Dlaczego rząd tak nienawidzi Konwencji Stambulskiej? Ma w tym nieco racji, ale wypowiadanie jej to samobójstwo wizerunkowe

Gorące tematy Państwo Zagranica dołącz do dyskusji (745) 18.07.2020
Dlaczego rząd tak nienawidzi Konwencji Stambulskiej? Ma w tym nieco racji, ale wypowiadanie jej to samobójstwo wizerunkowe

Rafał Chabasiński

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej stwierdziła, że Polska planuje wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Takie posunięcie wydaje się dość drastyczne. Nie ulega jednak wątpliwości, że polską prawicę bardzo ten dokument uwiera. Pytanie brzmi: dlaczego?

Wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej było jednym z tematów końcówki tegorocznej kampanii wyborczej

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, tak zwana Konwencja Stambulska, od dłuższego czasu uwiera środowiska konserwatywne w Polsce. Wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej w trakcie kampanii wyborczej postulował Krzysztof Bosak, kandydat Konfederacji na prezydenta. Dziennikarz prawicowej TV Republika zapytał o  takie posunięcie Rafała Trzaskowskiego w trakcie jego debaty w Lesznie.

Jakby tego było mało, temat wcale nie umarł śmiercią naturalną po wyborach. Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, zapowiedziała na antenie Telewizji Trwam, że Polska faktycznie planuje wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Ściślej mówiąc: strona polska złożyła zastrzeżenia co do treści tego dokumentu. Następnym krokiem ma być przygotowanie stosownej ustawy przez właściwe ministerstwa.

Z pewnością celem takiego aktu prawnego byłoby właśnie wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Warto pamiętać, że ta stanowi w myśl polskiego prawa ratyfikowaną umowę międzynarodową. Samej ratyfikacji dokonał 13 kwietnia 2015 r. poprzedni prezydent, Bronisław Komorowski.

Konwencja Stambulska to dokument w założeniu dotyczący ochrony kobiet przed różnorodnymi formami przemocy. Na pierwszy rzut oka nie jest to coś, czemu polscy konserwatyści mogliby być przeciwni. Obiekcje co do tej umowy międzynarodowej dotyczą jednak zarówno poszczególnych zapisów, jak i jej ogólnego wydźwięku.

Konwencja Stambulska rzeczywiście odzwierciedla całkowicie błędny sposób myślenia o równości

Podstawowym zarzutem jest „genderowy” język i wymowa Konwencji. Szczególną uwagę na ten aspekt sprawy zwracał z jednej strony wspomniany Krzysztof Bosak, z drugiej stowarzyszenie Ordo Iuris. Środowiska konserwatywne zgodnie uważają, że ochrona kobiet przed przemocą stanowi jedynie pretekst dla faktycznej ideologicznej deklaracji. Ta z kolei ma zawierać wiele potencjalnie niebezpiecznych i szkodliwych sformułowań.

Jak jest w praktyce? Trzeba przyznać, że Konwencja Stambulska jest w istocie skupiona na problematyce przemocy wobec kobiet – czego można się spodziewać. Dostrzega co prawda istnienie przemocy względem mężczyzn, jednak z jej treści wprost wynika, że to kobiety są bardziej narażone na tego typu zjawiska. Jest to oczywiście prawda. Kobiety częściej padają ofiarą przemocy. Co nie znaczy, że obydwu problemów nie da się ze sobą porównać i znaleźć cechy wspólne.

W treści Konwencji Stambulskiej można znaleźć wiele odniesień do preferowanej w świecie zachodniej interpretacji równouprawnienia jako wiecznego „wyrównywania”, poprzez wzmocnienie pozycji strony akurat uznawanej za dyskryminowaną. To właśnie zwrot „wzmocnienie pozycji kobiet” znajdziemy w treści dokumentu kilka razy. W tym także w art. 1 ust. 1 lit. b). Miałoby stanowić środek do uzyskania rzeczywistego równouprawnienia obojga płci.

Niestety, filarem tej filozofii jest tzw. dyskryminacja pozytywna. O ile w debacie publicznej kładzenie nacisku na przemoc wobec kobiet jest uzasadnione, o tyle takiego rozróżnienia w żadnym wypadku nie powinno robić prawo.

Ordo Iuris słusznie zauważa, że Konwencja Stambulska niewłaściwie diagnozuje przyczyny przemocy wobec kobiet

Środowiska konserwatywne krytykują również odwołania do „płci społeczno-kulturowej”, jako przejaw przesiąknięcia Konwencji „ideologią gender”. Prawdę mówiąc, wydaje się, że tutaj problem stanowi samo użycie takich sformułowań w treści dokumentu.

Konwencja Stambulska zawiera definicję „płci społeczno-kulturowej”. Ta sprowadza się do uwzględnienia oczekiwań społeczeństwa co do ról kobiet i mężczyzn. W praktyce przepisy Konwencji nie są tutaj przesadnie konkretne. Ich celem wydaje się traktowanie osób biologicznie niebędących kobietami a akurat pełniących role kobiece ze społeczno-kulturowego punktu widzenia. Zapewne oznacza to przede wszystkim osoby transseksualne.

Następny zarzut jest dużo bardziej konkretny. Nie sposób się nie zgodzić z Ordo Iuris, że Konwencja Stambulska niewłaściwie upatruje przyczyny przemocy wobec kobiet. Jej art. 12 upatruje ich w tradycyjnym podziale ról pomiędzy płciami, a także w zwyczajach, tradycji, religii i uprzedzeniach. Owszem, często to prawda. Czy raczej: pewien wycinek prawdy.

Przemocy sprzyjają również takie czynniki jak bieda, niski stopień wykształcenia, rozpad rodziny, czy nadużywanie alkoholu i narkotyków. Pominięcie tak istotnych kwestii rzeczywiście może wzbudzić zdziwienie, jeśli nie wprost podejrzliwość co do intencji przyświecającej samej Konwencji.

Także Krzysztof Bosak ma rację, że całkowite demonizowanie tradycyjnych ról płciowych nie ma większego sensu. Mowa o sytuacjach, w których tego typu podziały wynikają z zupełnie dobrowolnych stosunków społecznych. W zdecydowanej większości przypadków tradycja nie oznacza przemocy wobec kobiet, czy kogokolwiek.

Kontrowersyjne przepisy Konwencji nie dotyczą polskiej kultury i religii katolickiej a zwyczajów rodem z Bliskiego Wschodu

Także inne państwa w trakcie prac nad dokumentem zgłaszały rozmaite krytyczne uwagi. Ich przedmiotem były chociażby nakładanie na sygnatariuszy konkretnych obowiązków co do uświadamiania społeczeństwa, nazbyt szeroka definicja przemocy seksualnej, czy wręcz wewnętrzna sprzeczność dokumentu. Nie ma co się oszukiwać – Konwencja Stambulska wzorem poprawnej legislacji niewątpliwie nie jest.

Warto także przyjrzeć się Konwencji Stambulskiej z czysto polskiej perspektywy. Otóż samo ukierunkowanie jej treści na „tradycję” czy „religię” w naszym kraju nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Bo i nie o zwyczaje typowe dla religii chrześcijańskiej czy polskiej tradycji tu chodzi.

Zabójstwa honorowe oraz okaleczanie kobiecych narządów płciowych to domena zupełnie innej kultury, tradycji i religii. Ściślej mówiąc: zwyczajów z kultur muzułmańskich, niekoniecznie związane z islamem jako takim. Małżeństwa z przymusu faktycznie gdzieniegdzie występują. Problem dotyczy jednak presji środowiska w przypadku, gdy młodym ludziom przydarzy się wpadka. Skądinąd, zazwyczaj presja ukierunkowana jest tutaj na mężczyznę mającego „wziąć odpowiedzialność za swoje czyny”.

Także kwestie ekonomiczne i prawne ujęte w treści Konwencji w Polsce nie mają większego zastosowania. W naszym kraju luka płacowa pomiędzy kobietami i mężczyznami należy do jednej z najniższych w Europie. Polskie przepisy od dawna uwzględnia właściwie wszystkie postulaty prawnokarnej ochrony kobiet przed różnymi formami przemocy, czy molestowania.

Od strony formalnej, ochrona praw kobiet w Polsce jest właściwie szersza, niż wynikałoby to z przepisów Konwencji. Zmiana definicji mobbingu proponowana w ostatnim czasie przez PiS jest pod tym względem wręcz przejawem szkodliwej nadgorliwości. Trudno byłoby chyba posądzać rządzących o jakieś „radykalnie lewicowe” skrzywienie w kwestiach społecznych.

Polska nie musi silić się na wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej – wystarczy interpretować jej przepisy po swojemu

Wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej przez Polskę w tej chwili nie przyniosłoby tak naprawdę większych problemów dla naszego kraju. Warto pamiętać, że jest to dokument Rady Europy a nie integralna część prawa Unii Europejskiej. Ta pierwsza organizacja nie ma tak naprawdę żadnych realnych środków przymusu, by wymusić na naszym kraju skrupulatne przestrzeganie każdego, nawet najbardziej kontrowersyjnego, przepisu znajdującego się w dokumencie.

W praktyce wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej stanowiłaby niepotrzebną ostentację. Ten dokument, jak większość umów międzynarodowych, to właściwie szereg dyrektyw, które państwa-sygnatariusze implementują do swojego porządku prawnego po swojemu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by polski rząd podszedł także do tej sprawy podobnie, jak deklarował w przypadku ACTA 2. Ot, rozmiękczyć wszystkie kłopotliwe zapisy, interpretować je po swojemu. Akurat niejasna i wewnętrznie sprzeczna Konwencja Stambulska pozostawia rządzącym szerokie pole do popisu.

Z drugiej strony, trzymanie w polskim systemie prawnym dokumentu o wątpliwej wartości legislacyjnej niekoniecznie stanowi wartość dodaną. Przypomnijmy: polskie prawo już wcześniej wypełniało wszystkie podstawowe założenia Konwencji Stambulskiej. Wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej nie oznacza przecież, że wszystkie słuszne rodzime rozwiązania znikną z naszego prawa. Takie posunięcie nie zmieni społeczeństwa – ani na lepsze, ani na gorsze.

Punktem wyjścia w cywilizowanym państwie powinna być równość obywateli względem prawa – niezależnie od płci, wyznania, wieku, pochodzenia, preferencji seksualnych, czy innych kryteriów. Na tym założeniu opiera się polskie prawo. Konwencja Stambulska nic w tej kwestii nie zmienia.