Greenpeace walczy o planetę, brudząc miasto okropną farbą. Teraz musi za to słono zapłacić

Gorące tematy Na wesoło Zagranica dołącz do dyskusji (163) 01.07.2018
Greenpeace walczy o planetę, brudząc miasto okropną farbą. Teraz musi za to słono zapłacić

Udostępnij

Jerzy Wilczek

Co można zrobić, by pomóc Matce Naturze? Segregować odpady, nie używać plastiku, przesiąść się na rower, nakarmić zwierzaki. Można też oszpecić centrum miasta okropną, zieloną farbą i mówić, że to „dla ekologii”. Właśnie tak o środowisko walczy najbardziej znana organizacja ekologiczna. Akcja Greenpeace nie podoba się nikomu, no chyba że ekologom.

Stało się to właśnie w Berlinie. Akcja Greenpeace polegała na… wylaniu 3500 litrów okropnej, zielonej farby na rondo, które znajduje się blisko słynnej Bramy Brandenburskiej. Nietrudno się domyślić, jaki to dało efekt – zdjęcia można obejrzeć w serwisie BZ.

Akcja Greenepace i reakcja władz. Trzeba zapłacić 15 tys. euro

Świetna akcja, nie ma co. I jaka ekologiczna – berlińskie służby porządkowe musiały zużyć 135 tys. litrów wody, (!) by oczyścić rondo. Koszt całej operacji usuwania farby wyniósł 15 tys. euro. Burmistrz niemieckiej stolicy, Michael Müller denerwuje się na Greenpeace, że organizacja nie szanuje portfeli berlińczyków, bo przecież oni za usuwanie farby musieli zapłacić. Ale rzecznik BSR, czyli berlińskich służb porządkowych, widzi to zupełnie inaczej. – Rachunek wystawimy temu, kto zanieczyścił rondo – mówił.

Mało tego, policja zachęciła do składania skarg wszystkich tych, którzy przez akcje mają pobrudzone lub zniszczone auta albo ubrania. Możliwe więc, że akcja Greenpeace będzie kosztować organizację ostatecznie znacznie więcej niż 15 tys. euro. Swoją drogą, ciekawe z ilu sensownych akcji ekologicznych organizacja Greenpeace będzie musiała zrezygnować przez te kary i odszkodowania. I ciekawe co na to osoby, które regularnie łożą na Greenpeace.

Akcja Greenpeace, czyli samozaoranie ekologów

Czy może być jakiś rozsądny powód, dla którego warto wylać chemiczną substancję w środku miasta, podając się jeszcze za ekologa? Rozsądek podpowiada – nie. Ale Greenpeace uważa, że tak. Tym powodem miały być obrady komisji ds. węgla niemieckiego rządu. Według Greenpeace, „zielone rondo” miało przypominać rządzącym o tym, jak ważna jest natura i że dla niej trzeba walczyć z węglem. A rondo jest położone zaraz obok rządowej dzielnicy, gdzie odbywały się obrady.

Jak nietrudno się domyślić, politycy nie zareagowali z entuzjazmem na brudzenie miasta przez ludzi, określających się mianem ekologów. Choć znalazł się wyjątek. To deputowana do berlińskiego senatu Regine Günther. Bezpartyjna, ale związana z Zielonymi (czyli wpływową niemiecką ekopartią). Przed polityczną karierą była bardzo ważną działaczką w niemieckim WWF. Ona akurat miała dużo zrozumienia dla akcji Greenpeace. Uznała, że nie byłaby ona potrzebna, gdyby władze odpowiednio informowały obywateli o kwestiach środowiska.

– Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam – Matka Natura w takich chwilach musi sobie powtarzać słynny cytat z kardynała Richelieu.