Google zapłaci biznesmenowi 300 tys. zł za mylące wyniki wyszukiwania?

Technologie 28.09.2015
Google zapłaci biznesmenowi 300 tys. zł za mylące wyniki wyszukiwania?

Udostępnij

Michał Grązka

Już 12 października okaże się, czy Google zapłaci odszkodowanie biznesmenowi, który wpisując swoje nazwisko w wyszukiwarce otrzymał mylne treści co do swojej osoby.

W maju roku 2014 na skutek wyroku Trybunału Sprawiedliwości, utworzone zostało prawo do bycia zapomnianym w sieci. Dzięki niemu, mamy możliwość wnioskowania o kasowanie wyników wyszukiwań np. z Google czy Bing, które dotyczą naszej osoby, a które są nieaktualne. Często jednak firmy zarządzające wyszukiwarkami odmawiają działania.

O pierwszej takiej sprawie pisaliśmy, gdy Leszek L. zażądał 500 tys. zł za to, że Google pokazywało wśród 200 wyników wyszukiwania jego personaliów 5 linków, które zawierały nieaktualne listy gończe. Koniec końców, pod koniec czerwca 2015 pozew został oddalony. Poszkodowany nie zgromadził bowiem odpowiednich dowodów na to, że został pokrzywdzony, a prawo do prywatności nie działa w przypadku listów gończych.

Wszystko wskazuje na to, że kolejna sprawa może potoczyć się inaczej. Pewien olsztyński biznesmen od kilku lat walczy z wyszukiwarką Google, a wyrok w odpowiedzi na jego pozew usłyszymy już 12 października. W tym przypadku także rozchodzi się o nieprzychylne dla poszkodowanego wyniki wyszukiwania imienia i nazwiska. Tyle tylko, że tym razem zawiódł algorytm.

W 2002 roku w Polityce ukazał się artykuł „Bardzo biedny gangster”, który mówi o przywódcy olsztyńskiego gangu. Temat jest opisany w oparciu o historię biznesmena, którego firmę bandyci dwukrotnie podpalili, po tym jak odmówił płacenia wysokiego haraczu. W końcu złoczyńcy trafili za kratki, właśnie dzięki zeznaniom przedsiębiorcy, który po tym wszystkim został bardzo pozytywnie opisany w czasopiśmie.

Problem jednak w tym, że kiedy w Google wpisane zostały dane biznesmena, pod znajdującym się na samej górze wyników linkiem do artykułu w archiwum Polityki pojawiał się skrócony opis tekstu. Jeśli taki skrót nie jest odgórnie ustalony, wyszukiwarka sama go tworzy, wklejając najważniejsze – zdaniem algorytmu – fragmenty pełnej treści.

W tym wypadku opis, który można było zobaczyć na stronie wyszukiwania wskazywał, że to właśnie przedsiębiorca stał za wyłudzeniami, a nie był ich ofiarą. Brzmiał on bowiem następująco: „Przypadek pewnego powszechnie znanego w Olsztynie bandyty dowodzi… [tu dane biznesmena] dzierżawca [dane firmy]: – żądał za rzekomą ochronę 3 tys. zł”. Dla kogoś, kto nie wgłębiał się w pełną treść tekstu (do którego dostęp jest płatny), brzmienie może być diametralnie inne od faktycznego.

Niestety, przez brak kontekstu i urywkowe, krzywdzące informacje, przedsiębiorca czuł że jego dobra osobiste zostały naruszone. Twierdzi także, że przez zszarganie dobrego imienia, odwróciła się od niego część partnerów biznesowych. W związku z tym, w roku 2012 złożył do Google wniosek o usunięcie opisu strony. Gdy firma odmówiła, powołując się na brak decyzji o naruszeniu prawa, dwa lata później poszkodowany pozwał Google Poland oraz Google Inc, żądając 300 tys. zł zadośćuczynienia.

Koncern twierdzi jednak, że jakiekolwiek żądania są bez zasadne – i to z paru powodów. Po pierwsze, Google nie tworzy treści, a jedynie pomaga użytkownikom w ich znalezieniu, więc to Polityka powinna usunąć tekst. Po drugie, spółka Google Poland twierdzi, że nie może być pozwana w tej sprawie, ponieważ odpowiada ona tylko za marketing, a działanie silnika wyszukiwania to część, którą zajmuje się centralna siedziba w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, jak zazwyczaj w takich sprawach – podnoszony jest argument, że ingerowanie w wyniki wyszukiwania stanowiłoby cenzurę wolnych mediów.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Ciężko ocenić jaki wyrok zapadnie w tej sprawie. Z jednej strony, Europejski Trybunał Sprawiedliwości dał nam prawo do bycia zapomnianymi w sieci. Z drugiej strony, Google nie poczuwa się do odpowiedzialności i z pewnością nie chce płacić wysokiego zadośćuczynienia pokrzywdzonemu. W końcu taka rekompensata „przetarłaby szlak” kolejnym osobom, które czują, że wyszukiwarka narusza ich dobra. Może więc, w wypadku pozytywnego wyroku, otrzymają oni właśnie sygnał, że istnieje ścieżka, aby skutecznie walczyć o dobre imię w sieci? Przekonamy się już 12 października.

Problemy z prywatnością w internecie, potrzebujesz pomocy prawnika? Z redakcją Bezprawnik.pl współpracuje zespół prawników specjalizujących się w poszczególnych dziedzinach, który solidnie, szybko i tanio pomoże rozwiązać Twój problem. Opisz go pod adresem e-mailowym kontakt@bezprawnik.pl, a otrzymasz bezpłatną wycenę rozwiązania sprawy.

Fot. tytułowa: shutterstock.com