sprowadza się to jednego – by zabrać ludziom pracy jeszcze więcej, zasilić budżet państwa, a po drodze odsypać trochę żonie czy instruktorowi narciarstwa.

Podatek katastralny nie jest oczywiście potrzebny, by zasilić budżet państwa. Jego rola powinna mieć charakter wyłącznie odstraszający. A konkretnie – odstraszający duży kapitał od inwestycji w nieruchomości.

Młodzi ludzie nie mają gdzie mieszkać

Każdego dnia czytam w sieci artykuły o galopujących cenach nieruchomości (co nie dziwi, Polacy z racji polityki gospodarczej rządu tracą obecnie pieniądze najszybciej w Europie – inflacja jest gigantyczna, a stopy procentowe znikome). Poprzedzają je analizy o tym, że młodzi mieszkają z rodzicami, wynajmują mieszkania na studenckich warunkach po kilka osób w mieszkaniu lub też ostatecznie mają jakieś zasoby pozwalające na wynajem kawalerki, ale już nie na wzięcie kredytu.

Problem ten nasila się i pogłębia. Póki co kryzys spowodowany COVID-19, choć wiele na to wskazywało, nie uruchomił jeszcze rynku mieszkaniowego dla mniej zamożnych – i nie wiadomo czy tak się stanie w najbliższym czasie.

Coś poszło nie tak, bo rozglądam się dookoła i widzę, że własne mieszkanie przestało już tylko być poza zasięgiem leniwych gamoni zaczytujących się w „Kapitale XXI wieku” czy innych nieudaczników uważających pracę za wykraczającą poza ich lewicową godność. Własne mieszkanie to powoli cel nieosiągalny dla singli, ciężko i uczciwie pracujących par, a nawet osób w górnych 20% zarabiającej Polski, których przeraża nie tylko koszt kredytu, ale przede wszystkim – towarzyszące mu ryzyko.

Rozmawia w tramwaju dwóch kolegów: Czemu nie kupisz sobie tego iPhone’a, przecież to twoja dwutygodniowa pensja? No właśnie – nie uważam, by było mnie na niego stać, skoro to moja dwutygodniowa pensja. Trudno się zatem dziwić, że sporo osób niby może, ale jednak nie może sobie pozwolić na mieszkanie, skoro taka przyjemność to ich „trzydziestoletnia pensja”.

Mieszkanie oczywiście nie może być tanie

Nie uważam, żeby własne mieszkanie było prawem. Wiele osób nie stara się dostatecznie, by zasłużyć na taki przywilej. Część czeka, aż spadnie z nieba. Nie da się jednak ukryć, że w Polsce bardzo mocno zabliźnia nam się grupa osób, która na mieszkanie nie zasługuje z grupą osób, która nie może sobie na nie pozwolić, a powinna.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, jednakże w mojej ocenie jedną z głównych jest fakt, że nieruchomości stały się konikiem współczesnej magnaterii. Giełda to zabawa dla pasjonatów, którzy naoglądali się Wilka z Wall Street. Dzieła sztuki są dobre dla wariatów, a inwestowanie w metale szlachetne dla ubranych na zielono krasnali. Polacy natomiast chcą być rentierami, nie tylko zresztą Polacy, bo całe budynki wykupują też przybysze z zagranicy, by następnie wydzielać je na Airbnb, dla studentów, dla Ukraińców czy wreszcie dla za biednych na kredyt.

O podatku katastralnym mówi się od lat

Skoro więc problem młodych jest na tyle istotny, że trąbią o nim wszystkie media, a rząd uważa, że łatwiej będzie nakraść pieniądze przy systemach państwowego budownictwa społecznego (które nigdy nie działają), być może warto rozważyć pewną formę interwencjonizmu państwowego, która docelowo zmusi kapitał do odpuszczenia tym biednym nieruchomościom na rzecz innych metod inwestycji.

Niech to będzie podatek katastralny, ale podatek mądry. Taki, który nie karze chłopaka, który właśnie odziedziczył mieszkanie po babci. Taki, który wybacza, że ktoś chce mieć dom na mazurach, mieszkanie w Warszawie i kawalerkę w Gdańsku. Bo to mieści się w granicach celów i marzeń życiowych tych lepiej sytuowanych Polaków, a karanie ich za tego typu zaradność byłoby wprawdzie tym co państwo uwielbia, natomiast przy okazji zaprzeczeniem wolności.

Z kolei podatek katastralny wymierzony w magnatów hurtowo skupujących nieruchomości mógłby przyjmować charakter progresywny. Z każdym kolejnym mieszkaniem, poczynając na przykład od trzeciego, powiększałby się o kilka procent. Jeszcze wyższy w przypadku nieruchomości dla firm. Chodzi o to, by nie opłaciło się mieć 7 czy 8 mieszkań, a mieszkania numer 5 i 6 musiałyby być już w sposób oczywisty bardzo rentowne.

Można marzyć o korzyściach, ale to jest Polska

Nie wiem czy wprowadzenie podatku katastralnego mogłoby być receptą na problemy młodych w konfrontacji z rynkiem nieruchomości. Instynktownie tak mi się właśnie wydaje. Pamiętajmy jednak, że każda forma tego typu interwencji niesie za sobą szereg trudnych do przewidzenia konsekwencji. Zarobione na podatku katastralnym pieniądze należałoby z kolei bezpośrednio przetransferować na system taniego budownictwa. Niech to nawet będzie jeden blok rocznie w każdym z dziesięciu największych miast w Polsce. Ale niech będzie. Z 20-procentową zniżką dla pracowników na przykład biedującej budżetówki. No dobrze, troszkę chyba za bardzo odkrywam w sobie socjaldemokratę.

Nie mam jednak złudzeń. Politycy nie wprowadzają podatków, by służyć obywatelom, tylko robią to wyłącznie dla siebie. Jeżeli jakaś forma podatku katastralnego rzeczywiście zawiśnie nad Polską, to – mogę się założyć – będzie idiotyczna. Młode małżeństwo będzie wtedy musiało redukować swoje dwa pokoje na Mokotowie w kawalerkę na Woli, a wykupowane przez Norwegów apartamentowce w Krakowie będzie się dało wyprowadzić na jakąś spółkę-krzak z Indonezji, która uniknie nowego podatku, a do bloków dewelopera państwowego będzie na przemian wprowadzała się lokalna wierchuszka PiS i PO.

291 odpowiedzi na “Polskich podatków nie da się lubić, ale Polacy pilnie potrzebują mądrego podatku katastralnego”

    • Dobry bo? Karze tych którym się udało, którzy chcą się rozwijać, oferują wynajem mieszkań itp.? Taaaaak „dobre” pomysły mordujące wolny rynek i umacniające socjalizm.

      • DLatego nawet ludzie zamożni, którzy mają wiele mieszkań, popierają PIS (a nie tylko wieś, patola i dojącuy social, jak myślą w gw, tvn i onecie). Tylko siedzą cicho, ale popierają i glosują za PISem bo PIS jest przeciwny katastralnemu.

        • podatek belki to jest jeden akurat, najuczciwszy podatek, i jako jedyny mógłby zostać.
          Zwłaszcza gdyby wprowadzić model estoński spółek.
          (czyli bez CIT, dopóki nie wypłacamy dywidendy)

          i żadnych innych podatków od osób fizycznych.

          Bo podatek belki jest bardzo prosty:
          „osiągnąłeś zysk na terytorium ‚naszej mafii’ płacisz 20% tego zysku, i cześć”

          uczciwa 1/5 i nie trzeba się walić z fakturami kosztowymi, zbieżnością tytułów ubezpieczeń, różnicami stawek vat, umowami śmieciowymi itd.

          • placi sie 19 % i to NIE jest uczciwy podatek,bo mial byc tylko na 2 lata a pozatym juz NIE ma stawki 19 % w reszcie pdoatkow.
            Trzeba miec cos z mozgiem,zeby popierac ten podatek teraz,gdy GPW ledwo jzu zipie,daleko z ainnymi gieldami,gdy klienci indywidualni i ci z TFI i z OFE poniesli kolosalne straty a wielu nigdy jzu nie wyjdzie nawet na zero

          • no pomyliłem się jeden procent.

            a że na 2 lata, to bujda na resorach, co że po dwóch latach, co niby się miało zmienić?
            kapitał krajowy i zagraniczny miałby przestać inwestować?

            Prosty podatek, nie da się na nim kombinować.

            Ja wiem że ten podatek niektórych wyjątkowo boli, bo dawniej był oknem do ucieczki od opodatkowania,
            ale właśnie trzeba unikać innych gorszych podatków. A z perspektywy to tamte inne likwidować.

          • to jest własnie bardzo dobry podatek, tylko w otoczeniu wszystkich innych wygląda na zły.
            Przynajmniej nie mogą go unikać obce kapitały spekulacyjne i nikt inny też.
            Jest prosty, i łatwy w egzekwowaniu. Zatem nie generuje kar i domiarów po kontrolnych.
            Totalnie proporcjonalny, żadnych progów.

            można spokojnie likwidować wiele innych podatków w tym kraju, to napędzi inwestycje a wpływy z tego będą rosły.

          • O jakim zysku bajasz skoro na początku roku za pieniądze włożone do banku mogłem sobie kupić bułkę a dziś już nie. A jeszcze dodatkowo „podatek Belki” zmniejszy siłę nabywczą moich pieniędzy.

            Podatek Belki to jedna wielka granda. Im większa inflacja tym większa.

          • podatek ten dotyczy też pożyczek między osobami prywatnymi i między firmami,
            dywidend
            zysków z giełdy i jeszcze paru innych rzeczy.

            a jak nie masz zysku to go nie płacisz.
            [inna sprawa to patrzenie na sam podatek odnosząc tylko do bieżącej chorej sytuacji, trzymania przez rząd stóp procentowych tak nisko w oderwaniu od faktycznej inflacji]

          • No to jeszcze raz. Wskaż mój zysk, który został opodatkowany.

            1 stycznia.
            Kuba ma 10 zł i ja mam 10 zł.
            Kuba kupuje sobie bułkę mcChickena i odkłada do szafki bo nie jest głodny.
            Ja też nie jestem głodny, ale daję pieniądze do banku.
            Mija 9 miesięcy, Kuba zgłodniał i ja zgłodniałem. Kuba przypomina sobie, że ma w szafce mcChickena i się nią najada (wiadomo, że to się nie psuje latami).

            Ja wybieram pieniądze z banku. 102,4 zł bo od 3 zł odsetek fiskus zajumał mi 60 groszy podatku. Ale…. o dziwo!
            Nie jestem w stanie kupić bułki bo kosztuje już 11 złotych a nie 9,80 zł.
            Pytam się Ciebie – gdzie jest mój zysk skoro tak dużo zarobiłem, że nie stać mnie na zakup bułki, którą 9 miesięcy temu mogłem kupić?

          • Firmy go nie płacą o ile pamiętam. Dlatego bogaci trzymają kasę w zamkniętych funduszach inwestycyjnych bo formalnie to one są właścicielem aktywów i belki nie ma.

        • Taaa inny rodzaj inwestycji czyli jaki? Przy obecnej inflacji nie ma poza zlotem innego na tyle bezpiecznego. Dodatkowo jesli ktos chce powiększać dochody z wynajmu to go karzesz. Moze jeszcze podatek od ilosci samochodów tak by nikt nie mógł np stworzyć prywatnej firmy wynajmującej pojazdy bo ma byc kazdemu po równo, lub podatek od wielkości firny, ilosci tv itp. Bzdurne? Oczywiscie tak jak katastralny

          • Mówi człowiek, kiedy inflacja w Stanach wynosi 1,5%, a w Polsce 3%. I nie mówmy, że nieoficjalnie jest wyższa, bo ci, którzy inwestują w złoto, raczej mają na tyle pieniędzy, że wydatki na jedzenie (drożejące ostatnio szybciej) stanowią nie kilkanaście-kilkadziesiąt procent, a jakieś może 3, może 5%.
            Nie ma być każdemu po równo, ale analogia z samochodami jest chybiona. Masz komunikację miejską, rower, pociąg, samolot, prom, które są dobrymi zamiennikami samochodu w wielu przypadkach. W przypadku miejsca zamieszkania to wybór jest mieszkanie albo dom (ew. akademik w przypadku studentów), ale i to i inne jest drogie. Nie zameldują Cię przecież w namiocie z Decathlonu. Tak żyć w sumie można fizycznie, ale prawnie masz wtedy duży kłopot.

          • Masz wynajem mieszkania socjalne, rynek wtórny itp. jest wiele alternatyw, skupujący mieszkania kupują zwykle z rynku pierwotnego więc alternatywa jest tylko trzeba chcieć. Zapracuj na mieszkanie nigdy w historii te nie były od ręki dostępne.

          • Gdzie mieszkania socjalne? Mieszkanie Plus? Może jestem ślepy, ale ja tego nie widzę.
            Na rynku wtórnym mieszkania też nie są najtańsze – na Pradze Płd. w Warszawie (Gocławek) mieszkanie w raczej kiepskim stanie szło w lutym za 9500 zł za metr. Czyli dla rodziny z jednym dzieckiem to na dobrą sprawę >450000 zł, żeby mieściło się w normach budowlanych. I to wcale nie w najlepszej miejscówce. Inne większe miasta zresztą nie mają wiele taniej. Pominę fakt, że zostało wylicytowane w trymiga.
            W akademiku nie możesz wiecznie mieszkać.
            Chyba nieuważnie czytałeś mój wpis o dziadkach, albo też go nie czytałeś. Dostali za wysługę lat, ZA DARMO, w ’91, tuż przed upadkiem ZSRR. Pracowali w wojsku, fakt. Ale nie każdy pracownik może sobie pozwolić na mieszkanie, i to nawet jak zarabia wcale nie tak mało, to mu się może do czterdziestki-pięćdziesiątki coś się uzbierze. Wojsko to też nie partia, a mój dziadek nie miał znajomości i w KPZR nie było go (zresztą co znaczył KPZR w ’88-’91? Tyle co nic).
            Nie powiedziałem, że powinny dostawać się z nieba, ale powinny one być w przystępnych cenach.

          • Mieszkania socjalne dla nierobów są jak najbardziej. Nawet patologii z nich nie można usunąć.
            Rynek wtórny ma być tani? Czemu? Bo tego chcesz? Widzisz twoi dziadkowie byli ludźmi partii (nie ukrywajmy wojsko to była partia i to na długo po 89) za to dostali mieszkanie już widzę skąd takie uwielbienie dla komuny i roszczeniowość. Większość odkładała na książeczkę lata i nie zawsze dostawała. Nigdy w historii nie każdy mógł sobie pozwolić na własne mieszkanie. Ba coś ci powiem teraz dzięki kredytom hipotecznym o mieszkanie łatwiej niż kiedykolwiek tylko trzeba ruszyć leniwe 4 litery a nie wyciągać rękę wiecznie licząc ze partia/państwo da.
            Tak wracając do samochodów chciałbyś pewnie nowe ferrari dla siebie za darmo bo tak, należy ci się innemu trzeba zabronić ko kupić bo musisz mieć je ty przecież do pierdziewa nie dojedziesz zbiornikowcem albo będzie drogo więc nie ma alternatywy

          • Nie umiesz czytać: nie byli w KPZR, nie mieli znajomości wśród wyżej stojących, poza tym służyli w ZSRR więc nie przekładaj na 100% realiów PRL (wpis o ’89 sugeruje) na ZSRR. Pradziadkowie dostali zresztą z ogólnego przydziału, w Charkowie. I to chodziło o argument, że nie dostaje się mieszkania o tak. Działki po 6 arów w czymś a la ROD też dawali bez większych zobowiązań. Faktycznie, dostawali nie wszyscy, ale mieli gospodarstwa domowe na wsi, z tym że na wsi nie było perspektyw. Ale mieli dach nad głową, swój, nie wynajmowany.
            Czasy się zmieniły, więc teraz już nikt tak o nie dostanie, i wielokrotnie podkreślałem, że nie widzę tego, by się dostawało tak. Przyznaję, jestem po stronie klienta, a nie właściciela. Taki już mój interes, tak samo jak Twój – sprzedać najdrożej. To jak to widzę, przedstawiłem, wliczając w pewnym stopniu interesy właścicieli. Czekam na Twój krok w tej sprawie. I nie wyciągam ręki, jedyny mój dochód to praca, nie żyję z odsetków.

            A propos samochodów nie mam samochodu, bo i zresztą nie potrzebuję. Właśnie korzystam z alternatyw – rower, pociąg, zbiorkom, ew. samolot, własne nogi i to moje „leniwe” dupsko. Zbiorkom kosztuje ułamek pensji, używany rower i za 600 zł znajdę, żeby nadawał się do dłuższej jazdy i zostanie mi jeszcze oszczędności. Samochodu nie musisz posiadać. Ale dach nad głową owszem. I tym dachem nie jest dach samochodu. Zresztą i samochodów jest sporo używanych, które by szło nawet za parę tys. znaleźć, czyli w optymistycznym przypadku po miesiącu pracy na średnią. I tych samochodów stale się produkuje dużo w miarę stałej cenie.

            Na obywatela natomiast nakłada się obowiązek meldowania gdzieś, i w tym gdzieś musisz mieszkać albo będąc właścicielem, albo z czyjegoś pozwolenia. I to jest różnica. I nie ukrywajmy, jeśli ceny na mieszkania rosną o 10-12% rocznie, to ja to widziałem przed 2008 r., i czegoś takiego po prostu musimy uniknąć, w tym w Twoim interesie, żebyś nie splajtował i nie bóldupił się na tym forum o tym, że rząd nie zadbał o pewne podstawowe zasady bezpieczeństwa i Twoje przebitki o 50-70 tys. zł na mieszkaniu już się nie sprawdziły, bo nikt nie ma jak tego kupić.

            Proste: nie nadużywaj priorytetu własności, bo kto wie, czy taki Raskolnikow nie powstanie (przy całym potępieniu jego zabójstwa), albo że przynajmniej

          • Nie musieli byc bezpośrednio w partii. (Z reszta po 89 nagle jakos partia miala wyjatkowo malo członków). Wojsko gornictwo hutnictwo by byly wlasnie partyjne uprzywilejowane zawody które dostawaly wszystko wiec o relanym życiu niewiele wiedzieli.
            Przy okazji nie jestem właścicielem ktory chce sprzedawać po prostu jestem uczciwym człowiekiem ktory wie ze trzeba zapracować a nie nierobem ktory wiecznie liczy ze mu dzadzą.

            Obowiązku meldunku ma od lat

            Rynek nie jest przegrzany, ciekawe jakim cudem moja dziewczyna sama zarabiając od niedawna ledwo średnia byla w stanie sama kupic male mieszkanie? Ano odkladala od 18 roku zycia sama. Kilka lat temu zarabiala duzo mniej, wynajmowala i i tak odkladala. Trzeba się wziasc za siebie a nie zwalac na innych.

          • Oj-oj-oj, a w pociągach podmiejskich wojsko tłukło się tak samo ze zwykłymi pasażerami, żeby w Moskwie dostać kiełbasę, bo nawet 70 km od stolycy całego ZSRR już nie było czego żreć, nawet w miasteczku wojskowym. A później nawet w samym Kijowie, stolicy republiki!
            Mój dziadek nie jest aż tak stary. Zaczął służbę profesjonalną w ’84. Więc z tego uprzywilejowania wojska skorzystał aż do ’88, kiedy wszystko zaczęło lecieć na szwank. I tak samo stał w kolejkach po chleb, w ’91 prawdopodobnie z pomocy humanitarnej, bo takowa z Zachodu docierała – żeby sobie wyobrazić, że jeszcze 15 lat temu było odwrotnie, tak samo jak i inni załatwiał w Taszkiencie książki, w Duszanbe te cholerne dywany, o meblościankach i krysztale zapominając. Co więcej, nawet z tym, że miał pensję wyższą niż średnia, to w ZSRR w ’91 średnią miałeś 230 rubli, a minimum egzystencjalne 225. A do partii należała tak z przekonania/chęci władzy tylko czołówka. Nie ubóstwiam ZSRR, ale różnica jest taka że na Zachodzie Gorbaczowa się ubóstwia; na ojczyźnie się pluje, klnie i wspomina „dobrymi” słowami. Z perspektywy lat można powiedzieć – święta racja. Nie obchodzi Cię czy komuna czy kapitalizm gdy nie masz czego żreć (w pierwszym przypadku, bo nie ma w sklepie, w innym, bo nie ma pieniędzy na minimalną egzystencję). Upadek ZSRR na dobrą sprawę wspominają dobrze tylko kraje satelitarne ZSRR i kraje nadbałtyckie (poza Zachodem). W reszcie republik ludzie okazali się głęboko w dupie, a Ukraina właściwie nie wyszła z niej do dziś (jako jedyny kraj na świecie PKB dziś ma niższe niż w ’89).
            Spoko, też nie przeżeram pieniędzy ponad niezbędne minimum. I pracuję. Jeszcze jest czas, tylko chodzi o to, żeby nie było tego „jeszcze czasu” niedopuszczalnie dużo.
            Wiem tylko, że wzięła hipotekę, ale nie wiem ile (i wiedzieć nie chcę), od kogo, i czy ta kawalerka będzie się nadawała na to, by rozwijać rodzinę. Bo to też o to chodzi.
            I, co jeszcze ciekawsze, dlaczego nie Ty, a Twoja dziewczyna? Może dlatego, że ona pracowała a Ty nie na tyle? To pytanie retoryczne.

          • Widzisz misiu, ustaliliśmy ze moje obecne środki w części na wykończenie wnętrza a w części odłożymy na następne gdy będzie potrzebne a to za ileś lat się wynajmie więc pudło z tym moim brakiem pracy.

        • ale też trzeba brać pod uwagę że marże deweloperów nie rosną. Wzrost cen mieszkań jest w dużej mierze spowodowany wzrostem kosztów pracy i trudnym dostępem do atrakcyjnych gruntów w centrach miast.

      • Karanie to zabieranie a madry podatek katastralny ma tylko na celu spowodowanie zeby dzialalnosc gospodarcza oparta na wynajmie mieszkan byla co najwyzej milym dodatkiem i zabezpieczeniem na przyszlosc. Dzis cala masa ludzi nie jest w stanie kupic mieszkania z takiego powodu, ze branza jest zdominowana nie na wytwarzaniu mieszkan ale na windowaniu cen za wynajem. Tak dziala biznes i nie ma sie co dziwic.

      • Tak mówisz, jak gdyby to było coś złego.
        Ja na przykład jak widzę nowo wybudowane mieszkanie naprzeciwko po 13000 zł za m^2 w wcale nie najlepszej dzielnicy Warszawy. I rozumiem, że jak nawet będę dostawał średnią pensję w Polsce po odliczeniach, to przy optymistycznym założeniu, że uda się odłożyć 2000-2500 zł miesięcznie, musiałbym odkładać 15 lat (przy założeniu obecnego stylu życia), żeby dostać kwotę nominalną i próbować tak jeszcze zrobić, żeby mi te pieniądze nie zżarła inflacja. Ja rozumiem, że siedzisz w swoim wygodnym mieszkaniu (choć ciasnym, ale własnym), a nie w akademiku ze spleśniałymi ścianami, ale swoje M wolałbym też mieć. W końcu za tak przez Ciebie potępianego socjalizmu mieszkanie, może po loterii, może po kolejkach, ale dostawaliście o tak. Moi dziadkowie tak też dostali mieszkanie.

        Czym młodzież jest gorsza? I nie, nie mówię o tym, że ma być równy wynik (a la affirmative action, że rozdajemy mieszkania ze względu na narodowość albo dochód), tylko o równych szansach na starcie. Pokolenia lat 60. miały łatwiej o dostanie mieszkania od państwa albo za taniochę w latach 90. niż dzisiejsi studenci nie mający szansy tego dosięgnąć. I to z tym mam problem.

        I to nie tylko Warszawa czy Kraków (w którym nota bene wiele mieszkań na starówce jest dziedziczonych w byłych rodzinach szlacheckich, Potockich choćby). To też Moskwa, Kijów, Petersburg, a mówiąc o Zachodzie – Berlin. Wielu ludzi to po prostu ludzie uczciwi, którzy pracują w nie tak źle płatnych pracach, ale nadal niemogący wiele oszczędzić właśnie ze względu na horrendalny czynsz. Nie wszyscy mogą zostać prezesami ani zakładać firmy o miliardowych obrotach (które koniecznie wypalą), zatem nie wszyscy mogą dosiąc takich dochodów

        • Misiu pamietaj ze twoi dziadkowie czy rodzice przez lata odkladali na ksiazeczce by dostac moze kiedys mieszkanie i to nie takie jakie chcieli ale z przydziału. No chyba ze byli partyjni lub byli górnikami itp

          • Z wojska. Poza tym w ZSRR oszczędności z książeczki przepadły. Więc tak nie do końca.

          • I często mieli brak. Odkładali po 20 lat i mieszkali z dziadkami teraz bierzesz hipotekę i płacisz ją 20 lat więc nawet lepiej

          • Nie rozumiesz. W ZSRR, tak samo jak PRL, towaru nie było, ale był pieniądz. Skoro nie mogłeś go wydać w sklepie, a ceny były sztucznie zaniżane, to kładłeś do kasy oszczędnościowej na 2,5-3% rocznie. Ostatecznie w ’91 roku, gdy zlikwidowano zobowiązania z książeczek, przeciętny radziecki obywatel miał tam zgromadzone ok. 1500 rubli, czyli 8 MIESIĘCY średniej pensji. Chciałbyś, żeby z konta każdego Polaka zdjęto 25000 zł? Wątpię.
            W zawodowym wojsku nie mieszka z dziadkami, a masz przydział garnizonowy. Przynajmniej tak było. Pradziadkowie zresztą też dostali mieszkanie od państwa.
            Ja rozumiem, że w Polsce była hiperinflacja, więc brałeś kredyt w ’87 na załóżmy 1000000 zł (czyli ok. 35 pensji średnich) pod nawet 30% rocznie, a w ’97 się okazywało, że niby musisz zapłacić 13800000 PLZ, ale to śmieszne 1380 zł (już nagle 1.5 takich pensji). W ZSRR nie było takiego okresu, kiedy można było tak wziąć hipotekę – inflacja była lepiej tłumiona, a w ’90-’91, kiedy kredyt zechciałoby się brać, to kasy często nie miały z czego wydać.
            A weźmiesz hipotekę na nawet 250000 zł pod 4% rocznie, to masz do spłaty 550 tys. zł po 20 latach, co dzieląc na 240 raty (20 lat), wychodzi nagle prawie 2300 zł miesięcznie. Tyle że rozporządzalny dochód w gospodarstwie jest średnio wśród pracowników 5500 zł miesięcznie, a inflacja nie zapowiada się wysoka, żeby jakoś zniwelować problem. A masz opłacać jedzenie, odzież, media, opłaty komunalne, usługi… Powiesz skąd brać pieniądze?

      • Kwestia posiadania jest taka, że nikt cię do tego nie zmusza. Masz bo „ci się udało” (śmieszne sformułowanie btw, bo sugeruje, że nie ma w tym żadnej twojej zasługi, tylko przypadek), ale jak nie chcesz mieć to się pozbywasz i już nie masz.

        Czyli posiadanie to przywilej. A przywileje kosztują.

        • Nie. W naszym klimacie posiadanie mieszkania to nie przywilej.
          Ba! Gminy mają OBOWIĄZEK zapewnić ludziom mieszkania (z którego oczywiście się nie wywiązują).
          Jeżeli ktoś pyta dlaczego wymieramy to odpowiedź jest bardzo prosto – z powodu niemożności posiadania własnego mieszkania/domu przez ludzi.

          • Tak.
            Posiadanie jest fajne. Ale problem jest taki, że jak ono nic nie kosztuje (dodatkowo), to ci bogatsi sobie posiadają więcej (bo czemu nie) i dla tych biedniejszych już nie zostaje.

            I dokładnie tak jest teraz z rynkiem mieszkaniowym. Paradoks jest taki, że niższe koszty posiadania mieszkania powodują, że więcej ludzi na nie nie stać.

          • A niech posiadają. W Niemczech i Austrii ogromny odsetek ludzi wynajmuje mieszkania bo… jest to tanie, proste i bezpieczne.
            I nie potrzebują własnego.
            U nas niestety potrzeba własnego.

        • Masz bo zapracowales i mozesz wydac gdzie chcesz a tu jednak nie możesz bo komuszki postanowily ze masz wydac tak jak oni karzą a najlepiej oddac nierobom

      • problemem nie jest ktos komu się „udało” i ma 3 mieszkania lecz fundusz inwestycyjny czy korporacja mająca ich tysiące.

        Chociaż to udało też jest dyskusyjne, bo to sa róźnej maści flipperzy, którzy skutecznie utrudniają kupienie lokalu na swoje potrzeby mieszkaniowe. Kto kupował przed pandemią ten wie. To zbędny element rynku.

        • Nom z dziewczyna kupowaliśmy przed pandemia i wiesz co nie ma problemu. I to w dużym mieście.a właściwie to dziewczyna nawet sama kupowala stwierdzila ze potem może cos wiekszego kupimy w przyszłości razem a ona woli teraz własne miec. Czas splaty szacuje na jakies 5-8 lat tylko trzeba bylo sie uczyc.

  1. A co jest złego w tym, że ktoś ciężko pracował i kupił sobie więcej mieszkań?? Po drodze zapłacił masę podatków. Przy zakupie zapłacił podatek. Od zarobku płaci podatek.

    Ale nie, Kralka i reszta lewaków będzie zazdrościć. Natworzyli sobie portaliki żeby siać zamęt i wywalać swoje wypociny na temat tego jakie to złe, bo „młodzi nie mają gdzie mieszkać”. Nie, młodym nie chce się ciężko pracować i w tym problem!

    • Cóż dla socjalistów każdy kto uczciwie pracuje jest zły dlatego u nas zawsze wygrywają partie które sypią socjalem na lewo i prawo, a ze większość społeczeństwa to leniwe nieroby więc im to pasuje.

    • Zważywszy że obecnie na rynku wynajmu w dużych miastach jest załamanie, to ci magnaci mieszkaniowi wielkich zysków nie ciągną. Ale i tak trzeba im dowalić, bo to nieprzyzwoite, żeby ktoś kolekcjonował mieszkania.

      • Postawię taką tezę: to nie jest kwestia przyzwoitości tylko interesów. W chwili obecnej mamy sytuację taką, że z powodu braku dostępności mieszkań państwo ponosi szereg konsekwencji w postaci słabej mobilności za pracą, barier w rozwoju miast i wreszcie katastrofalny TFR. Każda z nich ma przełożenie na PKB, bogactwo obywateli i naszą wspólną przyszłość. Brak mieszkań jest na tyle duży, że mamy do czynienia z poważnym konfliktem interesów: właściciele (dotowani przez państwo przez wiele lat!) vs. reszta społeczeństwa.

        Podatek katastralny ma jeszcze jedną funkcję: motywuje właścicieli do efektywnego wykorzystania nieruchomości. Kilka przykładów z Ciechocinka ze świetnymi lokacjami, które są nieproduktywne i nieefektywne między innymi dzięki temu, że nie ma podatku katastralnego:
        – w najbardziej atrakcyjnym miejscu uzdrowiska jest duża działka po spalonym 12 lat temu budynku. Przez ostatnie lata praktycznie nie funkcjonowała. Od jakichś 2-3 lat opłaca się tam prowadzić PARKING i ogródek piwny.
        – jakieś 200 m od niej, również w atrakcyjnej lokacji, po spalonym drewnianym budynku funkcjonuje parking dla gości pobliskiego pół-prywatnego sanatorium. Współdzieli nieruchomość z namiotem, w którym prowadzi się sprzedaż chińskiej tandety.
        – w jeszcze innym atrakcyjnym i spokojnym miejscu po ładnym budynku, który się zawalił, nie funkcjonuje nic od jakichś 10 lat;
        – inne takie miejsce; nie funkcjonuje nic od 25+ lat;
        – jeszcze inne takie miejsce: kiedyś w budynku funkcjonował MCK, ale na początku lat 90. ktoś odzyskał nieruchomość; budynek niszczeje od ponad 30 lat;

        – zrujnowany kompleks sanatorium Wiarus stoi nieużywany od ponad 30 lat;
        – zniszczony historyczny basen solankowy: nieruchomość niewykorzystana od wielu lat.

      • trzeba, oczywiscie. nikt nie kazał isc z owczym pedem i kupowac mieszkania (jak moj sasiad co kupil dwa kredytujac sie pod szyje, bo ukraincy mu splaca).

      • Taaa nieprzyzwoite jest posiadanie wiecej niz inni. Każdemu po rowno towazyszu. Hmmm czy juz tego nie przerabialiśmy? Rozkulaczyć kułaków, znacjonalizować fabryki, kazdemu po równo, inżynier ma zarabiać tyle ile robotnik itp itd

        • Nie każda regulacja mająca obronić ludzi w słabszej pozycji (nieważne, czy z ich woli czy nie, bo ustawa nie ma jak tego rozróżnić) prowadzi natychmiast do komuny, zapamiętaj to sobie, bo masz cały czas tendencję do mówienia tego, że jakikolwiek socjal prowadzi do patologii „czy się stoi, czy się leży…” Może taka jest Twoja opinia, to OK, choć mądrze przemyślane strategie rządowe, a nawet odpowiednio zmodyfikowane 500+ (tu naprawdę trzeba tęgiej głowy) czy stypendium, społeczeństwu nie zaszkodzi; co więcej, umocni ich w przekonaniu, że państwo nie jest tylko portierem niemówiącym nawet cześć, a potrafi się dostosować do potrzeb ludzi, w miarę możliwości indywidualnie. Dobrze przemyślana troska państwa tylko umacnia przekonanie w tym, że mój kraj to nie kraj idiotów czy januszy, tylko że rzeczywiście to jest tam, gdzie chce mieszkać. Okazjonalnie można karmić ludzi marchewką zamiast nawalać batem, ale robić to trzeba tak, by ludzie się od tej marchewki zbytnio nie uzależniali.
          Jak chcesz, mogę to przedstawić tak: rozmawiasz z dobrą koleżanką. Nie należy przesadzać z komplimentami, ale okazjonalnie możesz rzucić en passant, to zwiększy się szansa tego, że będzie nadal chciała z Tobą rozmawiać.

          Nikt poza tym nie rozdaje mieszkań ani ich nie nacjonalizuje. Po prostu proponowana regulacja nie daje nieruchomości skoncentrować się w rękach spekulacji, która później nadużywa swojego stanowiska w negocjacjach z klientem, i przeszkadza utworzeniu zmów między skupującymi hurtowo mieszkania w celu zawyżenia cen na rynku. Nie twierdzę, że taka koniecznie jest, ale też być może – przy mądrze przemyślanej regulacji odpadnie chęć takiego drapieżnictwa, a jednocześnie osoby chcące mieć stały dach nad głową nie stracą na to fortuny. Nie prywatuzyjmy zysków, uspołeczniając straty.

          W końcu jest coś takiego jak etyka biznesu. Może dla proponentów dzikiego kapitalizmu jest to coś nieznanego, ale jednak coś takiego jest. Biznes ma być dla ludzi, a nie kieszeni czy czyjejś żądzy posiadać miliony, nie wiedząc na co je przeznaczyć. Nie wyklucza to zarobku, w końcu od tego jest biznes, ale kapitalizm ma być z ludzką twarzą. Po prostu. Bo nie sprzedasz przyjacielowi mieszkania nabytego za 300000 zł za 350000 zł, tylko dlatego, że je wczoraj właśnie nabyłeś, prawda? Co więcej, pozbawiłeś możliwości spokojniejszego życia dla jednej rodziny w Polsce. Był nawet taki artykuł wcześniej na Bezprawniku o tym, jak autor przyszedł do flippera.

          • Powiem tak każdy socjal dający kase do łapy szkodzi, każdy socjal dający nierobom za samo istnienie szkodzi, nie szkodzi tylko socjal wspierający pracę.
            Odnośnie tekstu o spekulacji, nosz kurde jakbym czytał manifest KC o spekulantach którzy ośmielają się sprzedawać towar nie po partyjnych cenach czyli chcą dostać tyle ile jest wart naprawę. Komuna z polskiego społ nigdy nie szyła.

            Tak coś komuszku przypomnę w dzikim kapitalizmie najszybciej rosła stopa życia i zamożność klas biednych te z chłopskich kurnych chat przeniosły się do kamienic, przestali głodować co roku na przednówki w około 50 lat ich siła nabywcza wzrosła 200 krotnie, zamiast zastanawiać się jak przeżyć zaczęli myśleć o kupnie nowego ładnego bibelociku do mieszkania, zaczęło być ich stać na to by dzieci przestały pracować (w Anglii dzielnice robotnicze XVIII i XIX wieku dalej są uważane za luksusowe). Poczytaj coś o tym wrażym dzikim kapitalizmie a nie dzieła Marksa. Mieszkań na rynku pełno tylko trzeba było wcześniej pracować a nie siedzieć na dupie.

          • „w dzikim kapitalizmie najszybciej rosła stopa życia i zamożność klas biednych te z chłopskich kurnych chat przeniosły się do kamienic”
            To czekam na statystyki w sprawie stóp życiowych mieszkańców Ukrainy, Rosji, Gruzji (opcjonalnie, bo były wojny), Rumunii, Bułgarii w latach 90. a porównajmy z okresem lat 2000. i 2010., kiedy wpływ regulacji i socjalu już był większy.
            Jakoś mi się kojarzy, że dochody ludności od 1989 do 1998 r. spadły:
            Ukraina: ok. 70%, Rosja: ok. 65%, Rumunia – bardzo delikatny spadek, Bułgaria: też jakieś -5%, Białoruś: ok. 20-25%, Gruzja: od ’87 do ’93 o prawie 80%, później (’93-’98) bardzo łagodny wzrost, rzędu 1-2% rocznie. A wtedy to był dziki kapitalizm, i piramidy finansowe, i reket, i czego tylko dusza zapragnie. Czemuś jednak mówi się o „lichych latach 90.” i musi to z czegoś wynikać.
            —-
            „Poczytaj coś o tym wrażym dzikim kapitalizmie a nie dzieła Marksa.”
            Nie czytam Marksa ani Gramsciego ani Mao ani Lenina i współtowarzyszy. Dla mnie Lenin monotoniczny i zresztą overrated (ulica Lenina była w każdym miasteczku, i to był nonsens), Marks ciężki do strawienia i w praniu wyszło, że jego ideologia nie ma przełożenia na rzeczywistość. Przynajmniej dotąd. Gramsciego nie czytałem, Mao przegiął ze zbrodniami. Więc póki co żaden nie pasuje, albo nie wszystko jeszcze wiem.
            —-
            „w około 50 lat ich siła nabywcza wzrosła 200 krotnie”
            Co daje wzrost siły nabywczej średnio 11.18% rocznie (pierwiastek 50. stopnia z 200) i to nieprzerwanie przez 50 lat. Wskażesz mi proszę ten okres prosperity? Bo takiego żaden ekonomista nie kojarzy.
            —–
            „Mieszkań na rynku pełno tylko trzeba było wcześniej pracować a nie siedzieć na dupie.”
            Powiedz to studentowi, i Ci wskaże, że chciałby, ale tyle nie żyje na tym świecie. Wybitnych Zuckerbergów są jednostki, i szanuję ich wynalazczość, ale nie może każdy być prezesem. Ja mówię o takim, co jest oszczędny, i na tyle mądry żeby dochody były chociaż na poziomie średniej. Dla pracowników to obecnie 3500 zł na rękę. Może i student będzie zarabiał więcej, ale poczekaj, daj mu się rozwinąć.
            —-
            „w Anglii dzielnice robotnicze XVIII i XIX wieku dalej są uważane za luksusowe”
            Po pierwsze, nie nadal, a tylko od pewnego czasu, po remoncie i gentryfikacji – tutaj mamy właśnie działkę tych gorąco dyskutowanych handlowców nieruchomością. Po drugie, dzielnice robotnicze znajdowały się w wiele mniejszych miastach, więc to, co było wówczas na obrzeżach, dziś to niemal ścisłe centrum. Stąd luksus.

          • No właśnie w tych repiblikach nie było kapitalizmu tylko przeszły na oligarchę i nie wydostały się z komuny.
            Tez byłem studentem i wiesz co? Nie wymagałem mieszkania miesiąc po zakończeniu studiów, tylko wynajmowało się za dudo dziadziuś z partii nauczył wyciągać rękę.

          • Z tą „etyką biznesu” jest jak z „krajami demokracji ludowej”, „społeczną odpowiedzialnością biznesu” i „niezależnymi mediami”.

    • „Nie, młodym nie chce się ciężko pracować i w tym problem!”

      I co jeszcze?
      Obawiam się, że z tym stwierdzeniem większość studentów mogłaby się nie zgodzić. A jak chcesz – podpytaj ich, co robią w wakacje. Wbrew pozorom wówczas studenci nie przeżerają pieniędzy na podróże na Malediwy czy na Wyspy Kanaryjskie.

        • W przypadku akademika, gdzie mieszkałem, to tak: studiowałem chemię, trzej sąsiedzi budowlankę, dwóch geodezję, jeden kartografię, i jeden ekonomię. Nie każdy student jest w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, choć takie patologiczne zjawisko istnieje. Nie każdy filozof czy finansista jest zbędny albo zajmuje się totalnymi pierdołami, choć produkujemy więcej niż trzeba. Lepiej niewielu, ale dobrych.
          A tak generalnie nie wiem, co masz na uwadze mówiąc „pierdoły”? Przedmioty, których nie lubiłeś w szkole? Żeby nie było: WoS (który prawdopodobnie jest pierdołą wg Twojej definicji) konsekwentnie zdawany jest na najniższym poziomie na maturze (średnia 20%, mediana jakieś 25%). A tam są wbrew pozorom zadania potrzebne każdemu tu forumowiczowi: odróżnij fakt od opinii; czytanie ze zrozumieniem się kłania. Czy może matematyka teoretyczna? Ja jej nie ogarniam, niemniej wiem, że przydaje się mocno do informatyki. Co jest pierdołą?

          • WOS misiu uważam ze ma za małą wagę akurat, za to większość polskich studentów studiuje bzdurne humanistyczne kierunki w wyższych szkołach czegoś tam lub oddziałach zamiejscowych w pierdziszewie dolnym. Jeśli studiowałeś chemię i nie stać cię na mieszkanie o albo słaba szkoła albo słabe wyniki i wylądowałeś w jakimś sanepidzie czy gdzieś.

          • A może po prostu jestem studentem, co? Albo dopiero skończyłem studia. Nie myślisz? Jeśli Ci się udało kupić mieszkanie za własne pieniądze w wieku 24 lat bez odziedziczenia od kogoś tam hajsu, gratuluję, dobrze by było, żeby tak każdy umiał, ale wtedy byłaby za duża konkurencja i byś z kolei Ty nie dostał. Daj się rozwinąć.
            —-
            Fakt, jest dużo „uczelni”, ale te osoby też wiedzą, że idą tylko po tytuł, a nie wiedzę czy dobre perspektywy, inaczej wybrałyby po prostu normalną uczelnię. Nie o to ma chodzić. Może pomóc na przykład nauczanie techniczne, żeby zamiast 2n politologów było n politologów i n tokarzy/ślusarzy. Nie żałowałbym ich zamknięcia. Ale nie generalizuj, to szkodliwa tendencja. Żeby nie było – dotąd nikt z ww. sąsiadów nie ma mieszkania na własne pieniądze.
            —-
            WoS akurat jest taką specjalizacją, która wybierana jest często ze względu na studia prawnicze, a nie powiesz, że nie potrzebujemy prawników. Plus tam na kilka innych kierunków, których problem nie jest w tym, że są bez sensu same w sobie, tylko że za dużo ludzi idzie, zdecydowanie za dużo, i tu się dogadujemy.
            —-
            Powtarzam, za samo bycie też nie chcę rozdawnictwa mieszkań. Tylko żebyśmy płacili za to rozsądną cenę. Ty chcesz odsprzedać jak najdrożej, ja kupić jak najtaniej, tyle że jako osoba nieposiadająca mieszkania tu nie mam do końca wyboru, czy mieszkać pod dachem, czy nie mieszkać, więc póki rynek nie jest uregulowany, masz mocniejszą pozycję w negocjacjach. Chodzi o to, żeby klient miał równoważącą siłę przebicia.

            PS. Tak się sprzeciwiasz, ale się zapytam, czy czasem sam nie prowadzisz takiego biznesu? Nie pytam o szczegóły, dywagacje – tak, nie.

          • A może po prostu jestem studentem, co? Albo dopiero skończyłem studia. Nie myślisz?

            To zamiast wyciągać rękę bierz dupe do roboty. bo gadasz jak student filozofii który myśli ze wszyscy tylko czekają na jego wybitne osiągnięcia a skończy i tak w Macu wiecznie rozżalony i zastanawiający się czemu kolejnego filozofa nikt nie potrzebuje.

            Jak zdefiniujesz rozsądną cenę? Ceny materiałów budowlanych rosnąco roku, pensje tez. Marze deweloperów za bardzo się nie zmieniają. Rozsądna cena według ciebie to pewnie max miesięczna wypłata. Sprzeciwiam się z prostego powodu mam dosyć roszczeniowych nierobów którzy rządzą od paru lat tym krajem. Mamy najwyższy socjal na świecie w przeliczeniu na PKB. Człowiek uczciwie pracuje, nie wyciąga ręki po cudze ale niestety lata komuny nauczyły to zidiociałe społeczeństwo ze wszystko się im należy.

    • to zlego, że utrudnia kupno mieszkania innym na zaspokojenie swoich potrzeb lokalowych. po prostu. kataster ma przymusić tego typu cwaniaków to skierowania swojego strumienia pieniędzy gdzie indziej. naprawdę nie ma przymusu inwestycji w nieruchomości.

      btw w londynie 20-30 procent mieszkan w wyzszym i wysokim standardzie stoi pustych. wlasciciele ich nie wynajmuja. to jest patologia.

  2. BTW. Ja wiem, że w Polsce jest pewna fundacja, która mocno lobbuje za tym podatkiem i płaci za wpisy sponsorowane na ten temat.

      • no takiego pana co prawie doszczętnie zniszczył już Polskę. Jego nazwisko nie przejdzie mi przez klawiaturę, bo gardzę nim.

        • Musimy być naprawdę beznadziejnym krajem, jeśli jeden człowiek jest w stanie prawie doszczętnie go zniszczyć (i to tylko przy użyciu mediów).

          Nawet ZbawcaNarodu ma grupę wiernych klakierów, a przez kilka lat jeszcze nie udało im się tego rozwalić

          • Musimy być naprawdę beznadziejnym krajem, jeśli jeden człowiek jest w stanie prawie doszczętnie go zniszczyć

            Delikatnie rzecz ujmując/mówiąc bardzo eufemistycznie. Niestety – to prawda.

  3. A może pan Kralka napisze peany na temat podatku od reklam w mediach??? Jest taki pomysł. Wierzę, że panu się podoba i że pan go poprze oraz chętnie będzie płacił od reklam na tym portaliku?? I że wszystkie wpisy sponsorowane będą rzetelnie oznaczane!

    • Już jest taki podatek, a nawet dwa. Nazywają VAT i dochodowy.
      Wszystkie wpisy sponsorowane w naszym serwisie są rzetelnie oznaczane, natomiast to już druga sugestia, że tak nie jest. Naprawdę nie ma problemu, żebyś wyleciał stąd z hukiem, więc sugeruję żebyś przestał wypisywać brednie i insynuacje, a skupił się na dyskusji w temacie.

      • Oj ale właściciele mieszkań to je też płacą. Tu by chodziło o podatek od reklam taki sam jak podatek od cukru Panie Kralka…

  4. Powiem ci Kralka ze tez od jakiegos czasu odkrywam w sobie neosocjaliste. Ale nie takiego ktory chce rozdawac ale takiego ktory chce by pewne rzeczy byly bardziej kontrolowane. Dzis wlasne mieszkanie to jest luksus w polsce. Mamy bardzo duzy problem demograficzny w naszym kraju a nic nie rozwiazuje tego problemu lepiej niz obcinanie kosztow utrzymania rodziny. Utrzymanie rodziny to nie mieszkanie socjalne ale mieszkanie wlasnosciowe. Bo w utrzymaniu nie chodzi o to zeby dzis i jutro miec gdzie mieszkac ale o to zeby rodzina miala gdzie mieszkac niezaleznie od tego ile dostaja od panstwa. Dbanie o przyszlosc jest najwazniejsze. Moze podatek katastralny nie jest jedynym rozwiazaniem? Albo moze podatek katastralny powinien byc nalozony na te drozsze nieruchomosci wlasnie w sposob madry? Dzis mamy postepujaca urbanizacje. Tak bardzo ze w dupie rzadzacy maja powstawanie nowych osiedli. Przez to jestesmy skazani na pazernych developerach ktorzy w zyciu nie odejda od urbanizacji bo tam jest najwiekszy zysk z m2.

  5. A dlaczego autor nie napisze wprost że ten podatek dotknie najbardziej tych którzy już uciułali pieniądze na mieszkanie albo spłacają kredyt i będą musieli płacić co roku podatek rzędu kilku % wartości mieszkania a nie tak jak teraz kilkadziesiąt groszy za m2

    • Bo to nie chodzi o karanie tych, którzy posiadają 1 względnie 2 mieszkania, tylko spekulantów, którzy podbijają ceny i robią bańkę na rynku nieruchomości. Może być biznes mieszkaniowy, ale to nie chodzi o to, by biedak miał odprowadzać pół pensji miesięcznej na czynsz, jak to było w Berlinie. Niektórzy nie mogą pracować ze względu na niepełnosprawność, inni po prostu nie mogą się dostać do dobrej pracy, choć mogą mieć odpowiednie kwalifikacje – jeszcze inni mogli prowadzić przedsiębiorstwo, które splajtowało przez kryzys koronawirusowy, a to był ich jedyny dochód. Jeśli mieszkania drożeją w tempie 10% r/r (jak to było ostatnio) a pensje o 5-7%, to nie posiadając mieszkania, jestem o kilka procent w tył, i wolałbym tak nie mieć. Żeby nie było: w 2010-2016 r. ceny na mieszkania były w miarę stabilne, a pensje rosły, a regulacja rynku nieruchomości jest po części w gestii NBP.

  6. żadnej kurna progresji podatkowej,
    to że „magnat” będzie miał kilkanaście mieszkań, to nie znaczy że ma płacić nieproporcjonalnie więcej.
    Bo natychmiast ucieknie od tego podatku dzieląc majątek, na dzieci, rodziców kuzynów, na słupy.

    A koszty i tak przerzuci na swoich klientów, najemców, czy odkupujących flipy.

    A to że zakumulował kapitał i meszkania, pozwoli mu łatwiej kupować od developerów kolejne, napędzi prędkość budowy.
    A o to chodzi, tylko kumulacja majątku w jednym czasie i przestrzeni może dać efekt skali.

    A potem nastąpić musi to co musi, czyli od ich ilości zarówno ceny najmu i kupna muszą spasć, bo będzie konkurencja między takimi.
    A może wielu przeinwestuje i padnie, wtedy od komorników się kupi. Albo jego dzieci odziedziczą i przedadzą. albo dostanie raka i wyda sprzeda na terapię, czy w końcu mu się odwidzi pojedzie w świat i na dziwki przepierdzieli .

    Ale mieszkania na runku zostaną.

    • po pirrwsze nie kazdy ucieknie po rodzicie, bo nie kazdy dobrze zyje z rodzina by im rozdawac hipoteki. przyklady innych krajow wskazuja, ze nie jest to czeste.

      dwa: kosztow nie przerzuci, bo musialby sie nagle umowic z innymi. dolozyc vacancy tax to bedzie cisnal na wynajem, a nie na kiszenie mieszkan

      • zwasze mozna zabezpieczać fikcyjnymi pożyczkami w drugą stronę.
        mozena też rozpisać z kolegami na spółki zoo i będą nasze,moje twoje i częściowo wspólne…

        a o przerzuceniu kosztów, to miałem na myśli, że ogólnie wzrosną i ceny najmu i ceny sprzedaży.

        Bo pomysł tak absurdalnego podatku, tylko spowolni budownictwo, gdyż bedzie mniej opłacalnym interesem.
        Mniej mieszkań na rynku, wyższe ceny, i najmu i kupna.

        • owszem, wszystko mozna, ale czesci nie bedzie sie chcialo. w dobie informatyzacji krs i ceidg wszystkie takie dziwne wehikuly bedzie mozna wybadac.

          budownictwo i jego marze wroca po prostu na swoje normalne tory i tyle.

          • nawet jak znajdziesz,
            to nadal nie będziesz mógł ich legalnie opodatkować domiarem.

            a wprowadzenie głupiego podatku, który zmusi do ponoszenia kosztów takiech sztuczek, jest głupotą.
            To głupi podatek powoduje problem,
            a nestępnie jego obchodzenie powoduje koszta,a potem koszta ścigania.
            Problemem jest głupi podatek, który zabiera przysługujące w naturalny sposób proporcjonalne zyski i możliwości inwestycyjne.

  7. O w mordę, kogoś kapitalizm zabolał, bo są nierówności społeczne? To jest najzabawniejszy artykuł jaki dziś czytałem :)

    • A oni i tak nie rozumieją, że jak są wyższe podatki to płaci… ostateczny klient. Czyli koszt najmu jeszcze bardziej wzrośnie.

      Ale lewactwu nie da się niczego wytłumaczyć.

      • To lewactwo może mieć na myśli, że ci, których nie stać, zostaną wsparci dotacją, żeby stosunek czynszu do dochodów nie przewyższał wartości krytycznej. To nie znaczy, że nie powinni pracować – ci, którzy nie chcą pracować, ci nie jedzą, ale żeby mogli żyć w miarę godnie, nie musząc martwić się o to, na jakim podstawowym wydatku mam oszczędzić, by móc oszczędzić stówkę. Do takich sytuacji dochodzi, i nie wszyscy mający taki dylemat są pijakami albo patolą – ci się po prostu najbardziej wyróżniają.
        W Berlinie na przykład wprowadzono uchwały (tak, komuchy, jakbyście chcieli wiedzieć), które wstrzymują wzrost czynszu i wprowadzają graniczne stawki czynszu dla starszych domów, w zależności od dostępności mediów, standardów życiowych itd. Deweloperzy mogą dalej budować co sobie chcą, ale ze starych domów obowiązują ścisłe stawki, indeksowane o inflację po 2023. Zobaczymy, co powie Trybunał Konstytucyjny Niemiec, bo jak na razie tam jest skarga.
        Nikt też nie powiedział, że podatek katastralny ma dotyczyć wszystkich nieruchomości. Pada tylko propozycja dobrze przemyślanego podatku, nie odrzucajmy jej tylko dlatego, że „podatek”.

  8. Czytam Pana od dość dawna. Pierwszy raz spotkałem się z tym, by ktoś Pana nazwał lewakiem. Jakie to uczucie?

  9. kolejna porcja bredni,trzeba miec nierowno pod sufitem,zeby domagac sie akurat tego.Dopiero co zniesiono jeden podatek,wciaz jeszcze pozostal ten od nieruchomosci i amy wprowadzac kolejny ??PO CO ??
    Ludzie kupili,co chcieli,.Kupuajc zaplacili juz podatek.Placa za scieki,wode z deszczu ,dym z komina ,remonty i diabli wiedza co ejszcze.Wiec dolozmy im kolejny ,taki sprytny; zabiorze tym bogatym a da tym biednym.Oh,stop; zabiorze wszystkim ,bogatym wiecej a NIKOMU nic nie da ,bo Morawiecki wyda to na kolejne pierdoly

    • Ale ani Morawiecki, ani PIS nie chcą tego podatku. Chcą go Kralka, lewackie partie i bojówki ze squotów oraz jedna fundacja która za tym lobbuje

      • boze, szybko pisze w twoim imieniu do austriackiego rzadu, nie wiesza, ze maja tam komunizm ;)

        niektorym widze balcerowicz wchodzi za mocno, wszedzie widza komune, sieroty po PRLu

  10. Ja tylko przypomnę, że w USA są gigantyczne podatki od nieruchomości. Największą ich wadą jest to, że można być właścicielem nieruchomości, ale jak nie zapłacimy podatku (bo np nie mamy pieniędzy), to mogą nam tą własność zabrać. Czyli nie jesteśmy właścicielami! Tak właśnie działa ten podatek.
    I skoro jesteśmy już przy tym temacie, to proszę poczytać o zarobkach w USA, a potem przyjrzeć się cenom nieruchomości i najmu mieszkań. A potem kondycji finansowej miast i stanów, które te podatki narzucają najwyższe. Od lat przecież najbogatsi uciekają ze stanu Kalifornia, pogrążając go w długach, które ten zamierza spłacać podbijając znowu podatki.
    I uciekają kolejni mieszkańcy. I tak w kółko. I tak samo będzie w Polsce. Firmy będą zakładać w Rumunii i w Estonii, bo tam niższe podatki, a skoro nawet mieszkać tu nie mogą w spokoju, to i się tam wyprowadzą.
    To co chcesz wprowadzić, de facto zabije emerytów przede wszystkim, którzy będą na odwróconą hipotekę zadłużać mieszkania lub je oddawać. Tak samo młodzi, na których tak bardzo ci niby zależy, jedno potknięcie i nie będą w stanie się utrzymać, mieszkanie na odwróconą hipoteke lub kredyt pod zastaw kwadratu, kolejne potknięcie i tracą dach nad głową, bo już odsetki od odsetek z zaległego podatku.
    A ja podbije ceny wynajmu i takich jak ja będzie mnóstwo. Nie operuje pieniędzmi na rynkach finansowych, bo się na tym nie znam, i tak będę je trzymać w nieruchomości i tak.

    • Kalifornia ma w pytaniach nieruchomości w cholerę regulacji (Unia na sterydach), i tam jest tego po prostu za dużo. Poza tym wziąłeś zapewne tereny koło Los Angeles i San Francisco, gdzie w najbogatszych kodach ZIP mediana dochodów rocznych gospodarstwa przekracza 200000$ rocznie. Toż nie dziwne, że ceny domów idą od $1.5 mln w górę.
      Zawsze, gdy coś kupujesz, musisz wliczać koszty utrzymaniowe, w tym podatki. Fakt, że Stany mało pomagają jeśli chodzi o dostęp do mieszkań.
      Popatrzyłem na ceny nieruchomości (mediany) i już je zestawiam:
      Massachusetts: $679,075 za domek jednorodzinny w aglomeracji bostońskiej, średni roczny dochód gospodarstwa domowego w Massachusetts: $79,835 (na cały stan, włącznie z głęboką wsią).
      Waszyngton: za $674,900, przy medianie dochodów $85,203
      Atlanta: za $350000 (mediana), przy medianie dochodów $58,756
      Dallas: $399900 (mediana), przy medianie dochodów $60,629
      Los Angeles: $948000 (mediana), przy medianie dochodów $75,277
      Chicago: $369900 (mediana), przy medianie dochodów $65,030.

      W Warszawie, przy cenach średnich 588000 zł (czyli powiedzmy mediana 540000 zł) w Warszawie, mamy średnie wynagrodzenie 6432,78 zł, czyli powiedzmy 80000 zł to dochód gospodarstwa domowego w Warszawie (brutto). Czyli w Polsce jest tak naprawdę tak samo źle jak przeciętnie w Stanach, bo stosunek jest jednakowy, z tym że te 588000 zł to są głównie mieszkania, a w Stanach to domki jednorodzinne, mieszkania będą tańsze. Więc nie wiem za bardzo, o czym mówisz.

      Co więcej, zadłużenia stanowe w prawie wszystkich przypadkach mieszczą się w granicach 10-20% PKB, przy czym Teksas ma podobny stosunek, co Maryland, Floryda czy Nevada; Dakota Północna ma podobny stosunek co Kalifornia – niemal dwa bieguny pod względem politycznym, socjalnym i podatkowym. Te, które mają kiepsko z długiem, to Connecticut (22%) i Kentucky (29%). Nie widzę tu większej korelacji między polityką podatkową, socjalem a długiem (chciałem powiedzieć: żadnej, ale Delaware rzeczywiście ma bardzo dobrą kondycję finansową), a do Kalifornii ludzi napływa ogrom.
      Jeśli chodzi o samorządy lokalne, DC i Kansas City mają podobne stawki podatkowe, a jednak DC ma budżet na plusie, podczas gdy Kansas City ma z budżetem tak sobie.

      Powtarzam, nie powiedziano, że wszyscy będą płacić, ani, że będą też płacić najbiedniejsi. Zasugerowano tylko, że dobrze przemyślany podatek pomoże. Nie znacie szczegółów, a już je krytykujecie, choć nie wiecie, jakie szczegóły przedstawił(by) autor.

      Może zapytam się autora: jakie są szczegóły? Żeby nikt nie miał wątpliwości.

      • Zapomniałeś napisać o rozmiarach tamtejszych mieszkań i domów, przy których nasze mieszczą się w ich wnękach na ubrania.
        Zapomniałeś też napisać o łatwo dostępnych i tanich kredytach oraz zasadzie, że zabezpieczeniem jest hipoteka na domu a nie całe dochody i życie dłużnika (jak u nas).
        Dlatego tam nikt się nie boi kredytu na dom – jeżeli nie będzie w stanie spłacać domu to najwyżej mu go zlicytują, ale nie zrobią z niego nędzarza i niewolnika na całe życie (jak u nas.)

      • Okej, mediana zarobków 200.000 dolców zgadzam się. Tylko co z osobami, które już tam wcześniej mieszkały i pracowały powiedzmy w sklepie za dużo niższe pieniądze, a swój dom już mieli?
        Następuje wtedy gentryfikacja całej okolicy. Ci mniej zamożni zarabiają mniej niż wynosi podatek od nieruchomości, bo nagle ich nieruchomość jest warta 3 razy tyle co na początku. I taka osoba wpada w długi, albo zmuszona jest się wyprowadzić do jakiegoś getta. Tylko dlatego, że paradoksalnie zarobili na wartości nieruchomości i podbili im podatek. I w ten sposób, wokoło tych pięknych i bogatych dzielnic, powstają rzesze bezdomnych, którzy zostali wyparci z własnej dzielnicy.

        Potem ci bogaci obniżają na siłę koszty pracy (zazwyczaj to przedsiębiorcy), żeby zarobić na rosnące podatki. Tracą na tym znowu ludzie biedni, bo to ich pensje są kosztami pracy.
        Podatki to jest błędne koło przerzucania kosztów na biednych.
        I to się nigdy nie kończy.
        Spadną ceny mieszkań (może) i spadną od razu wynagrodzenia klasy średniej i tak jak w USA, będą one w stagnacji przez dekady, przy rosnącej inflacji. Każdy podatek uderza w biednych. Period.

        • Not yet.

          Po pierwsze, podczas gentryfikacji zazwyczaj dochodzi do tego, że osoba sprzedaje bardzo chcianą działkę za nieliche pieniądze. W wyniku tego jej stary dom można wymienić na jakiś nowszy, może niekoniecznie w sąsiedztwie Apple’a, ale nowszy, może większy, ale lepszy jakościowo tylko poza lokalizacją.
          Zakładając, że w takich miejscach możesz sprzedać samą ziemię (bez domu) za milion dolarów i (choć pewnie więcej, bo popyt jest ogromny, więc to Ty w tym przypadku stawiasz warunki) , to po podatkach i tak zostaje Ci, powiedzmy, 750000$ (przy bardzo konserwatywnych założeniach), na które możesz kupić nie tak zły dom, tj. w lepszym stanie, niż miałeś. Cały czas zakładamy, że osoba jest bidna, bo o to opiera się Twoja argumentacja.

          Taka osoba znajduje sobie domek o lepszym standardzie niż dotąd za 600-700$ tys., albo nawet za milion, jak wyręczy więcej, i pewnie będzie jeszcze miała w zapasie. Fakt, że tracisz śliczną miejscówkę. Ale masz dalej wybór, mając pieniądze.

          Mam rozumieć, że gentryfikacja+wysokie podatki na klasę średnio-wyżsżą czy wyższą to recepta na powszechną bidę. Gdyby istniała powszechna swawola przedsiębiorców to tak, za dzikiego kapitalizmu tak było (patrz Rosja w latach 90., czy też Stany w tzw. epoce Lochnera). Są jednak regulacje, są związki zawodowe (dość słabe, ale jednak), są też pewne prawa robotnicze oraz transfery. Akurat w ostatnich 35 latach w USA najmniejszy wzrost dochodów był u właśnie klasy średniej, nie zaś u osób najbiedniejszych. Zresztą Twoja hipoteza nie sprawdza się, gdyż od 2007 do 2016 r. dochody top 1% spadły o ponad 20% (z 1507600$ do 1193900$), górnego kwintyla o 4.5% (z 225200$ do 214900$) zaś dolnego kwintyla wzrosły z 30600$ do 35000$, czyli ponad 10%. To po podwyżce podatków dla najbogatszych (top 1%). – Z art. Wikipedii „Income inequality in the United States”

          OK, eliminujemy podatki. W sensie w ogóle. Skoro nadal mówisz, że każdy podatek uderza w biednych, to pozbądźmy się podatków, albo, jak zaproponował swego czasu Medwediew, wprowadźmy podatek na biedność, to nie będzie się opłacało być biednym. Skąd będzie obsługa infrastruktury, skąd zupełnie bazowa opieka socjalna, medyczna, utrzymywanie szkół, bibliotek? Czy jeśli zostanie wszystko sprywatyzowane, nie myślisz, że wedle twojej argumentacji biedni na tym stracą bardziej, skoro pracodawcy będą koniecznie cięli koszta a zechcą wprowadzać jak najwyższe ceny na usługi?

          „Spadną ceny mieszkań (może) i spadną od razu wynagrodzenia klasy średniej i tak jak w USA, będą one w stagnacji przez dekady, przy rosnącej inflacji.”

          Tak było w latach 70. (i w sumie tylko), ale tam trochę przegięli w inną stronę, zaś realne dochody większości ludzi w latach 10. jeśli spadły, to o ułamki, może 1-1.5%. Nie jest to aż tak odczuwalna różnica, natomiast wśród najbiedniejszych właśnie wzrosły.

    • Nie operuje pieniędzmi na rynkach finansowych, bo się na tym nie znam, i tak będę je trzymać w nieruchomości i tak.

      A srebro (no bo złoto oficjalnie nie ze względu na obowiązek rejestracji ;) ) ?

    • Nie operuje pieniędzmi na rynkach finansowych, bo się na tym nie znam, i tak będę je trzymać w nieruchomości i tak.

      Ja dodam – rynek nieruchomości też jest w większości rynkiem finansowym. Nie wiesz, jak w nim operować, to nie właź. Bo nagle może się okazać, że Twoje wygrane (zapewne losowe, skoro się nie znasz), zostaną zmiecionę takim jednym, ale potężnym anty-jackpotem.

  11. 1. Podatek katastralny poniekąd już istnieje – płaci się do 2% wartości nieruchomości. Co prawda dotyczy to tylko nieruchomości komercyjnych, ale jaki problem uznać za takiego typu nieruchomości, mieszkania kupowane przez firmy czy osoby prowadzące działalność gospodarczą?

    2. Twój pomysł na takie obliczanie podatku (od ilości mieszkań) jest chory. Nie dość, że komplikuje obliczanie tego podatku i jego pobór to jeszcze skłania do kombinowania.
    Sposobem na dom/mieszkanie w przystępnej cenie jest zmuszenie samorządów do zaprzestania spekulacji swoimi gruntami i radykalne ułatwienie dla budownictwa jednorodzinnego. Za komuny dawano każdemu chętnemu działkę (około 1000m2) i kredyt bankowy byle się tam wybudował. Czas do tego wrócić.

    3. Tak – Podatek katastralny powinien być wprowadzony, ale z zupełnie innego powodu.
    Powinien całkowicie zastąpić wszelkie podatki „od pracy” czyli składki ZUSowskie, NFZ itd. itp. oraz – uwaga! – podatek dochodowy.
    Tak by ludzka praca była całkowicie wolna od jakichkolwiek obciążeń bo ludzie nie są/nie będą w stanie konkurować z robotami nie płacącymi takich składek.
    Powinien być także liczony od wartości działki plus przelicznik związany z wartością przeciętnych czynszów płaconych w danym miejscu. Do tego powinny być konkretne ulgi dla rodzin, mieszkających w danym miejscu od dziesiątek lat czy pokoleń.

    Rzekłem.

  12. Co jest złego w wynajmie. Autor ma jakieś kompleksy. Na zachodzie, np w Wiedniu 80% ludzi mieszka w nie swoich mieszkaniach (wynajęte, gminne, komunalne). Jeżeli kogoś stać na mieszkania niech je kupuje. ciężko zarobił te pieniądze, płaci od wszystkiego podatki. Problemem mogę być faktycznie pseudofundusze które skupują wielkie ilości nieruchomości za pieniądze pozyskane od tych których nie stać na zakup i obiecują im udział w tym rynku. Tylko finalnie i tak zarabia właściciel funduszu a Kowalski dostaje resztki ze stołu.

    • Na zachodzie, np w Wiedniu 80% ludzi mieszka w nie swoich mieszkaniach (wynajęte, gminne, komunalne)

      To teraz dobrze jest wiedzieć, ile jest gminnych/komunalnych, a ile prywatnych. Bo mieszkania socjalne zazwyczaj są tańsze i tam urzędy będą mogły bardziej się przychylić do ciężkich warunków finansowych.
      Nie ma kłopotu z wynajmowaniem pod warunkiem, że za mieszkanie o akceptowalnym standardzie nie płacimy horrendalnych rent. Z tym że to jest ciągły wydatek, a poza tym to mieszkanie nadal nie jest Twoje, nie możesz w pełni czuć się jak u siebie w domu. I nie odziedziczysz dzieciom wynajętego mieszkania.

    • Na zachodzie czy przykladowo Wiedniu masz system stabilnego najmu gwarantowany przez panstwo. czesto nie wynajmujesz od prywaciarza, ktory bedzie ciebie nachodizl co miesiac, a w koncu cie wywali, bo jego curka karyna wychodzi za maz.

      poguglaj ‚vienna affordable housing’ oni rozwijaja ten program od ponad 60 lat

  13. Już pewien sposób na to znaleźli – stopniowo rozszerzany podatek od deszczu. Czyli taki katastral z lepszym PR.
    Jedno co jest zagrożeniem to obliczanie podatku katastralnego od wartości – czyli można manipulować wycenami. Jeśli urząd stwierdzi że mieszkanie jest warte jakąś kwotę to też dla równowagi powinna być zasada że MUSI za tyle je kupić jeśli podatnik powie: no to kupcie je za tyle ;-)
    Mieszkania są drogie dzięki wspaniałej polityce państwa. Dopłaty dla młodych rodzin , niskie stopy procentowe, obligacje o negatywnej rentowności, kredyty udzielanie przez banki uniwersalne a powinny być hipoteczne itd itp.

    • To będzie pierwszy podatek na świecie, w który wprost będzie zamieszana państwowa organizacja meteorologiczna. Ot co jeszcze nie współpracowało z fiskusem, to IMGW. Będziemy pionierami! :-)

      Jedna rzecz: niskie stopy procentowe co prawda dają fliperom itp. ludziom prawie darmowe pożyczanie pieniędzy, ale to działa też w inną stronę. Jak masz zerowe stopy procentowe to hipoteki będą wynosiły może ciut więcej niż bieżąca inflacja, a nawet i niżej (1-3% RRSO), bo od NBP pożyczą pod śmieszne 0,1%, jakby im miało brakować. Czyli każdy ma dostęp do ekstra taniego kredytu, co wydaje się być dobrze, ale właśnie, za daleko też chyba nie możemy zachodzić (przynajmniej Japończycy zdają się nie wychodzić z poziomu -0.1-0% od ponad dwudziestu lat, a nadal za dobrze się nie mają).

      • Niskie stopy to po prostu ciche okradanie najbardziej zapobiegliwych obywateli. Kara za myślenie i nie zadłużanie się.

        • Jeśli jesteś myślącym obywatelem to NIE trzymasz pieniędzy w banku czy na lokacie.

          Bezpieczniejsze to są „w skarpecie”,a wydajniejsze to są porządnie zainwestowane poza bankiem.

          • Ameryka odkryta – gratulacje.
            W ogródku zakopiesz? W skarpecie to raczej w formie metali szlachetnych. Papierki będą eliminowane – są już prace nad statusem podatnika bezgotówkowego.

  14. „Z kolei podatek katastralny wymierzony w magnatów hurtowo skupujących nieruchomości mógłby przyjmować charakter progresywny. Z każdym kolejnym mieszkaniem, poczynając na przykład od trzeciego, powiększałby się o kilka procent.”

    A to jest jakiś problem założyć 30 spółek z o.o., gdzie każda posiada i wynajmuje tylko dwa mieszkania?

