Nie ma sensu dopłacać do rozszerzonych gwarancji na elektronikę i AGD – twarde dane dowodzą, że są nieskuteczne

Gorące tematy Zakupy Zakupy firmowe dołącz do dyskusji (234) 13.04.2019
Nie ma sensu dopłacać do rozszerzonych gwarancji na elektronikę i AGD – twarde dane dowodzą, że są nieskuteczne

Aleksandra Seń

Podczas zakupu sprzętu RTV lub AGD sprzedawcy proponują rozszerzone gwarancje, które jednak, według raportu Rzecznika Finansowego, nie są wystarczająco skuteczne. Twa postępowanie wyjaśniające, prowadzone przez UOKiK. Według UOKiK przedłużona gwarancja nie istnieje.

Przedłużenie gwarancji w rzeczywistości jest dodatkowym ubezpieczeniem, a po uszkodzeniu sprzętu nie mamy do czynienia z reklamacją, tylko z likwidacją szkody – i to przez inne firmy. Z raportu Rzecznika Finansowego wynika, że firmy te niejednokrotnie unikają wypłaty świadczeń, powołując się na wynikające z umowy wyłączenia z ochrony. W ubiegłym roku do Rzecznika wpłynęły 432 takie skargi.

To nie był nieszczęśliwy wypadek

Zazwyczaj mamy do czynienia z sytuacją, w której awaria zostaje uznana za zużycie eksploatacyjne. W innych sytuacjach (jak wypadnięcie telefonu z dłoni) ubezpieczyciel odmawia wypłacenia pieniędzy uznając, że nie doszło do nieszczęśliwego wypadku. To dwie najczęściej spotykane przyczyny odmowy według raportu Rzecznika. Wynika z niego też, że dochodziło do przypadków, gdy szkody powstałe w wyniku potknięcia o zwierzę były uznawane za zdarzenie spowodowane przez zwierzęta. W takich sytuacjach pieniędzy nie wypłacano.

Co ważne, sprzedawcy często reklamują rozszerzone gwarancje jako działające w każdym przypadku. W świetle umowy o zwrocie pieniędzy można jednak mówić dopiero, gdy do uszkodzenia doszło przez czynnik zewnętrzny. Ten jednak nie jest jasno zdefiniowany. Na podpisywanie takich umów wpływa fakt, że klienci wykupują rozszerzone gwarancje w sklepach bez głębszego namysłu i w pośpiechu.

Gwarancję daje producent

Polski konsument ma dostęp do innych, bezpieczniejszych narzędzi. Z jednej strony jest to sama gwarancja od producenta. To on zakłada, jak długo sprzęt może pracować bezawaryjnie – może to być rok, może być dziesięć lat.

Drugą możliwością jest jest rękojmia, którą proponuje sklep. Rękojmia obowiązuje przez dwa lata. Sklep musi w takiej sytuacji wymienić sprzęt, naprawić go albo zwrócić część lub całość pieniędzy. Klient sam wybiera formę rekompensaty.

Ubezpieczenia tego typu mają stosunkowo wąski zakres, a wpływają na cenę zakupu. Klienci często kupują rozszerzone gwarancje, by później – w razie awarii lub uszkodzenia sprzętu – nie żałować niewydanych pieniędzy. Należy się jednak zastanowić, czy warto dopłacić nawet kilkaset złotych, by ostatecznie i tak nie uzyskać niezbędnej ochrony urządzenia.

234 odpowiedzi na “Nie ma sensu dopłacać do rozszerzonych gwarancji na elektronikę i AGD – twarde dane dowodzą, że są nieskuteczne”

  1. Mam inne odczucia. Szczotka za 800 zł. Gwarancja producenta – 2 lata. Po 24 miesiącach szczotka zionie ducha. Na szczęscie dokupiona – właśnie w EURO AGD/RTV gwarancja na 5 lat. Skutek – po tygodniu mam nową szczotkę.

  2. też wydaje mi się że w przypadku zaawansowanej elektroniki ma to sens.
    Mając zamiar kupić note, może 10 a może dopiero 13, bo stary trzyma się dobrze, to 5 czy 7 lat spokoju jest warte ubezpieczenia.
    Oczywiście mając na uwadze to że upadek takiego smartfona to już rzeczywisty koniec.
    a przecież nie latam ze smartfona po ulicach ja nasi wspaniali młodzi zdolni.

      • to też prawda. tylko jako małomiasteczkowy głupek nie mający zbytnich wybryków umysłu … mając nawet note 4, ciągle pracuje na note 2. ale też i chciało by się mieć coś nowocześniejszego.
        Tak jak byłby to note 10 to już by mi starczył na 20 lat, jeżeli tyle wytrzyma. Wiem że jestem bardzo ograniczony i bez fantazji … ale pozdrawiam. Dzięki za odzew.

    • Cena ubezpieczenia od przypadkowego uszkodzenia w ciągu jego roku to ok 1/4 – 1/3 wartości urządzenia. Jeśli niszczysz mniej niż co trzeci telefon w ciągu pierwszego roku używania
      to takie ubezpieczenie się nie opłaca.

      • czyli przy cenie note dochodzącej do 5 tys. to by chyba była około tysiąca lub wiecej. Tylko problem w tym że prawie nie niszczę.
        Urzywam tylko note do pracy, czyli obróbce tekstu i int. jak idę do biblioteki to note do pudełeczka.
        taki to że mnie dziwak … ale pozdrawiam i dzięki za odzew.

  3. Cóż to za artykuł.Wygląda jakby redaktor sparzył się na czyms takim.Ja przy zakupie agd nie zdecydowałem się a po gwarancji naprawialem juz 2x pralkę i 1 zmywarke.AC do auta tez kupuje co roku gdyz wole zainwestowac 800zl wiecej i nie martwic sie oto co zona odwinie.

    • Albo piszesz na zlecenie takich „ubezpieczycieli” albo nie przeczytałeś artykułu. Autor pisze ze te tzw. „Przedłużone gwarancje” faktycznie nie działają bo warunki wypłaty tych odszkodowań są tak skonstruowane że praktycznie szanse na rekompensaty są znikome bo ubezpieczyciele robią wszystko aby ich nie wypłać. Potwierdzają to zreszta raporty UOKiKU. Gdyby były uczciwe to byłyby godne rozważenia.

      • Zdaje sie ze teraz stajesz po stronie nie pytany zdanie.432 skargi ?Nie znam skali sprzedaży tego typu gwarancji ale to nie jest dla mnie zawrotna ilość w porownianiu do ilosci mieszkańców nie licząc juz ilości sprzetow jakie posiadamy w domu.Moge odwrócić sytuacje i powiedziec ze autor pisze po stronie producentów gdyz Ci wolą abys kupil nowy sprzet a nie naprawial go.

        • Chętnie Ci odpowiem tylko gdybyś był uprzejmy napisać jeszcze raz, po polsku, bo nie wiem dokładnie o co Ci chodzi

          • Rozpisze Ci wedlug pewnego wzoru matematycznego.432 skargi.Ilosc dni w roku 365.Ilosc sklepów ktore sprzedadza 1 gwarancje 100.A wiec 100* 365 =36500 .Więc jak dla mnie 432 skarg nic nie oznacza

          • A teraz porównaj sobie te 432 skargi do ilości złożonych reklamacji. Współczynnik nie będzie już tak kolorowy, jak jest dla Ciebie teraz.

  4. PZU, Warta i podobne firmy opłaciły różne redaktorzyny i portale by pisać takie bzdury bo wszystkie większe sieci zmieniły firmy ubezpieczeniowe na zagraniczne gdzie raz że są tańsze, da uwzględniają więcej bo nie ma tak zwanego czynnika zewnętrznego i się zaczyna propaganda. Gdzie jest dopisek że artykuł sponsorowany?

  5. Te ubezpieczenia się zwyczajnie nie opłacają, nawet jeśli działają. Przede wszystkim w cenę jest wliczone nie tylko ryzyko ale też zysk ubezpieczyciela. Jeśli przyjąć P prawdopodobieństwo uszkodzenia, K przewidywany koszt usunięcia szkody, to cena takiego ubezpieczenia jest zawsze wieksza niż P * K. Ponadto jeśli dbasz o sprzęt, to prawdopodobieństwo jego uszkodzenia jest mniejsze niż prawdopodobieństwo uszkodzenia, które przyjmuje ubezpieczyciel.

    Innymi słowy – jeśli stać Cię na naprawę lub kupno nowego sprzętu bez większego stresu, to nie warto ubezpieczenia kupować. W dłuższym okresie na tym stracisz finansowo.

    • Jest jeden efekt, o którym warto wiedzieć. Firmy, które produkują zbyt niezawodne urządzenia a nie biorą za nie dużo więcej kasy, w dłuższej perspektywie same zabierają sobie oddech. Na rynku jest pełno ich produktów i po jakimś czasie sprzedaż spada, bo ludzie rzadko wymieniają. Z drugiej strony ludzie nie są skłonni kupować towaru który zepsuje się dwa razy później za dwa razy więcej. Więc firmy dbają o to aby ich towary psuły się wystarczająco szybko.

      Ale gdybyśmy kupowali od firm, nie od firm ubezpieczeniowych, dobrowolne przedłużenie gwarancji sensu stricte a nie ubezpiecznie, to firmy mogłyby wycenić sobie ile je kosztuje fakt, że zamiast 1 lodówki kupimy 2, i my byśmy mogli kupować de facto lodóweczki dwa razy rzadziej, za trochę mniej niż 2 razy więcej pieniędzy (mniej, bo jedna lodówka to połowa surowców, transportu i różnych innych kosztów). Firmom opłacałoby się to nawet gdybyśmy płacili połowę ceny teraz, a drugą po czasie w którym obecnie lodówka się powinna popsuć. W zasadzie taki system opłacałby się wszystkim – tylko ludzie musieliby najpierw to zrozumieć i przestać „oszczędzać” generując koszta sobie oraz niepotrzebne elektrośmieci.

  6. U mnie 2x serwisant przyjeżdżał do lodówki, która zepsuła się miesiąc czy dwa po gwarancji. Wszystko pokryte przez ubezpieczyciela. Różnica dla mnie jako klienta jest taka, że nie dzwonię do sklepu czy serwisu producenta, tylko do ubezpieczalni (i.e Hestia) i zgłaszam szkodę do usunięcia. A z ubezpieczenia telefonu już nieraz znajomi korzystali. Warto brać, jeśli komuś często słuchawka ‚sama wyślizguje się z ręki’.
    Bardziej na bezprawniku by się przydał artykuł o tym na jakie kruczki uważać i jak skutecznie egzekwować ubezpieczenie. A nie taki tekst o niczym i bez sensu, byle był ruch na stronie.

    • Tylko że w domu masz nie tylko lodówkę, ale też pralkę, tv, komputer, smartfon, sprzęt grający, suszarkę do włosów i masę innych sprzętów. I teraz jak wykupisz dodatkowe ubezpieczenie na KAŻDY z nich, to się okaże, że w dłuższej perspektywie koszt tego ubezpieczenia znacznie przekroczy koszt okazyjnych napraw. Musi tak być, bo ubezpieczyciel musi zarobic. A do tego musi też odzyskać to co traci na wyłudzeniach.

      • Większość elektroniki kupuję używane, żeby nie przepłacać ‚podatkiem od nowości’. I tu wystarczy mi ‚gwarancja rozruchowa’. Taki TV jak się popsuje to albo kupi się nowy, albo można poszukać taniego serwisu. Bez znajomego serwisanta, albo przepłacisz za naprawę albo będzie zrobiona badziewnie, albo długo sobie poczekasz. Bywa że trafi się kumulacja wymienionych cech. A są sprzęty krytyczne w dodatku z częściami mechanicznymi jak ta przykładowa lodówka, gdzie czekanie tygodniami na naprawę nie wchodzi w grę.
        Uważam, że jeśli przemyślisz sprawę i mimo wszystko kupujesz nowe AGD, to na nie warto mieć ubezpieczenie. I nie jest to kasa w błoto, zwłaszcza przy obecnych skomplikowanych sprzętach, które podejrzanie często psują się zaraz po gwarancji producenta.

        • Jeśli się popsują, to taniej wyjdzie naprawić w serwisie samemu. Czy Ty wierzysz, że ubezpieczyciel ma serwis za darmo? Nie. Opłaca serwis / wymianę z Twoich składek. I jeszcze musi mu zostać.

          A sprzęt się wcale tak często nie psuje. Tv, pralka, kuchenka, lodówka, komputer – wszystko działa mi wiele lat po okresie gwarancji. Żadne ubezpieczenie by tego nie objęło, bo najdłuższe są chyba tylko na 5 lat.

          • Tak i nie. Dochodzi jeszcze taki efekt, że duże firmy mają przewagę negocjacyjną. Ty idziesz do serwisu z wymianą ekranu w telefonie i robocizny liczą Ci 100 zł za 15-30 minut pracy. Gdyby ten serwis dogadywał się w tej sprawie z producentem jako pośredniczącym, to producent by mu powiedział 20 zł od sztuki za tę usługę, albo idziemy gdzie indziej. De facto te serwisy i tak muszą naprawić tyle samo telefonów, ale ponieważ duża firma przychodzi do nich z propozycją której przyjęcie albo nie oznacza bardzo duże obroty na plus albo minus, to serwis będzie skłonny obniżyć swoją marżę do minimum. Tobie każą się pocałować w trąbkę, bo od jednego klienta nie zbiednieją.

  7. W moim przypadku, telewizor zepsuł się dwa lata po oryginalnej gwarancji. Miałem przedłużoną gwarancję. Pan przyjechał, naprawił, pojechał. Z mojego punktu widzenia, ta przedłużona gwarancja działa. Gdybym rozbił ekran, to już nie była by gwarancja, tylko ubezpieczenie. Wydaje mi się ze to dwie różne sprawy.

  8. Co innego jak się urządzenie zepsuje „samo”, a co innego gdy „z pomocą” czynnika zewnętrznego. Rozbity ekran zawsze można tłumaczyć potknięciem o psa, nawet jak ktoś rzucił telefonem. Inna sprawa, że sprzedawcy mówią, że takie ubezpieczenie działa w każdym przypadku, co jak widać nie musi być prawdą.

  9. Bzdurny artykuł, gdzie te twarde dane?
    432 skargi na ile umów? Tysiąc? Milion?
    Wiadomo ze trzeba się zainteresować OWU.
    Te umowy traktowane jako gwarancja są bardzo dobre. Ciężko o wyłączenia gdy coś się po prostu zepsuje. Jako ubezpieczenie od upadku, ‚przypadkowego zniszczenia’ czy kradzieży – to już zależy od ubezpieczalni i warunków. Pakiet Hestii sprzedawany swego czasu w EuroAGD znosił wyłączenie z tytułu rażącego niedbalstwa przy najdroższej pełnej wersji.
    Wiadomo ze ubezpieczalnia po zgłoszeniu szkody pierwsze co robi to sprawdza wyłączenia. To nic nowego.

  10. Nie od dziś wiadomo, że dodatkowe ubezpieczenie to tylko niepotrzebny wydatek, który ma za zadanie wyciągnąć kolejne pieniądze od klienta.

  11. Hmm ostatnio kupiłem sobie drukarkę brothera dcp-t510w w sieci media expert. Z faktu że pilnie potrzebuje drukarki stwierdziłem że wezmę ja na pół roku w system ratalny. spieszyło mi się, więc dałem się namówić na rozszerzoną gwarancję.
    Początkowo chciałem bez niczego lecz babka powiedziała mi że różnica jest parę złotych na racie więc po co dopłacać bankowi za prowizje bo bez ubezpieczenia „kredyt ratalny”.

    Wróciłem do domu i coś mnie cknęło, że przecież raty są zero procent, patrzę na umowę a tam raty obejmują sprzęt i ubezpieczenie -154 złote, które mogę wykorzystać jak mi się spali dom, ktoś mi ukradnie drukarkę albo powódź zaleje dom i zrobi przepięcie sieci. Nic więcej, bo jak padnie głowica uznają to za element eksploatacyjny który się po prostu zużył. Na szczęście z tego ścierwa od Wagas można zrezygnować w ciągu 30 dni, więc szybciutko po tygodniu kurierem odesłałem im umowę z wypowiedzeniem i numerem konta do wpłaty składki.

    Polecam uważać na takie markety, i traktować je jako showroom, nie ufać naciągaczom tam pracujących, za takie umowy mają niezłe prowizje.

    • ci pracownicy faktycznie kłamią, jest bardzo dużo historii gdzie sklep oferuje rzeczy których pracownicy nie chcą ci dać bo próbują z tobą negocjować bez żadnej pozycji negcjoacyjnej żeby wyrobić sobie jakieś wskaźniki sprzedaży tego czy innego ścierwa

      np. uparcie chcą „ubezpieczać” wszystkie raty, że niby bank nie wyrazi zgody na kredytowanie jeśli nie ubezpieczysz. proste – mówisz że nie wyrażasz zgody i żeby człowiek przyjął twój wniosek i dał ci spokój, po czym jeśli jakimś cudem faktycznie bank nie wyrazi zgody to możesz się zastanowić czy chcesz to ubezpieczenie. a i tak trzeba uważać, bo są też historie gdzie ktoś pobębnił w klawiaturę i stwierdził że była odmowa ze strony banku, klient pojechał do innego salonu i żadnej odmowy nie było. tak bardzo zdesperowani są.

  12. odwiedziłem 6 sklepów ciągu kilku dni w poszukiwaniu odkurzacza. Obecnie strategia sprzedaży polis jest bardziej wymyślna. Sprzedawca pyta – co się stało ze starym odkurzaczem że chce pan kupić nowy? odpowiadam – silnik się spalił po 19 latach.
    Na to sprzedawca pokazując nowy odkurzacz – tylko pomarzyć żeby te nowe tyle wytrzymały, 2-3 lata i po silniku albo elektronika pada. Po czym zaczyna wspominać że są takie dodatkowe gwarancje…

    • jest w tym element prawdy – nowe sprzęty faktycznie są projektowane tak żeby padły. Gdyby te gwarancje były realizowane jako przredłużenie dwuletniej gwarancji wymaganej przez prawo do np. 5 lat, wtedy warto byłoby się zastanowić.

  13. Wagas to oszuści 1000 zł od przedmiotu który kosztował 3500zł i okazuje się że mogę się tym ubezpieczeniem podetrzeć albo i nie bo papier za twardy. Przeczytajcie dokładnie ich umowę wszystko się wyklucza, osoba pozostająca wspólnie w gospodarstwie domowym szkody nie może zrobić, gdy w moim przypadku zrobiła inna osoba, też się okazało że nie, bo należycie nie uważałam na sprzęt, to po co wam te ubezpieczenie jak na wszystko macie uważać. Odradzam, nie dajcie się nabrać sprzedawcom w sklepach, pamiętam jak trzy razy dopytywałam w media expert czy jak nawet szkoda będzie z mojej winy to to mi uwzględnią, sprzedawczyni zarzekała się że tak, a teraz ani kasy a za naprawę i tak muszę zapłacić z własnej kieszeni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *