„Proszę Państwa, Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur” – film „Znachor” a dzisiejszy stan prawny

Na wesoło Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (41) 12.11.2019
„Proszę Państwa, Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur” – film „Znachor” a dzisiejszy stan prawny

Udostępnij

Paweł Mering

Tak, jak z okresem bożonarodzeniowym nierozerwanie kojarzy się „Kevin Sam w Domu”, tak podczas 1 czy 11 listopada króluje nasz rodzimy „Znachor”. Historia wzruszająca, pięknie opowiedziana, a także z pewnym wątkiem prawniczym. Czy Antoni Kosiba zostałby skazany w 2019 roku?

Znachor a prawo

Fabuła filmu jest dla większości zdecydowanie doskonale znana, ale przypomnę ją pokrótce. Profesor Rafał Wilczur, najsłynniejszy kardiochirurg, otrzymuje od swojej żony wiadomość, że ta zabiera córkę i od niego odchodzi. Profesor, załamany, trafia za namową przypadkowo napotkanego bezdomnego do baru, w którym złodzieje dostrzegają zasobność jego portfela.

Zostaje następnie pobity i okradziony, w wyniku czego traci pamięć. Przyjmuje tożsamość Antoniego Kosiby, którego dokument kradnie podczas jednego z zatrzymań za włóczęgostwo. Wilczur, jako Kosiba, nie pamięta, kim jest, co w poprzednim życiu robił, a także swojej rodziny.

Włóczęga trafia pod dach Prokopa, który zatrudnia go jako robotnika w młynie. Poznaje również jego syna, który jest kaleką. Wskutek pomyślnej operacji, wykonanej przez Kosibę, ów syn odzyskuje sprawność. Zyskuje wówczas sławę wśród lokalnej społeczności jako znakomity znachor.

Kosiba niezbędne przyrządy kupuje w miejscowym sklepie, w którym pracuje Marysia, która wydawała mu się znajoma. Po jakimś czasie dziewczyna ulega wypadkowi motocyklowemu, a znachor — ukradłszy wcześniej narzędzia miejscowemu lekarzowi — ratuje jej życie. Za kradzież narzędzi Kosiba zostaje skazany na 3 lata więzienia.

I tutaj, cały na biało, wchodzi Piotr Fronczewski

Od wyroku udaje się odwołać. Osoby wdzięczne znachorowi za jego dokonania wynajmują adwokata, który to jako eksperta w rozprawie odwoławczej wzywa docenta Dobranieckiego (Piotr Fronczewski). Dobraniecki rozpoznaje w Antonim Kosibie swojego współpracownika, profesora Rafała Wilczura. Marysia okazała się ponadto jego córką, którą ostatecznie rozpoznaje i… film się kończy, a znachor zostaje uwolniony.

Warto też wspomnieć o filmie „Znachor”, ale nie z 1981 roku, a z 1937, który to jest dużo bliższy oryginałowi, czyli powieści o tym samym tytule, napisanej przez Tadeusza Dołęgę-Mostowicza. Tam Kosiba oskarżony jest nie tylko o kradzież narzędzi, ale także wykonywanie działalności lekarskiej bez dyplomu lekarza.

W wersji z 1937 Dobraniceki rozpoznaje w znachorze kardiochirurga, ale wkracza na salę za późno, bo podczas odczytywania wyroku. Na szczęście profesor Wilczur zostaje „uwolniony od winy i kary” ze względu na to, że operacje prowadzone były w celu ratowania życia i w pełni profesjonalnie, więc i tam jest happy end.

Znachor a współczesne prawo

Artykuł 58 ust. 1 i 2 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty stanową, że:

  • Kto bez uprawnień udziela świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu chorób oraz ich leczeniu, podlega karze grzywny.
  • Jeżeli sprawca czynu […] działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej albo wprowadza w błąd co do posiadania takiego uprawnienia, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Oznacza to, że samo udzielanie świadczeń zdrowotnych bez odpowiednich uprawnień jest wykroczeniem, a wykonywanie takich działań w celach zarobkowowych stanowi nawet przestępstwo. Działania, powzięte przez osobę nieuprawnioną mogą być również innymi przestępstwami (związanymi na przykład z narażeniem na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, a także z uszkodzeniem ciała), a także deliktami prawa cywilnego.

Profesor Wilczur miał jednak i kwalifikacje i odpowiedni dyplom. Ponadto, nawet jeżeli utracił pamięć, w dalszym ciągu posiadał odpowiednie umiejętności, a jego tożsamość – w świetle prawa – nie zniknęła, chociaż uznano go za zaginionego. W związku z czym swoje działania — dzisiaj — podejmowałby na pierwszy rzut oka legalnie, o ile były zgodne ze sztuką lekarską.

Kradzież narzędzi

Kradzież narzędzi w celu uratowania życia nie jest kradzieżą w myśl prawa karnego. Kradzież, uregulowana w art. 270 Kodeksu karnego, wymaga, by zabór mienia następował w celu przywłaszczenia. Jeżeli celem zabierającego cudzą rzecz nie jest jej przywłaszczenie, a krótkotrwałe użycie (jeżeli nie jest to pojazd mechaniczny), to nie może być mowy o przestępstwie kradzieży.

Ponadto, wszelkie działania znachora po kradzieży narzędzi były z pewnością podejmowane w ramach stanu wyższej konieczności, gdyż zagrożone było ludzkie życie, które tylko znachor — pewny swoich umiejętności i wiedzy — mógł uratować.