Sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach. Przełom dla Frankowiczów?

Finanse Gorące tematy dołącz do dyskusji (183) 28.09.2018
Sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach. Przełom dla Frankowiczów?

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Sprawa kredytów we frankach szwajcarskich ciągnie się latami. Z jednej strony, wiąże się ona z dramatem poszczególnych rodzin wplątanych w umowy kredytowe, których te nie są w stanie spłacić. Z drugiej zaś mamy przeświadczenie, że ci ludzie są tak naprawdę sami sobie winni. Okazuje się jednak, że Frankowicze mogą mieć jednak rację. Warszawski sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach. 

Spór klientki Getin Noble Banku z kredytodawcą pokazuje, że z bankiem da się wygrać przed sądem

Wyrok warszawskiego sądu apelacyjnego w sprawie, opatrzonej sygnaturą VI ACa 427/18, można śmiało nazwać przełomem. Sąd drugiej instancji nie tylko przychylił się do argumentacji klientki Getin Noble Banku ale również w całości unieważnił zawartą umowę kredytową. Jak podaje Rzeczpospolita, klienta banku w 2008 r. zaciągnęła kredyt w wysokości 485 925,37 złotych na budowę mieszkania oraz parkingu podziemnego. Był on, jak to w takich wypadkach bywa, we frankach szwajcarskich. Co gorsza, był to tak zwany kredyt indeksowany. Niestety, nagły wzrost kursu tej waluty zaowocował lawinowym wzrostem zadłużenia. Pomimo regularnej spłaty kredytu przez 10 lat, zobowiązanie względem banku wcale nie zmalało. Wręcz przeciwnie – urosło do przeszło 500 tysięcy złotych.

Taki stan rzeczy sprawił, że kobieta wystąpiła z pozwem o unieważnienie części umowy kredytowej. Chodziło przede wszystkim o tą część, która dotyczyła przeliczania kredytu z wykorzystaniem kursów walut. Wynikało z tego kolejne roszczenie z jej strony: o zwrot 85 tysięcy złotych, jako sumy nienależnie zapłaconej bankowi a wynikającej właśnie z niekorzystnego sposobu przeliczania pieniędzy z jednej waluty na drugą. Alternatywą akceptowalną dla klientki Getin Noble Banku było także całkowite unieważnienie umowy kredytowej. I właśnie do tej opcji przychyliły się sądy. Najpierw okręgowy, a potem sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach.

Dlaczego właściwie sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach?

Można by zadać pytanie: dlaczego właściwie sądy miałyby unieważnić taką umowę? Klientka przecież wiedziała, na co się pisze. Tak samo wiedział bank… Właśnie w tym rzecz: zdaniem klientki, Getin Noble Bank wiedział doskonale, jeszcze przed udzieleniem kredytu, że taka umowa jest opatrzona ryzykiem kursowym. W latach wcześniejszych bank był w końcu ostrzegany chociażby przez Komisję Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski czy nawet Związek Banków Polskich. Tymczasem zarówno sąd okręgowy, jak i apelacyjny, uznały, że tak skonstruowana umowa nie spełnia w ogóle ustawowej definicji umowy kredytowej.

Zgodnie z art. 69 prawa bankowego, obciążanie kredytobiorcy ryzykiem kursowym nie mieści się w żadnym elemencie umowy kredytowej. Warto przypomnieć, że art. 69 ust. 1 prawa bankowego zobowiązuje kredytobiorcę jedynie do zwrotu pożyczonej sumy powiększonej o odsetki oraz do zapłaty prowizji banku. Jednocześnie ma on wykorzystać pożyczone pieniądze zgodnie z warunkami umowy.

Oczywiście, nie jest tak, że prawo bankowe w ogóle nie podejmuje kwestii kredytów walutowych. Na przykład ust. 2, pkt 4a wspomnianego wyżej artykułu wyraźnie wskazuje, że umowa kredytowa musi zawierać sposób i terminy ustalania kursu waluty, zasady przeliczania na nią wypłaty albo spłaty kredytu. Dotyczy to zarówno kredytu denominowanego, jak i indeksowanego. Czym jedno różni się od drugiego? W największym uproszczeniu: w przypadku kredytu denominowanego kurs obcej waluty ustalany jest z góry w momencie zawarcia umowy, w przypadku indeksowanego ulega on zmianie w toku spłacania zobowiązania.

Kiedy warszawski sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach, umowa przestała obowiązywać. Bank jednak wciąż ma możliwość złożenia kasacji do Sądu Najwyższego. Można się spodziewać, że z takiej możliwości skwapliwie skorzysta. Jeśli jednak do kasacji dojdzie a wyrok będzie ponownie nie po myśli banku, można się spodziewać, że dalsze wyroki w podobnych sprawach również będą korzystne dla Frankowiczów.

Frankowicze nie mogą liczyć na władzę ustawodawczą, tylko na sądowniczą

Osoby uwikłane w kredyty we frankach szwajcarskich nie mogą liczyć na pomoc ze strony polityków. Pomimo obietnic z kampanii wyborczej z roku 2015 składanych przez prezydenta Andrzeja Dudę, do żadnego systemowego uregulowania kwestii Frankowiczów nie doszło. Co więcej, w lutym 2017 r. Jarosław Kaczyński wyraźnie stwierdził, że uregulowanie sytuacji osób wplątanych w kredyty frankowe za pomocą ustawy jest niemożliwe i powinny one dochodzić swoich praw przed sądami.

Nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z rady prezesa Prawa i Sprawiedliwości, bo nie jest ona wcale radą złą – wręcz przeciwnie. Możliwości w takim razie są w zasadzie dwie. Pierwszą z nich jest przewalutowanie kredytu z franków szwajcarskich na złotówki. Jej zaletą jest powstrzymanie dalszego wzrostu zadłużenia, jednak nie powoduje ona rozwiązania umowy z bankiem. Drugą opcją jest to, co zrobiła klientka Getin Noble Banku – pozew do sądu o unieważnienie umowy kredytowej w całości. Jak widać, nie musi to być wcale walka z wiatrakami. Z bankiem, jak widać, można wygrać przed sądem.

Skoro państwo regularnie pomaga nieubezpieczonym rolnikom, to czemu tak wzdryga się przed interwencją w sprawie frankowiczów?

Swego czasu bardzo gorący spór o sytuację Frankowiczów wydawał się omijać istotę całej sprawy. Z jednej strony, ludzie dobrowolnie zawierali takie a nie inne umowy z bankami. Te okazały się dużo mniej korzystne, niż obiecywali im udzielające kredytów instytucje. Kiedy kurs franka szwajcarskiego skoczył do góry, czego niby nikt się nie spodziewał – a jednak banki doskonale wiedziały, że taka możliwość może wystąpić – kredytobiorcy często tracili dorobek całego życia. Generalnie jednak poparcie dla udzielenia przez władze jakiejś formy pomocy Frankowiczom było niewielkie.

Co prawda państwo regularnie pomaga ofiarom klęsk żywiołowych, którzy też nie zawsze dokonali należytej staranności. Mowa tu chociażby o tych rolnikach, którzy unikali ubezpieczeń na wypadek wystąpienia klęsk żywiołowych. Jak jeszcze parę miesięcy temu stwierdził premier Mateusz Morawiecki, im rząd nigdy nie powie, że trzeba się było ubezpieczać. Czemu więc nie pomoże tym obywatelom, którzy wzięli kredyty we frankach szwajcarskich? Może dlatego, że susza i gradobicie nie mają wśród polskiej klasy politycznej takiej siły przebicia, jak banki.

Problem w tej sprawie polega na tym, że jedną z istotnych funkcji państwa jest ustalanie reguł, między innymi, sposobu funkcjonowania banków. Te bynajmniej kryształowo czyste nie są. Przez lata świadomie sprzedawały swoim klientom bardzo ryzykowne produkty. Robią to nadal, czego dowodzi sprawa GetBacku. Te produkty wcale nie są takie znowu zgodne z obowiązującym prawem, co pokazuje właśnie wyrok warszawskiego sądu apelacyjnego. Tymczasem nasze organy naszego państwa, kiedy przychodzi co do czego, umywają ręce. Jak zwykle: usłużne wobec silnych, silne wobec tych słabych. Na szczęście, obywatel może jeszcze liczyć na sądy.

183 odpowiedzi na “Sąd apelacyjny unieważnił kredyt we frankach. Przełom dla Frankowiczów?”

  1. Czyli umowami wszelakiego rodzaju można się co najwyżej podetrzeć. Miodzio. Rozumiem, że teraz ludzie, którzy zyskali na spadku kursu, powinni oddać nadwyżkę?

  2. To jakiś żart. Ok to jak WIBOR pójdzie w górę to też mam iść do sądu, bo czemu mam płacić więcej? Pal licho, że w umowie jasno było napisane, że wpływa on na wysokość raty (podobnie jak u frankowiczow). Jak płacili coraz mniejsze raty jak frank spadał to siedzieli cicho.

    • Kochany troglodyto. Umowy frankowe zawierają szereg wad prawnych, które każdy niezawisły sąd uznaje za nieważne. To wina banków, że oferowały nielegalny instrument finansowy zwany „kredytem” walutowym. Teraz banki wdepnęły we własne sidła. Po każdym prawomocnym wyroku muszą oddać klientowi wszystkie wpłacone przez niego pieniądze. Klient nie musi oddawać bankowi wypłaconego tzw. „kredytu”. Roszczenia banku przedawniły się po 3 latach od daty wypłacenia pieniędzy.

      • Durniu, nie opowiadaj bzdur wyzywając dyskutantów od troglodytów. Po każdym prawomocnym wyroku unieważniającym umowę, klient musi oddać bankowi tyle, ile pożyczył. Jeśli pożyczył 400 000 zł, to oddaje tylko te 400 000 zł.

      • Roszczenia banku przedawniłyby się po 3 latach, gdyby to były roszczenia związane z umową. Ale skoro umowy nie ma, to ten warunek nie zachodzi. Stąd roszczenia byłyby na podstawie bezpodstawnego wzbogacenia się, a z tego tytułu bank ma również 10 lat.
        Więc… nie wyzywaj ludzi.

        • Ktoś wam płaci za wypisywanie bzdur?
          K.C. Tytuł VI. Przedawnienie roszczeń Art. 118. Terminy przedawnienia roszczeń
          Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, termin przedawnienia wynosi sześć lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata. Jednakże koniec terminu przedawnienia przypada na ostatni dzień roku kalendarzowego, chyba że termin przedawnienia jest krótszy niż dwa lata.

          Art. 120. Rozpoczęcie biegu przedawnienia
          § 1. Bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. Jeżeli wymagalność roszczenia zależy od podjęcia określonej czynności przez uprawnionego, bieg terminu rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stałoby się wymagalne, gdyby uprawniony podjął czynność w najwcześniej możliwym terminie.
          § 2. Bieg przedawnienia roszczeń o zaniechanie rozpoczyna się od dnia, w którym ten, przeciwko komu roszczenie przysługuje, nie zastosował się do treści roszczenia.

          • Akurat przedstawiłem pogląd na tę sprawę Joanny Bitner, sędzi Sądu Okręgowego w Warszawie. W jednym z wywiadów na ten temat udzieliła takiej odpowiedzi:

            To prawda: bank ma tylko trzy lata na żądanie zwrotu, ale tylko świadczeń z umowy. Na żądanie zwrotu bezpodstawnego wzbogacenia ma dziesięć lat. Poza tym sąd nie musi tego przedawnienia uwzględnić, gdyby uznał to za niesłuszne. A to nie wszystko, bo są jeszcze przepisy o potrąceniu. Zgodnie z art. 502 k.c. można potrącić nawet przedawnioną wierzytelność, jeśli tylko nie była przedawniona w chwili, gdy potrącenie stało się możliwe. Zarzut potrącenia można zgłosić na każdym etapie dochodzenia należności, nawet na etapie egzekucji komorniczej.

  3. „Sprawa kredytów we frankach
    szwajcarskich…” – generalnie nie było kredytu we frankach.
    Kredyty były zasadniczo w PLN, indeksowane lub denominowane do
    wymyślanego codziennie przez bank kursu PLN/CHF.

    „klienta banku w 2008 r. zaciągnęła kredyt
    w wysokości 485 925,37 złotych na budowę mieszkania oraz parkingu
    podziemnego. Był on, jak to w takich wypadkach bywa, we frankach szwajcarskich”
    – no właśnie, kredyt był w złotych, więc drugie zdanie jest nieprawdziwe – nie był
    on we frankach, skoro był w złotych.

    • Niby OK, nie znam się, nie jestem prawnikiem, ale czy wtedy nie doszło do nieistniejącego nabycia lokalu / domu?, czy nie była ona (nieruchomość) bezprawnie użytkowana, przecież z niej korzystał(a), a skoro nieważna jest umowa kredytowa , a za pieniądze (w całości lub części z kredytu został zrealizowany zakup nieruchomości, to na podstawie tylko logiki , bo nie jestem prawnikiem, klient(ka) oszukał(a) developera bo nie zapłacił(a) za zakup i nie jest to jego (jej) własność , oszukał(a) notariusza, oszukał(a) też Państwo jeżeli nastąpił wpis do ksiąg wieczystych, może się mylę, ale moim skromnym zdaniem takie są skutki.

  4. Skoro sąd unieważnił umowę kredytową, stwierdzając jej niezgodność z polskim prawem, to znaczy że rząd wcale nie musiał pomagać frankowiczom za pomocą specjalnej, dodatkowej ustawy… gdyż taka ustawa od dawna istnieje i nazywa się prawo bankowe:)
    Wystarczy tylko zacząć ją egzekwować :D

    Czyli prezes Kaczyński miał rację, a Andrzej Duda obiecał coś, co już zostało zrobione xD

  5. CHWILA MOMENT. Ta Pani wzięła ~486.000,- PLN kredytu – podejrzewam że na 30 lat. Przyjmijmy OBECNE wyliczenia kredytu złotówkowego – pożyczając 500.000,- musimy oddać 800.000,-
    Pani spłaca kredyt od 10 lat, zostało 20 lat do spłaty. Przyjmując że w 1/3 kredyt został spłacony – zostało by więc do spłaty 533.000,- … chwila – tej Pani zostało do spłaty 500.000,- (?) i skarży się do sądu … ? o złe warunki … ? czy ja coś źle liczę ?
    PS. Tak się składa, że sam posiadam kredyt hipoteczny w CHF. Spłacam go od 14 lat. To będzie 168 miesięcy. Gdybym zamiast kredytu w CHF wziął kredyt w PLN – przez okres 168 miesięcy rata kredytu była by niższa 3 razy z 168 … O czym mówię ? O tym, że przez 168 rat – TYLKO 3 raty miałem wyższe – niż gdybym miał kredyt w PLN. PODSUMOWUJĄC – NIE WIEM KTO NAKRĘCA TĄ FRANKOWĄ KARUZELĘ – lecz jedyni którzy ZAROBIĄ na zmianie kredytu z CHF na PLN – TO BANKI… hmmm …. i wszystko jasne…

  6. Ludzie po co takie dywagacje jak nasze prawo co prawnik inna interpretacja na chłopski rozum kobieta ma do oddania tyle, ile pożyczyła 10 lat temu. Bez odsetek, prowizji czy dodatkowych opłat.

  7. We wszystkich prawie krajach Europy już dawno to uregulowani jak należy tylko my jak zwykle kręcimy sobie pętlę na szyję….moze w końcu spróbować i zobaczyc co się stanie jak w końcu będzie trochę normalniej…pozdrawiam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *