Fikcja doręczenia jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Zamiast ją likwidować, zacznijmy wymagać od obywateli, aby dali się odnaleźć wtedy, gdy to potrzebne

Codzienne Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (214) 12.02.2018
Fikcja doręczenia jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Zamiast ją likwidować, zacznijmy wymagać od obywateli, aby dali się odnaleźć wtedy, gdy to potrzebne

Tomasz Laba

Fikcja doręczenia jest traktowana jako źródło wielu wadliwych wyroków i główny powód braku zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Tak twierdzi również redaktor Domagalski z Rzeczypospolitej, który uważa, że najwyższy czas pożegnać się z tą instytucją. Redaktor jest oczywiście w dużym błędzie.

Przy okazji dobrej zmiany i trwającej od kilku lat dyskusji na temat reformy wymiaru sądownictwa wiele mówi się o likwidacji bardzo kontrowersyjnej instytucji, jaką jest fikcja doręczenia. Problem polega na tym, że nie możemy sobie na to pozwolić, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas. Inaczej twierdzi redaktor Marek Domagalski z Rzeczpospolitej. Redaktorze – to nie w interesie powoda jest skuteczne wszczęcie postępowania. To obowiązkiem pozwanego jest zadbać o to, aby trafiała do niego poczta.

Fikcja doręczenia polega na tym, że przesyłka wysłana na jakiś adres, a następnie dwukrotnie awizowana, jest traktowana jako prawidłowo doręczona. Bez znaczenia jest tu fakt, że adresat fizycznie nigdy tego listu nie widział na oczy. Stąd właśnie zwrot fikcja. To prawda, rozwiązanie w pierwszej chwili wydaje się całkiem niesprawiedliwe. No bo dlaczego mielibyśmy nieraz opierać całe postępowanie na takiej fikcji? A co, jeśli adres jest zwyczajnie błędny? Prawo ma odpowiedź i na to pytanie.

Przede wszystkim błędne postrzeganie problemu polega na założeniu, że to wszystkie możliwe instytucje powinny się wysilić, żeby znaleźć adresata. Tymczasem ten obowiązek zupełnie inaczej wygląda w przepisach. To rolą obywatela jest zadbać o to, aby można go było odnaleźć wtedy, kiedy państwo tego wymaga. Konsekwencją niewywiązania się z tej powinności nie jest odpowiedzialność karna, a właśnie konsekwencje, jakie prawo przewiduje za zaniedbania. Właśnie tym są te wszystkie „niesprawiedliwe” wyroki. Najwidoczniej obywatel nie chce, aby informować go o sprawach urzędowych, które mogą go dotyczyć.

Fikcja doręczenia to, paradoksalnie, bardzo sprawiedliwe rozwiązanie

Powszechne wydaje się takie myślenie, że jeżeli Kowalski wyprowadzi się z Warszawy do Krakowa, to ten fakt magicznie sam znajdzie się w odpowiednich rejestrach państwowych. Najlepiej jako powiadomienie w telefonie urzędnika, który automatycznie uzyskuje status „załatwiono”. No i skoro sądy wysyła pozew na adres w Warszawie, pod którym Kowalski nie mieszka od 5 lat to już problem sądu, a nie podsądnego. Często pojawiają się głosy, które postulują powstanie przeróżnych rejestrów adresów do korespondencji czy do doręczeń, a zapominają, że taki rejestr funkcjonuje od wielu lat. Mowa oczywiście o obowiązku meldunkowym.

Obowiązek meldunkowy polega na:

1) zameldowaniu się w miejscu pobytu stałego lub czasowego;
2) wymeldowaniu się z miejsca pobytu stałego lub czasowego;
3) zgłoszeniu wyjazdu poza granice Rzeczypospolitej Polskiej oraz powrotu z wyjazdu poza granice Rzeczypospolitej Polskiej, z uwzględnieniem art. 36.

Oczywiście, obowiązek meldunkowy w tej formie, w jakiej wygląda obecnie, jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Ludzie słusznie są zdziwieni tym, że nie został on wciąż zlikwidowany. Co prawda kodeks wykroczeń od 2013 roku nie przewiduje żadnych sankcji za jego niewykonanie, a w nowych dowodach osobistych nie umieszcza się informacji o adresie zameldowania. Wbrew licznym zapowiedziom, obowiązek meldunkowy zostaje. Pomimo wszystkich jego wad wciąż jest nieocenionym rejestrem adresów obywateli i to oni powinni zadbać o to, aby dane tam zawarte były możliwie dokładne. I właśnie tego zdaje się nie dostrzegać redaktor Domagalski.

Skąd instytucje państwowe mają brać informacje o aktualnym miejscu zamieszkania obywatela, do którego akurat trzeba wysłać jakieś pismo? Załóżmy, że Kowalski jest zameldowany w Poznaniu, gdzie nie mieszka od kilkunastu lat. Pracuje na czarno na drugim końcu Polski, gdzie wynajmuje mieszkanie. Jedynym punktem zaczepienia jest adres do korespondencji, który podał 5 lat temu przy podpisywaniu umowy z operatorem telefonii. Kowalski oczywiście przestał płacić i wyprowadził się do innego mieszkania. Jak teraz operator ma go znaleźć, żeby doręczyć pozew? Czy to wina usługodawcy, że klient nie zadbał o odpowiednią aktualizację danych do umowy? Czy teraz każda instytucja państwowa będzie musiała zatrudniać armię detektywów do poszukiwania każdego, któremu trzeba doręczyć pocztę? Bo do tego doprowadzi zlikwidowanie fikcji doręczenia. Do tego wszystkiego warto dodać, że to właśnie w drodze zapytania do MSW sądy, a co za tym idzie powód w sprawie, czerpią informacje o adresie zameldowania pozwanego.

Dlaczego nie warto unikać kontaktu z komornikiem? Skutki nieodebrania korespondencji mogą być poważne

Fikcja doręczenia – co zamiast tego?

Prawo można porównać do zasad gry, w którą każdy z nas musi grać. Tylko dlaczego jedni gracze nie grają według reguł, a następnie mają pretensję do pozostałych, że oni postępują tak, jak zasady nakazują? Przecież istnieją instytucje przywrócenia terminu, możemy ustanowić pełnomocników, poczta udostępnia usługi przekierowywania korespondencji na wskazany adres, tak samo, jak złożenie pełnomocnictwa pocztowego. Wreszcie zameldowanie się na pobyt stały lub czasowy. Możliwości, aby zadbać o odbieranie poczty, jest mnóstwo. Nie powinniśmy być zdziwieni, że ktoś od nas czegoś wymaga. Funkcjonowanie w obrocie prawnym i gospodarczym to nie tylko przyjemności, ale też pewne obowiązki.

Jedynym rozwiązaniem, którym można by zastąpić fikcję doręczenia, są doręczenia elektroniczne. Do tego jednak daleka droga. Co prawda zapowiada się elektroniczne awizo, ale wciąż będzie dostępne „na życzenie”. Jeżeli ktoś nie będzie chciał tak odbierać poczty, to nikt go do tego nie zmusi. Powinniśmy zatem dyskutować o tym, w jaki sposób możemy uprościć wykonywanie obowiązku meldunkowego do celów procesowych, zamiast likwidować jedyną instytucję, która umożliwia skuteczne pozywanie osób, które gdzieś mają obowiązki wobec państwa.

214 odpowiedzi na “Fikcja doręczenia jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Zamiast ją likwidować, zacznijmy wymagać od obywateli, aby dali się odnaleźć wtedy, gdy to potrzebne”

  1. w opisywanych sytuacjach to jak najbardziej ma sens
    ale co z sytuacją, gdy obie osoby, bądź osoba z tego czy innego powodu pozwana, wzywana do sądu i osoba w jakiś sposób zamieszana w sprawę mieszkają w jednym lokalu?
    zawsze ta druga osoba może zadbać o to, by awizo nigdy nie trafiło do adresata
    niełatwo będzie to udowodnić, a sam adresat będzie miał przez to dodatkowe problemy, w końcu „przesyłka została uznana za doręczoną” a mimo tego się nie stawił

    • Elektroniczne awizo by załatwiło sprawę. A na razie trzeba żyć jak jest i liczyć na to że żona w tajemnicy nas o gwałt nie posądzi. Albo jak jesteśmy w konflikcie z domownikiem to raz na tydzień zachodzić na pocztę i pytać czy mamy jakiś polecony do nas.

