1% społeczeństwa to psychopaci, a my nic nie możemy z tym zrobić

Gorące tematy Zdrowie dołącz do dyskusji (215) 17.12.2017
1% społeczeństwa to psychopaci, a my nic nie możemy z tym zrobić

Emilia Wyciślak

To brzmi trochę jak teoria spiskowa dziejów – są wśród nas. Mijamy ich na ulicy, w tramwaju, w sklepie. Nie różnią się niczym od zwykłego człowieka, nie posiadają z pozoru żadnych cech charakterystycznych… a jednak mają wpływ na nasze życie. Dopóki nie złamią prawa, są jak tykająca bomba. 

Psychopaci.

Nie starczyłoby mi palców na zliczenie momentów, w których ktoś znajomy nazywał inną osobę tym mianem. Nie zawsze słusznie – czasami takie określenie przylega do osoby, która ma problemy z dostosowaniem się do społeczeństwa, jest irytująca, niemiła, albo zwyczajnie sprawia wrażenie człowieka, który nie przejmuje się pozostałymi. Z drugiej strony, jaką mam pewność, że nie jest to strzał w dziesiątkę? Żadnej. Nie podtykamy testu Roberta Hare’a każdemu, kto wypełnia formularz o dowód osobisty. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić, które dziecko wyrosło właśnie na psychopatę. Powiem więcej – nie mamy żadnej kontroli nad tym jednym procentem społeczeństwa, które patrzy na świat jak na wielką, dziwaczną piaskownicę, zaś na innych ludzi – jak na zabawki.

Nieuleczalny przypadek

Ze wszystkich chorób i zaburzeń psychicznych psychopatia cechuje się tym, że nie można jej wyleczyć. Nie istnieje cudowne panaceum, sposób na psychoterapię, środek do celu, który pozwoliłby takiemu człowiekowi stać się wrażliwą na krzywdę innych jednostką. Wspomniany już w tekście Robert Hare, psychiatra, któremu udało się stworzyć w miarę wydajne narzędzie do wykrywania psychopatów stwierdził, że taka osoba posiada pewne braki w ciele migdałowatym. Mózg nie wysyła prawidłowych informacji do reszty ciała, nie ostrzega o zagrożeniu, nie umożliwia wyciągania prawidłowych wniosków w relacjach międzyludzkich.

Co to oznacza? Psychopata, który wyjdzie ze szpitala (lub więzienia) prawie na pewno pojawi się tam z powrotem. Ma bardzo krótką pamięć, dlatego nie łączy dobrze dwóch elementów: przestępstwo = konsekwencje. Powiedzmy sobie więcej: dla niego morderstwo popełnione – powiedzmy – trzy lata temu jest już tak zamierzchłą przeszłością, że chce go dokonać jeszcze raz, ponieważ znowu chciałby poczuć, jak to jest. Psychopaci mają krótką pamięć i jeszcze krótszy lont.

Hare bardzo intensywnie zajmował się tematem psychopatów i ich rolą w naszym życiu. Jego książka Węże w garniturach. Gdy psychopaci idą do pracy według dziennikarza Jona Ronsona (o którym za chwilę) przypomina nieco tropienie spisku reptilian… tylko, że tezę wysuwa nie grupa na wpół obłąkanych internautów, ale robią to poważni, uznani psychologowie.

Psychopatom często pokazuje się makabryczne zdjęcia. W miarę zdrowy człowiek na taki widok wzdryga się, krzywi, czasem nawet płacze. Neurony lustrzane dają nam wtedy popalić – ile razy wciągaliśmy powietrze przez zęby, kiedy widzieliśmy, że ktoś na naszych oczach przebija sobie rękę gwoździem? Czy nie wstrząsa nami odruch niepokoju, kiedy dentysta chwyta za wiertło, a pielęgniarka za strzykawkę? Psychopata będzie zafascynowany, wręcz odprężony – wie, że ma do czynienia z czymś ważnym, wie, że to ma jakieś szersze znaczenie, ale nie potrafi wykazać się empatią na widok zmasakrowanego ciała. Widok igły lub dentystycznych narzędzi nie zrobi na nim wrażenia. Owszem, za chwilę poczuje ból i nie będzie zadowolony, jednak wcześniej nie był w stanie połączyć jednego z drugim. Chętnie natomiast obserwuje reakcje innych ludzi na podobne sytuacje, próbuje je też naśladować. Ta mimikra jest, mimo wszystko, teatralna i niedoskonała – zupełnie jakby ktoś, kto pierwszy raz zobaczył tańczących ludzi, próbował powtórzyć ich ruchy. Ale z czasem może mu to wychodzić coraz lepiej…

Psychopaci są też czarujący. Mają ten powierzchowny, lekko niepokojący urok, przyciągają do siebie innych – zwłaszcza osobników płci przeciwnej. Cechują się też niepohamowanym temperamentem, dlatego też często popełniają przestępstwa na tle seksualnym. Z trudem utrzymują stałe związki, mają tendencję do szybkiego nudzenia się… i nic, absolutnie nic nie można z nimi zrobić aż do momentu, w którym kogoś skrzywdzą. Ale wtedy jest już za późno dla ofiary. Czy można było temu zapobiec?

Ale psychopata nie musi dźgnąć nożem kogoś na ulicy, żeby sprawić mu cierpienie. Jon Ronson w książce Czy jesteś psychopatą? opisywał przypadek Alberta Dunlapa. Znany był on z tego, że – aby zapewnić przedsiębiorstwu zyski – zwalniał na potęgę ludzi, czasami w bardzo okrutny, złośliwy sposób. Chętnie przechwalał się później „dowcipnymi” opowieściami, w których on, jako sprytny kierownik, wyrywał ludziom posadę spod nóg.

Kiedy Ronson go odwiedził, zauważył, że Dunlap obwiesił swój dom inkrustowanymi złotem, własnymi portretami. Jego ogród z kolei wypełniony był dziesiątkami rzeźb przedstawiających dzikie zwierzęta – lwami, tygrysami, niedźwiedziami. Sam przedsiębiorca uważał, że ludzie dzielą się na drapieżników i ofiary, a on sam nie zrobił nic złego – wręcz przeciwnie, wszyscy zwolnieni sobie na to zasłużyli. Był modelowym psychopatą, który spał na pieniądzach, opowiadał z radością o krzywdzeniu innych, ale nigdy nie chwycił noża, żeby kogoś zamordować. Po co? Wystarczył mu długopis.

Czy psychopaci powinni być odizolowani od reszty świata? Co z etyką?

Zasadnicze pytanie, jakie można sobie zadać, brzmi: czy mamy prawo zamknąć psychopatów w jakimś odosobnionym miejscu, z dala od reszty ludzi? Nie możemy im pomóc, natomiast oni w ogóle nam nie współczują. Otaczają nas z każdej strony i w każdej chwili mogą zrobić coś bardzo złego. Czy to za pomocą noża, czy też rozwiązanej umowy o pracę – psychopatom zależy jedynie na tym, byśmy cierpieli. Rozsądek podpowiada, że najlepiej byłoby ich wszystkich wyłapać, a następnie wysłać do miejsca, w którym nikomu nie zrobią krzywdy.

Pojawia się jednak pytanie o etykę takiego rozwiązania. Po pierwsze, polskie prawo (i w zasadzie żadne) nie ma silnych narzędzi do tego, by diagnozować i izolować psychopatów. Co więcej, nie wydaje się to też z naszej perspektywy słuszne. Nawet, jeśli ktoś zda test Hare’a, poddany badaniom niemal bez wątpliwości wykaże, że najprawdopodobniej jest psychopatą, ale nie zrobi nic, co jest przestępstwem – czy wolno go prewencyjnie zamknąć? Nie przecież popełni morderstwo (czyżby?). Nie każdy będzie wyzyskiwał i wykorzystywał ludzi (na pewno?). Może z braku okazji, może dlatego, że to ciągle sfera badań. Pojawia się też ryzyko błędu statystycznego. Psychopaci, mimo wszystko, potrafią zwodzić i udawać (choć, jak już ustaliliśmy, mniej skutecznie niż im się wydaje), mają też zdolność oczarowywania ludzi.

Kolejne pytanie, które powinniśmy sobie zadać brzmi: czy to, że ktoś jest psychopatą, oznacza, że nie ma prawa do normalnego życia? Odpowiedź znowu nie jest jasna. Czy psychopata potrafi żyć tak, jak inni? Czy fakt, iż jego ciało migdałowate jest zdegenerowane, czyni go w mniejszym stopniu człowiekiem? Przyjmijmy nawet, że udaje nam się takiego złapać, siedzi w szpitalu – ale ile możemy go tam trzymać? Wreszcie trzeba będzie go wypuścić, bo to nie jest rzecz, którą można zatrzasnąć na cztery spusty i wyrzucić klucz. Psychopata wychodzi więc z zakładu i mamy przed sobą rosyjską ruletkę. Zabije, nie zabije? Jeśli się okaże, że za dwa dni później policja znajduje go w domu z rozczłonkowanymi ciałami dzieci, co powiemy ich rodzinom? „Nieetycznie go było trzymać w zamknięciu”? Z drugiej strony – co, gdyby jednak nikogo nie skrzywdził? Psychopaci to bomba z opóźnionym zapłonem – ale z drugiej strony, może nie wiemy o nich wszystkiego?

Zresztą – jak mielibyśmy ich skutecznie wyłapywać? Robić test na Skali Obserwacyjnej Skłonności Psychopatycznych każdemu obywatelowi średnio co dwa lata?

Nie obwiniajmy ofiar, edukujmy potencjalnych sprawców, a psychopatów… no właśnie?

Stanowią 1% społeczeństwa, przyciągają ich duże ośrodki miejskie (jak już ustaliliśmy – szybko się nudzą, dlatego potrzebują ciągłych bodźców). Jedna osoba na sto może okazać się psychopatą – ale w Warszawie ryzyko będzie znacznie większe, niż w małej wiosce gdzieś na Podlasiu. Musimy się ich wystrzegać, ponieważ nie działa na nich żadna terapia, nie dotrze do nich kampania społeczna, nie zrozumieją nic z napomnień i przykazań. Mówi się, że nie powinniśmy obwiniać ofiar, że każda kobieta ma prawo chodzić ubrana tak, jak chce, a nikt nie ma prawa jej dotknąć. Załóżmy, że do zdrowego człowieka owe przykazanie dotrze i nie przyjdzie mu do głowy zgwałcić koleżanki. Ale do psychopaty? Dla niego nie ma znaczenia, że ktoś mu powie, że gwałcić nie wolno.

A może warto było jednak go zamknąć?