Właśnie kupiłem swoje pierwsze własne mieszkanie. I mdli mnie, gdy widzę artykuły „eksperckie” o tym, co się stanie z rynkiem nieruchomości

Gorące tematy Nieruchomości dołącz do dyskusji (405) 03.04.2020
Właśnie kupiłem swoje pierwsze własne mieszkanie. I mdli mnie, gdy widzę artykuły „eksperckie” o tym, co się stanie z rynkiem nieruchomości

Jakub Kralka

Muszę się wam do czegoś przyznać. Choć spodziewałem się, że dobra koniunktura nie potrwa wiecznie, w styczniu kupiłem sobie swoje pierwsze własne mieszkanie.

Po przeczytaniu, wysłuchaniu i obejrzeniu setek wzajemnie sobie przeczących ekspertów, podjąłem decyzję o zakupie własnego mieszkania. „Jest bańka” mówili, ale „jest bańka” mówili też w 2013, 2015, 2017, a potem to już w zasadzie codziennie. Ja w tę bańkę zresztą wierzyłem, bo przecież jako prawnicy widzimy kto kupuje mieszkania (na które nas samych często nie stać) i w jakim celu. Ale przecież mieszkać gdzieś trzeba, a wynajem to w nie tak znowu dużym uproszczeniu spłacanie kredytu rentiera.

W styczniu kupiłem mieszkanie

Wierzyłem w bańkę, oglądając mieszkania położone na torach, dosłownie na torach warszawskich Odolanów, wyceniane na 12 000 zł z metra kwadratowego. Wierzyłem oglądając pola rolników pod Żyrardowem za 11 000 zł z m2, które wedle prospektów są „stacją metra Lazurowa”. Wierzyłem przemierzając Dolny Mokotów z widokiem na największą w Europie spalarnię i jednocześnie leżący dokładnie w dawnym w korycie Wisły za 10 000 złotych z m2.

Paru kolegów namawiało mnie by pójść ich śladem i wybrać zagadkową inwestycję na byłych terenach Polfy, która nawet pod koniec 2019 roku kosztowała podejrzane 9500 złotych z metra kwadratowego, choć leży niemalże w centrum (Uber pod PKiN – poniżej 10 złotych). W mojej ocenie igrali ze swoim zdrowiem, bo w gruncie odnaleziono ołów i arsen, zaś deweloper sugerował, żeby nie zbliżać się do terenu budowy, ale to ja będę im zazdrościł dobrego interesu, jeśli po latach okaże się, że nic im nie jest, a może nawet zyskali supermoce.

I tak minęły mi dwa ostatnie lata na regularnym odrzucaniu zbyt wielu upokarzających kompromisów w przeliczeniu na złotówkę. Kojarzycie barda z komiksów o Asteriksie i reakcję reszty Gallów na jego śpiewy? Tak reagowali moi znajomi, ilekroć podejmowałem temat moich poszukiwań mieszkania.

Czasem byłem już nawet blisko zakupu, gdy po „wizji lokalnej” okazywało się, że inwestycja z jednej strony ma okna 30 metrów od Trasy Siekierkowskiej, z drugiej spogląda na PRL-owski opuszczony wieżowiec o sympatycznej nazwie „Szpiegowo”, by wreszcie całość była okraszona aromatem szamba („ta okolica tak ma” – pisał użytkownik forum dyskusyjnego Skyscrapercity).

No i w końcu pojawiło się ono. Takie jak sobie wymarzyłem, w bardzo dobrej okolicy, 6 minut marszem od metra, a zarazem w miarę blisko centrum (spełnia moje kryterium „Ubera pod PKiN do 15 złotych”). Droższe, niż planowałem – zawsze jest droższe niż planujemy – ale jednocześnie zamówiony trzy dni temu operat szacunkowy rzeczoznawcy wykazał, że warte aż o 12% więcej, niż zapłaciłem. Czułem to zresztą instynktownie już w chwili zakupu. Wymęczyłem, wyszukałem, wychodziłem swoją „okazję”, choć oczywiście i tu muszą być kompromisy: nie załapałem się na komórki lokatorskie, a balkonu z całą pewnością nikt omyłkowo nie nazwałby „loggią”.

Rządowy program mieszkaniowy „inflacja”

Realnie liczyłem się z ewentualnością kryzysu ekonomicznego – sporo o tym myślałem i zastanawiałem się jak można przygotować się na jego nadejście. Pomimo pogłosek o chińskim wirusie, chińskich wirusów przeżyłem już zresztą wiele, nie spodziewałem się pandemii i perspektywy rekordowego krachu globalnej gospodarki, który trwale zmieni naszą cywilizację. Jeśli jednak miałbym dziś wrócić z posiadaną wiedzą do stycznia, nie wykluczam, że powtórzyłbym swoją decyzję.

Tutaj oczywiście wyrazy wdzięczności należą się Prawu i Sprawiedliwości. Pomimo wiarygodnych pogłosek o „bańce na nieruchomościach”, jeszcze bardziej od baniek zaczynałem „bać się” skrupulatnie odkładanej gotówki. W takiej sytuacji jest kilka możliwości, waluty, kruszce, akcje. Nie jestem jednak typem ryzykanta. Lubię poczytać Independent Tradera, ale nie znam się na tym, nie mam do tego predyspozycji emocjonalnych, pewnie nigdy nie będę typem inwestora, gdyż w moim wypadku byłby to czysty hazard. Inflacja szybowała, RPP utrzymywała rekordowo niskie stopy procentowe, rosły ceny nie tylko mieszkań, ale pracy (w perspektywie pensja minimalna 4000 zł itd.) czy materiałów budowlanych. Kupiłem mieszkanie na użytek własny, mam tam zamiar spędzić co najmniej kolejne 10 lat. No i wreszcie – ono mi się naprawdę podoba, ma relatywnie bardzo mało wad, powinienem być tam szczęśliwy. Poszukiwania mieszkania były normalnym procesem intelektualnym, wysiłkiem, który kosztował mnie pewne zasoby codziennej energii. Dziś, wieczorami, zamiast odpisywać deweloperom, odpisuję klientom i to też postrzegam w kategorii zysku ekonomicznego. Zakup mieszkania już na siebie w tak pokrętny sposób zarabia.

Dlaczego o tym piszę?

Taki artykuł to oczywiste wystawienie się na komentarze w stylu „haha, taki mądrala, liberał, ciągle kogoś poucza. a kupił mieszkanie na samym szczycie”. To naturalne prawo internetu i systemu komentarzy. Byłbym rozczarowany, gdyby się wręcz nie pojawiły. Ostatnio jakiś czytelnik napisał mi, że ten mój Inter już witał się z gąską, a tu znowu Juve. Najwspanialsza rzecz w życiu autora tekstów w sieci.

Zwracam jednak uwagę, by skupić się nie na nagłówkach, a na treści. Przecież ja wcale nie muszę o tym pisać i szczerze mówiąc trochę gryzłem się z tym na ile odsłaniać przed czytelnikami moją prywatność. Piszę, ponieważ głęboko wierzę, że nie jestem w swojej sytuacji sam. Nie chodzi nawet o jakąś formę solidarności, która jest moim zdaniem niepotrzebna, a raczej u przyjemne poczucie jedności w licznych, przeżywanych w ostatnich latach rozterkach, które podziela wielu moich rówieśników. Zależy mi na nakreśleniu nie tylko samej decyzji, ale też pewnego ciągu myślowego i decyzyjnego, który mnie do niej doprowadził. Wszystko to robię zaś – jak sądzę – w słusznej sprawie. O czym w ostatniej części artykułu.

Rok temu o tej porze istniało 150 dobrych powodów, dla których mieszkania mogły potanieć. Dziś jest ich dokładnie 227, ale pozwólcie, że wymienię tylko te, które najpierw przyjdą mi do głowy: przedsiębiorcy będą potrzebowali gotówki, żeby przeżyć i zaczną wyprzedaże, osłabi się turystyka i najem krótkoterminowy, przez odpływ imigrantów ekonomicznych spadnie zapotrzebowanie na najem długoterminowy, inwestorzy będą chcieli wykorzystać pieniądze do okazji w zrujnowanych gospodarkach, inwestorzy zagraniczni uciekną do stabilniejszych państw, trudniej będzie uzyskać kredyty hipoteczne, w Polsce wybuchnie wielka recesja albo wręcz pandemia koronawirusa zaowocuje wojnami lub narodzinami państw totalitarnych (to scenariusze mniej prawdopodobne, ale przecież nie niemożliwe – świat się zmienił).

Czy nieruchomości mogą podrożeć? Tak, taki scenariusz też jest możliwy, choć nie trzeba być ekspertem od czegokolwiek, by stwierdzić, że szanse na jego realizację są nieporównywalnie mniejsze. Jedynym przemawiającym do mnie argumentem przemawiającym za wzrostem cen jest ponownie kwestia niekompetencji polskich władz w tematach ekonomicznych, które mogą zaowocować wzrostem inflacji, a w skrajnie negatywnym scenariuszu doprowadzić nawet do hiperinflacji. Wówczas kredyt hipoteczny z gwarancją stałych stóp procentowych, którym się wspomogłem (regularnie krytykuję frankowiczów za brak wyobraźni, więc nie chciałbym teraz bawić się w analogiczną loterię kredytową), będzie jak pocałunek od losu.

Doświadczenie, logika oraz wrodzony optymizm podpowiadają jednak spadek cen i to niemały.

Duże media w Polsce: Nieruchomości bezpieczną przystanią

Nie wszyscy czytelnicy zgadzają się z moimi opiniami publikowanymi na łamach Bezprawnika, ale znamy się już 5 lat. Szefuje serwisowi od momentu jego powstania, znam każdy jego piksel. W marcu wraz z moją fantastyczną ekipą wypracowaliśmy oglądalność na poziomie spektakularnych 3,7 miliona unikalnych użytkowników. Nie oczekuję pełnej aprobaty, ale kiedy widzę grupki nastolatków w parkach, nazywam ich wprost ludźmi o IQ 75. Jarosława Kaczyńskiego za wszelką cenę prącego do wyborów nazywam panem życia i śmierci. Chcę wierzyć, że przez te kilka lat udało mi się zbudować w oczach naszych czytelników pewną wiarygodność, choć przecież nie jestem (jak zresztą większa część redakcji) nawet żadnym dziennikarzem, a prawnikiem i blogerem-hobbystą. Jakby dla potwierdzenia tej tezy wierzę w spadek cen nieruchomości, choć przez kilkanaście akapitów dawałem wam jasno do zrozumienia, że jestem ostatnią osobą, której teraz na tym mogłoby zależeć.

I właśnie dlatego pozwalam sobie napisać, dla tej refleksji powstał w zasadzie cały powyższy wywód, że czytanie artykułów o rynku nieruchomości w polskich mediach elektronicznych mija się z celem. Wielkie marki, czasem znani dziennikarze podpisują się pod tekstami bezrefleksyjnie sklejonymi z różnych, nierzadko życzeniowych informacji prasowych. Konfrontacja stanowisk polega na tym, że jednej wypowiedzi udziela przedstawiciel dewelopera, pod drugą podpisuje się szef agencji nieruchomości, a trzecim zainteresowanym zapytanym o głos jest zawodowy rentier. Każdy, kto ma wielki interes w utrzymaniu jak najwyższych cen nieruchomości. Ma to mniej więcej taki sens, jak gdyby przejść się po legijnej trybunie „Żyleta” i pytać zainteresowanych kibiców, kogo woleliby widzieć w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów: Legię czy Widzew?

Jest dziś bardzo trudno znaleźć medium, które mówi wprost o taniejących nieruchomościach. Jeśli są takie, to często na jeden taki artykuł przypadają dwa kolejne, że… niekoniecznie, jak już to krótkotrwale, a może nawet podrożeją. Nawet cenione portale ekonomiczne są raczej zachowawcze w ocenach. Z jednej strony dostrzegają kryzys, a z drugiej wskazują na pozytywy całej tej sytuacji, ostatecznie ograniczając się do diagnozy, że spadki będą, ale krótkotrwałe. „Mediana cen pod koniec marca nie różniła się od tej sprzed miesiąca”. Pewnie, że się nie różniła, bo nikt nie myśli o handlu. Kolega nie jest w stanie odebrać kupionego z rynku wtórnego mieszkania, bo właściciel boi się wyjść z domu.

Klikam w kolejny artykuł. O tym dlaczego ceny dalej będą rosnąć pisze ekspert… prowadzący warsztaty inwestowania w nieruchomości. „Nie sądzimy, żeby nastąpił długotrwały spadek cen mieszkań” przekonują Strefę Inwestorów Rafał Jerzy i Sławomir Winiecki z GK Immobile, „notowanej na GPW grupy kapitałowej, która posiada w portfelu spółki działające w przemyśle, hotelarstwie, nieruchomościach oraz branży budowlanej”.

Nie wiem jak oceniać te publikacje. Czy to cynicznie publikowane treści sponsorowane, pocieszanie się środowiska związanego z nieruchomościami na zasadzie „będzie dobrze”, próba zakłamywania rzeczywistości, głos mądrości ekspertów, a może wszystko po trochu? Sposób w jaki są podawane stawia jednak pod ogromnym znakiem zapytania wiarygodność mediów w temacie rynku mieszkaniowego. I to nie tylko teraz, ale przede wszystkim w minionych latach. W chwili kryzysu najdobitniej widać jak ta mieszkaniowa bańka mogła być pompowana, jakie procesy temu towarzyszyły, na jakich autorytetach oparto tak jednostronny kształt dyskusji i dopiero gdy świat się dusi, widać irracjonalny ton tak zbudowanej narracji.

***

W styczniu kupiłem sobie mieszkanie. Gdyby ktoś mnie teraz zapytał „chwalisz się czy żalisz”, to odpowiedź brzmiałaby: nie mam pojęcia. Naprawdę. Ale gdybym pracował dla dewelopera, agencji nieruchomości czy funduszu inwestującego w nieruchomości, z pewnością powiedziałbym wam, że zrobiłem właśnie świetny interes.

405 odpowiedzi na “Właśnie kupiłem swoje pierwsze własne mieszkanie. I mdli mnie, gdy widzę artykuły „eksperckie” o tym, co się stanie z rynkiem nieruchomości”

  1. Gratuluję zakupu mieszkania – raczej w długim terminie nie będziesz stratny. Oczywiście ceny na dzisiaj są chore w porównaniu do zarobków. Szczególnie jak porównany wynagrodzenie osoby „zamożnej” wg statystyk vs 1m2 mieszkania.

    Oczywiście 4 litery mogą boleć w przypadku, gdy ceny spadną. Ale równie dobrze mogłeś czekać kolejny rok na zakup.

    Co do artykułu to masz podobne spostrzeżenia co ja. Jednego dnia miałem telekonf. z działem nieruchomości w mojej firmie, gdzie perspektywa dla rynku raczej negatywna (ceny powinny raczej spaść) – dużo zakupów jest jednak wyłącznie inwestycyjna. Cóż znają się na tym pomyślałem. Po czym wszedłem na jak zawsze wiarygodną gazetę.pl, by zobaczyć artykuł – „nie ma co liczyć na spadek cen na rynku mieszkaniowym” :). Zresztą w ostatnich dniach i tygodniach tych artykułów jest całkiem sporo – to chyba też o czymś świadczy.

    • Mieszkania nie polecam bo wystarczy , że trafisz na kiepską wspólnotę i wtopa.Na waszym miejscu zaczął bym się interesować giełdą bo z powodu przymusów związanych z Koronowirusem można nie źle zarobić i to szybko.Oczywiście pierwszy czas wzrostów za nami ale jak Polska firma znajdzie szczepionkę na blokowanie lub zapobieganie , niektórym skutkom ataków na płuca to wiedzcie , że zarobicie na mieszkanie.W tej chwili są cztery takie firmy.A potem lepiej wybrać dom cały dla siebie.
      Prze te obostrzenia związane z niby Epidemią / Pandemią dają zarobić firmom medycznym ogromną kasę.A zmuszanie do noszenia masek czy rękawiczek ma tylko wpływ na wzrost wartości takich firm.
      Przykre ile można teraz wtopić na rodzimych firmach a pewnie w poniedziałek z powodu chociażby takiej wiadomości JSW ładnie popłynie:
      https://uploads.disquscdn.com/images/170d6adea5f145cfc65c02d9dd57b19967b62cc384f47338f5557d283da87c7a.png

      • Powód, żeby nie inwestować w mieszkania, bo zła wspólnota i wyopa to najzabawniejsza bzdura jaką wyczytałem o inwestowaniu.

      • Synek…. napisał ci że nie jest typem inwestora hazardzisty a gielda teraz to hazard. Jak trafisz na złą wspólnotę to sprzedasz mieszkanie. Jak trafisz na zły zarząd to ci zbankrutuje firmę i wszystko stracisz (wspólnoty nawet te złe raczej nie palą swoich domów). WIG20 od 10 lat zamiata doły. Ci co w 2008 roku kupili akcje firm z WIG20 do dzisiaj wielu znich nie odzyskało kasy i nie odzyska. A przypomnę, wtedy powszechnie uważano ze na akcjach firm z WIG20 nie można stracić. Fundusze akcji WIG20 biły rekordy popularności przed poprzednim kryzysem.

    • „ceny na dzisiaj są chore w porównaniu do zarobków „
      A kiedy były lepsze? Dawniej ten stosunek był znacznie gorszy.

      • To jest ekonomicznie niemożliwe. Ceny zawsze sa adetkwatne do zarobkow. To jest podstawowe prawo podaży i popytu. To ze kogos bez wyksztalceni pracującego za minimalna nie stac na mieszkanie to jest cos normalnego w wolnorynkowej gospodarce na całym swiecie. Na zachodzie gdzie zarabia sie dużo lepiej miszkania tez sa dużo droższe.

  2. Dziś tak naprawdę każdy scenariusz jest prawdopodobny i ci co intuicją, analizami czy wręcz tylko szczęśliwym przypadkiem trafią w opcję która zwycięży będą wygranymi, a reszta przegranymi.
    Teoretycznie na rynku może pojawić się wiele mieszkań z niespłaconych kredytów, ale może być tak, ze banki będą pilnowały wartości nieruchomości pomagając kredytobiorcom.
    Firmy budowlane czy deweloperzy mogą upaść co wstrzyma dopływ nowych mieszkań, albo będą za cena nawet straty wykończyć i sprzedać mieszkania poniżej kosztów.
    Ciekawy czas na czeka. I to nie tylko na rynku mieszkań

  3. Gratuluję bardzo rozsądnego podejścia do tematu. Zwłaszcza w Twojej sytuacji, trudno wyrugować z osądu emocje, gdyż analizy prowadzą do wniosku, że faktycznie dokonałeś zakupu na górce.

    Niemniej jednak, wg mnie trzeba też wciąć w tej sytuacji pod uwagę fakt, że zakup był dokonany nie dla celów inwestycyjnych czy spekulacyjnych. Powodem kupna była chęć zapewnienia sobie dachu nad głową, a nie zarabianie na tej konkretnej nieruchomości. Część kwoty zakupu, którą przepłaciłeś potraktowałbym zatem jak opłatę za dopasowanie, zwłaszcza, że nieruchomość spełnia specyficzne wymogi, które obrałeś na etapie jej wyboru. Koniec końców, biorąc pod uwagę charakter inwestycji i jej przeznaczenie, uważam, że podjęcie tej decyzji to nie był błąd (oczywiście przy założeniu ciągłości zatrudnienia).

    Narracja jakoby nieruchomości były bezpieczną przystanią inwestycyjną bez względu na okoliczności została zaorana już w scenariuszach amerykańskim i chociażby hiszpańskim, więc inteligentnym osobom nie trzeba tłumaczyć. Reszta niech płaci za nieprzystosowanie (ew. za lenistwo na etapie przygotowywania się do tak poważnej inwestycji). To jedyny sposób, aby tego typu jednostki mogły efektywnie wyciągnąć wnioski z sytuacji i przekazać przykład swoim następcom, co wpłynie na wzrost jakości wyborów dokonywanych przez kolektyw w dłuższej perspektywie.

  4. Fajny artykuł, jednak ja myśł przewodnią parafrazowałbym w następujący sposób: „że czytanie artykułów w polskich mediach elektronicznych mija się z celem. – to moim zdaniem finalne przesłanie tego artykułu. pozdrawiam!

    • Nie bez przyczyny darmowe opinie są darmowe. Pomimo ery powszechnego dostępu do informacji, ta jest cennym towarem, za który należy płacić. Zupełnie czym innym jest korzystanie z darmowych opinii prawnych zamieszczonych w sieci, a czym innym jest korzystanie z prawniczych baz danych.

      • Bardzo mądrze powiedziane. Darmowe opinie są darmowe i często istnieją po to, żeby nakierować nas na coś i samemu zarobić na naszej stracie.

      • Darmowa informacja to, jak napisałaś niewprost jest mało warta a może być nawet dezinformacją czyli mieć wartość ujemną (wprowadzać w błąd) ceny nieruchomości w srednim terminie spadną. Nie ma szans by banki udzielały kredytów na dotychczasowych warunkach. Ludzie stracą prace, spadną zarobki, najemcy wyjadą…. deweloprzy musieli by zacząć burzyć domy…

  5. Nie ty jedyny jesteś. U mnie tez kuzyn zadłużył się w banku na 350 tys. Zł. Sama firma budowlana za postawienie mu domu pobrała opłatę w wysokości 80 tys. Zł w miasteczku którym mieszka 8 tys. Osób i jest tylko jeden zakład produkcyjny. Wiec lokacja że tak powiem trochę patowa. 15km dalej jest miejscowość w której już jest 35 tys. Mieszkańców i spora strefa przemysłowa
    Mieszkanie 65m kosztuje 360 tys. Zł. Domki szeregowe o powierzchni 160m 560 tys. Zł. Oczywiście wszystko stan deweloperski. Ceny są
    Podobne jak we Wrocławiu. Pochodzę z Województwa dolnośląskiego oczywiście .

  6. Wiedząc to co wiemy dziś, z punktu widzenia inwestycyjnego zrobiłeś głupotę.
    Z punktu widzenia zaspokojenia swoich potrzeb, zakup mieszkania nawet w styczniu br był racjonalną decyzją. Zwłaszcza że nikt nie wiedział tego, co wiemy dziś, gdyby nie impuls wirusowy ceny by pewnie długo rosły bo wciąż była podaż inwestycyjna (dla skrajnych lewicowców spekulacyjna) ze względu na strach przed inflacją.
    W jakim miejscu 100lycy wybrałeś mieszkanie?

    • Akurat jesli chodzi o wirusa to juz w grudniu mowilem ze cos sie swieci a w styczniu ze panika zacznie sie jak ludzie zaczna umierac. To nie jest tak ze nikt nic nie wiedzial.

      Jesli chodzi o to kiedy banka peknie to oczywiscie ze nie wiemy kiedy peknie ale jesli wiemy ze jest bardzo napompowana to najmadrzejsza decyzja jest wynajmowac mieszkanie po to, zeby nie zostac z kredytem jak banka peknie.

      • Jesli przewidziałeś w grudniu że globalna gospodarka zostanie za 3 miesiące zatrzymana – to gratuluje trafności. Serio. Zakładam, że zrobiłeś odpowiednie przygotowanie inwestycyjne (krótka sprzedaż na giełdach itp)? ;) To że „coś„ się dzieje w Chinach widział każdy. To jak nas to dziś dotyka, to nawet nie były scenariusze teoretycznie.
        Wiadomo od połowy ubiegłego roku, że będzie kryzys na rynkach. Nie wiadomo było, kiedy, i co będzie zapalnikiem. Zarówno wtedy, jak i dziś uważam, że jest duża szansa na obniżkę cen nieruchomosci. Ale pewności nie mam. Obecne ceny są wynikiem popytu spekulacyjnego, a nie kredytów. Skala wyprzedaży nieruchomosci przez zadłużonych właścicieli „po każdej cenie” to nie będzie skala z lat 2009-2011.
        Oczywiście to tylko moja opinia i mogę się mylić.

  7. Pamiętam jak zastanawiałem się nad kupnem swojego mieszkanie ale dzisiaj oceniam to za dobrą decyzję 7 lat kredytu minęło w miarę szybko i dziś już mam spokój.
    Za jakieś 2-3 lata czeka mnie kolejna decyzja: czy budować dom czy jednak szukać większego mieszkania.

  8. Nie jesteś sam. Zrobiłem tak samo, z podobnych pobudek. Postanowiłem po prostu zrobić coś co uczyni mnie szczęśliwym a nie internetowych ekspertów. To dla mnie ta decyzja ma być warta zakupu a nie dla nich. Oczywiście jeśli mówimy o kupnie mieszkania na własne potrzeby. Na wynajem może być różnie.
    Dlatego jeśli ty będziesz szczęśliwy to podjąłeś dobrą decyzję. Przykładowo w czasie gdy inni będą wynajmować mieszkania za prawie dwa tysiące miesięcznie lub więcej, ty będziesz płacił tyle samo za kredyt, ale we własnym, nie martwiąc się niczym.
    Poza tym wszystkim uważam że własne mieszkanie to podstawowa potrzeba życiowa do poczucia bezpieczeństwa i nie da się ocenić tego czy przepłacasz bo „rynek” nie określa wartości twojego bezpieczeństwa.

    • Tak długo jak płacisz kredyt mieskzanie jest Twoje tylko trochę. Szokuje mnie, że są ludzie skłonni płacić co miesiąc minimalną krajową przez klikadziesiąt lat. Nie zazdroszczę.

      • Za wynajem płacisz czasem podobne pieniądze. A co będzie jak przejdziesz na emeryturę? Czy będzie ciebie stać na wynajem? Większość osób nie chce się tym przejmować , tak mi się przynajmniej wydaje.

        • W obecnej sytuacji ceny najmu spadną drastycznie. Z rynku wylecą właściwie wszystkie najmu krótkoterminowe a do tego dołoży się recesja czyli wielu wynajmujących długoterminowo straci pracę
          Tym bardziej nie opłaca się teraz kupować mieszkania na raty.

  9. Nie będzie żadnej bańki na rynku dopóki leży giełda a ta będzie leżeć ponieważ kolejne genialne pomysły rządzących nie pozwalają na planowanie dłuższych inwestycji, więc rynek będzie się kręcił dopóki ludzie i fundusze będą je kupować

  10. wszelkie analizy i prognozy sprzed miesiąca są dzisiaj nieaktualne
    a prognozy robione dzisiaj to jak wróżenie z fusów

  11. Słuchanie nieruchomościowych ekspierdów mija się z celem. W 2006 jak pierwsze mieszkanie kupowałem i ceny już rosły w najlepsze to słyszałem każda możliwą opcję: „kto nie kupił przegrał życie”, „ceny spadną, rynek przegrzany”, „nie, ceny wzrosną”, „jest bańka zaraz wszystko pierd*nie”, „frajerzy zadłużają się po szyję a ja za rok czy trzy kupię za odłożoną gotówkę jak ceny polecą”. Efekt jest taki, że ceny w okolicy obecne minimum 50% a czasem 100% wyższe niż wtedy. Patrz na siebie i swój prywatny rachunek zysków i strat, niekoniecznie typowo materialnych. Może zyskasz, może trochę stracisz, ale sam oceń czy warto, patrząc na swoją prywatną sytuację i dalsze plany.

    • Zaskoczę cię. Ceny mieszkań spadły. Jeśli policzysz średnie wynagrodzenie za metr mieszkania teraz i wtedy, to obecnie kupisz więcej mieszkania za średnią krajową niż w 2006r.

      • Czyli możliwy wniosek, że nie spadły tylko zarabiamy więcej? :) Zawsze musisz patrzeć ze swojej indywidualnej strony ile ciebie to kosztowało. Zresztą sprzedać nie zamierzam, wynajmuję.

        • Nie ma znaczenia, więcej zarabiasz, ale kupisz za to proporcjonalnie jeszcze więcej, to tylko cyfry. Mieszkanie per saldo jest tańsze niż kiedyś.

  12. Pan Jakub jak zwykle w formie. Z jednej strony pisze, że nie zna się na ekonomii a jest jedynie prawnikiem, a z drugiej oczywiśćie źle ocenia zarządzanie gospodarką przez PIS. Czyli typowe nie znam się, ale się wypowiem. A inflacj oczywiśćie rosłą przez kaczora i spółkę ;)

  13. Jeśli spadną, to może 10% może Maks 20%, spójrzmy co się działo w 2008. Potem będą leciały w kosmos. Ceny w Warszawie są wysokie, ale w porównaniu do średniej zarobków są niższe niż kiedyś. W Berlinie paręnaście lat temu też wydawało się, że ceny są wysokie i wyżej nie będzie, a co jest teraz? Z kolei UK? Jeszcze gorzej. Wystarczy spojrzeć na wykresy z perspektywy kilkudziesięciu lat, a nie 5 czy 10. Gratuluję zakupu :) sam się od 3 lat przymierzam do kupna, ale ciągle czekam na „pęknięcie bańki” . Ostatnio bardziej się zgłębiłem w temat i jednak to nie będzie takie łatwe. Liczę na to, że uda mi się coś fajnego teraz ugrać albo za rok, ale nie ma coś się nastawiać na 8k/m2 w centrum zamiast 12k/m2

    Edit: kolega Sorosa kilka lat temu wieszczył duży kryzys pod koniec 2019 lub na początku 2020, okazuje się, że pandemia tylko przyspieszyla nieuniknione.

  14. Warto jednak podkreślić że kupowanie mieszkania w celach inwestycyjnych a na użytek własny się różni, i oczywistym jest że nie będziemy zwlekać nie wiadomo ile z kupnem mieszkania do użytku własnego jeżeli nagli nas sytuacja. Teraz łatwo powiedzieć że kupno w styczniu było błędem bo z pewnością będą spadki.

    A co do inwestowania, problem jest taki że bez tego nie da się obecnie utrzymać siły nabywczej pieniądza. Z drugiej strony jeżeli ktoś posiada wiedze to nie będzie to czystym hazardem. Szczególnie jeżeli zna Pan Tradera21.

  15. Oczywistą rzeczą jest, że wszystkie analizy (nie tylko na rynku nieruchomości) robione do momentu kiedy wirus spokojnie bytował sobie w ciele łuskowca i tylko marzył o przeskoczeniu na człowieka, są już nic nie warte. Nawet przed dzisiejszą sytuację ciężko było stwierdzić, które są bliższe naszej rzeczywistości. Potwierdzeniem tego są chociażby informacje o rzekomej bańce na tym rynku, które w mediach pojawiają się od kilku dobrych lat. A ceny oczywiście rosły, i to w szaleńczym tempie. Czy była faktycznie bańka, niech każdy sobie odpowie sam na to pytanie… Ale jeśli była i miała kiedykolwiek pęknąć to kiedy jak nie teraz? Wystarczy pomyśleć co może obecnie siedzieć w głowach przeciętnych ludzi, i to niezależnie gdzie i czy w ogóle teraz pracują. Czy myślą o kupnie nowego mieszkania na kredyt, może nowego samochodu (koniecznie automat;) lub gdzie pojadą na wakacje? No oczywiście że nie i twierdzenie inaczej to zaklinanie rzeczywistości (przypomniała mi się tu niedawna sytuacja z Apple i wprowadzonym przez nich limitem sprzedaży do dwóch iPhonów na jedną osobę, to tak na marginesie:). A rzeczywistość wygląda tak, że deweloperzy budują dużo i wszędzie gdzie się da. A chętnych nagle ubyło. Emigranci zarobkowi z Ukrainy którzy nie zdążyli się tu dobrze zadomowić wrócili do siebie. A przecież dobrze wiemy, że w namiotach nie mieszkali. Dlatego podobnie będzie na rynku wynajmu.
    Mimo wszystko uważam, że trzeba być optymistą, ale też nie zapominać, że człowiek z wirusem nigdy nie wygra, może jedynie łagodzić skutki jakie on powoduje.

  16. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji, branży w której się pracuje i też czy kredyt bierzesz na lokum w którym będziesz mieszkał, czy traktujesz ten „kredyt” jako inwestycję. Tak jak wspomniałeś inwestycja w nieruchomości dla ciebie to był by hazard. Dla mnie nie miało by znaczenia czy jest banika czy coś innego na rynku, na mieszkanie w którym bym mieszkała z perspektywą kilku lat też wzięłabym kredyt. Niestety nie mam takich możliwości nad czym ubolewam już kolejny rok. Najbardziej strącą ci, którzy utopili się w licznych kredytach nie mając zróżnicowanych źródeł finansowania albo działalności.

  17. Sytuacja wyjątkowa i jak na to będą reagować ceny mieszkań – ciężko przewidzieć. Zapewne pójdą w dół. Na ile? Nie wiadomo.
    W sytuacji, gdy kupiłeś mieszkanie w styczniu dla siebie – możesz się cieszyć, że zdążyłeś :)
    Bo póki nie będziesz chciał sprzedać – zmiany cen na rynku nieruchomości Cię nie dotyczą. A w długiej perspektywie myślę, że będziesz na plusie.

  18. Zaczynam się skłaniać ku teorii (mojej własnej), że koniec SW rozpoczął się w momencie dołączenia Kralki do redakcji.

  19. Nie ma bańki, gdy kupujesz mieszkanie dla siebie. Jak stanieje to nie stracisz, bo wszystkie stanieją, czyli sprzedasz taniej, ale kupisz też taniej. Jak zdrożeje, to też nie zyskasz, bo kupisz kolejne mieszkanie na górce. Inna sytuacja, jak jesteś inwestorem i obliczasz sobie zyski z najmu.

  20. Gdybyś kupił pod wynajem to byłoby bez sensu. Gdy kupuje się by mieszkać przepłacenie nie jest takim samym problemem.
    Ale liczę na przeceny – żeby wykorzystać cash z dobrych czasów.

  21. Jeżeli ktoś już tą nieruchomość kupił za ceną za jaką kupił to już tego nie zmieni. Będzie spłacał. Jeżeli ktoś ma na celu mieszkać w nim, bez dalszej odsprzedaży to nie ma znaczenia czy kupił ktoś w dołku czy na górce. Najważniejsze aby było funkcjonalne i właścicielowi się podobało. Każdy może dać swoją cenę za daną nieruchomość, jest wolność rynkowa. Zresztą rzeczoznawca powinien powiedzieć klientowi co to jest cena a co to jest wartość nieruchomości. Jest istotna różnica. Jak się komuś podobają słuchawki za 50 tyś. zł, to nikogo to nie powinno obchodzić. To jego sprawa i tyle.

  22. A ja chciałbym się poradzić, lecz wiem że nie ma pewnej odpowiedzi.
    Co w przypadku gdy zdecydowałem się na zakup mieszkania które jeszcze nie istnieje? Szczerze, pojęcia nie mam jaki kolejny krok wykonać. Podpisałem z deweloperem umowę rezerwacyjną na mieszkanie które ma powstać za rok, a na dniach mam podpisać umowę notarialną i zacząć płacić raty zgodne z harmonogramem. Jest to pierwsze moje mieszkanie, i całe oszczędności jakie mam.
    Wizja narodowej recesji, hiperinflacji, bezrobocia, bankructwa, niewypłacalności i wakacji kredytowych dla wszystkich ‚w hipotece’ tak mi miesza w głowie że nie wiem jaki kolejny krok wykonać. Czy deweloperzy będą w stanie kończyć swoje inwestycje „po mimo”? Czy zachowają płynność finansową mimo braku wpłat na wakacjach? A co jak nie? A co jak zostanie mi tylko 0.00065 % udziału w gruncie, miejsce do spania pod mostem i wizja procesów sądowych przez kolejne 15 lat?
    Zdrowia dużo życzę!

    • Ja bym jedyne co, to spróbował zebrać ludzi w podobnej sytuacji w jedno miejsce. Tzn stworzyłbym na facebooku grupę ludzi, którzy mają ten sam problem. Nazwać to jakoś, żeby dotyczyło właśnie tych co kupili nie wybudowane mieszkanie. A potem wrzucać link do tego na wszyskie fora, jako komentarze do postów w całej sieci i tam gdzie nie usuwają linków. Znajomych z facebooka poprosił bym o udostępnianie. I jakby się zebrało już kilkadziesiąt osób, to można się wymieniać informacjami, które dostało się od dewelopera. Czyli każdy by wiedział mniej więcej co go czeka.
      Moim zdaniem lepsze to, niż w niepewności żyć i liczyć, że wszystko się ułoży.

  23. Ludzie o iq75 i splacanie rentierow nieco koliduje z postawa jaka pan kreujesz… troche brak szacunku do innych, troche malo zrozumienia swiata, az zal pomyslec jak to wyglada w Austrii czy Niemczech, sami glupcy…

  24. Interes życia… za miesiąc te samo mieszkanko będzie 40% tańsze i nikt tłustym kocurom nie będzie płacił nawet tych 8k z metra…

  25. Chłopcze, który napisales ten artykuł jaka ty szkole skonczyles i gdzie? Czytales go w ogóle jak napisales? Wymieszana papka literowa… Moze ty translatora używales….

  26. ,”ale jednocześnie zamówiony trzy dni temu operat szacunkowy rzeczoznawcy wykazał, że warte aż o 12% więcej, niż zapłaciłem.” O naiwności. Czy młodzi prawnicy nic naprawdę nie wiedzą o tym jak się robi wyceny? Jak można się chwalić operatem, ja mogę znaleźć ci rzeczoznawcę co wyceni ci na 30% powyżej ceny rynkowej. Wystarczy , że pozmienia się wagę wskaźników i mamy inną cenę. Czy tego prawnik nie wie? No i na koniec, gadanie o bańce jest bez sensu. Ludzie kupują i sprzedają po cenach jakie im pasują, skoro jest ssanie rynku, a jest (raczej było – wirus) to ceny rosną, a szacując do rosnących zarobków to są niższe niż np. przed kryzysem z 2008r. Tego też prawnik nie wie?

  27. Artykuł czyta się nieźle, niemniej lampka ostrzegawcza zapaliła się po informacji o operacie szacunkowym, potocznie wycena. Wartości z operatów dla tej samej nieruchomości mogą różnić się o 30%, rzeczoznawcy „podbijają” wartości mieszkań z rynku pierwotnego dość powszechnie, odnoszą się przecież do coraz wyższych cen z okolicy w ostatnim czasie. Do tego kilka „atutów” bo winda” bo na południe, bo sklepy, bo nowe itp. Prawnik powinien to wiedzieć. Artykuł skończyłem po słowach o młodzieży i JK nazwanym panem życia i śmierci. Tutaj pokazał się prawnik z pieczątki a nie znawca prawa. Cóż pisać jazdy może trochę lepiej lub trochę gorzej. Miłego dnia

  28. Liczni bezrobotni i właściciele upadłych firm będą kupować mieszkania? Po prostu nastąpi koniec koniunktury i tyle. Prawo podaży i popytu zadziała i nie pomoże żadne zaklinanie rzeczywistości. Eksperckie analizy może są i dobre, ale tylko dla tych, którzy chcą szybko zarabiać na posiadanych zasobach pieniędzy. Pieniędzy, których jest na rynku zbyt dużo, bo banki centralne nieustająco masowo je dodrukowują aby ratować budżety swoich państw i rynkową koniunkturę. Koniunkturę, którą dodatkowo wspierały trzymanymi na siłę nisko stopami procentowymi. Ciśnienie rosło i tak kiedyś pewnie zawory by puściły. Teraz przyszedł czarny łabędź w postaci wirusa i rozwalił system i schematy. Zarazy zawsze były w historii ludzkości i jeszcze nie raz będą. Ale ta po raz pierwszy, aż tak szeroko sięgnęła całego świata, w czasie , gdy gospodarka całego świata jest ze sobą, aż tak bardzo powiązana. Jest to absolutnie nowa sytuacja i nikt dzisiaj nie przewidzi co będzie, bo albo trafi, albo nie.
    Ludzie, aby żyć potrzebują mieć gdzie mieszkać, więc kupienie mieszkania na dom dla siebie, trzeba traktować raczej jako długofalową inwestycję w swoje życie. W dłuższej perspektywie finansowo raz będzie to lepiej, a raz gorzej. Jest to sytuacja której tak naprawdę nawet nie powinno się porównywać z inwestycją tylko dla zysku.

  29. Trzeba uczciwie powiedzieć, że pisanie idiotycznych komentarzy przez pryzmat czubka pani własnej dupy, wzniosła pani na zupełnie nowy poziom w polskim internecie

  30. Masz swoje powiedzmy 60m. Za parę lat, niezależnie czy stanieje czy zdrożeje wymienisz je na 90. Płacąc tylko za30.

  31. Witaj w klubie. Uważam, że jeśli nie kupiło się mieszkania w celach spekulacyjnych, to jest to bezpieczniejsza lokata kapitału, niż lokata w banku.
    Prawidłowo postawione pytanie brzmi: Czy jeśli stać mnie dzisiaj na kupno mieszkania, to czy będzie stać mnie jutro.
    Co z tego, że mieszkania mogą potanieć, jak nasze dochody mogą zmaleć jeszcze bardziej.

  32. Ja kupiłem 2 mieszkania bo miałem nadmiar gotówki. Mam dwie córki to nawet jak cena spadnie to za 20 lat jak znalazł.

  33. A coś Pan myślał. Każdy ma prawo słuchać i mówić to co chce. Wybory nas określają. To jak przesiewamy informacje.
    Kupiłem już 4 lata temu i żałuję że nie dwa.
    A ceny już spadają. Bo jakaś banka jest. Może koronabanka ale jest

  34. Oczywiście że mieszkania potanieją chociażby że względu że do tej pory kupowali głównie ludzie pod wynajem w celu zarobkowym (imigracja)bądź też tzw Fliperzy którzy wykorzystywali to skupiający mieszkania w stanie do remontu nieczęsto robili remąt też po kosztach czyli nic specjalnego a sprzedawali np 50 tys więcej niż to ogólnie warte też i deweloperzy nie byli obojętni też ceniąc małe klitki jak za dom teraz to wszytko się sypnie jak domek z kart i bardzo dobrze.

    • Całkowicie się zgadzam ceny spadną to oczywiste bo popyt będzie dużo mniejszy wiedzą o tym deweloperzy ale na dzień dzisiejszy wszyscy mówią że nie nawet zdrożeją tylko po to żeby broń boże nie spadły spekulacja zaplanowana tak to się nazywa tyle że teraz to im nic nie da .

  35. Żałuje 4 min życia i że czytałem całe to gówno wypocone przez żałosnego autora. Warszawa jest dla biedaków, my ludzie z klasą mieszkamy nad morzem a nie w jakiejś obsranej śmierdzącej żulem stolicy. Pozdrawiam

  36. jestem od stycznia „dwa w jednym”. Sprzedałam większe mieszkanie by z uzyskanych środków kupić mniejsze (dla siebie, by mieć kąt na stare lata). Dziś dwie kwestie są w zawieszeniu – jak długo potrwa „kwarantanna” by móc spotkać się u notariusza i sfinalizować sprzedaż a później jakie utrudnienia napotkam chcąc relatywnie szybko znaleźć swoje miejsce na Ziemi… Nie panikuję, na większość tego co się teraz dzieje mam wpływ minimalny lub nie mam go wcale. Nawet wniosek o wymeldowanie będzie w urnie UM przechodził trzydniową kwarantannę nim się nim zajmą. Pana artykuł (jego lektura) zadziałała na mnie jak „plaster” – podobnie do Pana przez ostanie lata „bujałam” się z tematem – sprzedać nie sprzedać itd. Nie chcę i nie potrafię zamartwiać się „i co teraz będzie”, gdzieś mieszkać muszę. Dziękuję za artykuł, dla mnie w punkt!

  37. Na stałym oprocentowaniu sporo stracisz przez te 5 lat. Już stopy poszły w dół a jeszcze czeka nas obniżka. Kto cię na to namówił?

  38. Nie ma znaczenia czy znamy zasady ekonomiczne czy nie. One i tak istnieją i cały czas żądzą rynkami. Ceny na rynku są ustalane niezależnie czy wiemy jaki mamy na to wplyw.

    • Widzę tu słabe rozumienie słowa pisanego i praw ekonomii. Zamiast szermować nieadekwatnymi hasłami, przyjrzyj się lepiej wykresom na stronach, których adresy podałem, i zastanów się czy twoja uproszczona teza wyjaśnia to, co tam widać, czyli niewielką zmianę cen mieszkań przy prawie dwukrotnym wzroście płac.

  39. Pan kupił mieszkanie dla siebie w celach konsumpcyjnych, już pan z niego korzysta, oszczędza czas i nerwy. Sprawdzanie teraz co miesiąc wartości mieszkania nic nie daje poza stresem, bo przecież pan go teraz nie sprzeda choćby i podrożało o 50%, prawda? Jeśli ktoś kupi mieszkanie spekulacyjnie i trafi na górkę wtedy można mówić o złej inwestycji. Przy zakupie na własny użytek to jest konsumpcja nie inwestycja więc dobrze pan zrobił, a kredyt na stałe stopy procentowe to bardzo mądra decyzja bo jest pan wystawiony na mniejsze ryzyko. Pozdrawiam, życzę żeby się dobrze mieszkało.

  40. Nie wytrzymam, muszę się dowiedzieć o jakich inwestycjach piszesz „…z jednej strony ma okna 30 metrów od Trasy Siekierkowskiej…” i „…dokładnie w dawnym korycie Wisły…”. Oba mogą pasować do mojego mieszkania które kupiłem w 2018, ale nie widzę w nim żadnej z tych wad i nie wiem o co chodzi :(

  41. Kupiłem w sierpniu 2018 na swój użytek i bez kredytu (w styczniu odbiór a wykończenie teraz trwa).. a zbierałem dobre siedem lat. Gratulacje! Bardzo dobrze, że masz swój kąt!

  42. Ja kupiłem i jestem zadowolony :D Nie czytam „eksperckich” artykułów, czytam tylko te dobre ;) Mieszkanie kupiłem z pomocą agenta nieruchomości firmy BajHome, aby mieć pewność, że wszystko pójdzie ok i nie poniosłem żadnego ryzyka ;)

  43. Wiadomo, każdy chciałby żyć na swoim, a na start młodzi ludzie nie mają fortuny…a przynajmniej większość ;) Ciężko jest kupić coś w wielkich miastach jak Warszawa. Mnie z mężem nie było na to stać, chyba musielibyśmy pół życia oszczędzać. Zdecydowaliśmy się więc na mieszkanie od Domu Marzeń w Piasecznie – fajna inwestycja, atrakcyjne ceny, polecam. O ile się nie mylę, mają jeszcze wolne lokale :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *