Rozjeżdżanie protestujących, którzy blokują drogę bez kary? Amerykański stan rozmyśla nad nowym prawem

Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (81) 12.05.2018
Rozjeżdżanie protestujących, którzy blokują drogę bez kary? Amerykański stan rozmyśla nad nowym prawem

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Człowiek jedzie do pracy, a tu demonstracja. Stara się ominąć protestujących, ale oni skaczą po całej ulicy, a w euforii jedna osoba uderza o maskę auta. W Północnej Karolinie postanowiono zrobić coś z karaniem kierowców za nieumyślne potrącanie demonstrantów. Rozjeżdżanie protestujących zostanie zalegalizowane w USA?

W Stanach Zjednoczonych protesty i manifestacje są czymś, z czym ludzie przeszli chyba do porządku dziennego. Czasem są to pro-liferzy (w tym niesławna Armia Boga, która ma zwyczaj strzelać do lekarzy z klinik aborcyjnych), innym razem ruch Black Lives Matter albo inni aktywiści. Niestety, kiedy protestuje się na ulicy, kierowcy dostają szału, bo muszą czekać w korkach, albo objeżdżać kilka przecznic po to, by dostać się do pracy czy sklepu. Władze Północnej Karoliny postanowiły zrobić coś z tym fantem i próbują przeforsować prawo, które może być odebrane jako takie, co pozwala kierującym… wjeżdżać w protestujący tłum.

Rozjeżdżanie protestujących

Projekt ustawy pozwala na zwolnienie od odpowiedzialności kierowców, którzy przypadkiem potrącą jakiegoś blokującego drogę protestującego. Oczywiście, celowe wjechanie w tłum ludzi jest nadal karalne. Mimo to, niektórzy Demokraci mają pewne obawy: są zdania, że może to być pewien rodzaj uderzenia w legalne protesty. Jeden z nich, Henry Michaux, twierdzi, że to rodzaj ciosu wymierzonego w ludzi o odmiennym kolorze skóry – ostatecznie, to oni demonstrują najczęściej. Z drugiej strony, Republikanie uważają, iż niedopuszczalnym będzie karanie kierowców za to, że agresywni demonstranci po prostu władują im się na maskę pojazdu. Michael Speciale z Partii Republikańskiej twierdzi, że oglądał filmiki z protestów na YouTube i nazwał idiotami tych, którzy biegają po autostradzie w trakcie całego zdarzenia. Jeśli ktoś ich potrąci, jak go winić?

Sam pomysł narodził się w Północnej Dakocie, gdzie jeden z Republikanów zaproponował podobne prawo tuż po tym, jak samochód jego teściowej został wręcz otoczony przez protestujących. Koncept upadł jednak na szczeblu lokalnym, bo nie został przegłosowany.

W przypadku Północnej Karoliny mówimy o poważniejszych krokach – nowe prawo powędrowało bowiem do amerykańskiego Senatu.

Problematyczne protesty

Uchwalenie nowego prawa wydaje się dość kontrowersyjne, bowiem jak odróżnić, kiedy kierowca tylko zahaczy protestującego? Jak stwierdzić, czy nie zrobił tego specjalnie? Jeśli nawet uderzy w jakiegoś demonstranta, który będzie, dajmy na to, czarnoskóry, to czy nie skończy się to zamieszkami? W Stanach Zjednoczonych nie trzeba płomienia, ale tylko iskry, żeby wzniecić pożar i sprawić, że ludzie wyjdą na ulice.

Drugie pytanie, które nurtuje przeciwników ustawy brzmi: czy nie narusza to wolności słowa? Czy prawo do protestów nie jest gwarantowane przez amerykańską Konstytucję? Jeśli tak, to czy ustawa o „przypadkowym rozjeżdżaniu demonstrantów” nie wysyła przypadkiem sygnału, że wszystko wolno, ale nie do końca?