W niedzielę wypadają 20 urodziny Platformy Obywatelskiej. To świetny moment by zadać pytanie: czy nie czas już dać tej partii umrzeć?

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (121) 24.01.2021
W niedzielę wypadają 20 urodziny Platformy Obywatelskiej. To świetny moment by zadać pytanie: czy nie czas już dać tej partii umrzeć?

Rafał Chabasiński

Jedna z dwóch najważniejszych polskich partii politycznych ostatnich dwóch dekad obchodzi okrągłą rocznicę swojego powstania. 20 urodziny Platformy Obywatelskiej na pewno nie są radosnym świętem. Partia od dawna tkwi w stanie permanentnego kryzysu. Czy to nie już czas, by dać PO w końcu godnie odejść?

Urodziny Platformy Obywatelskiej to smutna rocznica w momencie, kiedy niegdysiejsza partia rządząca gryzie od pięciu lat swój własny ogon

Nie da się ukryć, że polską politykę od 20 lat kształtują i wyznaczają dwie partie – Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. Obydwie wyrastały z dość podobnego, postsolidarnościowego rdzenia. Obydwie zaczynały jako partie okołochadeckie w mniej-więcej tym samym okresie stopniowego rozkładu Akcji Wyborczej Solidarność.

W niedzielę 24 stycznia wypadają okrągłe 20 urodziny Platformy Obywatelskiej. Partia za specjalnie nie ma co świętować. Tuż przed tą rocznicą niegdysiejsza minister sportu Joanna Mucha postanowiła szukać szczęścia u Szymona Hołowni. Niektóre sondaże zaczęły już dawać ruchowi Polska 2050 przewagę nad Koalicją Obywatelską.

Przede wszystkim jednak: PO od przegranych w 2015 r. wyborów parlamentarnych nie może znaleźć jakiejkolwiek recepty na sukces. Co gorsza: nawet niespecjalnie próbuje. Ideowo jest nijaka, nie potrafi zaproponować Polakom niczego poza pomstowaniem na PiS i licytowaniem się z partią Jarosława Kaczyńskiego w kwestii rozbudowanego socjalu. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że PO stało się politycznym cieniem Prawa i Sprawiedliwości.

Jak do tego doszło, że partia rządząca krajem przez dwie pełne kadencje mogła upaść tak nisko? Przecież to właśnie Platforma Obywatelska przeprowadziła Polskę w miarę bezpiecznie przez światowy kryzys gospodarczy, była beneficjentem bezprecedensowego rozwoju będącego skutkiem przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Co poszło nie tak?

Platforma Obywatelska tak naprawdę umarła w dniu, w którym premierem została Ewa Kopacz

Dniem, w którym Platforma umarła był moment, w którym Donald Tusk zdecydował się przyjąć stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej. Któż mógłby go winić? Problem w tym, że Tusk opuścił polską politykę w momencie, gdy w jego rządu uderzyły taśmy z „Sowy i Przyjaciół”. Na swoje miejsce premier wybrał chyba najgorszego możliwego kandydata, jakiego znalazł w swojej partii – Ewę Kopacz. Można o tej polityk powiedzieć wiele. Najlepszym podsumowaniem będzie chyba niedawna wypowiedź samej Ewy Kopacz o dinozaurach.

Dotychczasowa minister zdrowia nie tylko nie dała Bartłomiejowi Sienkiewiczowi wyjaśnić całej afery i znaleźć ewidentny „ślad pisany cyrylicą”, ale też swoim stylem rządzenia, że do Platformy przykleiła się ta sama łatka, która zakończyła rządy PiS w 2007 r. Rządy PO stały się po prostu obciachowe. Jest w tym zasługa nie tylko „psiapsiółkokracji” premier Kopacz, zapewniającej wysokie stanowiska swoim niespecjalnie zdolnym koleżankom, ale także ciężaru niepopularnych decyzji podejmowanych wcześniej przez rząd i przez partię.

Piszę o tym dlatego, że słabość dzisiejszej Platformy Obywatelskiej leży między innymi w nieumiejętności odniesienia się do własnej przeszłości. To rząd PO podwyższył wiek emerytalny i wyrównał go dla obydwu płci. Skądinąd słusznie – choć tym samym nadszarpnął zaufanie wyborców. Platformę obciąża także „skok na pieniądze z OFE” i zamrożenie pensji w budżetówce od 2010 r. Wyborcy ani nie zapomnieli, ani nie wybaczyli.

O „aferach PO” akurat nie ma najmniejszego sensu pisać. Przy wyczynach Zjednoczonej Prawicy byłyby to właściwie niewinne igraszki, nawet gdyby rządzącym udało się te „afery” rzeczywiście jakoś rozliczyć. Pamięta ktoś jeszcze słynny audyt na otwarcie rządów PiS? W praktyce jednak prokuratura dopiero wtedy dobrała się do Sławomira Nowaka dopiero dzięki zarzutom ze strony Ukrainy.

20 urodziny Platformy Obywatelskiej to moment, w którym z dawnej świetności nic już właściwie nie zostało – pomijając aparat partyjny

Co gorsza, to Platforma Obywatelska stworzyła tak naprawdę PiS w wydaniu, jakie znamy. Długotrwałe tolerowanie naprawdę ordynarnych zaczepek wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego uskutecznianych przez Janusza Palikota było chyba najbardziej jaskrawym przykładem. Politycy Platformy długie lata budowali w pisowcach, a także ich elektoracie, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Katastrofa Smoleńska i stworzone na prawicy mity z nią związane były właściwie tylko katalizatorem tego procesu.

Obciachowa i obolała Platforma przegrała wybory z PiS. I od tego właściwie momentu tkwi w stanie politycznej wegetacji. Politycy tej formacji właściwie liczą co rusz na jakiś cud. Najpierw pomoc miała przyjść z Brukseli, potem to niezadowoleni wyborcy mieli wywieźć Jarosława Kaczyńskiego z kolegami na taczkach. Następnie wyczekiwali powrotu Donalda Tuska na białym koniu. Kiedy okazało się, że w Polsce za byłym premierem za bardzo nikt nie tęskni pojawiło się kolejne dyżurne złudzenie – zjednoczona lista opozycji.

Owszem, opozycji udało się odbić izbę wyższą parlamentu z rąk Prawa i Sprawiedliwości. Jest to całkiem spory sukces. Poza tym jednak PiS wygrał wszystko co się dało wygrać, PO zaś raz za razem przegrywa kolejne wybory. Brakuje choćby podstawowej autorefleksji ze strony władz tej partii. Nawet odcięcie się od polityka tak skompromitowanego jak Sławomir Nowak przyszło Platformie z wielkim trudem. Wybory władz PO również nie były zbyt – prawdę mówiąc, różnica pomiędzy Borysem Budką a Grzegorzem Schetyną jest raczej symboliczna.

O kwestiach programowych tak naprawdę trudno byłoby cokolwiek powiedzieć, poza tym że „PiS jest zły”. To akurat wiemy. Problem w tym, że Platforma Obywatelska ciągle liczy że może zjeść ciastko i dalej je mieć w kwestiach światopoglądowych oraz w sprawie pisowskich programów socjalnych.

Platformę Obywatelską trzymają w całości tylko i wyłącznie partyjne pieniądze i stanowiska

Urodziny Platformy Obywatelskiej nie przyniosą z pewnością żadnej nowej energii. Wygląda na to, że kierownictwo partii przygotowuje się ponownie na kolejną falę odejść do bardziej perspektywicznego projektu politycznego. Dlaczego więc nie chcą dać partii umrzeć w spokoju?

Odpowiedź jest bardzo prosta: chodzi o pieniądze. Platforma Obywatelska to ogromna organizacja z majątkiem, stanowiskami do obsadzenia. Z partii wielu działaczy, zwłaszcza tych wysokiej rangi, po prostu żyje. Bez Platformy wielu z nich musiałoby poszukać sobie nowego źródła utrzymania.

Tymczasem jałowe PO zabiera przestrzeń na scenie politycznej bardziej perspektywicznym projektom, które mogłyby powstać na jej miejscu. Nie chodzi bynajmniej o to, że bez „tej wstrętnej Platformy” nagle rozwinie skrzydła Lewica, Marta Lempart, czy nawet Szymon Hołownia. Warto się jednak pochylić nad losem zapowiadanego „ruchu obywatelskiego” Rafała Trzaskowskiego.

Prezydent Warszawy najwyraźniej słusznie zauważył, że szyld PO stanowi dzisiaj bardziej obciążenie niż atut. Wyborcy są wobec Platformy nastawieni co najmniej nieufnie – i to jej właśni wyborcy, nie ci głosujący na PiS. W tej sytuacji rozsądnym byłoby zbudowanie czegoś poza Platformą. Problem w tym, że projekt Trzaskowskiego zaraz po wyborach mógłby rzeczywiście urosnąć – i wbić tym samym osikowy kołek w serce samego PO. Na to partyjne władze nie mogły sobie pozwolić, „ruch obywatelski” trafił właściwie do kosza.

Dlatego właśnie 20 urodziny Platformy Obywatelskiej powinny być tymi ostatnimi. Wybory parlamentarne za dwa lata. „Wspólna lista opozycji”, którą łączy tylko niechęć do PiS, to mrzonka. Zwłaszcza, że taka lista musiałaby uwzględnić też Konfederację. Jeśli dokonać jakichś poważnych przetasowań na scenie politycznej to teraz. Inaczej Prawo i Sprawiedliwość po prostu wygra następne wybory.