Profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo sprawiedliwości bo ośmielili się skrytykować zmiany w kodeksie karnym?

Państwo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (116) 15.06.2019
Profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo sprawiedliwości bo ośmielili się skrytykować zmiany w kodeksie karnym?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Zmiany w prawie karnym w oczywisty sposób budzą zainteresowanie, zwłaszcza tak kontrowersyjne jak najnowsza nowelizacja kodeksu karnego. Przegłosowane brzmienie ustawy niekoniecznie musi się każdemu podobać. Bardzo krytyczną opinię sformułowali karniści Uniwersytetu Jagiellońskiego. To z kolei nie spodobało się jej autorom. Profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo – tego jeszcze nie było! 

Nowelizacja kodeksu karnego autorstwa Zbigniewa Ziobry czeka na prezydencki podpis, karniści apelują o weto

Resort sprawiedliwości ma powody do świętowania. Kończy się powoli droga legislacyjna nowelizacji kodeksu karnego. Zmiany w prawie karnym 2019 opisywaliśmy na łamach Bezprawnika już na etapie ministerialnych założeń. Tak naprawdę zrobiło się o nich głośno dopiero przy okazji burzy wywołanej przez film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” o pedofilii w Kościele. Jak się łatwo domyślić, przepisy dotyczące karania nadużyć seksualnych względem najmłodszych drastycznie zaostrzono. Nie tylko je skądinąd. Nowelizacja bardo radykalnie zmienia filozofię karania przestępstw zgodnie z polskim prawem. Niestety, w kierunku represji i źle rozumianej prewencji. Nie należy się jednak spodziewać, że tak obszerną nowelizację da się przygotować w kilka dni. Nawet przy uwzględnieniu pospiesznej i niezbyt starannej legislacji, z jakiej nasz rodzimy ustawodawca przecież słynie.

Nowelizacja właściwie znakomicie oddaje filozofię obecnego ministra sprawiedliwości względem prawa karnego. Zanim ktoś wpadnie na pomysł pozwania mnie za te słowa: uważam, że Zbigniew Ziobro mógłby być świetnym ministrem – tylko niekoniecznie akurat w resorcie sprawiedliwości. Bezwzględne dożywocie, zaostrzenie maksymalnego wymiaru kary pozbawienia wolności do 30 lat, rozszerzenie katalogu przestępstw, podniesienie wieku świadomej zgody na współżycie, ostatecznie do 16 lat. Założenie jest stare jak świat i proste niczym konstrukcja cepa: wysokie kary mają odstraszać przestępców. Niestety, w praktyce niekoniecznie to założenie się sprawdza. Do tego powoduje całkiem sporo praktycznych i prawnych problemów.

Nic więc dziwnego, że nie każdemu nowelizacja się podoba. Krytyczną opinię na temat części wprowadzonych już przez Senat zmian wyrazili pracownicy naukowi z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego. Skutek? Profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo, już w poniedziałek.

Zmiany w prawie karnym są niezwykle kontrowersyjne, to z kolei sprzyja dość radykalnym ocenom nowelizacji

Oczywiście, nowelizacja spotkała się z miażdżącą krytyką, właściwie od góry do dołu. Jeszcze wczoraj karniści wystosowali list do prezydenta Andrzeja Dudy, by zawetował ustawę. Jak podaje Gazeta Wyborcza, w liście padają bardzo mocne sformułowania:

Nowelizacja kodeksu karnego podważy sens resocjalizacji i zaostrzy kary do granic barbarzyńskich. Staną się prymitywnym odwetem praktykowanym w zamierzchłych czasach.

Przyjęte rozwiązania pozostają w sprzeczności z przepisami Konstytucji RP i międzynarodowymi zobowiązaniami Polski. Zrywają z tysiącletnim dorobkiem europejskiej kultury prawnej, zbliżając nas do obcych kulturowo systemów i filozofii karania praktykowanych w niektórych państwach azjatyckich.

W sytuacji, gdy ta zła ustawa została w sposób skandaliczny i bezrefleksyjny przyjęta przez parlament, tylko Pana weto może powstrzymać wejście jej w życie i wyrządzenie nieodwracalnych szkód społecznych, nieodwracalnych szkód poniesionych przez poszczególnych ludzi, szkód dla Polski.

Jak widać, profesorowie Jan Widacki, Andrzej Mączyński, Stanisław Waltoś, Andrzej Zoll oraz Piotr Kardas, nie przebierają w słowach. Najbardziej oberwało się wprowadzeniu kary bezwzględnego dożywocia, drakońskiemu zaostrzeniu kar, wymuszeniu na sądach uwzględnianiu przy wyrokowaniu „celów kary w zakresie społecznego oddziaływania”. To ostatnie, zdaniem autorów listu, w praktyce oznacza konieczność brania pod uwagę społecznych oczekiwań co do wymiaru kary. Padały bardzo mocne zarzuty. Prawdę mówiąc, zasadne. Ja również mam szczerą nadzieję, że prezydent zdecyduje się zawetować prawną abominację, jaką jest nowelizacja kodeksu karnego. Jednak to nie z powodu tego rodzaju opinii profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo.

Senat poprawiając propozycje ministerstwa mógł, zdaniem Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego, wylać dziecko z kąpielą

Co takiego rozsierdziło urzędników ministerstwa? Inny zarzut, sformułowany przez Krakowski Instytut Prawa Karnego. że po senackich poprawkach przestępstwa karane na podstawie art. 228 i 229 nie będą stosowane do spółek osobowych z udziałem skarbów państwa. Konkretniej rzecz ujmując: do osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami handlowymi z udziałem Skarbu Państwa. Mowa o poprawce nr 15 zmieniającą art. 115 §19 pkt 4 lit. b nowego kodeksu karnego. Art. 115 §19 zawiera definicję funkcjonariusza publicznego. Obowiązujące w tej chwili przepisy wyglądają następująco:

§ 19. Osobą pełniącą funkcję publiczną jest funkcjonariusz publiczny, członek organu samorządowego, osoba zatrudniona w jednostce organizacyjnej
dysponującej środkami publicznymi, chyba że wykonuje wyłącznie czynności usługowe, a także inna osoba, której uprawnienia i obowiązki w zakresie działalności publicznej są określone lub uznane przez ustawę lub wiążącą Rzeczpospolitą Polską umowę międzynarodową.

Skierowany do Sejmu projekt nowelizacji kodeksu karnego rozbija ten paragraf na punkty, punkty zaś na litery. Nas w tym przypadku interesuje pkt 4:

„§ 19. Osobą pełniącą funkcję publiczną jest:

(…)

4) członek zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, prezes, dyrektor lub jego zastępca, prokurent, główny księgowy lub skarbnik w:
a) przedsiębiorstwie państwowym,
b) spółce handlowej z udziałem Skarbu Państwa, samorządu terytorialnego lub państwowej osoby prawnej,
c) spółdzielni,
d) organizacji krajowej

(…)

Profesorowie UJ zostaną pozwani za krytykę nowych przepisów antykorupcyjnych

Senatorowie stwierdzili, że nie ma powodu, by nadawać status funkcjonariusza publicznego kierownictwu spółek z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa. W związku z tym Senat zdecydował się na zaproponowanie poprawki zmieniającej lit. b w następujący sposób:

b) spółce handlowej, w której udział Skarbu Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub państwowej osoby prawnej przekracza łącznie albo w odniesieniu do każdego z tych podmiotów 50% kapitału zakładowego lub 50% liczby akcji

Krakowski Instytut Prawa Karnego zauważył chęć naprawienia błędów popełnionych przez legislatorów w formułowaniu nowej treści wskazanego wyżej przepisu. Niestety, w opinii tego gremium, przy okazji wylali dziecko z kąpielą. Jak można przeczytać w opinii wystosowanej przez instytut:

Posłużenie się wyłącznie kryterium ilości udziałów posiadanych przez podmiot publiczny jest merytorycznie błędne i może prowadzić do bezkarności osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami z udziałem Skarbu Państwa (takimi jak KGHM Polska Miedź S.A. czy Polski Koncern Naftowy Orlen S.A. – w obu tych spółkach Skarb Państwa jest mniejszościowym akcjonariuszem).

I właśnie za te słowa profesorowie UJ zostaną pozwani. Ściślej mówiąc: autorzy opinii, w składzie których jest dwójka profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, czwórka doktorów tamtejszej katedry prawa karnego oraz jeden doktor z katedry prawa karnego materialnego Uniwersytetu Wrocławskiego.

Trzeba przyznać, że użycie sformułowania „bezkarność” nie oddaje istoty zmian w art. 115 §19 pkt 4 lit. b)

Z opiniami naukowymi można i należy polemizować, jeśli uzna się je za błędne. W tym przypadku nie sposób nie zauważyć, że użycie sformułowania „bezkarność” nie oddaje najlepiej stanu faktycznego. Istnieje bowiem jeszcze art. 296a, który przewiduje odpowiedzialność karną za tzw. korupcję gospodarczą – niezależnie od struktury własnościowej miejsca pracy.

Oczywiście, są pomiędzy tymi przepisami istotne różnice. Art. 228 i 229 przewidują teraz, co do zasady, od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, od 1 roku do 10 lat przy łapówce znacznej wartości, oraz od 2 lat do 12 przy wielkiej. Nowelizacja wprowadza drakońskie kary od 2 do 15 lat pozbawienia wolności w przypadku znacznej wartości łapówki, oraz  3 do 20 lat w przypadku wielkiej. Dla odmiany, art. 296a to „zaledwie’ od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności co do zasady i od 6 miesięcy do 8 lat w przypadku faktycznego wyrządzenia znacznej szkody swojemu miejscu pracy.

Wiceminister Marcin Warchoł stwierdził, że odpowiedzialność prawna kierownictwa spółek z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa po nowelizacji pozostanie na dotychczasowym poziomie. Jest to niewątpliwie prawdą. Nie sposób jednak nie zauważyć, że nie o to Krakowskiemu Instytutowi Prawa Karnego chodziło. Kierownictwo niektórych spółek nawet z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa wciąż ma strategiczne wręcz znaczenie dla interesów państwa. W związku z tym, celowym byłoby objęcie także tych osób odpowiedzialnością z art. 228 oraz 229. Przed senackimi poprawkami w istocie tak było. Miało to, rzecz jasna, swoje wady – w tym przypadku prezes PKN Orlen odpowiadałby na tych samych zasadach, co dyrektor niewielkiej samorządowej spółki komunalnej. Dokument, który oczekuje na prezydencki podpis zakłada szczególną odpowiedzialność jedynie tego drugiego. Użycie feralnego zwrotu „bezkarność” nie umniejsza w żadnym wypadku zasadności uwag Instytutu w szerszym ich kontekście.

Czy profesorowie UJ zostaną pozwani dlatego, że ośmielili się skrytykować ukochane dziecko resortu sprawiedliwości?

Tym niemniej, wiceminister sprawiedliwości uznał, że profesorowie UJ zostaną pozwani przez ministerstwo. Pozew ten ma na celu ochronę „dobrego imienia polskiego wymiaru sprawiedliwości, resortu, lecz także w obronie renomy samego Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Pracownicy naukowi, zdaniem Marcina Warchoła, mieli skłamać w swojej opinii a potem w swoich wypowiedziach. Wiceminister uznał również, że są granice krytyki i politycznych sporów, których przekraczać nie wolno.

W tym momencie zmierzamy się niebezpiecznie do granicy wręcz szaleństwa. Pozywanie pracowników naukowych za opiniowanie bardzo kontrowersyjnego aktu prawnego już na pierwszy rzut oka wydaje się być posunięciem niewłaściwym. Nie trzeba od razu używać w tym celu Konstytucji. Choć z pewnością wyrażona w art. 73 wolność badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, oraz wyrażania swoich poglądów z art. 54, byłyby pomocne. Wystarczy zauważyć, że cywilnoprawna ochrona dóbr osobistych przysługuje, co do zasady, osobom fizycznym. Ochronę z art. 24 kodeksu cywilnego można, teoretycznie, rozciągać szerzej. Trzeba jednak stwierdzić, że żądanie zaprzestania naruszenia dóbr osobistych musi jeszcze być bezprawne. Co więcej, warto również zadać sobie pytanie: co wymiar sprawiedliwości oraz ministerstwo mają do senackiej poprawki?

Nie można pozywać pracowników naukowych za to, że wykonują swoją pracę i śmią krytycznie opiniować działania legislatorów

Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że pozew tak naprawdę jest za całość miażdżącej opinii Instytutu. Profesorowie UJ zostaną pozwani po prostu w oparciu o jedyną przesłankę, co do której urzędnicy ministerstwa byli w stanie się faktycznie przyczepić. Mowa o tej nieszczęsnej „bezkarności”. Nie należy się jednak dziwić, zarówno jednej jak i drugiej stronie. Nowelizacja prawa karnego budzi silne emocje i budzić powinna. W szczególności wówczas, gdy weźmie się pod uwagę skalę zmian, oraz wpływu kodeksu karnego na życie Polaków.

Koniec końców mamy jednak sytuację, w której wiceminister sprawiedliwości chce pozywać profesorów nauk prawnych w oparciu o, delikatnie mówiąc, bardzo lichą przesłankę. Pozostaje życzyć powodzenia. Z drugiej jednak strony, do poniedziałku zostało sporo czasu. Być może te emocje opadną i sam Marcin Warchoł, albo jego szef – Zbigniew Ziobro, stwierdzi, że to jednak nie był najlepszy pomysł i się z niego wycofa. Jeśli profesorowie UJ zostaną pozwani, to resort narazi się po prostu na śmieszność. Tak byłoby najlepiej dla wszystkich zainteresowanych stron. W szczególności dla dobrego imienia resortu sprawiedliwości.