Z mamą i tatą za rączkę na rozmowę kwalifikacyjną? To się naprawdę dzieje

Gorące tematy Praca Rodzina dołącz do dyskusji (530) 19.09.2018
Z mamą i tatą za rączkę na rozmowę kwalifikacyjną? To się naprawdę dzieje

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Rodzice na rozmowie kwalifikacyjnej w imieniu dziecka zorganizują dokumenty, dowiedzą się jakich trzeba badań, wszystko zorganizują. W tym czasie ich dzieci – dorośli ludzie w wieku 25-30 lat siedzą obok i pytają, czy w pracy jest Internet.

O millenialsach wiele się mówi, a my – tutaj, na Bezprawniku – polemizujemy często z niektórymi tezami. Rynek pracy jest jaki jest i pracodawca musi się powoli przystosowywać do tego, że oferując komuś marne grosze nie znajdzie sobie wiernego pracownika. Sprawy mają się jednak inaczej z niektórymi młodymi, którzy na rozmowy o prace przyjeżdżają z rodzicami. Sprawę opisał teraz portal radia TOK FM, ale taka tendencja utrzymywała się już wcześniej. I wygląda to naprawdę źle.

Wyobraźmy sobie sytuację: czekamy na pracownika, który wysłał do nas CV. Do pokoju wchodzi zarówno on, jak i jego ojciec. I to ojciec wypytuje nas o dokumenty, szczegóły, konieczne badania. Nasz potencjalny podwładny w tym czasie milczy, a jedyne, co go interesuje, to czy w pracy jest Internet. Kiedy dowiaduje się, że podczas wykonywania obowiązków nie można korzystać z telefonu, jest załamany.

Brzmi jak fikcja? To rzeczywistość jednej z firm poligraficznych.

Rodzice na rozmowie kwalifikacyjnej

Rodzicom bardzo zależy na przyszłości swoich pociech, dlatego kiedy towarzyszą im podczas rozmowy kwalifikacyjnej, wszystko pilnie notują. Czasami idą o krok dalej – wysyłają za swoje dziecko CV do danej pracy. Potem do kandydata dzwoni potencjalny pracodawca i dochodzi do komedii pomyłek, bowiem ten pierwszy nie wie nawet, z kim rozmawia i o jakiej pracy. Potrafią również próbować wciskać syna po znajomości, dzwonić i dopytywać o losy CV swojego dziecka.

Według rozmawiającego z portalem pracownika firmy poligraficznej, młodzi często wykazują się niesamodzielnością – właśnie dlatego zabierają ze sobą rodziców. Nieszczególnie chcą pracy, na której z początku będzie trzeba się wykazać. Portal przytacza historię dziewczyny, która przeszła w firmie wszystkie drogie szkolenia, zdobyła rewelacyjne kwalifikacje, a potem zapadła się pod ziemię. Poszła pracować jako kelnerka do Kołobrzegu, bo było to mniej wymagające zajęcie.

Dobry pracownik, zły rodzic

Zabranie ze sobą rodzica nie oznacza oczywiście, że pracownik będzie fatalny. Rozmówca portalu przyznaje, że jedna dziewczyna, która zabrała ze sobą mamę, bardzo dobrze radziła sobie potem w pracy. Problem w tym, że według niego młodzi ludzie mają bardzo duże problemy z rozmową twarzą w twarz. Doskonale za to radzą sobie z technologiami i internetem, w lot pojmują, jak należy obsłużyć dany program.

Z młodymi ludźmi może być też taki problem, że niektórzy z nich mają wszystko, czego do życia potrzebują. Siedzą więc w domu i zajmują się sami sobą, a rodzice w tym czasie rwą włosy z głowy – przecież nie będą ze swoimi dziećmi przez całe życie, coś muszą zrobić. I w takich właśnie sytuacjach ojciec wsadzi syna do samochodu i zawiezie go na rozmowę kwalifikacyjną, licząc tym samym, że dziecko w przyszłości będzie potrafiło samo się utrzymać.

Kto winny? System edukacji szkolnej, sami rodzice, same dzieci? Trudno powiedzieć, pewnie każdy dołożył coś od siebie. Szkoda tylko, że w ten sposób na naszych oczach rosną za duże dzieci. We Włoszech problem uzależnionych od rodziców dorosłych jest bardzo poważny. Czy doczekamy tego i w Polsce?