ZUS przyjmie ponad 1,4 tysiąca praktykantów ze szkół zawodowych. Pomysł świetny – ale co potem?

Państwo Praca 06.07.2017
ZUS przyjmie ponad 1,4 tysiąca praktykantów ze szkół zawodowych. Pomysł świetny – ale co potem?

Udostępnij

Marek Krześnicki

ZUS zatrudni praktykantów – łącznie blisko półtora tysiąca studentów Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych będzie pomagało naszej ulubionej piramidzie finansowej. Pomysł świetny – ale czy przyniesie on oczekiwane rezultaty?

Idealny pracownik to 25-latek z dziesięcioletnim doświadczeniem, pragnący zarabiać minimalne wynagrodzenie za pracę. Jeszcze do niedawna takie wydawałaby się być oczekiwania pracodawców. Ale, na szczęście czasy się zmieniły, zmienił się też rynek pracy, a obecnie coraz częściej to pracownik może stawiać potencjalnemu pracodawcy warunki – nie odwrotnie.

Wciąż jednak, ze zrozumiałych względów, pracownik z doświadczeniem jest bardziej ceniony przez pracodawców niż ktoś dopiero stawiający pierwsze kroki na ścieżce kariery. W pokonaniu tej bariery chce młodym Polakom pomóc rząd, zaprzęgając do pomocy Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Tak, ten sam ZUS, który mało płaci pracownikom.

ZUS zatrudni praktykantów

Dokładnie 1426 osób – tylu studentów przyjmie ZUS w ramach praktyk studenckich. Porozumienie w tej sprawie podpisali ministrowie Mateusz Morawiecki i Jarosław Gowin, prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS oraz prof. Witold Stankowski, przewodniczący Konferencji Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych. Jarosław Gowin tak skomentował to porozumienie:

Zarówno studenci, jak i decydenci akademiccy zdają sobie sprawę, że kształcenie praktyczne ma przed sobą kolosalną przyszłość. Współpraca na tym polu możliwa jest nie tylko na linii PWSZ – lokalni przedsiębiorcy, ale również na linii PWSZ – instytucje publiczne. To te ostatnie powinny dawać impuls do współdziałania – tak, jak to się dzieje dzisiaj. Państwowe Wyższe Szkoły Zawodowe to kuźnica lokalnych elit. Dzięki większej elastyczności i otwartości na otoczenie społeczno-gospodarcze mogą spełniać tę rolę jeszcze lepiej.

Półroczne, płatne praktyki to niewątpliwie szansa na zdobycie doświadczenia, które w przyszłości może zaowocować zdobyciem dobrej (a przynajmniej – lepszej) pracy. Co prawda ja sam nie mam pewności, czy praktyki w instytucjach państwowych, jakie odbywałem na studiach, pomogły mi w rozwoju zawodowym, ale być może  w tym wypadku będzie inaczej, a studenci będą zajmowali się ciekawszymi zadaniami, niż dokładanie pism do akt, porządkowanie archiwum czy obserwowanie fenomenu, jakim były codzienne imieniny, urodziny i inne uroczystości w jednym z gdańskich urzędów skarbowych.

Po co ZUS-owi praktykanci, skoro nie dba o pensje pracowników?

Praktykanci zyskają przynajmniej wpis w CV. Co zyska ZUS? W teorii: przyuczonych i rozumiejących meandry instytucji pracowników. Tak przynajmniej twierdzi prezes ZUS, oświadczając: „Liczę, że duże grono studentów, którzy podejmą u nas praktyki w przyszłości zechce podjąć pełnoetatowe zatrudnienie”. To oczywiście ma sens, wiele poważnych firm rekrutuje swoich pracowników już na studiach, zapewniając staże i praktyki, przyciągając w ten sposób najlepszych studentów.

Pytanie tylko, czy studenci będą takim rozwiązaniem zainteresowani, skoro już obecnie ZUS ma problem z odpowiednim wynagradzaniem pracowników. Oczywiście, pieniądze to nie wszystko, a ważniejsze od wysokości pensji jest to, czy pracownik czuje się dobrze w swojej firmie. Ale czy w tej sytuacji praktyki rzeczywiście zapewnią ZUS świeży narybek zdolnych pracowników? Obawiam się, że nie.