W czasie II Wojny Światowej Niemcy najechali Polskę, a następnie robili na jej terytorium okropne rzeczy – między innymi budując tutaj obozy śmierci. Niestety niekompetentna prasa na całym świecie od czasu do czasu popełnia faux pas i nazywa je „polskimi obozami śmierci”. 

Jest to równie trafne określenie, co „japońska bomba zrzucona na Hiroszimę”. Przyznacie, że brzmi to nieco niedorzecznie, a jednak mediom zdarza się właśnie w taki sposób identyfikować zakłady zagłady, w których Niemcy mordowali w dużej mierze również Polaków. To zabawne jak niektórzy lekką ręką oddają nam swoje obozy, a jednocześnie bardzo starają się przywłaszczyć naszego Kopernika.

Ponieważ nasza dyplomacja radziła sobie z tym przez lata jako-tako, obywatele zdecydowali się wziąć sprawy w swoje ręce. Ruszyła internetowa akcja „Death Camps Were German„, zaś od kilku tygodni samochód ze stosownym plakatem jeździ po Europie. Niezbyt imponująca kampania reklamowa, ale pamiętajmy, że to inicjatywa oddolna. No i nawet o tej inicjatywie jest głośno. Co więcej, być może twórców czeka nawet batalia prawna.

Plakat akcji wygląda tak (fot. fanpage German Death Camps):

german-death-camps

I to właśnie ten plakat jest sprawcą całego zamieszania

Jak donosi może nieprzesadnie skrupulatny w doborze źródeł serwis Pikio.pl (ale artykuł znajduje też odzwierciedlenie w wypowiedziach w mediach społecznościowych) w Niemczech został zasygnalizowany problem bezprawnego użycia wizerunku Adolfa Hitlera. Przy czym, należy sprostować, że w całej sprawie prawdopodobnie nie chodzi o wykorzystanie wizerunku, tylko błędnie tłumaczone naruszenie praw autorskich.

Wizerunek osoby zmarłej wprawdzie podlega ochronie na gruncie przepisów prawa, ale uwzględniając dorobek biograficzny Adolfa Hitlera trudno jest sobie wyobrazić cokolwiek co mogłoby zostać uznane za godzące w jego wizerunek. Jeszcze trudniej byłoby zapewne znaleźć urażonego, który mógłby wystąpić ze stosownym powództwem.

Nie, w tym wypadku chodzi o nieprecyzyjnie relacjonowaną możliwość naruszenia praw autorskich. Wszystko przez możliwe podobieństwo plakatu do okładki książki (następnie zekranizowanej) pod tytułem „On wrócił” (Tyt. oryginału – Er ist wieder da). Okładka te prezentuje się następująco:

vermes_1386430062245426

Wydaje się, że podobieństwo pomiędzy obydwiema kreacjami graficznymi jest dostrzegalne. Jednakże z drugiej strony – nie są to te same kreacje, różni je kilka detali w zakresie wykonania. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Adolf Hitler generalnie znany jest z przywiązania do swojego wizerunku, który stał się swego rodzaju symbolem – trudno jest oczekiwać, by ktoś starał się odróżnić np. poprzez stylizowanie jego fryzury na „irokeza”.

Nie wiem czy w Niemczech rzeczywiście zostały podjęte jakieś kroki prawne, czy póki co jest to tylko przedmiot medialnej debaty, ale w mojej ocenie – uwzględniając okoliczności wizerunkowe Adolfa Hitlera – odpowiedzialność z tytułu naruszenia praw autorskich nie zaistnieje.