Rządzący są gotowi zrobić dosłownie wszystko, by przeforsować swoją wizję wymiaru sprawiedliwości: ustawa dyscyplinująca sędziów to istny horror

Państwo Prawo dołącz do dyskusji (110) 13.12.2019
Rządzący są gotowi zrobić dosłownie wszystko, by przeforsować swoją wizję wymiaru sprawiedliwości: ustawa dyscyplinująca sędziów to istny horror

Rafał Chabasiński

Niedawny wyrok TSUE dał Sądowi Najwyższemu narzędzia by zakwestionować istotę pisowskiej reformy wymiaru sprawiedliwości. Kiedy ten skwapliwie z nich skorzystał, władza postanowiła zareagować w swoim stylu. Szykowana od jakiegoś czasu ustawa dyscyplinująca sędziów ma zdławić wszelki możliwy opór. Nie próbując już zachowywać pozorów troski o państwo prawa.

Ustawa dyscyplinująca sędziów to przykład legislacji już nie tylko złej a wręcz upiornej

Trudno było sobie wyobrazić gorszą w skutkach ustawę, niż tegoroczna nowelizacja kodeksu karnego. Warto pamiętać, że był to tak zły akt prawny, że aż został skierowany przez prezydenta do sprawdzenia przez Trybunał Konstytucyjny. Tam do dzisiaj czeka – właściwie nie bardzo wiadomo na co.

Potrzeba jednak stanowi matkę wynalazków. W tym wypadku wizja stanowienia prawa wyznawana przez Zjednoczoną Prawicę nie wytrzymała kolizji z prawem europejskim. Wyrok TSUE w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości nie stwierdził wprost niezgodności krajowych ustaw z prawem UE.

Pozwolił jednak Sądowi Najwyższemu na samodzielne ocenienie, czy Izba Dyscyplinarna i obecna Krajowa Rada Sądownictwa nie są przypadkiem aby upolitycznione. Nie trzeba być wybitnym konstytucjonalistą, by zauważyć że jak najbardziej są. Wyłączenie przyczółka „Dobrej Zmiany” w Sądzie Najwyższym z gry właściwie przetrąciłoby kręgosłup całej reformie.

Na ten swoisty „bunt sędziów” władza zareagowała brutalnie, nawet jak na właściwe sobie standardy. Najpierw były postępowania dyscyplinarne za zadawanie niewłaściwych pytań Sądowi Najwyższemu. Teraz do sejmu wpłynął poselski projekt. Ustawa dyscyplinująca, jak ochrzciły go media, stanowi rozwiązanie do tej pory właściwie bez precedensu. Przynajmniej jeśli rozpatrywać okres po 1989 r.

Reforma wymiaru sprawiedliwości teraz ma wkroczyć także do sądownictwa administracyjnego

Omawialiśmy już na łamach Bezprawnika jak opłakane konsekwencje może przynieść możliwość złożenia sędziego z urzędu za kwestionowanie działań choćby i oczywiście niezgodnych z prawem. Okazuje się jednak, że ustawa dyscyplinująca sędziów zawiera o wiele więcej tego typu prawnych koszmarków. Co gorsza, nie sposób właściwie nazwać tego projektu „bublem prawnym”. Wszystkie proponowane rozwiązania mają przecież służyć czemuś konkretnemu.

Reforma wymiaru sprawiedliwości do tej pory omijała sądownictwo administracyjne. Koniec z tym jednak! Ustawa dyscyplinująca zawiera zapisy mające na celu, tak na wszelki wypadek, zniszczyć niezawisłość Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najlepszym dowodem niech będzie nowelizowany art. 43 ustawy o ustroju sądów administracyjnych.

Ustawa dyscyplinująca zakłada podporządkowanie funkcjonowania NSA niemalże w całości woli Prezydenta

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, po zasięgnięciu opinii Kolegium Naczelnego Sądu Administracyjnego, określi, w drodze rozporządzenia, regulamin Naczelnego Sądu Administracyjnego, w którym ustali liczbę stanowisk sędziowskich w Naczelnym Sądzie Administracyjnym nie mniejszą niż 120, w tym liczbę wiceprezesów tego Sądu oraz liczbę sędziów w poszczególnych izbach, wewnętrzną organizację Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz zasady wewnętrznego postępowania, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia sprawnego funkcjonowania Naczelnego Sądu Administracyjnego, jego izb i organów, specyfikę postępowań prowadzonych przed Naczelnym Sądem oraz liczbę i rodzaj rozpoznawanych spraw.

Obecnie regulamin NSA uchwala po prostu Zgromadzenie Ogólne Sędziów NSA. Teraz większość istotnych kwestii będzie zależnych od decyzji organu władzy wykonawczej. Prezydent może postąpić zgodnie z sędziowską opinią – ale w żadnym wypadku nie musi. Nie sposób nie zauważyć przy tym silnego nacisku na wybór sędziów zawarty w projekcie.

Warto zauważyć, że obecny regulamin w tej części straci moc natychmiast po ewentualnym wejściu w życiu ustawy. Cała reszta dopiero gdy prezydent wyda rozporządzenie określające treść nowego.

Każdy przejaw aktywności publicznej sędziów i prokuratorów ma być ściśle monitorowany, ot na wypadek nieprawomyślnych poglądów

Art. 88a. § 1. Sędzia jest obowiązany do złożenia pisemnego oświadczenia o:
(…)
4) prowadzeniu portalu, strony internetowej lub aktywności na internetowych portalach umożliwiających założenie konta użytkownika, w tym anonimowo lub pod pseudonimem, jeżeli portal, strona lub aktywność dotyczą spraw publicznych – ze wskazaniem nazw portali, stron lub sieci, oraz nazw i pseudonimów, pod którymi sędzia występuje.

Oprócz oświadczeń o stanie swojego majątku, sędziowie będą teraz zobowiązani do rozliczenia się ze wszelkich przejawów działalności publicznej. Ustawa dyscyplinująca przewiduje pisemne oświadczenie sędziego o udziale w stowarzyszeniu, członkostwie w partii politycznej przed piastowaniem stanowiska, czy nawet o jego aktywności w internecie. Takie oświadczenia będą jawne i publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej.

Projektodawcy wykazali się przy tym pewną łaskawością: sędzia nie będzie musiał wpisać do oświadczenia kont na portalach internetowych założonych przed powstaniem obowiązku jego złożenia. Pod warunkiem, że ten z nich nie korzysta. Praktycznie identyczne rozwiązania mają objąć prokuratorów.

Konstytucja co prawda nie zabrania sędziom aktywności publicznej jako takiej? Zawsze można wykładnię rozszerzającą wcisnąć do ustawy

Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że rządzący zamierzają się rozprawić z przejawami aktywności publicznej sędziów. Oczywiście, art. 178 Konstytucji przewiduje, że sędziowie nie mogą prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Nie oznacza to jednak, że nie mogą oni takiej działalności prowadzić w ogóle. W szczególności zaś: wypowiadać się na tematy związane przecież ściśle z istotą ich pracy. Do tej pory politycy obozu rządzącego mogli jedynie pomstować na „polityczne zaangażowanie sędziów” krytykujących ich reformy.

Szczegółowa lustracja aktywności publicznej sędziów i prokuratorów ma ewidentnie ich do niej zniechęcić. W szczególności zaś do kwestionowania poczynań władzy politycznej. Co więcej, jeśli sędziowie będą sami musieli informować o swojej aktywności, to tym łatwiej będzie znaleźć jakąś wypowiedź do której można wystosować jakieś zarzuty.

Jeżeli któryś organ administracyjny będzie twierdził, że jest właściwy w jakiejś sprawie to sądy nie będą mogły tego zakwestionować

Art. 42a. § 1. W ramach działalności sądów niedopuszczalne jest kwestionowanie umocowania sądów i trybunałów, konstytucyjnych organów państwowych oraz organów kontroli i ochrony prawa
§ 2. Niedopuszczalne jest ustalanie lub ocena przez sąd powszechny ani inny organ władzy zgodności z prawem powołania sędziego ani wynikającego z tego powołania uprawnienia do wykonywania zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości

Ustawa dyscyplinująca sędziów ma na celu wprowadzenie szeregu zakazów. A także drakońskich kar dyscyplinarnych za ich naruszenie. Skądinąd, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami premiera. Warto się jednak pochylić nad innymi konsekwencjami proponowanych rozwiązań. W szczególności zaś zakaz kwestionowania przez sądy umocowania organów kontroli i ochrony prawa.

To dość nieostre sformułowanie. Ma również potencjalnie bardzo szerokie zastosowanie do rozmaitych podmiotów administracji. Czy to oznacza, że sądy nie będą mogły w konkretnych sprawach kwestionować umocowania praktycznie większości organów państwowych do działania, jeśli te będą twierdzić że takowe posiadają? Takie rozwiązanie może stanowić zagrożenie dla sądowej kontroli nad poczynaniami administracji.

Ktoś mógłby również pomyśleć, że powtarzany co rusz zakaz kwestionowania zgodności z prawem powołania sędziowskiego można obrócić przeciwko władzy. Projekt przewiduje jednak położenie ścisłego nacisku na związek pomiędzy odebraniem ślubowania przez prezydenta a statusem sędziego. Prezydent najwyraźniej może bez przeszkód odmówić ślubowania, dajmy na to, poprawnie wybranych sędziów Sądu Konstytucyjnego. Nie ma ślubowania, a więc nie ma sędziego.

Ustawa dyscyplinująca sędziów ma zastąpić domniemanie racjonalności ustawodawcy zasadą nieomylności władzy ustawodawczej

Art. 107. § 1. Sędzia odpowiada dyscyplinarnie za przewinienia służbowe (dyscyplinarne), w szczególności za:
1) oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa, w tym odmowę stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny;

Nie sposób chyba komentować projekt ustawy dyscyplinującej bez bliźniaczych przepisów odnoszących się do odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów czy prokuratorów. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości chcieliby domniemanie racjonalności ustawodawczy uczynić absolutnie niewzruszalnym. Wręcz starają się przekształcić je w zasadę nieomylności władzy politycznej.

Odmowa stosowania przepisu ustawy, nawet ewidentnie sprzecznej z Konstytucją, nie wchodzi w grę dopóki Trybunał Konstytucyjny nie stwierdzi wprost że jest ona niezgodny z ustawą zasadniczą. Bądź ratyfikowaną umową międzynarodową.

Rządzącym chodzi o to, by nikt nie był w stanie skutecznie zakwestionować podejmowanych przez nich decyzji

Gdyby ktoś dostatecznie szalony chciał wprowadzić w Polsce odpowiednik Ustaw Norymberskich, to dzięki skutecznemu skrępowaniu rąk sądom powszechnym, obowiązywałby on w najlepsze. Trybunał Konstytucyjny w końcu może się zbierze do wydania jedynego możliwego rozstrzygnięcia. Problem w tym, że reforma wymiaru sprawiedliwości nie tylko podkopała – o ironio – jego zdolność do wydajnego funkcjonowania. Notoryczne obsadzanie kluczowych sądów i trybunałów „swoimi” dyspozycyjnymi ludźmi każe sugerować raczej usłużność a nie niezawisłość wyroku.

Realnym problemem nie są jednak szaleńcy chcący mianować konia konsulem albo owcę członkiem KRSu, czy ustawą prześladować obywateli jakiejś konkretnej narodowości. Ustawa dyscyplinująca ma dać rządzącym narzędzia do praktycznego zdławienia jakiegokolwiek realnego oporu przed realizacją swoich politycznych zamierzeń.

Celem jest władza absolutna, nieomylność i niepodważalność decyzji podejmowanych przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli ktoś miał do tej pory wątpliwości o co chodzi w „bitwie o sądy”, to chyba najlepszy moment by się ich pozbyć.

Uwaga: uzasadnienie projektu może zawierać krótki żart prawniczy

Projekt ustawy jest zgodny z prawem Unii Europejskiej.

Warto zwrócić uwagę na to, że ustawa dyscyplinująca sędziów w swojej treści w żaden sposób nie odnosi się do prawa Unii Europejskiej. Ten niezwykle ważny dla funkcjonowania naszego państwa element systemu prawnego można kwestionować już do woli.

Zdawać by się mogło, że rytualna formułka o zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej stanowi swoisty krótki żart prawniczy. Powodem wymyślenia ustawy dyscyplinującej stał się niekorzystny dla władzy wyrok TSUE. Jednym z jej celów jest możliwość obejścia jego skutków prawnych. To nie brzmi jak akt zgodny z prawem UE.

Tak samo nakładanie kagańca władzy sądowniczej stoi w rażącej sprzeczności z art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej. W szczególności z fragmentem wprost wskazującym „państwo prawo” jako jedną z wartości na których opiera się Unia.

Ustawa dyscyplinująca to projekt niezgodny nie tylko z prawem UE, ale także z kluczowymi przepisami Konstytucji RP

Nie sposób również nie zauważyć, że projekt może być sprzeczny z kilkoma artykułami ustawy zasadniczej. Nie chodzi bynajmniej tylko o wspomniany już art. 178 Konstytucji. O wiele ważniejszy jest art. 10 ust. 1 : „Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej„.

Ścisłe podporządkowanie władzy sądowniczej pozostałym dwóm stoi w rażącej sprzeczności z koncepcją „równowagi”. Co więcej, właśnie o ten przepis toczy się spór polskiego rządu z Brukselą o praworządność. Skoro polska konstytucja przewiduje równowagę władz, to parlamentowi nie wolno tego zmieniać ustawami. Pomimo licznych i usilnych prób.

Nie można także zapomnieć o art. 54 ustawy zasadniczej, który gwarantuje wolność wyrażania swoich poglądów każdemu. Także sędziom.

110 odpowiedzi na “Rządzący są gotowi zrobić dosłownie wszystko, by przeforsować swoją wizję wymiaru sprawiedliwości: ustawa dyscyplinująca sędziów to istny horror”

  1. Zamiast uprościć i skrócić procedury i kwalifikowanie rangi materiału, wprowadzić kolegia do rozpoznawania pierduł to centralizacja. Będzie sraczka jak w wielkim urzędzie, odpowiedzialność spychana na innych i wydłużenie procedur.

    • Przecież o to chodzi: im gorzej, tym lepiej. Każde potknięcie będzie pretekstem do przygotowania coraz głupszych przepisów, któych jedynym celem są kolejne wrogie przejęcia.

    • ja na pierdołe czekam już 6 lat a sędziowie spychają dalej , powinni im kota po pędzić niech wezmą się do roboty

  2. W sumie zgadzam się, że prowadzenie działalności publicznej, a zwłaszcza politycznej, chwalenie bądź krytykowanie rządu sędziom po prostu nie przystoi – oni powinni stać na uboczu, niezależni od tego… problem w tym, że w parze z upolitycznieniem naczelnych organów wymiaru sprawiedliwości taki zakaz jest bardzo niebezpieczny.

    PiS mógłby wprowadzić taką ustawę, gdyby oddał KRS i urząd prokuratora generalnego

    • „gdyby oddał KRS i urząd prokuratora generalnego”

      Szkopuł polega: komu?
      Jaką legitymację miała poprzednia KRS ? Jaką legitymację miał poprzedni prokurator generalny ?

      Legitymację społeczną ? Osiągnięcia ? Skuteczność ? Uczciwość ?

      Żadne z powyższych.

      Jedyne co miało więc sens to reset i wybieranie sędziów KRS kadencyjnie, włącznie z sędziami zgłaszanymi przez partie opozycyjne. Oraz wymiany cząstkowe co kadencję.

      • Prokurator generalny który dzięki PO został odpiłowany od rządu, był NIEZALEŻNY.
        Niezależny od rządu / partii rządzącej. Wskazał go Lech Kaczyński.
        Wystarczyłoby żeby wybór prokuratora generalnego odbywał się w powszechnych wyborach.

        • Najlepiej wszystko uniezależnić od rządu, to stanie się klubem dyskusyjnym.

          A ci niezależni jak będą rozliczani i przed kim będą odpowiadać, poza swoimi żonami i kolegami ?

      • Polityczne zaangażowanie sędziów rodzi podejrzenie o stronniczość, oni powinni być neutralni do poziomu absurdu :)

  3. Do tej pory była wizja wymiaru sprawiedliwości forsowana przez „leśnych dziadków”, którzy liczyli, że zawsze „będzie jak było”.

    Mieli 20 lat na reformę i gdyby ją przeprowadzili, to wybili by zęby reformie PiS i pies z kulawą łapą by PiSowców nie poparł.
    Ale…. jak wyżej. Woleli chronić swoich, tolerować święte krowy, zamiatać śmieci pod dywan i wmawiać ludziom, że wymiar sprawiedliwości działa super.

    Lemmingi, które znają sądy z wyidealizowanego serialu „Sędzia Anna Maria Wesołowska” są skłonne oczywiście w to uwierzyć. Ale ci co mieli styczność w wymiarem sprawiedliwości w realu oraz ich znajomi i rodzina, już nie. I nie, to bynajmniej nie dlatego, że przegrana strona jest zawsze niezadowolona. Bynajmniej nie dlatego.

  4. Wydaje mi się że żeby zrozumieć dzisiejsze zachowanie nadzwyczajnej kasty trzeba wiedzieć jak budowane były struktury sądowe, komu służyły i kto i kogo sady zatrudniały. Dzisiejsi sędziowie to w dużym stopniu to PO-tomki przybyszy z b. ZSRR tzw.„poP” jako prezent Stalina głównie z pochodzeniem chazarskim, budować komunę w PRLu. Trzeba wiedzieć że przybyszami tymi w ilości około 340 000 obsadzone zostały najważniejsze instytucje w PRL-u; bez szkoły i wykształcenia / należy dodać że Stalin nie przysłał arystokracji tylko najgorsza kategorię ludzi; meneli, przestępców i oprychów NKWDoewskich / zostali oni oficerami w wojsku i aparacie bezpieczeństwa UB, a jak mieli chociaż średnie wykształcenie to zostali nauczycielami, lekarzami, prokuratorami a także też sędziami. Dzisiaj najczęściej pod zmienionymi nazwiskami w znacznym stopniu funkcje sędziów sprawują ich dzieci i wnuki , gdyż przybysze ci wszelkie synekury traktują jako dziedziczne. Ci ludzie jak się wydaje, mentalnie nie czują Polski jako ojczyzny, która atawistycznie jest dla nich obca .W tym też należy upatrywać że Polska dla nich jako ojczyzna istnieje wyłącznie przez pryzmat czerpania korzyści materialnych, a jeżeli następuje ich utrata zaczyna się szkalowanie, współpraca z wrogimi organizacjami Polsce, eskalowanie anty polonizmu i donosy do najróżniejszych organizacji międzynarodowych w tym do Unii i TS. zaś interesy Kraju staja się nieistotne i nieważne. Należy podkreślić że sądy są jedyną instytucją państwa polskiego, które od 75 lat nie zreformowały się i pozostaje w nich odum PO-bolszewickie, bo trzeba wiedzieć że nie tylko budowa strukturalna w sądach zaimplementowana została przez b.ZSRR ale i personalna narzucona była przez b. ZSRR. Nawet Konstytucja Polski ta 1935 r zastąpiona została konstytucją bolszewicką z 1952 r. pisana pod dyktando Stalina ostro tchnęła bolszewizmem, a ta znowelizowana z 1997 r pisana była w konsultacji z czołowymi komunistami Polski pochodzenia z b. ZSRR niewiele zmieniła, ale dodatkowo nadała kaście nowe przywileje. Bolszewicko-chazarski w głównej mierze rodowód kasty dla Kraju skutkuje tym że wszelkie niezadowolenia , żale kierują do Niemiec w przypadku b. KRS głownie do ambasady niemieckiej i Unii a SN do BGH w Karlsruhe – powiem tak, daje się zauważyć sentyment chazarów do Niemców, budowali im kiedyś nawet girlandy jak napadli na Polskę. Wymownym epizodem jest scena z filmu „Wołyń” Chazarzy z girlandami i entuzjazmem witają Niemieckich okupantów, a ci po chwili zaczynają egzekucję i ich wieszać – to tak dla PO-miotów chazarskich do przemyślenia czy warto donosić obcym i raportować Polskie sprawy Niemcom – co potwierdza to „Prezes niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH) Bettina Limperg, która powiedziała o tym na konferencji w Karlsruhe . Teraz kiedy obecny parlament podjął wreszcie próbę reform wymiaru sprawiedliwości, próby spotkały się z histerycznym oporem grup interesów beneficjentów okrągłego stołu i grup przestępczych nie tylko z poza kasty.

  5. Dla kogo jest napisany ten artykuł ? Próbuję zrozumiec o co w tym wszystkim chodzi i ogarnia mnie niemoc. Zwykły , prosty człowiek nie jest w stanie zrozumieć Waszej dyskusji. Język zagmatwany, prawniczy, kogo chcecie przekonać lub zniechęcic do tych działań. Mam wrażenie,że cała dyskusja polega na zagmatwaniu wszystkiego, użycia górnolotnych sformuowań, użycia niepodległościowych wyrażeń, a tak naprawdę , JEŻELI NIE WIADOMO O CO CHODZI [ zwykły człowiek tak to odbiera ] , TO CHODZI O PRZYWILEJE I PIENIĄDZE . Duzo patetycznych słów, a sens ten sam od wieków , obawa przed utratą przywilejów .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *