Pandemia czyni cuda. Rząd nagle chce obniżyć VAT na książki do zera, chociaż branża apelowała o to od lat

Dobre wiadomości Podatki dołącz do dyskusji (82) 24.04.2020
Pandemia czyni cuda. Rząd nagle chce obniżyć VAT na książki do zera, chociaż branża apelowała o to od lat

Maciej Bąk

Czas pandemii koronawirusa przynosi i takie zmiany w polskim prawie, które bardzo chętnie zostawilibyśmy na stałe. Jedną z nich jest zapowiedziana właśnie przez ministra kultury Piotra Glińskiego obniżka podatku. Zerowy VAT na książki już wkrótce ma stać się faktem. To reakcja na problemy finansowe branży, narastające od dnia pojawienia się restrykcji. Ale jeszcze przed kryzysem księgarze, wydawcy i pisarze wielokrotnie prosili o podjęcie takiej decyzji.

Zerowy VAT na książki – od kiedy?

Wprowadzenie zerowej stawki VAT na książki nie jest takie proste. Rząd może wyjść z taką inicjatywą, ale ostateczna decyzja należy w tym przypadku do Unii Europejskiej. Dlatego, jak informuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Polska wystąpi do UE o derogację pozwalającą na zmianę stawki VAT na VAT 0. Podstawą jest tu artykuł 395 Dyrektywy VAT.

Dziś VAT na książki wynosi 5%. To najniższa możliwa stawka według wspomnianej dyrektywy. Od listopada 2019 roku taki podatek VAT obejmuje też e-booki, które do niedawna były objęte wysoką, 23-procentową stawką. I pięcioprocentowa stawka przy e-bookach zostanie. Resort kultury wyraźnie informuje bowiem, że wniosek o obniżenie podatku do zera obejmuje tylko i wyłącznie książki drukowane. Ma to logiczne uzasadnienie, bo to właśnie tradycyjne formy czytelnicze mają teraz największy problem z dystrybucją, z powodu zamknięcia księgarni. E-booki są z kolei rozwiązaniem wręcz stworzonym do czasów domowej izolacji.

A tymczasem czytelnictwo rośnie

Zerowy VAT na książki ogłoszono Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich. To też coroczna okazja do zaprezentowania raportu na temat czytelnictwa w Polsce. Okazuje się, że zaczęło ono nieznacznie wzrastać. Bo już 39 procent Polaków deklaruje przeczytanie przynajmniej jednej w ciągu roku. Choć to wciąż liczba dramatycznie wręcz mała, to mimo wszystko jest to wzrost. Bo w 2018 roku taką deklarację złożyło 37% ankietowanych. Jednak trzeba też pamiętać że do stanu z 2004 roku, kiedy za choć jedną książkę chciało się wziąć nawet 58% Polaków, jeszcze dużo nam brakuje.

Oczywiście wiele osób od razu identyfikuje wzrost czytelnictwa z literacką Nagrodą Nobla dla Olgi Tokarczuk. Śmiem jednak twierdzić, że to niekoniecznie ona może mieć tak znaczący wpływ na ludzi, którzy do tej pory za książki się nie brali. Prędzej Remigiusz Mróz czy Bianka Lipińska. Niestety. Ale i tak dobrze, że coraz chętniej sięgamy po książki. A pamiętajmy, że dane z 2020 roku będą prawdopodobnie jeszcze lepiej rokujące. W końcu od kilku tygodni książka jest jedną z niewielu rozrywek, na jakie możemy pozwolić sobie podczas izolacji.