Klubokawiarnia działała mimo „rzekomej pandemii”. Teraz sanepid chce egzekucji 70 tys. zł z kar, a właściciel zakłada… zrzutkę

Państwo Zdrowie dołącz do dyskusji (52) 15.10.2021
Klubokawiarnia działała mimo „rzekomej pandemii”. Teraz sanepid chce egzekucji 70 tys. zł z kar, a właściciel zakłada… zrzutkę

Maciej Bąk

Właściciel słupskiej klubokawiarni dostał właśnie od sanepidu serię wezwań do zapłaty. Za notoryczne łamanie obostrzeń wiosną tego roku musi zapłacić państwu około 70 tysięcy złotych. Uznał więc, że jedynym rozwiązaniem jest zbiórka na kary za łamanie obostrzeń. Czy taka zbiórka jest legalna? I czy pomoże mu użyte przez niego w zbiórce stwierdzenie „rzekoma pandemia”?

Zbiórka na kary za łamanie obostrzeń

Wszyscy dobrze pamiętamy początek 2021 roku. Po tym jak rząd zaczął potykać się o własne nogi przy kwestii ferii zimowych (zaczął na przykład kontrole na stokach narciarskich), wśród przedsiębiorców zaczął narastać bunt. Pojawiły się inicjatywy takie jak góralskie veto czy mapa otwartych lokali gastronomicznych. Jedni przedsiębiorcy motywowali to tym, że pomoc państwa w postaci różnego rodzaju tarcz jest dla nich niewystarczająca. Inni wprost deklarowali, że nie wierzą w koronawirusa i dlatego uważają, że mają prawo prowadzić biznes.

Jednym z takich miejsc była słupska klubokawiarnia Duo Cafe. Zaczęła ona na nowo działać już 12 stycznia i prowadziła w miarę normalną działalność przez cztery miesiące. Piszę „w miarę”, bo trudno normą nazwać działalność klub, w którym równie często co goście pojawiają się policjanci i pracownicy sanepidu. Na właściciela słupskiego lokalu były więc nakładane kolejne kary za łamanie obostrzeń epidemicznych. Dziś, gdy gastronomia ma już za sobą wiele miesięcy normalnego, legalnego funkcjonowania, przyszedł czas zapłaty.

Czy taka zbiórka jest legalna?

Jak pamiętacie, chociażby z lektury wielu tekstów w Bezprawniku, nałożenie przez państwo obostrzeń na biznes było z góry bezprawne. Można to było bowiem zrobić tylko w drodze nałożenia jednego ze stanów nadzwyczajnych, tymczasem rządzący wykorzystali do tego stan epidemii. Stąd wyroki WSA w sprawie kary administracyjnej uchyliły wiele z nich, szczególnie w sytuacjach gdy przedsiębiorca, nawet jeśli działał mimo zakazu, respektował podstawowe zasady sanitarne. Na to samo liczył właściciel Duo Cafe, który zaskarżył sanepidowskie kary do sądu. Ale postępowanie wciąż trwa, a tymczasem służby sanitarne właśnie wysłały mu upomnienia. Słupski przedsiębiorca obawia się, że lada moment komornik zajmie mu konto, dlatego postanowił założyć internetową zrzutkę.

I teraz sprawa bardzo istotna: prawo zabrania robić zrzutki na tego typu cele, ale – jak czytamy w kodeksie wykroczeń – chodzi tutaj jedynie o karę grzywny. Może ona być orzeczona za przestępstwo, przestępstwo skarbowe, wykroczenie lub wykroczenie skarbowe. W tym katalogu nie mieści się zatem kara administracyjna od sanepidu. Zatem taka zbiórka na kary za łamanie obostrzeń jest w pełni legalna. Co, swoją droga, powinno znaleźć się w obszarze zainteresowania ustawodawcy, bo niby dlaczego zbiórki na jedną sankcję są zabronione, a na drugą już nie?

Zasady gry były znane

Co do moralnej oceny tej zrzutki – osobiście mam dwie wątpliwości. Po pierwsze: ktoś, kto postanowił otworzyć się pomimo obostrzeń, znał wcześniej zasady gry. Wiedział, jakie ryzyko się z tym wiąże, i że dochodzenie swojej racji przed sądem administracyjnym może trochę potrwać. Po drugie: czym innym jest prowadzenie działalności w sposób wciąż odpowiadający normom sanitarnym (w moim mieście była działająca mimo obostrzeń restauracja, w której na przykład rozstawiono tak stoliki, by goście byli daleko od siebie), a czym innym organizowanie imprez. Słupski lokal to klubokawiarnia, w której można potańczyć. Jeśli takie zabawy odbywały się w trakcie szczytu zakażeń, to żaden sąd administracyjny może nie pomóc. Bo okaże się, że lokal samą swoją działalnością stwarzał zagrożenie epidemiczne. Szczególnie, że dla właściciela pandemia była „rzekoma” (tak napisał w opisie zbiórki).

Pamiętajmy też, że przeważająca większość lokali gastronomicznych dostosowała się do obostrzeń i przez to straciła mnóstwo pieniędzy. Słupski lokal działał w tym czasie przez 4 miesiące, które przyniosły mu z całą pewnością znaczne zyski. A tymczasem to on zbiera pieniądze na dalszą działalność. No i pozostaje jeszcze jedna kwestia – jeśli jednak sąd przyzna przedsiębiorcy ze Słupska rację, to co stanie się z pieniędzmi pochodzącymi ze zrzutki? Uważam zatem, że skoro ktoś zdecydował się powiedzieć A, otwierając lokal na początku tego roku, to musi też osobiście wziąć odpowiedzialność za B, czyli związane z tym konsekwencje. Nawet jeśli prawo może ostatecznie stanąć po jego stronie.