Zupełnie nie rozumiem aktywistów blokujących eksmisję. Czas na pomoc był lata temu, gdy zaczynały się pierwsze procesy

Codzienne Społeczeństwo dołącz do dyskusji (41) 14.02.2019
Zupełnie nie rozumiem aktywistów blokujących eksmisję. Czas na pomoc był lata temu, gdy zaczynały się pierwsze procesy

Udostępnij

Tomasz Laba

Aktywiści społeczni uwielbiają domagać się pomocy dla eksmitowanych od wszystkich innych, tylko nie od siebie. Z premedytacją blokują wykonywanie zgodnych z prawem czynności, a następnie dziwią się, że komornik wzywa na pomoc policję i nakłada grzywny za przeszkadzanie w czynnościach.

Mamy w Polsce ogromny problem z eksmisją. Paradoksalnie ten problem nie polega na tym, że przeprowadza się ich dużo, lecz na tym, że ta niesłychanie dramatyczna procedura jest zlepkiem przepisów, które ustawodawca wprowadzał na raty i łatał taśmą klejącą lub wręcz na ślinę. Łatanie przeprowadzano zazwyczaj wtedy, kiedy jakaś sprawa na tyle mocno przebiła się do mediów, że politycy zdecydowali się zdobyć na niej kilka punktów wyborczych. To oczywiście sytuacja absurdalna, ponieważ regulacje dotyczące tak drastycznych sytuacji powinny być niczym skała. Wydaje mi się, że żadna opcja polityczna nie chce sobie zabrudzić rąk, cywilizując eksmisję i łatwiej jest udawać, że problem nie istnieje. W najgorszym przypadku eksmisja niechcianych lokatorów będzie dobrym katalizatorem do zbudowania kapitału politycznego.

Nie ma co udawać, eksmisja jest ogromnym problemem społecznym. Naturą tej rzeczy jest to, że dotyka najczęściej ludzi ubogich, seniorów czy z różnych względów nieporadnych życiowo, często nie ze swojej winy. Ludzi, którzy najzwyczajniej w świecie potrzebują pomocy. Z drugiej strony mamy wcale nie tak małą grupę ludzi, którzy cynicznie wykorzystują słabość instytucji i ogólną społeczną niechęć wobec eksmisji. Niewiele jest osób, a zwłaszcza wśród polityków, którzy jasno i wyraźnie staną nie po stronie lokatorów, którzy zajmują lokal bez tytułu prawnego, a właścicieli, którzy po prostu realizują swoje prawo własności. Niestety doszło do tego, że najskuteczniejsza eksmisja lokatorów to taka, która polega na dokwaterowaniu do mieszkania kilku rosłych mężczyzn. Ich zadaniem jest po prostu zniechęcić niechcianych lokatorów do dalszego zajmowania nieruchomości.

Eksmisja na bruk jest niemożliwa

Bardzo mi brakuje w dyskusji na temat eksmisji głosu właścicieli mieszkań, którzy muszą utrzymywać osoby mające prawo własności w głębokim poważaniu. To nie tylko bogaci właściciele, którzy kupili mieszkanie z myślą o zarabianiu na jego wynajmowaniu, ani bardzo medialni w ostatnich czasach czyściciele kamienic. To również spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe czy wreszcie gminy, które rocznie tracą setki milionów złotych na lokatorach, którzy nie płacą czynszu. Tak naprawdę to my wszyscy ich utrzymujemy z naszych podatków albo płacąc wyższy czynsz, którym trzeba wyrównać straty.

Niestety kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy wszelkiej maści aktywiści, którzy za swój życiowy cel obrali sobie torpedowanie prawa cudzym kosztem. Trzeba przecież wiedzieć, że eksmisja, jakkolwiek tragiczna i dramatyczna, nigdy nie spada na lokatorów z przysłowiowego kosmosu. Eksmisja jest skutkiem, a nie przyczyną. Przede wszystkim z jakiegoś powodu lokator stracił prawo do lokalu, a więc najprawdopodobniej nie płacił czynszu, albo właściciel z sobie tylko znanego powodu nie zdecydował się na przedłużenie umowy. To jego święte prawo, w końcu nieruchomość jest jego własnością, którą może dysponować tak, jak chce. Eksmisja jest również poprzedzona często wieloletnim postępowaniem sądowym, które zakończyło się wydaniem wyroku eksmisyjnego. Z drugiej strony eksmisja może też być następstwem postępowania egzekucyjnego, którego wynikiem była sprzedaż nieruchomości przez komornika. W takim wypadku naturalne jest, że nowy właściciel nieruchomości chce z niej korzystać. Zupełnie pomijam już fakt, że żaden sąd raczej nie pozwoli komornikowi na sprzedaż mieszkania za dług w wysokości kilkuset złotych.

Dlaczego aktywiści chcą pomagać wtedy, kiedy jest już za późno?

Sama eksmisja również jest procesem niezwykle długotrwałym. Od konieczności zapewnienia dłużnikom lokalu socjalnego, na okresie ochronnym kończąc. W międzyczasie niejedna skarga na komornika, a trzeba pamiętać, że od niedawna ułatwiona przez formularz skargi na komornika i wychodzi na to, że sama czynność eksmisji to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. No i najważniejsze – eksmisja na bruk jest niemożliwa do przeprowadzenia. Tymczasem wszelkiej maści aktywiści, tak chętnie bojkotujący zgodne z prawem czynności próbują narzucić zgoła inną narrację.

Oto wszystkiemu winne są przestępcze układy, znajomości i wszechobecne kumoterstwo w urzędzie. Właściciel nieruchomości ma obowiązek udostępnić swoje mieszkanie ludziom, którzy nie płacą czynszu i powinien spodziewać się oporu społeczników, kiedy zdecyduje się eksmitować niechcianych lokatorów. Zawsze, kiedy słyszę historie takie jak ta, która nie tak dawno miała miejsce w Gdańsku, zastanawiam się, dlaczego społecznicy zawsze dają o sobie znać wtedy, kiedy już jest za późno? Ciekawe, czy starali się pomóc w tej trudnej sytuacji dłużnikom lata wcześniej, kiedy procesy sądowe dopiero się zaczynały? Wreszcie – dlaczego żaden z nich nie zaoferował się przyjąć dłużników pod swój dach? Prawda jest taka, że domagają się tego, żeby pomocy udzielili wszyscy inni, a swój krzyk uznają za wystarczająca pomoc w sprawie. Niestety to nic innego jak pomaganie przez udostępnianie linków na Facebooku.

Bo to, że komornik nałożył na kilku aktywistów grzywnę za przeszkadzanie w przeprowadzeniu eksmisji to nie zamiar uciszenia obrońców lokatorów, jak mówią główni zainteresowani.

Komornik może upomnieć, a po bezskutecznym upomnieniu wydalić osobę, która zachowuje się niewłaściwie lub przeszkadza jego czynnościom. W przypadku niezastosowania się do wezwania do wydalenia z miejsca czynności komornik może ukarać taką osobę grzywną w wysokości do tysiąca złotych.

Szkoda, że aktywiści, zamiast rzeczywiście pomóc, wolą wykonywać dramatyczne i niestety puste gesty, które przynoszą więcej szkody niż pożytku.