  2. Adres meldunkowy powinien zostać zastąpiony adresem do korespondencji/zamieszkania, bez żadnych dodatkowych powiązań, wymagań i obowiązków. Aktualizacja takiego adresu powinna być maksymalnie łatwa i pozbawiona zbędnej biurokracji.

    I pod takimi warunkami zgodzę się z tym artykułem.

    Instytucja szeryfów i doręczycieli znana z amerykańskiego system prawnego uważam za jedną z większych durnot tamtejszego systemu prawnego.

  3. „To rolą obywatela jest zadbać o to, aby można go było odnaleźć wtedy, kiedy państwo tego wymaga.” – od tego momentu przestałem czytać. Ze zdjęcia widzę żeś smark jeszcze Tomaszu Laba – idź do Ziobry na asystenta z takimi poglądami lub wyjedź do Korei – zrobisz karierę chłopcze.

    • Też uważam że nie wie o czym pisze. A co z ludźmi którzy mieszkają w innym kraju europejskim? Na razie nasze prawo nie pozwala dokonać prawidłowo operacji zameldowania pod faktycznym adresem zamieszkania, więc nie powinno też wyciągać wniosków na temat tego że ja mieszkając w barcelonie mam dbać o to że poczta z koziej wólki do mnie dochodzi. Sorry ale nie da się przemeldować do barcelony więc to problem państwa powinien być a nie obywateli.

      PS już były wyroki trybunały europejskiego który opowiedział się że wymagalność wskazywania adresu w polsce jest sprzeczna z prawem i duchem UE.

    • Ooo, argument ad personam :) Proszę o więcej takich – z pewnością w ten sposób przekona mnie Pan, że jestem w błędzie :)

      • mieszkam od 18 lat poza PL. Nie mam nikogo z rodziny kto może odbierać korespondencję. Co mam zrobić mądralo? Urząd Skarbowy zna mój adres i co z tego? Korespondencja wciąż przychodzi gdzie chce.

    • Okropna wypowiedź. Zwykły atak na człowieka i obrażanie, bez podania żadnych merytorycznych argumentów. Takie wypowiedzi zazwyczaj padają spod klawiatury bardzo niedowartościowanych ludzi. Niejeden młody ma więcej oleju w głowie od doświadczonego. Istotą dyskusji jest stawiać tezy i śmiało przedstawiać poglądy – nawet po to, aby móc je zmienić. Taki obrzydliwy komentarz jak ten – zaburzają sens rozmowy. Przeproś chłopie, albo schowaj się i nie wychylaj więcej.

      • Laba ma siano w głowie jeśli pisze (powtarzam): „To rolą obywatela jest zadbać o to, aby można go było odnaleźć wtedy, kiedy państwo tego wymaga.” Młody, dlatego nawet sobie nie uzmysławia, jak NIEBEZPIECZNA to teza. O czym tu dyskutować? Za co mam przepraszać? Za głupotę autora? Nie ma mowy.

  4. Fikcja Doręczenia dobrze działa. O niej dowiedzieli się ostatnio w sprawie procesu Welman-Piekara. Nieznajomość prawa szkodzi, i unikanie odbierania przesyłek sądowych też. Szkoda że media zawaliły sprawę i nie przypomniały obywatelom że sąd nie będzie łaskawie czekał aż strona „zgodzi” się na rozprawę. Moralnie takie działanie może budzić zastrzeżenia: bo strona nie może sie bronic, nie może sie odwoływać, dowiaduje sie za późno o sprawie. Jednak z drugiej: czyja to wina?

      • Jeśli poczta zgubi przesyłkę, to nie ma fikcji doręczenia.
        Poza tym chyba nigdy nie miałeś do czynienia z przesyłkami sądowymi.
        One zawsze doręczane są przede wszystkim do rąk własnych i żaden przewoźnik (poczta) ich innej osobie nie wyda.

        Dopiero jak nie da się tego zrobić (pomimo udokumentowanej próby), próbuje się doręczeń zastępczych albo domniemanie doręczenia (fikcja doręczenia).

        To nie jest tak, że przesyłka zaginie a ty masz wyrok. Bo jak zaginie, to nie było próby doręczenia.

        Poza tym jest jeszcze coś takiego jak powództwo przeciwegzekucyjne, wznowienie procesu, itp.

        W 99% przypadków fikcja doręczenia działa jednak dobrze i skutecznie chroni wierzycieli przed cwaniakami, którzy lubią „zapominać” o długach wynikających z własnoręcznie podpisanych umów.

      • pytanie, czemu jak już nie dostarczono jako polecony to czemu nie wrzucają pisma do skrzynki skoro i tak zaznaczają jako dostarczony?

    • Pytanie co z przesyłkami wysłanymi na zły adres? Na przykład na adres celowo podany błędnie przez powoda.

      • Powód musi w pozwie uzasadnić skąd wziął adres pozwanego, to raz.

        Istnieje powództwo przeciwegzekucyjne oraz możliwość wznowienia procesu, to dwa.

        Jeśli jednak powód celowo podał np stary adres, to można go nawet podać do prokuratury, jeśli mu się udowodni, że znał nowy.

        To tak samo jak wyrok na podstawie sfałszowanych dokumentów. Można taki uzyskać, ale to zwyczajne przestępstwo, które ostatecznie skończy się kłopotami dla powoda.

        • W teorii wygląda całkiem normalnie. W praktyce powód podaje standardową formułkę, sąd niczego nie sprawdza, pierwsze o czym się dowiaduje pozwany, to że komornik mu zajął konto i z tej pozycji zaczyna swoją walkę o normalność.
          Sprawdzone.
          Zanim te kłopoty dla powoda się wogole zaczną (wykazanie złej woli jest niemal niemożliwe), typ masz za sobą całkiem sporo nerwów i czasu straconego.
          Kto siedzi w zagadnieniach prawnych ten wie, że najważniejsze dla podejmowania decyzji przez strony jest dotychczasowe orzecznictwo. A ono wynika z konstrukcji prawa. Obecne dopuszcza do sytuacji katastrofalnych, rażąco niesprawiedliwych.
          Typ o czym piszesz Kolego, to dopiero jest fikcja.
          Teoria nijak ma się do praktyki.

  5. Tylko z tego co słyszałem nie raz, problem jest trochę głębszy. Bo faktycznie pewnie jest cała rzesza ludzi, którzy się przeprowadzili i tego nie zgłaszali, a potem się dziwią, że im pisma ślą na stary adres, ale z tego co wiem, to jest też całkiem sporo przypadków, gdzie osoba mieszka od lat w tym samym miejscu, a przesyłki tam po prostu nie dochodzą. Czyli, że nic nie ma w skrzynce, a jednak rozprawa się odbywa i łaskawie tydzień po rozprawie dochodzi list. Chodzi też o sytuacje, których w skali kraju też nie jest mało, czyli kiedy poczta nawali.

    • Czyją winą jest olewanie meldunku czy awizo? Też nie jest to jeden list, Zanim dojdzie do rozprawy, do wyroku i zanim minie czas na odwołanie to jest kilka listów. Trzeba albo olać całkowicie pocztę z sądu, albo nie zadbać o to aby zostać poinformowanym o takowej korespondencji.

      • Nie wiem jak to wygląda w praktyce. Wiem tylko, że były osoby, które mieszkały tam gdzie są zameldowane i że o rozprawie się dowiadywały po wszystkim. Może potem faktycznie przychodziły kolejne wezwania, jednak tu chodzi o to pierwsze.

        • W tekście jest informacja o tym jak wygląda: Próba doręczenia, dwukrotne awizo. Nie jest to system idealny, jednak jak najbardziej sprawiedliwy. Gdyby rozpoczęcie procesu Wymagałoby potwierdzenia odbioru, to nie trzeba wyobraźni by wiedzieć jak można uniknąć rozpraw sądowych. Jeżeli ktos oleje obowiązek meldunku czy nie zadba o korespondencję, to niestety pretensje mozę mieć tylko do siebie.

          • skąd masz wiedziec, że nie dostałeś przesyłki, której się nie spodziewasz?
            fakt faktem, że terminy są dość dlugie, więc poczta ma sporo czasu na ogarnięcie sie, ale nie znaczy to, że na opewn nie nawalą

            a jak któregoś dnia policja wyprowadzi cię z pracy, bo nie stawiłeś się na rozprawie to zwątpisz w słuszność tego przepisu

          • Słusznie piszesz Kolego, ale pomijasz sytuację odwrotną – powód podaje zły adres, aby wyeliminować stronę z postępowania.
            Temu trzeba stanowczo przeciwdziałać, a dotychczasowe rozwiązania (choć idące w dobrą stronę) są niewystarczające.

          • równie sprawiedliwy byłby system w którym wskazany przez prokuratora czlowiek ma pokazać alibi albo idzie siedzieć z automatu.

    • Miałem pismo z sądu i nawet nie chciała mi poczta wydać, jak było do innego domownika.
      Sądówki są bardzo rygorystycznie traktowane, są rejestrowane i wiadomo czy były awizowane.
      Jak się nie uda doręczyć, to z tego co wiem stosuje się doręczenie zastępcze (np innemu domownikowi), a na końcu domniemanie doręczenia (uznaje się je za doręczone).
      A ludzi chowających głowy w piasek, unikających pism i wyroków, jest naprawdę około mnóstwo.
      Prowadziłem firmę, więc wiem jak to wygląda. Każdy by chciał się jakoś „schować przed długami”, a potem tłumaczyć, że przecież nie dostał żadnego pisma, mimo, że celowo go unikał.
      Miałem sytuację, że wiem, że kobieta mieszkała (sam sprawdzałem) pod danym adresem, ale absolutnie niczego nie odbierała (nawet skrzynkę na listy miała zniszczoną – jakby celowo).

      • w sprawach karnych wtedy powinna ruszac do akcji policja, znaleźć delikwenta i dostarczyć mu pismo.
        w sprawach cywilnych niech wierzyciel wynajmie do tego ludzi – nie rozumiem dlaczego podatnicy mieliby ułatwiać życie komukolwiek w sytuacji kiedy jest wolność umów i wierzyciel ma obowiązek wobec własnego portfela by działać roztropnie a nie potem korzystać z aparatu państwa do naprawy swoich błędów naiwności.

  6. To teraz spójrzmy na chwilę na składanie pozwów przez e-sąd.
    1. Powód musi wskazać adres zamieszkania pozwanego – podaje.
    2. Następnie ten adres weryfikowany jest na zgodność z adresem zameldowania. Jeśli nie jest zgodny, to powód musi uzupełnić braki o prawidłowy adres zamieszkania (prawidłowy, czyli zgodny z adresem zameldowania).
    3. Załóżmy, że zdobędzie ten adres w wyznaczonym terminie (co nie jest takie proste).
    4. Pozwany olał obowiązek meldunkowy, więc wszystko jest doręczane zgodnie z „fikcją”. EPU jak to EPU – poszło szybko.
    5. Z nakazem powód idzie do komornika.
    6. Komornik podejmuje czynności.
    7. Pozwany, a właściwie to już dłużnik, dowiaduje się o prowadzonej egzekucji i ogółem o całej sprawie dopiero przy próbie wyjaśnienia dlaczego z bankomatu nie mógł wypłacić pieniędzy.
    8. Dłużnik/pozwany występuje o przywrócenie terminu u składa sprzeciw.
    9. Sprawa spada do rejonu/okręgu.
    10. Po paru rozprawach i w sumie ponad roku, pozwany znów jest dłużnikiem i szczęśliwy powód może zacząć odzyskiwać pieniądze.

    • coś mi tu nie gra kolego, no chyba że się nie dawno przepisy zmieniły.
      W E-SĄDACH windykatorzy nagminnie podawali fałszywe adresy do doręczeń aby pozwany nie wiedział ze trwa postepowanie. zazwyczaj dowiadywał się o tym po fakcie od komornika. Widziałem taki reportaż w TV, gdzie sędzia albo nawet prezes tego sądu mówił że jedynie co sąd sprawdza to zgodność danych Imię i Nazwisko i nr PESEL.
      Taki system jest MEGA CHORY.

      • No według mojego doświadczenia i wiedzy funkcjonuje.
        Prawda też jest taka, że ostatni pozew składałem jakiś rok temu. Więc niby mogłoby się coś zmienić, ale wprowadzenie tej weryfikacji miało zapobiec wyłudzeniom.

        • Jeśli na prawdę masz takie doświadczenie, że adres jest weryfikowany, to Ci trochę zazdroszczę, że miałeś do czynienia z tą lepszą częścią rzeczywistości. Być może zależy to od człowieka (sędziego, kancelarii, etc.).

          • nie wiem dlaczego moje posty z linkiem do reportażu UWAGA nie wchodzą (kasowane czy nie wolno dawać linków?)
            w każdym razie sytuacja przeze mnie opisana w reportaż UWAGA z 28.12.2017 o e-sądach, i tyle w temacie
            JA się na takie coś nie zgadzam, gdzie nasze prawo do obrony?

          • Posty z linkami wymagają akceptacji, której czasem możesz nie doczekać.

            We wskazanym materiale pada stwierdzenie, że „w sprawie adresu zamieszkania musimy iść za powodem”. I tutaj jest pewna rzecz. Bo weryfikacja podanego adresu następuje z bazą PESEL. Jeśli adres nie będzie pasować, to powód wzywany jest do uzupełnienia braków. Może to zrobić na 2 sposoby:
            1. podać adres zameldowania jako zamieszkania,

            2. uprawdopodobnić podany wcześniej adres – czyli wykazać przed sądem, że to właśnie ten adres jest tym prawdziwym.

            W każdym razie, sprawy przed e-sądem w ogóle są „fajne”. Gdybym znał Twoje imię i nazwisko oraz PESEL, to mogę złożyć pozew do e-sądu, a w nim wskazać, że nie zapłaciłeś mi 10000 zł za fakturę. Dowód? Twierdzę, że tak jest i twierdzę dodatkowo, że mam umowę podpisaną z Tobą i samą fakturę. Nie muszę tego pokazywać, tyle wystarczy żebym otrzymał nakaz ;)

          • W praktyce (z pewnością nie zawsze) adres podany przez powoda wcale nie jest dokładnie sprawdzany. Powód podaje standardową formułkę skąd ma adres i po robocie. Spotkałem się z kuriozum, że powód stwierdził, że adres pozwanego ma… Z koperty, którą sam zaadresował (z pismem do pozwanego, które nie zostało odebrane). I co? Przeszło.

            Podpowiadam: w podanym przypadku adres był w sposób oczywisty wadliwy. W tym miejscu trwała budowa i nikt nie mieszkał.

    • zapomniałeś dodać, ze kasy komornik nie zwróci – nigdy. Jeśli byłeś zle wskazany to masz pecha możesz co najwyżej zacząć ścigać nieuczciwego „wierzyciela”. I tu jest nikt niewinny, bo „wierzyciel” broni się, ze miał z danych tylko imię i nazwisko a reszte danych wziął z KRS – tyle, że się pomylił.”wierzyciel” pokazuje ci dziury w kieszeniach i teraz się okazuje, ze oszut za pomocą państwa ukradł Ci pieniądze i nie ma bata na to!

  7. Brednie. Zostałem zabrany do szpifala nieprzytomny z wypadku a sąd rozpatrzył wszysto na moją niekorzyść z powodu fikcji doręczenia i minęły terminy zanim odzyskałem swiadomośc i pamęć. Bezkgranicznie podła fikcja – typowe traktowanie ludzi jak bydła w łagrze.

    • co prawda każdy sędzia, który nie uwzględni dokumentacji medycznej powinien z automatu zostać poddany publicznej chłoście, ale zawsze to zupełnie zbędne problemy i bieganie z papierami nawet gdy zostaną wzięte pod uwagę

  8. tendencyjny artykuł, z dupy napisany, masa jest przypadków ze adresat siedzi w domu a nie otrzymuje listu bo doreczycielowi nie chce się zapukać do drzwi ani napisać awiza, a potem poczta ma to wszystko w dupie, sam miałem kiedyś taki przypadek, dlatego korzystam z kurierki z kapitałem zachodnim zawsze wszystko jest na czas i doręczyciel faktycznie próbuje znajsc adresata a nie wypisuje tendencyjny kwitek zupełnie tak samo tendencyjny jak ten artykuł pzdr

        • Oglądałem. Ten program krytykuje e-sąd, a nie fikcję doręczenia jako taką.
          W tym samym programie zwykły sąd (nie-elektroniczny) poradził sobie bez problemów.
          Tylko sąd elektroniczny dał tyłka.

          • Można uogólnić, że wszystko zależy od ludzi.
            Realia są takie, że jeśli ludziom nic nie grozi, to będą szkło na skróty i ułatwiać sobie robotę, nie przejmując się zbytnio faktem, że może to skrzywdzić innego człowieka.

  9. Autor powyższego felietonu najwyraźniej świadomie i bezczelnie robi za tzw. „pożytecznego idiotę”. uważając, że Obywatel jest dla państwa, dla sądów, dla urzędników, dla komorników etc. To relikt czasów stalinowskich i permanentnej kontroli państwa totalitarnego. Wolny Obywatel ma prawo się przemieszczać gdzie chce nie opowiadając się nikomu i nie oczekiwać, że może jakiemuś sądowi lub innemu urzędnikowi zechce się go wezwać przed jego ważne oblicze. Autor zapewnie za młody i zbyt niedoświadczony, żeby rozumieć sens demokracji i wolności człowieka w państwie, które się na takie wartości powołuje, a ma zapędy dyktatorskie bez względu na okoliczności. Znam przypadki, gdy wezwania nie były odbierane z powodów losowych ludzi, którzy albo przebywali za granicą, albo leżeli w szpitalu po wypadku, albo byli kalekami nie poruszającymi się. Nikogo to nie obchodziło, tylko metodą „winny” bo nie odebrał świstka ważnego sędziego pozującego na pana i władcę narodu (autor głuchy na takie przypadki?) wysoki sąd wydawał WYROK bez rozpatrzenia sprawy. Można powiedzieć, że stalinowski Urząd Bezpieczeństwa to był pikuś przy takim postępowaniu polskich „organów sprawiedliwości”. Wydawanie wyroków „kapturowych” sądów, bezwzględność komorników etc. jest najgorszym świadectwem nękania i prześladowania najczęściej bezbronnych obywateli mając do dyspozycji państwowe rzesze urzędników, prokuratury, policjantów, służb celnych, drogowych, tajnych i jawnych, potrzebnych i niepotrzebnych. Czytając takie bzdury jak sformułowane w felietonie, iż „fikcja doręczenia to, paradoksalnie, bardzo sprawiedliwe rozwiązanie ” natychmiast nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy uświadomię sobie, że te same prawa już nie dotyczą zwykłego śmiertelnika, gdy próbuje się od czegokolwiek odwoływać w organach państwowych czy egzekwować należne mu prawa. A skoro ta nierównowaga jest tak głęboka, to znaczy że jest to bandyckie państwo, a nie demokratyczne i przyjazne obywatelowi.

    • Kolejny argument ad personam? Please…
      Może zamiast pisać o stalinowskich metodach warto wysilić się chwilę nad innym rozwiązaniem tego problemu? Chętnie podyskutuję, a nawet napiszę tekst pt. „czym zastąpić fikcję doręczenia”.

      • To Pan napisał artykuł, a nie krasnoludki, zatem komentarz jest ad personam. A argumenty? Użył Pan w tekście sformułowania, że coś co jest fikcją jest… sprawiedliwe. Taki jest Pański argument? Nie widzi Pan w tym rażącej sprzeczności? Stosowanie prawa(sic!) w oparciu o mechanizmy fikcji? Idąc ta drogą służba zdrowia nie powinna nawet próbować Pana leczyć, ale od razu oddać w ręce grabarzy odnotowując w kartotece, żeś Pan nieuleczalny. Tak właśnie wygląda fikcja. Jakich jeszcze trzeba użyć argumentów, żeby wytłumaczyć nieracjonalność i BEZPRAWNOŚĆ takiego postępowania w państwie praworządnym i demokratycznym? A jakie zastosować właściwe rozwiązania? Może warto by było, by w tym „sprawiedliwym” systemie „nadzwyczajnej kasty” ktoś z prawników je zaproponował szukając optymalnych rozwiązań? Można zacząć od tego, że jak kiedyś, najpierw adres sprawdzi dzielnicowy, gdy przesyłka nie jest odbierana, a wiem, że Policja ma niezłe sposoby na ustalenie pobytu adresata. Reszta jest już tylko konsekwencją…

        • 15 milionów spraw rocznie, nawet przy założeniu, że doręczenia zastępcze obejmą milion spraw (a w rzeczywistości bywa ich więcej) to czy wyobraża Pan sobie, że w każdej takiej sprawie wykorzystywana będzie policja ? Już obecnie przeklinają sądy rodzinne, które muszą z nich korzystać, bo tam fikcja doręczenia rzeczywiście nie może być właściwie stosowana w sprawach opiekuńczych. A gdyby sądy cywilne zaczęły wykorzystywać policję jako służbę do doręczeń, nie robiliby oni nic innego.

          • po pewnym czasie interwencja policji spadłaby do nikłych rozmiarów bo nikt by już nie konbinował z ukrywaniem się przed listonoszem skoro wiedziałby, ze w końcu przyjdzie policja i najczęściej pójdą do twojej pracy i narobią ci siary.

      • A jak to wygląda w USA gdzie jakoś nie mają problemów ze znalezieniem człowieka jak ma stanąć przed sądem?

        Największym idiotyzmem obecnych przepisów jest to, ze zostawią ci dwa razy awizo i uznają list za dostarczony ALE LISTU NIE WRZUCĄ JUŻ DO SKRZYNKI!

  10. Panie Redaktorze Tomaszu Laba, pominął Pan bardzo ważny, a nawet kluczowy aspekt zagadnienia – sądy przy wysyłaniu wezwań, nie sprawdzają realnego adresu doręczenia. Często używany jest adres podany przez powoda. A może to być adres dowolny – nawet nieistniejący. W takiej sytuacji korespondencję również uznaje się za doręczoną! Jest wiele przypadków, kiedy osoba oskarżona o długi, otrzymywała korespondencję na nieprawdziwy adres, uznaną ją za doręczoną – co eliminowało całkowicie możliwość obrony. Komornik już takich problemów z odnalezieniem adresata nie miał. To jest bardzo poważny problem. Nie ma w tym żadnej sprawiedliwości, a Pana postulat, aby to obywatel się starał być odnaleziony nie ma żadnego przełożenia na możliwość podania przez powoda adresu błędnego z powodu błędu, omyłki, czy złej woli. Proszę wziąć tę sprawę pod uwagę i zrewidować swoje poglądy. Być może warto byłoby uzupełnić Pana artykuł. Pozdrawiam

    • No ale jak ma weryfikować?
      Zapomniał Pan również o instytucji przywrócenia terminu – działa świetnie, zwłaszcza w sprawach z EPU, które chyba budzą najwięcej kontrowersji.
      Odpowiedzialność powoda za podanie złego adresu to zupełnie inna kwestia, która nie była tematem tekstu.

      • Panie Tomaszu,
        zadaje Pan słuszne pytanie – „jak”.

        Myślę, że można dyskutować o sposobach, drogach i warunkach weryfikacji adresu i ja Panu nie podam najlepszego rozwiązania – trzeba je byłoby wypracować. Być może powinno to być zależne od wagi sprawy, wcześniejszego niepowodzenia doręczenia?

        Warto było podobne pytania (o ten kluczowy aspekt całego zagadnienia) zadać sobie PRZED napisaniem artykułu, zebrać dodatkowe informacje i taką dyskusję podjąć na łamach.
        Doskonała okazja!
        Jestem przekonany, że wielu czytelników byłaby Panu bardzo wdzięczna za dobry research i przedstawienie wszelkich „za” i „przeciw” oraz wariantów.
        Taki właśnie był sens mojego pierwszego komentarza.

        Odpowiedzialności powoda poruszać nie musimy.
        Jednak poruszanie tematu fikcji doręczenia, bez omówienia tego właśnie kluczowego aspektu – złego adresu, zupełnie zaburza sens dyskutowanej przez Pana odpowiedzialności obywatela.

        Pozdrowienia

        • Jak dla mnie to zupełnie odmienne tematy. Jeżeli powód poda zły adres z premedytacją to raz – to może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą, a dwa – można przywrócić terminy. Fikcja doręczeń to narzędzie. Trzeba karać tych, którzy źle z niego korzystają, a nie wylewać dziecko z kąpielą. Tym właśnie by było jej zlikwidowanie. Ile służb by było potrzebnych do ustalenia jednego adresu? Sąd? Policja? Prokurator? Komornik? listonosz? Prywatna firma? Sądowa służba doręczeniowa? A obywatel sobie dmucha na wszystkie swoje obowiązki?

          • A jak to działa w państwach, które nie mają obowiązku meldunkowego? Jakoś sobie z tym radzą.

          • W USA są np. detektywi-doręczyciele. Koszty większe, skuteczność mniejsza, a pomyłki też się zdarzają,

            Nasz system wymaga uszczelnienia i usprawnienia (np. oprócz papieru elektroniczne powiadomienia), ale co do zasady uważam że jest tańszy i skuteczniejszy.

          • Panie Tomaszu,
            Proszę wybaczyć, ale albo ja się tak niezrozumiałe wypowiadam, albo Pan celowo unika zrozumienia komunikatu (nomen omen).
            Pisze Pan o zagadnieniu i wskazuje dobre funkcjonowanie systemu. Nie zauważa Pan, że są wyjątki i sytuacje, kiedy ten system nie działa, bądź działa bardzo krzywdząco. Może Pan nie wie, ale istnieje bardzo dużo sytuacji realnych, gdzie rozmowa o odszkodowaniu nie ma sensu, bo człowieka już prawie nie ma.
            Nie można tak. Nie można tak pisać, że omawia Pan ogół, a omija konkretne, realne przypadki. Że pisze Pan tylko z jednej strony – o zaletach. A nie postawi Pan żadnego znaku zapytania i nie zastanowi za się nad drugą stroną.
            Robi Pan to świadomie?

      • są osoby „nieporadne życiowo” lub po prostu starsze z mała wiedzą o zmianach na świecie. Państwo ich rzuca na żer oszustów, na zasadzie „gdzie drwa rąbią…”

  11. Fikcja doręczenia nie jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Jeśli choć jeden obywatel został przez to pokrzywdzony – a został – to jest to rozwiązanie niesprawiedliwe i zasługuje na zdecydowane odrzucenie.

    Swoją drogą interesuje mnie jak to wygląda w innych krajach? Bo nie wierzę, że problem dotyczy tylko Polski. Jak systemy prawne innych państw sobie z tym radzą? Może są jakieś istniejące dobre rozwiązania i nie musimy się trzymać starych, niesprawiedliwych metod, ani też wymyślać koła od nowa?

    • Są detektywi-doręczyciele. W amerykańskich firmach są nawet scenki jak pan tajniak wyskakuje zza gazety, rzuca kopertę i krzyczy „doręczono”. I pewnie pomyłki też się zdarzają. Nie wspominając o kosztach i skuteczności.

      Uważam, że nasz system jest lepszy. Tylko trzeba go usprawnić i uszczelnić. W mojej opinii elektroniczne awizo lub korespondencja elektroniczna (jako dodatki do papieru) i problem z głowy.

      • Jeśli będziesz mieć kiedyś okazję, to polecam przeczytać protokół z takiego doręczenia, ciekawa rzecz :)

      • dosyć skuteczny ze względu, za prawie każdy ma prawo jazdy a jego nie dostaniesz bez adresu gdzie można to prawo jazdy wysłać. Jest nawet orzeczenie SN, ze wymóg adresy do PJ jest zgodny z ich konstytucją.

        • I co z tego że musi podać adres jak nie musi tam przebywać, a wysłanie powiadomienia pod taki adres nie ma mocy prawnej? Dlatego są detektywi-doręczyciele którzy muszą delikwenta zlokalizować (pod adresem z prawa jazdy lub dowolnym innym, a Ameryka to wolny i duży kraj) i wręczyć mu powiadomienie osobiście.

  12. A co z przypadkami gdy listonoszowi nie chce się nawet wrzucić do skrzynki awizo? Miałem kilka takich przypadków. Włącznie z tym, że jestem w domu w dniu i czasie w którym on chodzi? Na poczcie wszystko w papierach jest oczywiście OK. Raz nawet paczkę z Warszawy już cofałem gdyż wracała za granicę jako nieodebrana. Tym się powinni zająć.

  13. Bezprawiem jest mówienie, że jak 3 razy awizo zostanie wysłane do adresata a on nie odbierze z różnych powodów to uważa się za doręczone to absurd. Każdy obywatel jak ma sprawę w sądzie lub spodziewa się wezwania na rozprawę to tego pilnuje, dąży do tego aby wezwanie odebrać. W Polsce musi być w końcu prawo, które wymaga na wezwaniu podpisu odbiorcy. Jeżeli nie zgłosi się na dany dzień obojętnie czy to na rozprawę czy gdziekolwiek to od tego są organy takie jak policja i takiego delikwenta się doprowadza siłą a do tej pory to wszyscy idą po najniższej linii. wyślą wezwanie osoba 3-krotnie nie odbierze to do sądu idzie notatka, że odebrał w ten sposób bardzo dużo ludzi staje się pokrzywdzonymi. Trzeba to zmienić.

    • No nie prawda.
      Napisałeś, że każdy kto ma sprawę, to pilnuje żeby odebrać. A tak nie jest. Jest spora rzesza ludzi z podejściem „nie odbiorę, to może problem mnie nie będzie dotyczył”.

      Inna sprawa, że zdarza się odwrotnie. Człowiek skarżący ma w tym interes aby obecne przepisy wykorzystać i zadbać o to, by pozwany dowiedział się o sprawie już po jej rozstrzygnięciu. I takim przypadkom trzeba przeciwdziałać i tym zbyt pierwszego akapitu też.

      • Ja mam inne zdanie i będę się tego trzymał, każdej sprawie trzeba się przyjżeć bo każda jest inna i trzeba odpowiednio wcześniej zareagować takie jest moje zdanie, bo pózniej można się obudzić ” z ręką w nocniku” jak to mówią inni, a wówczas to tylko nerwy i dodatkowy kłopot.

        • Ale jakie masz zdanie, którego będziesz się trzymał?
          Takie, że „każdy człowiek, który ma sprawę, to pilnuje, żeby odebrać”?
          Jeśli tak, typ Twoje zdanie przeczy rzeczywistości, więc możesz je sobie mieć, ale faktów nie zmienisz.
          Gdybyś napisał, że to Ty wolisz tak postępować, to ok. Ale rozmawiamy ogolnie o tym jak działa system wobec społeczeństwa, a nie wobec Ciebie.

        • Moje zdanie jest takie, ze prawo powinno być takie, ze jak jest postronna osoba i nie ma nic wspólnego z daną sytuacją to nie powinna być w sytuacji udowadniania, ze nie jest wielbłądem,

      • ale jak przeciwdziałać?
        w sprawach o dług wierzyciel powie, ze spisał dane z DO a tam adresu nie ma wiec to co zapisał to adres podany przez dłużnika. Slowo przeciwko słowu.

        Jak ktoś chce oszukać to oszuka – nie ma bata, ale obecne przepisy ułatwiają wykorzystanie aparatu państwa by skutecznie obrobić ofiarę.

  14. Każdy telefon jest zarejestrowany. Każdy może mieć profil zaufany. Każdemu założyć skrzynkę email powiązaną z tym profilem. Gdzie tylko uprawnione jednostki mogą wysyłać wiadomości i odbierać odpowiedzi. Powiadamiać obywatela o nadejściu pisma przez sms, email, komunikatory, nawet fizyczny adres zamieszkania, który sobie ustawi w tym systemie do powiadamiania. Niech sąd wyśle wiadomość pese@costam i jeszcze dostanie potwierdzenie wysłania powiadomienia, potwierdzenie odczytania.

  15. Gdyby cała korespondencje wysyłać elektronicznie? Wysyłać na coś powiązane z profilem zaufanym, z możliwością powiadamiania o otrzymanej wiadomości na wszystko co jest używane: sms,email,komuniatory,tradycyjna poczta itp

    • Taki system jest już od dawna gotowy, nazywa się ePUAP i służy właśnie do wymiany komunikatów z administracją. Bez większych (lub nawet żadnych) zmian mógłby zostać zaadoptowany do obsługi korespondencji z sądem. Ale rozwija się toto w tempie żółwim i pewnie już wszyscy pomrzemy zanim wchłonie wszystkie urzędy. A do tego czasu kupujemy znaczki skarbowe, płacimy za odpisy/kopie i nosimy w zapasie parę czekolad dla Pań Janinek/Bożenek/itp bo nigdy nie wiadomo kiedy trzeba błagać żeby coś w terminie wydali.

  16. Wyrok nie powinien opierać się na fikcji. Koniec, kropka, tu nie jak tego obronić. To jak bronić samosądów, korupcji lub deliktów konstytucyjnych. Godzi w konstytucyjną zasadę prawa do obrony oraz zasadę udowodnienia winy, miast niewinności. To narzędzie dla kombinatorów i oszustów. Dozwolenie takiego nadużycia, jak fikcja doręczenia, daje otwarte drzwi do kolejnych nadużyć. Co następne? Fikcja przewodu sądowego? Fikcyjne dowody – i obywatelu udowodnij, że wielbłądem nie jesteś? fikcyjne ekspertyzy? Fikcja wyroku?
    Serio, w tym tekście nie ma żadnych racjonalnych argumentów, podobnie jak brak ich w tekstach Marka na tym blogu. Wszystkie sprowadzają się do wygodnictwa i usprawiedliwiania innych bubli prawnych – np. obowiązku meldunkowego. Ach, ten socjalizm, bohatersko rozwiązujący stworzone przez siebie problemy. :) Jeżeli ktoś chce udowodnić winę komuś, to niech sam znajdzie prawidłowy adres (sprawy cywilne) lub niech prokuratura się tym babra (sprawy karne). Tak, to trudne, ale to nie jest interes pozwanego. Obywatel nie powinien się tłumaczyć z tego, gdzie mieszka, wszystkim wokół, na wszelki wypadek, gdyby jacyś ludzie chcieli go pozwać. To niebezpieczne, gdy takie dane wyciekają – dzieje się to częściej, niżbyśmy chcieli, a i bez wycieków dostęp do RDO dla osób postronnych, czyli pełnych danych z dowodów jest ZBYT łatwy.

    • Hmm, a dlaczego wierzyciel nie ma posługiwać się adresem, jaki kontrahent podał mu w umowie? Czy to właśnie nie po to się to wszystko wpisuje?

      • Niech się posługuje jakim chce – na własne ryzyko. Nie zabraniam. Jego sprawa, najwyżej sprawa nie powinna dojść do skutku. To dalej nie uzasadnia konieczności tłumaczenia się ze wszystkiego na wszelki wypadek.
        Aha, i nie zawsze W OGÓLE jest jakakolwiek umowa. Najczęściej nie ma lub wygasła wiele lat temu.

        • Przy większych transakcjach jest umowa i jest obowiązek wzajemnego informowania się o zmianie adresu.

          Żeby taka umowa miała jakąś wartość, musi być skutecznie egzekwowalna przez sąd.

          W przeciwnym razie cofniemy się do czasów, gdy za wszystko będzie trzeba albo płacić gotówką, albo np mrożąc pieniądze u pośrednika (banku).

          Nikt nikomu nie będzie ufał, jeśli z umowy będzie można skutecznie się wycofać lub nie wywiązać, poprzez „ukrywanie się”.

          Zupełnie nie bierzesz pod uwagę cwaniaków celowo ukrywających się, rejestrujących i likwidujących spółki, itp. A takich jest naprawdę wielu.
          A jak prawo będzie temu sprzyjało, to będzie jeszcze więcej, bo każdy by chciał kupić towar/usługę lub pożyczyć pieniądze, a potem „schować się” przed wykonaniem swojej części umowy.
          A jeśli w takiej umowie chodzi np. o setki tysięcy lub miliony, to naprawdę „świetna sprawa” (przynajmniej dla dłużnika) żeby skutecznie migać się od płacenia.
          Jeden taki przekręt i można stać się zamożnym. Warto ? Pewnie, że warto.

          • chcesz powiedzieć, ze w USA tak jest, z tego co ja widze jest zupełnie odwrotnie, mimo, ze prawo wymaga BEZPOŚREDNIO kontaktu z odbiorcą pism sądowych przez kwalifikowanego doręczyciela (You’ve been served)

    • Bawi mnie niezwykle, gdy ocenia się czyjeś argumenty pod kątem „racjonalności ”przez pryzmat tego, czy się z nimi zgadzamy, czy też nie. Zgadzamy się – są racjonalne, mamy inne zdanie – racjonalne nie są. To droga donikąd. Lepiej podyskutować nad konkretnymi argumentami, zamiast apriorycznie je odrzucać.

      „Wyrok nie powinien opierać się na fikcji” – ależ nie opiera się na fikcji, opiera się na dokumentach dostarczonych przez powoda. A to, że pozwani uwielbiają zmieniać miejsce pobytu, mając wszystko (i wszystkich) w d***e, nie powinno wpływać na ocenę celowości doręczeń przez awizo. Niestety, jesteśmy narodem bardzo niesolidnych kontrahentów. A przepisy to ułatwiają, umożliwiając m.in. łatwe i szybkie uchylenie tytułu wykonawczego, doręczonego w trybie art. 139 kpc.

      Wystarczy nie aktualizować miejsca zamieszkania i zameldowania tam, gdzie to można aktualizować – i to byłby genialny sposób na unikanie zobowiązań? Dziękuję, wolę obecny „socjalizm” :)

      • Ależ tak to oceniasz, Marku! We wszelakich dyskusjach na ten temat sprowadzasz wszystko do wygody pojedynczych osób. :) Tak, zgadzam się – TO JEST droga donikąd. Albo uczciwie i konsekwentnie opiera się sądy na faktach, choć to żmudne, niewygodne i nieraz wymaga śledztwa, albo olewa się i mówi się to wprost. A nie – tu urzędnikowi niewygodnie, to dozwólmy fałszowanie rzeczywistości, tu niewygodnie powodowi, to pozwólmy dajmy mu od ręki fałszywy wyrok.

    • „Dozwolenie takiego nadużycia, jak fikcja doręczenia, daje otwarte drzwi do kolejnych nadużyć”

      Sam znam 2 osoby, które skutecznie migają się przed milionowymi długami, bo ani sąd ani komornicy nie potrafią skutecznie się do nich dobrać.
      „Nie wiadomo” gdzie mieszkają, „nie wiadomo” gdzie mają majątki.

      Teraz postaw się w sytuacji firm-wierzycieli, którym tacy ludzie są coś winni.

      Nawet teraz odzyskanie wierzytelności to nie lada problem i są cwaniacy skutecznie unikający płacenia długów.

      Likwidacja fikcji doręczenia, tylko jeszcze bardziej ułatwi życie takim cwaniakom, którzy doskonale wiedzą jakie mają długi i gdzie, ale zwyczajnie zrobią wszystko żeby ich nie zaspokoić.

      • Djpnizos, jeśli ma się ochotę na wypowiadanie swoich opinii to czasem warto by było je wpierw przemyśleć, bo np. stwierdzenia, że likwidacja fikcji doręczenia w czymś ułatwi życie dłużnikom jest śmieszne, gdyż z tego by wynikało, że tylko fikcja zawiadomień pozwala na egzekwowanie długów od uchylających się od płacenia, a sam napisałeś, że sa osoby, które skutecznie migają się przed sądami i komornikami, choć fikcja obowiązuje od lat. Jedno ma się nijak do drugiego…

        • Bo fikcja doręczenia nie była skrojona pod dłużników tylko postępowania administracyjne gdzie często organy panstwowe nie były w stanie nikogo ukrać za np. skłądowanie nielegalne śmieci bo nie były w stanie właścielowi działki dostarczyć pismo.

          To był problem – ale łatwy do rozwiązania, a wylano dziecko z kąpielą.

  17. Trudno zgodzić się z twierdzeniem, iż ” Fikcja doręczenia jest sprawiedliwym rozwiązaniem” a jeszcze bardziej trudno zgodzić się z twierdzeniem, że „Zamiast ją likwidować (fikcję doręczenia), zacznijmy wymagać od obywateli, aby dali się odnaleźć wtedy, gdy to potrzebne”. Postulaty te mają charakter życzeniowy i w żaden sposób nie mogą stanowić podstawy do żądania od pozwanego aby ten poszukiwał swoich potencjalnych wierzycieli, którzy być może, w bliżej nieokreślonym czasie występują z bliżej nieokreślonym roszczeniem. Poszukiwanie wierzyciela mogą być trudne w dobie mocno nasilonego rozwoju firm windykacyjnych zajmujących się obrotem wierzytelności, które wskazywanie nieaktualnego adresu traktuje jako taktykę procesową. Poza szeregiem argumentów wolnościowych i wskazujących na naruszenie zasad logiki, które obalają tezy autora wskazane w artykule, powołam się na odpowiedzialność wierzyciela (powoda) za swoje działania. Nie nikt inny jak powód zawiera umowę z pozwanym. Powód czerpie korzyści oraz przyjmuje na siebie ryzyko wynikające z zawartych umów. Wobec powyższego to powód winien dochować pełnej staranności przy zawieraniu umowy i w sposób właściwy określić pozwanego. Poczucie powoda, że na pewnym etapie postępowania sądowego korzysta on z ochrony w postaci „fikcji doręczenia” pozwala powodowi na niedopełnienie wszystkich obowiązków z personalizacją pozwanego, w tym z ustaleniem jego adresu zamieszkania. To powód zawierając umowę z pozwanym winien ponosić ryzyko w przypadku braku możliwości ustalenia adresu pozwanego albowiem to on podjął decyzję o zawarciu umowy z pozwanym. W przypadku braku możliwości skutecznego zawiadomienia pozwanego o toczącym się postępowaniu obligatoryjnie winno ustalać się kuratora dla nieznanego z miejsca pobytu. Fikcja doreczenia jest za daleko idącą ochroną powoda albowiem skutki wywołane wobec dłużnika nieuczestniczącego w procesie są za daleko idące i nieodwracalne. Ochrona wierzyciela przez zapewnienie fikcji doręczenia nie może być przedkładana nad ochroną dłużnika do wiedzy o toczącym się postępowaniu oraz jego uczestnictwie w tym postępowaniu (nawet jeśli jest to nadmiernie wykorzystywane). Inny pogląd na sprawę stawia proces na głowie i doprowadza do patologi. Nie można również przejść obojętnie do postrzegania sądownictwa przez pryzmat wydanych wyroków w wyniku stwierdzenia fikcji doręczenia. Rolą Państwa jest chronić obywatela na każdym etapie postępowania i zapewnić mu możliwość dochodzenia swoich praw w sposób równy dla każdej ze stron a więc w procesie, w którym uczestniczą wszystkie strony.

    • To obowiązek dłużnika zadbać o to, żeby swoje wszystkie sprawy pozamykać ze swoimi wierzycielami. Jeżeli podaje w umowie adres X, a następnie nie informuje wierzyciela o przeprowadzce to kto jest winny? Dłużnik, bo myślał że mu się upiecze? Czy wierzyciel, który posługuje się danymi z umowy?

      • A co w sytuacji gdy wierzytelność jest sporna? Wierzyciel twierdzi, że istnieje. Dłużnik nie wie, że istnieje. Np cesja wierzytelności lub subsydiarna odpowiedzialność dłużnika lub inna, która powstała bez wiedzy dłużnika (odszkodowanie, zadośćuczynienie itp? To dłużnik też ma szukać wierzyciela. Pan mówi o oczywistej sytuacji gdy zobowiązanie powstało w wyniku umowy cywilno prawnej. To nie jest jedyny sposób powstania długu.

        • Skomplikowany temat. Każdy kij ma 2 końce.
          Czytałem nie tak dawno, jak pewien znany redaktor chciał pozwać drugiego o zniesławienie w artykule w znanej gazecie. Celowo nie wymienię nazw gazet ani nazwisk redaktorów.

          I wiesz co ? Nie mógł go pozwać, bo nie wiedział gdzie mieszka. „Nie wiedziała” też gazeta dla której pracował, bo podobno tylko pisał artykuły „na zlecenie”, a wynagrodzenie dostawał w gotówce.
          Gość pisał, szkalował i unikał odpowiedzialności.

          Gdyby sprawa nie dotyczyła znanego redaktora, to może by nie była istotna, ale okazuje się, że nawet znane osoby uciekają przed sprawiedliwością poprzez niemożność doręczenia im pisma, czy pozwu.

  18. Wypadałoby jeszcze, aby na awizo widniał nadawca tej korespondencji (a przynajmniej w przypadku urzędów). Albo wydłużmy czas oczekiwania korespondencji w urzędzie pocztowym. 14 dni w obecnych czasach to trochę mało.
    Tak mi się ostatnio zdarzyło, że byłem poza domem trochę dłużej niż 14 dni (to chyba legalne), ale mniej niż 30. Traf chciał, że po przyjeździe znalazłem w awizo. Powtórne. To, że brak pierwotnego to drobny szczegół, ale przecież listonosze itd, „wicie, rozumicie”. Te magiczne 14 dni upłynęło jakieś 4-5 dni temu. Złapałem awizo i na pocztę. Odstałem co swoje i dowiedziałem się, że listu już nie ma, wrócił do nadawcy. Kto nim był? Pani po drugiej stronie okienka nie ma takich danych. Trochę się zestresowałem, bo poleconych nikt dla sportu nie wysyła. Najgorsze, że od nikogo nie spodziewałem się korespondencji tego typu. I co mam zrobić? Chce być w porządku, ale nie mam na to szansy.
    Zajęło mi to cały dzień, ale na jakieś 95% ustaliłem, który to urząd zawraca mi głowę pierdołami. Pewności jednak nie mam.
    Co prawda nie ma tego złego. Dzięki temu pozakładałem profile na e-PUAP,
    PUE, ZIP itd. Ale nie wiem czy tego typu korespondencja jest tam
    dostępna. Być może powinna być, ale… Jakoś nie mam zaufania do polskich instytucji państwowych.

    Czy w obecnej dobie naprawdę jesteśmy skazani na ten dosyć archaiczny kanał korespondencji? Ja wiem, że nie wszyscy chcą, potrafią itd. To oni niech sobie zostaną przy przesyłkach poleconych, jednak jestem pewien, że jest rzesza ludzi, która wolałaby utrzymywać kontakt z urzędami via internet. W czym problem?

  19. Też uważam, że fikcja doręczenia jest konieczna. Nie brakuje cwaniaków, którzy stosują metodę „na strusia”, czyli „jeśli chcecie mnie pozwać, to najpierw spróbujcie mnie znaleźć”.
    Te osoby dobrze wiedzą, że sobie nagrabiły i wiedzą dokładnie gdzie, ale zwyczajnie unikają wymiaru sprawiedliwości jak się tylko da (nie tylko sądów, ale np komorników).
    Znam to z autopsji.
    Oczywiście w dramatycznej sytuacji jest wierzyciel, któremu taki cwaniak jest coś winien.

    • Ja znam z autopsji sytuację odwrotną – komornik po wypiciu „paru głębszych”, wyznał, że na tej fikcji doręczenia „fajnie się korzysta, bo nie ma się jak przed tym bronić”.

      Żeby nie było że piszę źle o komornikach –
      w innym przypadku komornik sam odstąpił od ścigania dłużnika i napisał powodowi bzdury o braku możliwości egzekucji, bo zapoznał się że sprawą gdzie powód miał dobry adres (potwierdzenie w korespondencji przedstawionej przez pozwanego), a podał zły. Komornik znając realia, wkurzył się, uznał sytuację za niesprawiedliwą i pokazał powodowi gest Kozakiewicza.

      Patologia w tej kwestii ma się dobrze i po tej stronie.

  20. Szanowny Autorze!
    Moim zdaniem w pana tekście pobrzmiewa myślenie o prawie i wolności człowieka/obywatela w duchu prusko-rosyjskim, gdzie jest się poddanym i istnieje się dla państwa. W systemie anglosaskim do niedawna nie było żadnych dowodów tożsamości a człowiek mógł udać się gdzie miał ochotę bez informowania o tym jakiejkolwiek instytucji. To jest wolność, której osoba przesiąknięta duchem prawa istniejącego na wschód od Łaby nie rozumie. W normalnym kraju człowiek przebywa tam gdzie chce, a nie dyżuruje pod skrzynką pocztową. Chyba że sąd mu tę wolność ograniczy.

    • „gdzie jest się poddanym i istnieje się dla państwa.”

      Chyba nigdy nie byłeś wierzycielem, któremu jakiś cwaniaczek migał się z oddaniem pieniędzy.
      Czy uważasz, że jeśli wykonam ci jakąś usługę, sprzedam towar lub pożyczę pieniądze, a potem nie mogę pieniędzy odzyskać, bo nie wiem gdzie jesteś, to jest ok ?
      W tym momencie wszystkie umowy można przerobić na papier toaletowy, bo są i tak nic nie warte, gdy dłużnicy się „chowają”.

      • to pożyczaj na weksel.

        Kiedyś od tego był ten papier, oznaczał, ze dłużnik zgadza się na „czatowanie pod skrzynką” i mógł nawet pójść siedzieć jeśli weksla nie wykupił. Jak ktoś komuś pożyczył kasę „na mordę” albo na „swistek papieru” to musiał mieć gigantyczne pokłady zaufania. I to był dobry system.

  21. To ja wam opowiem moją historię, zdarzyła się już 3 razy: US potrafi wysłać do mojego banku tytuł egzekucyjny o jakieśtam zaległości podatkowe (od kilku do kilkudziesięciu złotych, przy podatkach jakie płacę idących w dziesiątki tysięcy). Oczywiście, zaległości staram się nie mieć, wpłacając po kilkadziesiąt złotych więcej, niż wynikałoby z podatków, ale i tak w bebechach tej nieefektywnej machiny czasem pojawiają się jakieś problemy (to już temat na inną opowieść).

    Ale wracając do tytułu egzekucyjnego: takie pismo ma w banku moc bomby atomowej: przez ponad pół roku NIKT nie będzie z Tobą rozmawiał o żadnym produkcie bankowym, w nawet najniższej ilości. Sama obsługa tytułu, to bagatela 150 złotych – za każdym razem większa niż suma zobowiązań. Bez wątpienia, takie postępowania nie tylko powoduje niepotrzebne straty finansowe, ale dodatkowo wyłącza mnie z obiegu bankowego na okresy od 6 do 12 miesięcy za każdym razem. Staracie się o kredyt? Kartę? Leasing? Zapomnijcie! Dlaczego? Otóż analityk banku jak tylko widzi egzekucję na koncie mówi nie i nie wnika w szczegóły, choćbyś opływał w miliony.

    No ale, skąd te tytuły? Otóż US twierdzi, że wcześniej wysyłał upomnienia, które były dwukrotnie awizowane. Tutaj uwierzcie mi na słowo: nie, nie były. Sprawdzam skrzynkę każdego dnia a z awizem lecę na pocztę od razu,

    US radośnie wystawia tytuł egzekucyjny już w 15-tym dniu od wysłania upomnienia (jedźcie sobie teraz na wakacje ;) i uwaga: awiza od tej korespondencji zwykle jakoś magicznie docierają, ale jest już za późno: jak się dowiesz i nawet zapłacisz, to i tak w banku już jest czapa – nie da się tego zatrzymać.

    Reklamuj na poczcie powiecie i domagaj się odszkodowania? Otóż nie: Poczta twierdzi, że ja jako odbiorca nie mogę reklamować ich usług gdyż ich nie zlecałem (jestem tylko adresatem), zaś US, sami zgadnijcie: zupełnie ich nie obchodzi to, że rujnują życie uczciwie płacącego podatki na każde wezwanie obywatela. W ten oto sposób działa machina, która w każdej chwili może wyłączyć twoje działanie z jakiegokolwiek obiegu na okres co najmniej pół roku.

    Nadal podoba się Wam mechanizm fikcji doręczeń?

    Acha, jak pani z US chce mnie o coś zapytać to zwykle dzwoni, lub wysyła maila, bo te dane podaję z każdym zeznaniem i trzymam aktualne za każdym razem. Można jeszcze ze mną kontaktować się przez ePuap, a i w sumie adresu zamieszkania nie zmieniałem od 10 lat. I tylko w sprawie zaległości to jakoś tak im nie działa, a awiza notorycznie nie docierają.

    Panie Tomaszu, życzę Panu, żeby Pan też kiedyś posmakował czym jest prawo, które posługuje się fikcją jako normą, przed którym nie ma obrony, które rujnuje Pana plany prywatne i zawodowe ot tak, w ramach niespodzianki, któregoś słoneczego dnia. I żeby Pan w swojej bezsilności nie był tak samo jak ja, wyegzekwować sprawiedliwości. Nazwę portalu „bezprawnik” uznaję za wyjątkowo udaną.

  22. Nie poruszony jest bardzo ważny temat A w moim przypadku i mam na to potwierdzenie ponieważ część nieważnych dokumentów przesyłają na adres korespondencji!!!!!!.
    A bardzo ważne na adres zamieszkania!!!!!!.
    Właśnie żeby uzyskać fikcyjne potwierdzenie odbioru!!!
    Pytam się redakcji co wtedy?

  23. Co za brednie, jest domniemanie niewinności a tu, w portalu który promuje wolnośc osobistą nakazują każdemu, jak zwykłej owcy, pozwolić się znakować by urzędas mógł namierzyć kiedy zechce?
    To jest wyłącznie problem z urzędnicza mentalnościa w Polsce prosto wyjętą z kart utworów Gogola. Były przykłady ze urzędasy nie potrafią znaleźć człowieka który się nie ukrywa – jest ofiarą oszusta, ale kiedy obrazi Adriana to policja znajduje go w 5 minut jeszcze w porannych galotach.

    Fikcja doręczenia jest totalitarnym prawem, która przenosi ciężar ciągłego udowadniania, ze nie jest się wielbłądem na obywatela. Ma być na życzenie dla całego aparatu państwa, a jak ten się pomylił, to za pomocą procedur da sie to odkręcić – o ile niepokojony niewinny obywatel nie wierzga i dostosuje sie do urzędniczych glupot z iście stoickim spokojem.

  24. i uważasz, ze państwo powinno Cię zabezpieczać przed Twoimi błędami?

    Państwo powinno scigać oszustów, ale dłużników – mam mieszane uczucia. Rynek handlu długami indukuje ich powstawanie – przykład chwilówki które pożyczą kasę każdemu byle tylko szybko urosła kwota i puścić to do „Kruka” z zyskiem. Bez aparatu panstwa, z instytucja latwej bankrucji osobistej to rynek by się zmienił – na zdrowsze.

  25. Nie można się zgodzić z tymi stwierdzeniami, a obywatel ma prawo do obrony (konstytucyjne) Jeżeli jest problem z odnalezieniu powoda, można go zobligować do odebrania pisma poprzez całkowitą blokadę konta bankowego (komornicy i US radzą sobie z tym bardzo dobrze) również poprzez wysłanie wiadomości na epuap. Więc też przepis jest oderwany od rzeczywistości i skrajnie niesprawiedliwy.

  26. Oczywiście mój komentarz o autorze tego artykułów jako przykładnym stalinowcu został usunięty . Brawo wolność słowa !

  27. Pan Tomasz Laba chyba nie nadaje się na komentatora prawa w Polsce. Pisze On, że to strona pozwana ma zadbać o możliwość doręczenia jej pism sądowych.
    Problem jest jednak nie po stronie obywateli, ale po stronie systemu. Nie da się skutecznie zawiadomić „systemu sądowego” o adresie elektronicznym ani zmusić system do przesyłania powiadomień.
    Poczta Polska wprowadziła usługę eAwiza oraz usługę przekierowania (dosyłania) poczty… ale:
    1) Poczta nie gwarantuje skuteczności zlecenia eAwiza (nie wydaje nawet potwierdzenia złożenia takiej dyspozycji) i trudno potem udowodnić, że nie dostało się SMSa czy e-maila.
    2) Dosyłanie nie jest realizowane dla przesyłek sądowych…
    Następnym problemem jest fakt, że w przetargu na dostarczanie korespondencji sądowej wygrać może prywatna firma, która nie realizuje dosyłań i eawiza….

    Pan Laba nie analizuje zupełnie faktu przestępczej działalności opartej na fikcji doręczeń, polegającej na masowej wysyłce pozwów licząc, że odbiorcy zignorują lub nie odbiorą.
    Wiedząc, że ktoś planuje dłuższą (np. kilkumiesięczną) wyprawę w dżungli amazońskiej, można go okraść legalnie.

    To system jest wadliwy, że nie informuje o sprawach sądowych wprost przez ePUAP (przynajmniej tych obywateli, którzy ten profil mają). System sądowy jest zupełnie nie podłączony do tego systemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *