Poselska inicjatywy ma pozwolić Polakom kupować piwo przez internet. Tyle tylko, że już teraz jest to jak najbardziej możliwe

Prawo Zakupy dołącz do dyskusji (25) 27.07.2020
Poselska inicjatywy ma pozwolić Polakom kupować piwo przez internet. Tyle tylko, że już teraz jest to jak najbardziej możliwe

Rafał Chabasiński

Projekt posłów Koalicji Polskiej przewiduje zmianę ustawy o wychowaniu w trzeźwości w taki sposób, by przedsiębiorcy mogli sprzedawać piwo przez internet z dostawą do domu. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych jest, delikatnie mówiąc, sceptyczna. Tymczasem w praktyce od dawna można zamówić alkohol przez internet.

Piwo przez internet można dzisiaj kupić bez większego problemu

Obowiązujące prawo niekiedy nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością lub – nie jest w stanie za nią nadążyć. Kiedy aparat państwowy rezygnuje z prób jego egzekwowania, dany przepis możemy określić jako „martwe prawo”. Przykładem może być chociażby art. 9^4 ust. 1 pkt 7 ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Zgodnie z tym przepisem, podmiot który otrzymał zezwolenie na sprzedaż hurtową alkoholu musi prowadzić ją w miejscu określonym w tym zezwoleniu. Siłą rzeczy, takie sformułowanie wyklucza chociażby sprzedaż prowadzoną przez internet. Tymczasem niewywiązywanie się z tego wymagania może stanowić powód do cofnięcia zezwolenia.

Z podobnych założeń wychodzi art. 9^6 tej samej ustawy. Zgodnie z tym przepisem, sprzedaż detaliczną napojów alkoholowych należy prowadzić w formie jak najbardziej stacjonarnej. W praktyce jednak nie trzeba zadawać sobie zbyt wielkiego trudu, by na przykład kupić piwo przez internet.

Państwo raczej nie jest za specjalnie zainteresowane restrykcyjnym przestrzeganiem tych konkretnych przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Właściwie, całkiem słusznie – te konkretne uregulowania nijak nie przystają ani do współczesnych realiów, ani do polskiej specyfiki. Tylko po co w takim razie martwe przepisy zaśmiecają prawo?

Posłowie Koalicji Polskiej chcieliby wspomóc polskich przedsiębiorców i przy okazji pozbyć się martwego prawa

Ten konkretny problem dostrzegli posłowie Koalicji Polskiej, a więc porozumienia PSL i Kukiz’15. Zauważyli także, że w dobie epidemii koronawirusa należy poszukać rozwiązań ułatwiających polskim przedsiębiorcom funkcjonowanie. Piwo przez internet wpisuje się w tą koncepcję, więc – jak podaje radio TOK FM – złożyli poselski projekt zmiany ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Jego założenia są w zasadzie bardzo proste. Jeśli udałoby się ten projekt uchwalić, sprzedawcy napojów alkoholowych nie musieliby się zbytnio przejmować kwestią miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. Dotyczy to zarówno hurtowników, jak i sprzedawców detalicznych. Posłowie Koalicji Polskiej chcą bowiem pełnego zalegalizowania umowy zawartej na odległość, oraz dostarczania trunków na imprezy zamknięte organizowane przez klienta.

Czy przyjęcie projektu cokolwiek zmieni w praktyce? Nie. Trzeba przyznać, że Koalicja Polska trafnie diagnozuje archaiczność rozwiązań ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Akt ten opiera się na założeniu, że państwo powinno ściśle reglamentować sprzedaż alkoholu. Sprowadza się to do ograniczania dostępności trunków wszelkimi możliwymi sposobami. W grę wchodzi system zezwoleń, ograniczeń miejsc możliwej sprzedaży, czy nawet wykorzystanie instrumentów podatkowych.

Piwo przez internet z dostawą do domu niespecjalnie wpisuje się w tak zbudowany system. Nic więc dziwnego, że Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych nie pozostawia na projekcie Koalicji Polskiej suchej nitki. Przedstawiciele tej instytucji przekonują, że takie rozwiązanie będzie stanowić „ułatwienie dla tych, który wypili już tyle, że nie zwloką się do sklepu„.

Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych to niestety świetny przykład instytucji, która stara się wszelkimi sposobami udowodnić, że jest jednak do czegoś potrzebna. Stąd właśnie biorą się tak egzotyczne pomysły, jak chociażby minimalna cena za alkohol. Czy właśnie opór przed eliminowaniem martwych przepisów z systemu prawnego.

Porządek w systemie prawnym jest ważniejszy, niż intencje stojące za niestosowanymi w praktyce przepisami

Skuteczność restrykcyjnej polityki antyalkoholowej można śmiało kwestionować. Spożycie alkoholu w ciągu ostatnich 15 lat wzrosło – ze średnio 9 litrów spirytusu na osobę, do aż 11 w 2019 r. Przede wszystkim, pomimo wszystkich możliwych obostrzeń, alkohol jest łatwo dostępny i stosunkowo tani. W międzyczasie zdolność nabywcza Polaków zauważalnie wzrosła.

Warto jednak zauważyć, że w Polsce dostępowi do alkoholu sprzyja także nasza kultura i tradycja. Można śmiało założyć, że nawet gdyby obowiązywały drakońskie regulacje żywcem wzięte z krajów skandynawskich, to i tak Polacy znaleźliby sposób. Najprawdopodobniej we własnym zakresie. Istnieje również szerokie przyzwolenie społeczne na produkcję i sprzedaż trunków.

Nie da się przy tym ukryć, że także polityka ostatnich lat sprzyja produkcji i sprzedaży alkoholu w naszym kraju. Prawo zaczęło chociażby wspierać produkty regionalne w rodzaju śliwowicy, zamiast stawiać ich produkcję na równi z nielegalnym bimbrownictwem. Legalny bimber, skądinąd, to też wcale nie tak znowu odległa perspektywa.

Nie oszukujmy się: dowolny zakaz sprzedaży alkoholu w Polsce nigdy nie przyniesie spodziewanych skutków. W takiej sytuacji nie powinien nikogo dziwić fakt, że piwo przez internet nie zaprząta organów ścigania i nie oburza społeczeństwa. Dlatego właśnie dostosowanie prawa do współczesnych realiów powinno mieć prymat na utrzymywaniem na siłę archaicznych regulacji nienadających się do stosowania w praktyce. Nawet, jeśli za ich uchwaleniem faktycznie stały szczytne intencje.