Pracownicy ZUS klepią biedę i są zmuszeni dorabiać po godzinach. A my oczekujemy jakości ich pracy

Finanse Gorące tematy Państwo 05.07.2017
Pracownicy ZUS klepią biedę i są zmuszeni dorabiać po godzinach. A my oczekujemy jakości ich pracy

Udostępnij

Tomasz Laba

Pałace, limuzyny i ogólny przepych spowodowany przejadaniem naszych składek. To najczęstsze skojarzenia, jakie mają Polacy na temat warunków pracy w ZUS. Okazuje się, że szeregowi pracownicy tej naszej narodowej piramidy finansowej na bogactwo mogą popatrzeć jedynie, gdy rozpatrują deklaracje składkowe ubezpieczonych.

Uwielbiamy zaglądać w kieszeń innym, a już w szczególności tym, którym powodzi się lepiej od nas. Od kilku dni, dzięki uprzejmości naszego rządu, każdy może sprawdzić, jaki majątek ma sędzia, który akurat orzeka w naszej sprawie. Gdy przegramy, podkładkę pod argumenty, że sędzia – kalosz się nakradł i dorobił na ludzkiej krzywdzie. Gdy z drugiej strony słyszymy, że pracownicy określonej instytucji zarabiają mało, to z pewnością lenie i sami sobie są winni.

Owoc żywota Twojego je ZUS

W Dużym Formacie ukazał się reportaż obrazujący poziom biedy, jaki panuje wśród szeregowych pracowników ZUS. Obraz, jaki się z niego wyłania, jest przerażający, ale z drugiej strony zupełnie nie dziwi. Zarobki na poziomie 1700-1800 zł netto wśród pracowników z kilkunastoletnim stażem pracy nie należą do rzadkości. Niemal każdy w jakiś sposób jest zmuszony dorabiać do nędznej pensji. Najczęstszym wyborem jest sprzątanie mieszkań, ale i to stało się trudne ze względu na coraz większą liczbę pracowników z Ukrainy.

Wizyty u kosmetyczki zastępuje jedna tubka kremu, którą w dodatku dzielą się pracownice z jednego pokoju. Jako fryzjerka dorabia koleżanka z pracy, która może zrobić na bóstwo za paczkę kawy. W niektórych zakładach można dostać dofinansowanie na wyjście do kina, ale przecież żeby dostać zwrot wydatków, to te trzeba wcześniej ponieść. W efekcie prawie nikt, kto pracuje w ZUS, nie chodzi do kina. W ostatnich tygodniach można było usłyszeć o zapowiedziach strajku pracowników, którzy przerazili się zapowiadanych tłumów w inspektoratach w związku z obniżeniem wieku emerytalnego.

Praca w ZUS – zarobki

Pracodawcy w obliczu takich realiów są nad wyraz wyrozumiali. W kwestii podwyżek mają związane ręce, bo wynagrodzenie pracowników jest przecież zależne od budżetu tej instytucji, która jest z kolei utrzymywana z budżetu państwa. Wielu z nich przymyka oko na dorabianie swoich podwładnych, co często przecież wiąże się z mniejszą wydajnością takiego pracownika, który po powrocie do domu musi jeszcze wyrobić drugi etat, często do późnych godzin wieczornych.

„Jeśli chodzi o postulaty pracowników dotyczące wynagrodzeń, to Zarząd ZUS nie ma wątpliwości: wynagrodzenia pracowników ZUS nie są wysokie i pracownicy zasługują na to, żeby je podnieść. Zarząd ZUS może jednak poruszać się w ramach tego budżetu, który otrzymuje, co oznacza, że podwyżki są możliwe w wysokości 150 zł dzięki wygospodarowaniu środków z budżetu”

„Tylko idiota za tyle pracuje”

Każdy z nas ma w rodzinie kogoś, kto pracuje w budżetówce. Wszyscy doskonale wiemy, że wynagrodzenie w tym sektorze, zwłaszcza na najniższych szczeblach jest śmiesznie niskie. Nie zmienia to faktu, że zatrudnienie w jednostce budżetowej wciąż uważane jest za bardzo stabilne i w miarę atrakcyjne. Nie ze względu na wynagrodzenia, a wszelkie związane z tym dodatki, typu trzynastka czy wczasy pod gruszą.  Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że państwo zwyczajnie nie potrafi zadbać o swoich pracowników. Chyba warto zacząć od tego, aby następnie próbować dbać o wszystkich obywateli.