Norwegowie boją się kas samoobsługowych, bo chcą przestrzegać prawa. Tymczasem polski sprzedawca przepisy ma gdzieś

Zagranica Zakupy Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (55) 03.02.2020
Norwegowie boją się kas samoobsługowych, bo chcą przestrzegać prawa. Tymczasem polski sprzedawca przepisy ma gdzieś

Paweł Mering

Serwis mojanorwegia.pl wziął na tapet problem kas samoobsługowych w Norwegii. Chodzi o strach przed tym, że mogą one przyczynić się do łamania prawa. Co najważniejsze, wynikiem złamania tego prawa nie jest szkoda widoczna na pierwszy rzut oka – chodzi o sprzedaż alkoholu osobom nietrzeźwym.

Kasa samoobsługowa to łatwa sprzedaż alkoholu osobom nietrzeźwym

Meny to sieć sklepów, będąca własnością koncernu NorgesGruppen. Supermarkety są dosyć popularne i niedawno zaczęto w nich wprowadzać pewną innowację. Właściciel sklepów chwali się, że kasy samoobsługowe z czytnikiem odcisków palców to niewątpliwie przełom na rynku.

Typowo skandynawska zachowawczość i legalizm wywołały dosyć szybką reakcję pracowników Helsedirektoratet (urząd zajmujący się szeroko pojętym zdrowiem). Urzędnicy zauważyli, że co prawda konieczność zeskanowania odcisku palca eliminuje możliwość zakupu alkoholu przez nieletnich, ale pozostawia równie istotną lukę.

Brak nadzoru ze strony pracowników może bowiem spowodować, że osoba nietrzeźwa zakupi alkohol. Norweska ustawa antyalkoholowa w § 1-5 po przetłumaczeniu stanowi, że:

Osoby, które są pod wpływem alkoholu, nie mogą mieć dostępu do miejsca świadczenia usług [sprzedaży alkoholu].

Dostrzeżenie takiego problemu może być dla wielu Polaków wręcz irracjonalne. Wszak co to jest za problem, że ktoś „lubi sobie wypić” – prawda?

Sprzedaż alkoholu osobom nietrzeźwym

Co istotne, przedstawiciele norweskiego urzędu wskazują, że nie ma żadnych informacji o tym, by sprzedaż alkoholu osobom nietrzeźwym była zjawiskiem rozpowszechnionym – wydaje mi się, że nawet nie stwierdzono takiego przypadku w kontekście kas samoobsługowych.

Takie zalecenia mają być jednak wyrazem pragmatyzmu i środkiem zapobiegawczym, doskonale wpisującym się w norweską politykę antyalkoholową, którą zresztą szczerze podziwiam.

Trzeba dla porównania przypomnieć, że sprzedaż alkoholu osobie nietrzeźwej jest także w Polsce nielegalna. Taki czyn stypizuje art. 15 ust. 1 pkt 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

Zabrania się sprzedaży i podawania napojów alkoholowych osobom, których zachowanie wskazuje, że znajdują się w stanie nietrzeźwości

Natomiast kryminalizuje (uznaje za przestępstwo) i penalizuje (dodaje sankcję karną) go art. 43 ust. 1

Kto sprzedaje lub podaje napoje alkoholowe w wypadkach, kiedy jest to zabronione, albo bez wymaganego zezwolenia lub wbrew jego warunkom, podlega grzywnie.

Czym jest stan nietrzeźwości?

Art. 46 ust. 3 rzeczonej ustawy określa, że nietrzeźwość zachodzi w wypadku:

  • stężenia we krwi powyżej 0,5 ‰ alkoholu albo
  • obecności w wydychanym powietrzu powyżej 0,25 mg alkoholu w 1 dm 3.

Oczywiście sprzedawca nie ma ani możliwości, ani obowiązku precyzyjnego badania stężenia alkoholu we krwi, bądź w wydychanym powietrzu. Można jednak chyba generalnie założyć, że każda osoba, która cechuje się bełkotliwym sposobom mowy i charakterystycznym brakiem koordynacji ruchowej, znajduje się w stanie nietrzeźwości.

Sprzedaż alkoholu osobom pijanym jest zjawiskiem nagminnym, za które grozi w zasadzie to samo, co w wypadku sprzedaży piwa, czy wódki osobie, która nie ma ukończonych 18 lat.

Ponadto swoisty kult alkoholu spowodował, że nie jest to uznawane za moralnie naganne. Wszak jak ktoś lubi wypić, to niech sobie pije. Szkoda, że tak jest.

Moglibyśmy się od Norwegów wiele w tej dziedzinie nauczyć.