Oświadczenia w szkołach ws. koronawirusa to sztuka dla sztuki, ale i tak z czysto praktycznych względów trzeba je podpisać

Codzienne Zdrowie dołącz do dyskusji (65) 09.09.2020
Oświadczenia w szkołach ws. koronawirusa to sztuka dla sztuki, ale i tak z czysto praktycznych względów trzeba je podpisać

Justyna Bieniek

Nauczyciele w szkołach chcieli pobawić się trochę w prawników, ale niestety nie wyszło. Oświadczenia w szkołach ws. koronawirusa nie mają żadnej mocy prawnej. Ale dla świętego spokoju dzieci i nauczycieli lepiej je podpisać.

Oświadczenia w szkołach ws. koronawirusa. Czy trzeba je podpisywać?

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego w niektórych szkołach oprócz spisu nowych podręczników rodzicom podsuwane były oświadczenia ws. koronawirusa. Ich podpisanie było warunkiem uczęszczania na zajęcia. Oświadczenia przerzucały odpowiedzialność za ewentualne zakażenie na rodziców. Rodzice mieli się również wraz z ich podpisaniem zrzec jakichkolwiek roszczeń od szkoły za zarażenie. Niektóre szkoły poszły nawet o krok dalej i zagroziły, że niepodpisanie oświadczenia będzie skutkowało wydaleniem dziecka ze szkoły.

Sprawa nabrała rozpędu do tego stopnia, że stanowisko w tej sprawie zajęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jak nietrudno się domyślić wskazało ono na brak mocy prawnej tego typu oświadczeń. W polskim porządku prawnym brak jest przepisu, który umożliwiałby zrzeczenie się roszczeń w przypadku zakażenia. Nie można również zastosować w stosunku do ucznia zakazu podjęcia czy kontynuowania nauki na tego typu podstawie. Wniosek może więc być tylko jeden – tego typu oświadczenie może dotyczyć właściwie wszystkiego. A podpisujący je rodzic wraz z teoretycznym zrzeczeniem się roszczeń, może również zrzec się innych abstrakcyjnych zobowiązań.

Maseczki w szkole i dystans mogą nie wystarczyć

Z prawnego punktu widzenia oświadczenie nie ma żadnej mocy prawnej. Jego podpisanie to tylko i wyłącznie kwestia świętego spokoju dla rodziców (i pewnie dla szkoły). Oświadczenie oczywiście nie pozbawi rodziców prawa do wystąpienia na drogę sądową w przypadku zakażenia. O tym czy roszczenie będzie zasadne i tak każdorazowo rozstrzygnie sąd. Treść oświadczenia nie będzie miała żadnego znaczenia.

Oczywiście w pełni zrozumiałe jest, że wizja wypłaty odszkodowań budzi wśród dyrektorów szkół pewne obawy. Patrząc jednak na sprawę z logicznego punktu widzenia, nawet wystąpienie na drogę sądową prawdopodobnie nie przyniesie fali roszczeń. Fakt zakażenia w szkole jest po prostu trudny do udowodnienia.

65 odpowiedzi na “Oświadczenia w szkołach ws. koronawirusa to sztuka dla sztuki, ale i tak z czysto praktycznych względów trzeba je podpisać”

  1. Z drugiej strony szkoła nie może ponosić odpowiedzialności na zasadzie ryzyka, że ktoś na jej terenie się zarazi. A regres do konkretnej osoby, która zaraziła, jest w większości przypadków niemożliwy.

    • W sposób szczególny nie może ponosić odpowiedzialności. Ale w sposób ogólny już jak najbardziej – np. jeśli prawnik wykaże, że szkoła nie przestrzegała wytycznych sanitarnych, nie wymagała od uczniów zachowania dystansu społecznego itp. Wiadomo, że łatwiej jest wypchać dzieci na przerwę na korytarz i mieć chwilę spokoju, niż im tak zorganizować ten czas, żeby ograniczyć kontakt między grupami. Co nie znaczy, że to łatwiejsze rozwiązanie jest właściwe. Poszukaj po Internecie – łatwo znaleźć zdjęcia ze szkolnych korytarzy jak to wygląda. Dostarczenie takiego materiału w pozwie o uchybienie ze strony szkoły będzie już całkiem mocnym argumentem, i pewnie niejeden sędzia się nad nim pochyli.

      • To musiałbyś być w tej szkole i zrobić zdjęcia, sprawdzić też warunki sanitarne, najlepiej z osobą do tego upoważnioną.

        • Zdjęcia to żaden problem – każdy ma telefon, szkoła ma przeważnie monitoring. Na prawdę, żyjemy w czasach kiedy dostęp do informacji jest najłatwiejszy w historii.

      • Jakich wytycznych sanitarnych? I przepraszam jak szkoła ma wymagać dystansu społecznego? Przywiązać dzieci do ławek?
        Notabene ciekawe czy samemu sobie robisz przerwy w pracy nadal siedząc przy komputerze?

        Bo przerwa gdy dziecko nadal siedzi w sali która ma być w tym czasie wywietrzona w zimie jest pomysłem równie kuriozalnym co opowiadanie, ze dzieci będą grzecznie spacerować w odstępie po korytarzach.

        Proste – naprawdę bardzo dyrektor szkoły musiał by się napracować, aby odpowiadać.

        • Ogłoszonych wytycznych. Jak szkoła to będzie egzekwować, to już kwestia pomysłowości pedagogów i kadry nauczycielskiej. Nie wiem zaś co moja praca ma z tym wspólnego? Przecież nikt tym dzieciom nie każe siedzieć na baczność w ławkach, nie zrozumiałeś tematu. Wietrzenie zaś ma miejsce kiedy w danej sali jest rotacja klas – to da się wyeliminować. Dlatego ja się nie zdziwię jak w skali kraju prędzej czy później poleci parę wyroków. Nie będzie odpowiadał wprost dyrektor, raczej szkoła jako osoba prawna.

          • Nie, nie zrozumiałem. Bo w sumie do szkoły nie chodziłem.
            Ciekawe co chcesz aby dzieci robiły na przerwie w klasie i aby nie siedziały w ławkach?

            A zalecenia są tak ogólne i tak mało precyzyjnie sformułowane, ze na 100% dyrektorzy szkół nie będą odpowiadać za zakażenie COVID19 w szkole.

          • Niech robią co chcą, to ich czas. A co takiego mogą robić na korytarzu czego nie mogą robić w klasie? Kanapki się nie da w klasie zjeść? Pójść pograć na telefonach z kolegami? Pogadać? Zachowujesz się jakby korytarze miały jakieś specjalne zaplecze towarzysko-rozrywkowe.

          • Pójdź do szkoły i zobacz co się dzieje na przerwach. Dowiedz się dlaczego są one takie ważne i nie polegają na grzecznym siedzeniu w klasie i jedzeniu domowego, zrobionego przez mamusie śniadanka.
            Bo to, ze skleroza zmienia własne przeżycia to jest oddzielna historia.

          • Nie wiem co Twój post ma udowodnić? Bo wynika z niego nic. Jeszcze raz napiszę – klasa a korytarz to nie jest jakaś znaczącą różnica. Fakt, przestrzeń ciaśniejsza ale czasy są jakie są, wiadomo, że pewne kompromisy muszą być. Z resztą jak ktoś chce to można wypuszczać dzieci na korytarze, tylko nie trzeba wszystkich na raz. Wystarczyło by nie robić wszystkim przerwy na raz, tylko podzielić to na tury. Ale to by wymagało zmian, nauczenie się nowego. A nauczyciele szkolni, jak na osoby które mają uczuć, zaskakująco topornie reagują, jak sami muszą coś nowego opanować – patrz chociażby edukacja zdalna.

          • Masz racje – wystarczy robić przerwy w innych godzinach. Bo w sumie w takiej klasie od IV szkoły podstawowej do końca nauki w liceum uczy jeden nauczyciel. Nie ma przedmiotowców.
            Ale może wymyślisz rotacje przedmiotowców tak, aby dało się to zrobić.

          • Ale naprawdę poproszę o przykład jak byś to zrobił. Bo opowiadanie że wszystko jest do zrobienia nie rozwiązuje sprawy rzeczy których nie da się zrobić. Więc jakiś konkret?

          • Jasne proszę:
            Można podzielić klasy na kategorie, każda mająca przerwę przesuniętą o kwadrans względem poprzedniej (10min przerwy, 5 min zakładki by zminimalizować ryzyko spotkań jak się grzebią z wejściem do klasy). Przy takim sztywnym rozkładzie da się tak ułożyć plan, by nauczyciele nie musieli przeskakiwać między kategoriami, a więc by nie było konfliktów czasowych. Jeśli okaże się to niewykonalne, bo np. mała szkoła, to może wystarczy zrobić dwie kategorie – mniej uczniów, to nie trzeba aż tak się rozdrabniać. Na prawdę, nie szukajmy problemów gdzie ich nie ma.

          • Może nim coś więcej napiszesz to zapytaj się jak układ asie plan lekcji, jak wygląda sitaka pracy nauczyciela no i które zajęcia wymagają dedykowanych sal lekcyjnych. I jak wygląda praca przedmiotowców i dlaczego pani od biologii nie nauczy fizyki a ta od matematyki polskiego.
            A i przy okazji dlaczego obecnie w wielu szkołach wf musi się odbywać na korytarzach.

          • Jeśli w mojej wypowiedzi jest jakiś błąd to poproszę o konkrety z uzasadnieniem. Ode mnie wymagasz a sam piszesz ogólniki.

          • Pierwszy problem – w szkołach są przedmioty dla których zatrudniony jest jeden nauczyciel.
            Drugi problem – nauczyciele czasami chorują. Ktoś musi ich zastąpić.
            Trzeci problem – sale tzw. przedmiotowe. Z pomocami naukowymi, wyposażeniem itd.
            Resztę popytaj się tych, co znają się na planach lekcji. Bo ja widzę co siedzie na koniec sierpnia.

          • Nadal ogólne odpowiedzi. Jeden nauczyciel – nie ma problemu, zwykle to są przedmioty o małym nakładzie w siatce tygodniowej i nie ma lekcji jeden po drugiej tylko okienka, więc nawet przeskoczenie między kategoriami jest do ogarnięcia. Zastępstwa występują bez względu na organizację nauczania, więc argument bez znaczenia. Sale przedmiotowe to samo – czy będzie jedna kategoria godzinowa czy cztery – chemii w sali do wf-u nie poprowadzisz. Na prawdę, nie szukajmy problemów na siłę.

          • Na jakiej podstawie uważasz, ze jak jest jeden nauczyciel to ma okienka?
            Problem nie leży w tym, ze zastępstw występują, tylko w tym, ze proponujesz zmniejszenie dostępnych nauczycieli. No bo ci co kończą swoje lekcje gdy klasa bez nauczyciela już je ma, albo w drugą stronę, nauczycieli musi iść na swoja lekcje, gdy jednocześnie ma zastępstwo.
            I dokładne to samo proponujesz z tymi salami przedmiotowymi. Notabene często połączonymi z konkretnymi nauczycielami.

            Ale cóż, to jest tak, ze się nam wydaje, ze wiemy lepiej od tych co robią coś zawodowo. Ale masz okazje – możesz założyć firmę i doradzać dyrektorom, bo przecież oni nie rozumieją, ze wszystko się da zrobić. Da sie zawsze tam, gdzie się na czymś nie znamy. Dla mnie EOT

          • O czym ty piszesz? Jakie zmniejszanie dostępnych nauczycieli? Jakie iść na swoją lekcje kiedy ma zastępstwo? Co z salami? Ja odpowiadam za to co napisałem, a nie za to co zmyśliłeś.

          • Nie napisałeś jak rozwiązać zastępstwa przy przesuniętych godzinach. Więc proste pytanie – jak to zrobić. Nauczyciel A kończy lekcje o 10.00, a klasa B zaczyna lekcje o 9.50?
            Albo w drugą stronę nauczyciel z klasy C kończy z nimi zastępstwa o 12.15, ale jego zajęcia z klasą D zaczynają się o 12.00
            Tak samo będzie z salami.

          • Tak dobrać nauczyciela by problem nie wystąpił. Z resztą ja dobrze pamiętam jak te zastępstwa wyglądały – matematyka, a na zastępstwo pani od polskiego. Także luz, skoro wtedy się dało to i teraz.

          • Dostałeś przykład powyżej. I co, nadal się upierasz ze znajdziesz nauczycieli na zastępstwa? Ciekawe.

      • Szkoła wymaga… ale jak ma wyegzekwować? Tym bardziej, że wśród dyrektorów i nauczycieli pewnie niejeden ma dosyć tej całej pandemii i jest lekko sceptyczny co do jej powagi.

          • Oczywiście, na przykład nienoszenie maseczki niekoniecznie musi powodować nawet obniżenie oceny z zachowania, jeśli takiej sankcji nie przewidziano w regulaminie.

          • I to jest prawdziwa patologia współczesnego szkolnictwa. Upadek autorytetu nauczyciela. Jeśli jedyną możliwością wyegzekwowania czegokolwiek jest obwarowanie tego twardymi przepisami, to oznacza, że poniosło się porażkę. Kiedyś nauczyciela słuchało się z szacunku a nie z obawy przed konsekwencjami.

          • Tak, to jest upadek. Ale czyja to wina? Jak się płaci nauczycielom marne grosze i w dodatku nieustannie podważa się ich autorytet to o czym można mówić?

            A jak nauczyciele zaprotestowali, to przecież wielu razem z rządzącymi niszczyło nawet prawo do protestu nauczycielskiego.

          • Nie opowiadaj bajek, nauczyciele nie zarabiają źle. Mam nauczyciela w rodzinie, wiem dokładnie jak to wygląda. Jak na ilość pracy jaką mają, wolne wszystkie weekendy, święta, wakacje, ferie, to są na prawdę przyzwoite stawki. Nie twierdzę, że zarabiają kokosy, ale też nie może tak być, że ktoś będzie pracował 18h tygodniowo (+ ewentualne sprawdzenie kartkówek w domu o ile ma, bo są takie przedmioty, które nie wymagają od nauczyciela nakładu poza godzinami pracy) i kasował tyle co niektórzy na całym etacie 40h/tydz. mogą pomarzyć. Głupi stażysta ma prawie 3k gołego etatu, a taki doplomowany jak jeszcze dostanie dodatki to 5k przytuli. Do tego szeroka możliwości dorobienia na korepetycjach np. Nie róbmy z nauczycieli ofiar systemu bo to jest naginanie faktów. Jeśli ktoś jest winny upadku autorytetów w społeczeństwie to raczej wina wychowania dzieci, a raczej często jego braku.

          • 5 tys. brutto powinien zarabiać nauczyciel stażysta. Bo to jest średnia krajowa.
            Zarobki na poziomie 3 tys. brutto czyli w okolicach minimalnej to jest skandal.
            Notabene wyliczanie godzin pracy umysłowej to jest brak rozumienia tej pracy. Ja tez godzinami potrafię się „nudzić” a nie jestem nauczycielem. Tylko mi za to „nudzenie się” płacą.

            Natomiast nie wiem, co rozumiesz przez wychowanie dzieci, skoro jedna ze składowych wychowania ich są słabo opłacani nauczyciele.

          • Ok, to ja może omówię sprawę trochę szerzej bo kolega widzę rzuca jakieś telewizyjne slogany. Średnia krajowa jest bardzo słabym wskaźnikiem ekonomiczny, bo w bardzo prosty sposób jest zawyżana przez grupę najbogatszych. Prosty przykład – mamy firmę, w której pracuje 50 osób. Prezes zarabia 50k miesięcznie, pracownicy po 3000 zł miesięcznie. Ile wynosi średnie wynagrodzenie w firmie? 4 tysiące złotych, chociaż żaden z pracowników etatowych tej kwoty nie widzi. Dużo lepszym wskaźnikiem, i używanym przez odpowiedzialnych ekonomistów jest tzw. mediana wynagrodzeń. Ta wynosi w Polsce według aktualnych danych 4094 zł. Czyli stażysta zarabia poniżej mediany (ciężko, żeby osoba z ulicy, bez doświadczenia zgarniała od razu górne stawki), a nauczyciel dyplomowany powyżej – wydaje się to sprawiedliwe. I to trzeba pamiętać, przy 18h pensum tygodniowym. Tak jak pisałem – mam nauczyciela w rodzinie, i to tej najbliższej. Sam z resztą zawodowo jestem związany ze środowiskiem nauczycielskim, choć nieco innym. Także proszę mi tu nie wmawiać braku zrozumienia bo to jest po prostu niepoważne.

            Co do wychowania to popełniasz kolejny kardynalny błąd – nie, szkoła nie jest od wychowania dzieci. Wychowanie to jest coś co się wynosi z domu. Ale obecnie panuje moda na przerzucenie tego obowiązku na pedagogów i nauczycieli, co z resztą jest jedną z głównych przyczyn upadku autorytetu nauczyciela. Rodzice często nie wychowują dzieci bo poza czasem snu, to widzę je najwyżej kilka godzin dziennie – najpierw szkoła, potem zajęcia dodatkowe, potem trening sportowe albo muzyczne, zależy kto się czym interesuje i tak dzień zleci. Szkoła też nie wychowuje, bo jak to zrobić przy rotacji nauczycieli, kiedy jeden nauczyciel widzi się z daną klasą może raz na 3 dni. A jak nikt dziecka nie wychowuje, to wychowa się samo i koło się zamyka.

          • Drogi kolego, albo płacimy nauczycielom dobrze, albo też mamy poziom kształcenia jaki mamy. Społeczeństwa nie stać na bylejakość szkoły.
            Pensum to godziny pracy przy tablicy. Nie myl z godzinami pracy.

            A co do wychowania, to kiedy w historii rodzice tak naprawdę wychowali dzieci? Wiem, że żywienie się mitami jest super, ale kiedyś było z tym jeszcze gorzej niż dziś, a wychowanie dzieci w sumie sprowadzało się do uznania że są one rzeczą rodziców, rzeczą od której wymagano karności i dyscypliny i te wymagania skutecznie egzekwowano.
            No i prawem ludzi starych jest narzekanie na wychowanie młodych, więc ewidentnie jesteś mentalnym starcem, choć pewnie metrykalnie jest inaczej.

          • Obecnie nigdzie nie widać kolejek do pracy, bo mamy rekordowo niskie bezrobocie, nawet pomimo zwolnień związanych z koroną. Szkoła nie jest tu żadnym wyjątkiem, także branie tego za dowód czegokolwiek to wyraz niezrozumienia sytuacji na całym rynku pracy. Nie ma żadnej gwarancji, że ze wzrostem wynagrodzeń pojawi się wzrost jakości. Najbardziej prawdopodobne, że w kadrach szkół zostaną ci sami ludzie. Praca w szkole jest bardzo specyficzna i to nie jest tak, że możesz wyrwać programistę z korpo, który teraz kroi 10k, dać mu taką samą pensję w szkole i kazać uczyć dzieci. Albo podkupić chemika z jakiejś fabryki i kazać mu uczyć dzieci o pierwiastkach.

            A co do wychowania to żaden mit – porównaj sobie ile kiedyś dzieci poświęcały czasu na naukę i zajęcia dodatkowe, a ile spędzały z rodzinami. Moda na zajęcie 100% czasu wolnego to jest współczesny wymysł.

          • Masz racje – mamy niskie bezrobocie, wiec tym bardziej znalezienie dobrego nauczyciela graniczy z cudem, bo nie ma żadnej zachęty do pracy w szkole. No i przy niskim bezrobociu jak ktoś potrzebuje pracowników to musi im zapłacić więcej. Tak działa świat, a praca dla idei która proponujesz wzorem jednego z senatorów przestaje być już uważana za coś dobrego.
            Notabene skoro uważasz, ze tak dobrze jest nauczycielom, to czemu nie pójdziesz do pracy w szkole, w końcu to tylko 18 godzin pensum.

            I widzę, że nadal mitologię uprawiasz w stosunku do wychowania. Gdzie te dzieci więcej czasu spędzały z rodzicami. Ale tak konkretnie.
            Bo o ile wiem na wsi dzieci co i owszem więcej czasu spędzały ale w gospodarstwie. I nie chciałbyś na pewno aby dziś tak były traktowane. Więc może jakieś przykłady jak to drzewiej lepiej wychowywano dzieci?

          • Nie pójdę do pracy w szkole podstawowej/ogólniaku bo to nie moja bajka. Nie umiem uczyć dzieci, wolę pracować z dorosłymi. Tak jak pisałem – do jest specyficzna praca, wymaga określonego typu człowieka, dlatego nie jest konkurencją dla przemysłu.

            Czyli kiedyś wszyscy Twoim zdaniem mieszkali na wsi? To ciekawe, chętnie bym poczytał rozwinięcie tej teorii.

          • Ale nadal drogi kolego nie dajesz przykładu. Ja wiem jak było na wsiach i to naprawdę niedawno.
            I wiem jak było w mieście, gdzie oboje rodzice pracowali. Znam jak kiedyś (tak z 60 lat temu) traktowano dzieci. I to powyżej napisałem.
            Ale może znasz jakieś doskonałe wzorce wychowawcze które wg ciebie funkcjonowały. Bo dla mnie to są mity. Tak jak mity wzorowej, polskiej rodziny.

          • Zmiana tematu? Przecież opowiadałeś jak to kiedyś dzieci były lepiej wychowane i ze to dziś wina rodziców.
            Więc jak to było kiedyś?

          • „A co do wychowania to żaden mit – porównaj sobie ile kiedyś dzieci poświęcały czasu na naukę i zajęcia dodatkowe, a ile spędzały z rodzinami.”
            Czy pokażesz te przykłady kiedy to dzieci spędzały czas z rodzicami?

          • Ale co ty sobie wyobrażasz? Pamiętniki mam cytować? Porozmawiaj z dziadkami, najlepiej jak sam od źródła usłyszysz.

          • Znaczy nie wiesz i tylko mitologie opisujesz. Dziś jest o wiele lepsze wychowanie i o wiele większe zainteresowanie dzieckiem niż było kiedyż. Wręcz czasami aż zbyt duże.

          • Masz jakiekolwiek przykłady na poparcie swojej tezy o tym (mitologicznym) wychowaniu kiedyś? No nie masz. Temat zamknięty

          • Mądry nauczyciel nie mówi głupot, to i dzieci szacunek mają. A pewna przekora to domena młodości. Tak zaczyna się każdy postęp – tylko dlatego, że ktoś coś postanowi wbrew wcześniejszym ustaleniom, powoduje nowe odkrycia. Mądrego nauczyciela dzieci szanują, jeżeli nie w danej chwili, to po latach mówią, że był dobry i mądry.

          • Kiedyś faktycznie tak było. Natomiast teraz ogólnie dzieci i młodzież nie są nauczone szacunku do autorytetów, w tym do autorytetu wiedzy. Takie uroki wychowania bezstresowego.

    • Jaką odpowiedzialność? Nawet jeśli szkoła dopuści się jakichś zaniedbań,to nie da się wykazać,że do zakażenia w konkretnym przypadku doszło właśnie tam.To zwyczajnie niemożliwe,dziecko równie dobrze mogło się zarazić po drodze do szkoły,w sklepie,na podwórku czy gdziekolwiek.

  2. Nie widzę żadnego sensu podpisywania tego typu oświadczenia. Dlaczego niby? Póki co jest obowiązek szkolny dla dzieci powyżej 7 roku życia i nikt nie może odmówić przyjęcia dziecka do jego rejonowej szkoły.

  3. Czy ktoś wczytał się w treść podpisywanego oświadczenia?
    Mam trójkę dzieci chodzących do różnych szkół – wygląda na to że ktoś rozprowadził wzorzec takiego oświadczenia.
    Najśmieszniesze, że rodzice podpisując oświadczenie akceptują nie wpuszczenie dziecka na teren szkoły przy temperaturze 37st.
    Moi synowie dostali zakaz biegania do szkoły – co by chwilowe zagrzenie organizmu nie pozbawiło ich szansy zdobycia wiedzy ;)

    Aktualna sytuacja jest taka , że jeśli faktycznie mamy do czynienia z pandemią to rząd scedował na samorządy decyzje i odpowiedzialność za ich skutki .

    Wg mnie za chwilę wszyscy będziemy na przymusowej kwarantannie.
    Nie będzie potrzeba wprowadzać ograniczeń takich jak w marcu. :)

      • A wiesz, że dobowe wahania temperatury u zdrowego człowieka mogą wynosić od 36 do 37,8 stopnia? Dlatego dopiero przekroczenie 38 uznaje się za objaw choroby.

        • Nawet mniej niż 36. Natomiast powyżej 37 to już trzeba być uważnym. Oczywiście mowa o mierzeniu na powierzchni ciała, a nie np. w ustach. Bo te wartości co podajesz są faktycznie prawidłowe przy mierzeniu w ustach/odbycie.

  4. >nie pozbawi rodziców prawa do wystąpienia na drogę sądową w przypadku zakażenia

    Nie będzie żadnych odszkodowań, bo nie da się w żaden sposób udowodnić, że dziecko zaraziło się w szkole, nawet jeśli siedziało w jednej ławce z chorym. Rodzice pozostaną sami z problemem, jak zwykle.

      • I dobrze rodzice mówią. Szkoła ma uczyć, a nie z dzieci tresować (włóż maskę – zdejmij maskę – nie dotyczy zajęć Przysposobienia Obronnego, jak taki przedmiot jeszcze jest).

        • I rączek też nie powinno się myć zapewne….
          A co do rodziców – głupi rodzice podważający autorytet szkoły bzdurnymi oświadczeniami tak naprawdę szkodzą własnemu dziecku. Ale skoro chcą wychować człowieka bezrozumnego.

  5. Co to znaczy podpisać coś dla świętego spokoju? To jakaś prowokacja? Prawnik z taką radą ode mnie by złotówki nie zobaczył.

    • Dla świętego spokoju dziecka. Nigdy nie wiadomo, czy jakiś belfer nie będzie go chciał dyskryminować za opór rodziców (prosty wniosek – nie chcą podpisać oświadczenia, więc na pewno są groźnymi proepidemikami).

  6. Szkoła zawsze odpowiada. Co zresztą powoduje wielka biurokracje bo potrzeba na wszystko mieć papier. Tak na wszelki wypadek.
    Natomiast życzę powodzenia w udowodnieniu, ze szkoła zaniechała procedur i w związku z tym dziecko się zaraziło. Nie ma procedur, są zalecenia. A dyrektorzy kryci, bo to np. Sanepid nie zezwolił na zamkniecie szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *