2 razy weto, 1 podpis. Co ten 1 podpis Prezydenta Dudy zmieni w naszym życiu? Sporo…

Gorące tematy Państwo Zbrodnia i kara 24.07.2017
2 razy weto, 1 podpis. Co ten 1 podpis Prezydenta Dudy zmieni w naszym życiu? Sporo…

Udostępnij

Marek Krześnicki

Ustawa o ustroju sądów powszechnych zostanie mocno znowelizowana, co przyznał dziś prezydent Andrzej Duda, obwieszczając weto dla dwóch innych ustaw zmieniających oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. Co właściwie się zmieni i co te zmiany oznaczają dla obywateli? Ustawa o sądach powszechnych 2017.

Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje dwie z trzech ustaw zmieniających polskie sądownictwo: o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa. Zapowiedział jednocześnie, że podpisze trzecią ustawę przyjętą przez parlament, tj. ustawę o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw. Co się w niej zmieni i – co najważniejsze – co te zmiany oznaczają dla obywatela? Wyjaśniamy szczegóły nowego prawa.

Ustawa o sądach powszechnych 2017 – zmian dużo, ale co z nich wynika?

W przeciwieństwie do ekspresowo procedowanej ustawy o Sądzie Najwyższym – co m.in. spowodowało, że Senat przyjął nie ten projekt, który wcześniej przyjął Sejm – ustawa nowelizująca sądownictwo powszechne (sądy rejonowe, okręgowe, apelacyjne) była procedowana przez kilka miesięcy. Projektowi poświęciliśmy zresztą sporo miejsca na Bezprawniku, wskazując na jego wady. Pisaliśmy między innymi, analizując szczegóły pomysłów przedstawicieli partii rządzącej, że

w ten sposób zanika trójpodział władz – jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa

Skąd tak mocne słowa? Przede wszystkim, sądy będą dużo mocniej związane z władzą wykonawczą, niż do tej pory. Prezesi sądów staną się „namiestnikami” Ministra Sprawiedliwości, pełniącego zarazem funkcję Prokuratora Generalnego (i posła przy okazji). Co prawda i w obecnym stanie prawnym prezesów powołuje minister, jednak jego decyzja w tym zakresie podlega opiniowaniu przez sędziów, a negatywne opinia jest przeszkodą do powołania danej osoby na stanowisko prezesa (chyba, że inaczej uzna Krajowa Rada Sądownictwa). Co więcej, bez większych przeszkód prezesa sądu minister sprawiedliwości będzie mógł odwołać. Będzie mógł to zrobić, powołując się np. na to, że „pełnienia funkcji nie da się pogodzić z innych powodów z dobrem wymiaru sprawiedliwości”. Mówiąc krótko, minister sprawiedliwości i prokurator jednocześnie będzie miał bezpośredni wpływ na prezesów sądów. A to prezes decyduje m.in. o przydziale sędziów do poszczególnych wydziałów, a więc ma bezpośredni wpływ na kariery poszczególnych sędziów.

Sędziowie, jak w szkole, będą oceniani i karani, z tym, że wyrok wyda prokurator

Powstaje zatem hierarchiczna piramidka, na szczycie której siedzi członek egzekutywy – minister sprawiedliwości. To zresztą dopiero początek jego nowych uprawnień w stosunku do sędziów. Będzie on mógł na przykład „zwrócić prezesowi lub wiceprezesowi sądu apelacyjnego uwagę na piśmie”. To prawie jak w szkole podstawowej, z tą różnicą, że „zwrócenie uwagi może być połączone z obniżeniem dodatku funkcyjnego w stopniu odpowiadającym wadze uchybienia, w granicach od 15% do 50% wysokości dodatku, na okres od miesiąca do sześciu miesięcy”. Od uwagi co prawda będzie można się odwołać, ale nie sposób dostrzec, że minister będzie miał do dyspozycji finansowego kija. I będzie on mógł nim dyscyplinować – w dosyć dowolny sposób – prezesów sądów.

Podobieństw do szkolnego systemu nagród i nagan znajdziemy zresztą więcej. Składana przez prezesa sądu okręgowego i rejonowego informacja roczna o działalności danego sądu będzie bowiem, przez ministra oczywiście, oceniana w czterostopniowej skali: pozytywna z wyróżnieniem, pozytywna, pozytywna z zastrzeżeniem albo negatywna. Skutek negatywnej oceny jest taki sam, jak w przypadku zwrócenia uwagi.

Losowanie przydziału sprawa – zmiana dobra, choć niewiadoma

Jedna z największych nowości – i to akcentuje strona rządowa – jest wprowadzenie mechanizmu losowego przydziału spraw. Ma to na celu zapewnienie obiektywnej bezstronności, skoro o tym, który sędzia lub sędziowie zajmą się sprawą, będzie decydował komputer. W teorii – to wspaniałe rozwiązanie. Ale ustawa nie precyzuje niektórych kwestii, cedując ustalenie szczegółowych procedur na – nie uwierzycie – ministra sprawiedliwości w drodze rozporządzenia. Ustawa zawiera np. wyjątek, że niektóre rodzaje spraw będą podlegały przydziałowi zgodnie z planem dyżurów. Brakuje natomiast ustawowego określenia, na podstawie jakich przesłanek minister miałby taki zakres spraw ustalić – co jest niezgodne z prawem, bo zgodnie z ogólnymi zasadami techniki prawodawczej (takim zbiorem reguł, w jaki sposób powinny być tworzone ustawy) upoważnienie do wydania rozporządzenia powinno m.in. zawierać m.in. „wytyczne dotyczące treści rozporządzenia”. Z uwagi na ogromną wagę kwestii dotyczącej wyłączenia od ogólnej zasady losowania spraw, należałoby zatem – zgodnie z obowiązującym prawem – zastosować się do przepisu mówiącego, że „wytyczne powinny być bardziej szczegółowe, gdy przekazywane sprawy dotyczą sytuacji prawnej obywateli”.

W trosce o najwyższą jakość świadczonych przez wymiar sprawiedliwości „usług”… zmniejszono wymagania w stosunku do osób zamierzających zostać sędzią. Przykładowo, obecnie prokurator zamierzający nie ścigać, ale wyrokować, musi mieć za sobą minimum sześć lat stażu, w tym „trzyletni okres pracy na stanowisku prokuratora prokuratury okręgowej, prokuratora wojskowej prokuratury okręgowej, sędziego sądu okręgowego, sędziego wojskowego sądu okręgowego lub prokuratora prokuratury apelacyjnej, Prokuratury Krajowej, Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej lub prokuratora Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu”. Po zmianach prokurator prokuratury rejonowej po 10 latach służby będzie mógł zostać sędzią, zatem, choć wymagany staż jest dłuższy, to odpadnie wymóg pracy na wyższym szczeblu organów ścigania.

Ustawa o sądach powszechnych 2017 – zmian potencjalnie groźne

Lista zmian jest oczywiście dużo dłuższa, przy czym w większości to zmiany organizacyjne, niemające bezpośredniego wpływu na życie przeciętnego Kowalskiego (jak np. jawność oświadczeń majątkowych sędziów). Ogólny wydźwięk zmian jest jednak prosty: władza wykonawcza zyska jeszcze większy wpływ na wymiar sprawiedliwości, a wiele kluczowych kwestii będzie jednoosobowo rozstrzyganych przez ministra sprawiedliwości.  Dotyczy to choćby decyzji o powołaniu czy odwołaniu prezesów sądów (a wymienieni mają być wszyscy, co wprost zapowiadają pracownicy ministerstwa), czy rozporządzenia regulującego choćby zasady losowania spraw.

Oznacza to, że w praktyce za każdą decyzją sądu będzie stał w tle prokurator generalny. Oczywiście, nie bezpośrednio. Sędziowie wciąż będą (formalnie) niezawiśli. Jednak o ich zawodowym losie, czy nawet wynagrodzeniu, będzie decydował polityk. Czy można mieć zatem pewność, że decyzje będą bezstronne? Oczywiście, takie wątpliwości będą dotyczyć ułamka spraw – tych, nazwijmy to, kontrowersyjnych. Ale nigdy nie wiadomo, kiedy i my staniemy się stroną takiego procesu.

Wciąż jednak nie rozwiązano największych bolączek polskiego wymiaru sprawiedliwości. Co z tego, że sprawy będą losowo przydzielane, jeśli większym problemem są skomplikowane i długotrwałe procedury sądowe? Jeśli politycy rzeczywiście chcą naprawić polskie sądownictwo – co z pewnością jest konieczne – to trzeba zrobić to z głową. Kilka, nawet niekiedy sensownych, pomysłów wiosny w tym wypadku nie czyni. Politycy postanowili jeszcze bardziej zwiększyć swoje uprawnienia, zamiast zająć się realnymi problemami.

A jeszcze żadna herbata nie stała się słodsza od samego mieszania.