    • Jak jest rzetelnie prowadzona ewidencja własności, jak będzie widać, że na 30 aktach notarialnych i w księdze wieczystej cały czas widnieje Twój podpis i jak te firmy będą rejestrowane cały czas wg klasyfikacji PKD jako firmy zarządzające nieruchomością, to jak dobrze zostanie zrobiona ustawa, to jak najbardziej, będzie. I to nie żeby nasolić przedsiębiorcom, tylko żeby nie kombinowali.
      Jak podasz inny rodzaj zajęć, to lada kontrola skarbówki czy czegoś tam, i wiadomo, że kłamałeś przy założeniu rejestracji (musisz bowiem cały czas zmieniać dane firmy, jak coś się w niej zmienia). W skarbówce siedzą w większości idioci, ale to są upierdliwi idioci, więc może lepiej naprawdę nie zadzieraj.

    • Jak by nie patrzeć obecnie można zarabiać 100000 zł/rocznie z wynajmu i płacić od tego 8,5% podatku (zamiast 18% oraz 32% za dochody w II progu podatkowym).

      • Jako JDG można płacić podatek liniowy i wliczać w koszty wydatki na utrzymanie tych mieszkań, dzięki czemu podatek będzie znikomy.

        Lepsza byłaby stawka od liczby mieszkań – trudniej jej uniknąć i nie ma zbyt dużej możliwości nadużyć.

  15. Katastralny TYLKO i WYŁĄCZNIE jeżeli właściciel nieruchomości mieszkający w niej (czyt. faktycznie mieszka) będzie miał stawkę rzędu 0,1% (czyli zbliżoną do obecnej wysokości podatku). W przeciwnym wypadku w naszych realiach skończy się to katastrofą.

    • Osobiście w to nie wierzę,a nawet podejrzewam,że sporo rządzących szumowin chciało by doprowadzić do takiej sytuacji – więc lepiej by katastru nie było wcale.

    • mieszkanie zamkeszkale przez wlasciciela powinno miec 0%. kolejne – progresywnie. plus vacancy tax, czesc ma puste mieszkania i nie wynajmuje. w Londynie to nawet 20-30% w segmencie lepszych mieszkan.

  16. w tej chwili opodatkowanie nieruchomosci i tak jest bardziej dotkliwe, niz u niektorych sasiadow z podatku katastralnego. Jeszcze gorzej jest w nieruchomosciach przemyslowych. Jesli przejdzie ustawa o „podatku od deszczu”, majac 1ha betonu z 1000m2 hali i powierzchnia biurowa, rocznie trzeba bedzie oddac panstwu blisko 100tys zl w samych podatkach. Dzisiaj zarobic te 10tys miesiecznie staje sie coraz wiekszym problemem.

  17. Brawo Bezprawnik.
    Myślałem że jak się po waszym ostatnim wyrobie artykulopodobnym poszczałem ze śmiechu to już nic śmieszniejszego nie napiszecie.
    Myliłem się.

    Tym razem ze śmiechu się obsrałem.

  18. Wszystko fajnie tylko taki podatek zapłaciliby najemcy, a nie wynajmujący. Jeśli faktycznie jest tak dużo firm które maja po 10 i więcej mieszkań to w sytuacji gdy mieliby do zapłaty podatek o powiedzmy 20% wyższy to wiadomo, ze przenieśliby to na najemców. Nie ma co liczyć na to, ze prywatni wynajmujący którzy maja 1-2 mieszkania będą wynajmować po starej cenie żeby być konkurencyjnym ponieważ, mieszkań jest za mało wiec i tak się wynajmą

  19. Nie zgadzam się z tym punktem widzenia z prostego powodu. Uważam, że mieszkania są za bardzo dostępne dla młodych ludzi, dla ludzi w ogóle i ceny nie odzwierciedlają ich rzeczywistych kosztów (zarówno ich kupno jak i wynajem). Mieszkania w dużych miastach bo w małych jakoś nie ma z tym problemów. Kataster oczywiście powinien być ale powinien zwracać samorządom koszty funkcjonowania ekosystemu nieruchomości.
    Jednym słowem wszystko sprowadza się do tego, ze wszyscy chcieli by mieszkać, inwestować, mieć biura itd itp w jednym miejscu, wygodnie żyć ponad standard wynikający z umiejętności korzystając ze skali, a to patologia, której nie wolno ugruntowywać. Nie wiem czemu wszyscy sobie ubzdurali, że ich prawem jest mieszkanie i praca w przeludnionych wielkich miastach zazwyczaj na cudzy koszt (nie pokrywają zazwyczaj nawet połowy kosztów ich funkcjonowania) i z olbrzymimi konsekwencjami tego poza kosztowymi (pozornie)? Nie stać cię to się wyprowadź. Ewentualnie lepsze zarobki i tak zeżrą ceny, a na dokładkę to co nie zeżrą ponad średnią krajową to pieniądze ukradzione komuś innemu.

  20. >Krytykuj ludzi czytających Piketty’ego jako „leniwych gamoni”
    >Wysmaż artykuł o tym, że jednak Piketty (którego pewnie nie czytałeś, skoro to dla „leniwych gamoni”) ma rację.

  21. Mieszkania i tak będą wykupowane przez kapitał a koszt ewentualnego podatku odbije się na cenach najmu i nieruchmości. I dopiero wtedy zwykły Kowalski będzie musiał mieszkać w ziemiance.

  22. A ja się nie zgadzam na podatek katastralny od osób fizycznych.
    Przeprowadźmy ćwiczenie na takim przykładzie:
    muszę zbudować dom, mam rodzinę 5 osób, dodatkowo mam 1 starego rodzica z mojej strony i 1 od strony małżonki. Ja w tej sytuacji będę karany za wybudowanie dużego domu, a raczej będę musiał mieć duży na tyle osób, ponieważ podatek katastralny liczy się od powierzchni działki, od powierzchni domu oraz od standardu wyposażenia (co jest już największym chamstwem). Ja, który odciążę państwo nie dając starych rodziców do mopsu, jeszcze będę za to karany!
    Przykłady można mnożyć…

    Katastralny tak, ale tylko dla firm skupujacych mieszkania i cudzoziemców mających powyżej 1 mieszkania.
    Obywatel polski z obywatelstwem od co najmniej 15 lat (żeby wykluczyć zmianę obywatelstwa na chwilę tylko w celach biznesowych) niech sobie kupuje i 500 mieszkań jak go stać. Wara od prywatnych pieniędzy!
    Bo nie rozumiem dlaczego ja, który powiedzmy dobrze zarabia, miałbym najpierw płacić wysoki podatek dochodowy, a potem jeszcze rok rocznie katastralny od swoich zakupów.
    To jest tylko dojenie.

  23. wszedłem na artykuł by dodać trochę hejtu od siebie ale rzeczywiście taka koncepcja podatku nie jest najgorsza. Ale po pierwsze za trudne do realizacji w polskich warunkach, po drugie firmy przeciwko którym ma być taki podatek sobie z nim łatwo poradzą. stworzy się grupę spółek zoo komandytowych i każda z nich będzie miała po trzy mieszkania maks. problem z głowy. nawet kowalski jak będzie chciał to weźmie rozdzielność majątkową i poprzepisuje po trzy mieszkania na córkę, żonę i matkę i po krzyku.

    Zapominasz też że na dzień dzisiejszy mieszkania kupują głównie osoby fizyczne które mają średnio 2-3. Z wielkimi „obszarnikami” na polskim rynku nie ma jeszcze problemów.

  24. Zamiast gadać jacy to młodzi biedni zastanówmy się dlaczego uznajemy, ze każdy ma święte prawo mieszkać wszędzie gdzie chce? To pradawna zasada, ze jak jest nadmierny popyt to ceny wzrastają. Jak kogoś nie stać na życie na jakimś terenie to nie powinniśmy na siłę mu tego umożliwiać kosztem innych. Nie jest powiedziane, ze wszyscy powinni mieszkać w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu. Tam i tam żyje parokrotnie za dużo ludzi. Nie jest zresztą powiedziane, ze firma ma prawo wsiadać na głowę innym i otwierać się bezkarnie wszędzie gdzie zechce.
    Kataster to natomiast wywłaszczenie tych co już mają nieruchomość, z definicji konfiskata bogactwa wielopokoleniowego. Moralnie podłe. Konfiskata majątku od którego pobrało się już podatek.
    Zresztą ten relatywizm moralny widać w samym tekście. Z jednej strony utyskiwanie, że Młodych nie stać na mieszkanie w Warszawie (czyli na zbędny luksus), a z drugiej nie dostrzeganie niczego złego w posiadaniu przez warszawiaków nieruchomości rekreacyjnych na prowincji, a przecież to tak samo wpływa na dostępność ich dla miejscowych czy komfort ich życia jak działalność komercyjnych właścicieli nieruchomości w Warszawce.

  25. Nie wiem jakim cudem można dojść do wniosku że rentierzy są współwinni sytuacji mieszkaniowej w kraju. Trudno też się komuś dziwić że woli utopić pieniądze w nieruchomościach, niż zostawić na pożarcie inflacji. Nie można karać kogoś za posiadanie czegoś, po to by zgodzić się to taniej wynająć bądź sprzedać. To zwykły szantaż. Zła sytuacja na rynku mieszkaniowym jest spowodowana tym, że jest ich zwyczajnie za mało jak na nasze potrzeby. Może się to wydawać dziwne, bo przecież wciąż ich przybywa, ale zmieniły się też oczekiwania. Młodzi potrzebują prywatności i intymności. Nie chcą całe życie mieszkać z rodzicami, co dla boomerów było normą. Mieszkania socjalne mogłyby rozwiązać problem, ale musiałyby zrobić coś na skalę Gierka. Ale wtedy były inne czasy. Dziś podniosłyby się głosy że to nieuczciwa konkurencja. Pewnego rodzaju patologią jest też to że mieszkania socjalne trafiają u nas głównie do niezaradnych i niepracujących. W Europie zachodniej wygląda to nieco inaczej.
    Jeśli chcemy by ludzie mieli gdzie mieszkać, trzeba pomyśleć nad zmniejszeniem dla nich obciążeń finansowych. Załóżmy że chcemy postawić dom. Nasza pensja jest opodatkowana przez ZUS/KRUS. Kupujemy działkę – płacimy podatek od wzbogacenia. Następnie płacimy za pozwolenie (!) na budowę. Później za horrendalnie drogie przyłącza. W końcu kupujemy materiały budowlane, oczywiście z VATem. Płacimy ekipie, która o ile robi na legalu, musi zarobić tyle by opłacić kolejne podatki.
    Płacimy podatek od podatku od podatku. Zaś całe skomplikowanie istnieje tylko po to by ciemny lud się nie zorientował ile oddaje państwu. I szczerze mówiąc, im częściej widzę marnotrawstwo rządzących, tym mniej jestem skory by płacić jakiekolwiek daniny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *