Dyrektor jednego ze szpitali chce kar dla lekarzy, którzy „lekkomyślnie” zarazili się koronawirusem. „Przyczyną zakażeń są imprezy”

Codzienne Zdrowie dołącz do dyskusji (54) 05.11.2020
Dyrektor jednego ze szpitali chce kar dla lekarzy, którzy „lekkomyślnie” zarazili się koronawirusem. „Przyczyną zakażeń są imprezy”

Adrian Boguski

Dyrektor jednego z wojewódzkich szpitali przewiduje kary dla lekarzy, którzy jego zdaniem przez swoją nieodpowiedzialność zarazili się koronawirusem. Przypomnijmy, że na wtorkowej konferencji prasowej, dotyczącej strategii walki z Covidem, ogłoszono zwolnienie personelu medycznego z kwarantanny i wprowadzono dla nich codzienne badania.

Kary dla lekarzy za lekkomyślność

W liście, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, wspomniany dyrektor pisze do swoich pracowników. „W szpitalu odnotowano niepokojącą ilość zakażeń SARS-CoV-2. (…) ustalono, że główną przyczyną transmisji wirusa między pracownikami w szpitalu są wzmożone kontakty zewnętrzne (m.in. imprezy zorganizowane)”.

Dalej dyrektor ostrzega, że lekarzy i innych pracowników personelu medycznego, którzy „postępując w sposób lekkomyślny” przyczynili do występowania ognisk zakażenia, pociągnie do odpowiedzialności dyscyplinarnej. W skrajnych przypadkach zapowiada nawet postępowanie zgodne z art. 161. [Narażanie człowieka na zakażenie] kodeksu karnego. Czasu przebywania w izolacji czy na kwarantannie pracowników z umowami-zlecenia i o dzieło dyrektor nie ma zamiaru opłacać.

Grożenie takimi karami dla lekarzy jest bezprawne

Komentuje dla „Rz” dr Tomasz Imiela z Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Nie można bowiem winić lekarzy i oskarżać ich o beztroskę w warunkach, w których trudno praktykować reguły dystansu społecznego a takie wydają się być w polskich szpitalach. Sale i inne pomieszczenia są nieprzystosowane do ścisłych zasad epidemicznych.

Lekarze nie mogą pozwolić sobie na komfort używania sprzętu ochrony osobistej, ponieważ muszą liczyć się z każdą wykorzystaną maseczką czy rękawiczką. W utrzymaniu bezpieczeństwa sanitarnego w warunkach epidemii nie pomaga również fakt, że Ministerstwo Zdrowia, zmuszone brakiem wystarczającej ilości dostępnego personelu, zniosło zakaz pracy dla lekarzy w kilku placówkach – przypomina w rozmowie z „Rz” Imiela.

Nikt nie zabierze lekarzom wypłaty

Z kolei mecenas Aleksandra Powierża w swojej wypowiedzi dla „Rz” zauważa, że niemal niemożliwe byłoby stwierdzenie, że potencjalny lekarz czy potencjalna pielęgniarka nie zarazili się Covidem w czasie wykonywania pracy w szpitalu, ale w momencie swoich prywatnych spotkań. Zapewniła również, że zasady wypłat za czas spędzony na kwarantannie nie leżą w gestii ustaleń placówek medycznych.

Dyrektor szpitala, który wystosował do swoich pracowników list, nie może więc stosować kar dla lekarzy w postaci odebrania im świadczeń, bez względu na to czy są to umowy o pracę, czy umowy cywilnoprawne. Wątpliwe jest też, że może zastosować jakąkolwiek opisaną przez siebie karę bez jasnych dowodów na naruszenia zaleceń sanitarnych, ponieważ oskarżenia dyrektora wydają się być oparte wyłącznie o przypuszczenia.

Jedną z funkcji opisanego listu jest z pewnością zdyscyplinowanie personelu medycznego. Kary dla lekarzy przedstawione przez dyrektora mogą jednak niektórych pracowników narazić na dodatkowy stres związany z obawą o utratę środków utrzymania czy poniesienie konsekwencji prawnych. Jak wszyscy wiemy i jak powtarzają lekarze, stres bardzo przyczynia się do obniżenia odporności, tak więc list może przynieść odwrotne skutki, niż zamierzał autor. Życzmy sobie jednak, żeby to poprzednie zdanie pozostało żartem.