„Uprawianie jogi bez uprzedniej znajomości kultury Wschodu może być rasistowskie”

Na wesoło Zdrowie dołącz do dyskusji (70) 06.02.2018
„Uprawianie jogi bez uprzedniej znajomości kultury Wschodu może być rasistowskie”

Emilia Wyciślak

Żeby poznać jogę, trzeba znać również kulturę Wschodu – a przynajmniej hinduizm, w przeciwnym razie dokonuje się „rekolonizacji” i wygodnie zawłaszcza cudzą kulturę. Dlaczego niektórzy tak sądzą? Gdzie jest ten kulturowy pies pogrzebany? 

Uprawianie jogi bez znajomości kultury Wschodu ma być dowodem na niespożyty konsumpcjonizm białego człowieka. Takiego zdania jest Shreena Gandhi, profesor religioznawstwa z Michigan State University. Wywodzi ona, iż Amerykanie (i inni ludzie Zachodu) czerpią pełnymi garściami z obcych kultur, ale zabierają tylko to, co jest im przydatne, porzucając wartościową otoczkę. Joga, ważny element hinduizmu, jest przez ludzi traktowana przede wszystkim jako zestaw modnych ćwiczeń poprawiających ogólną kondycję. Wszystko rozbija się o znane na Zachodzie pojęcie „cultural appropriation”, czyli adaptowanie jednej kultury przez drugą. W procesie tym chodzi jednak głównie o to, że adaptujący spłyca istotne elementy i używa ich wyłącznie do własnej rozrywki. Biały człowiek, kolonizator, który w przeszłości nękał autochtonów, teraz zabiera im to, czego nie zdołał im wcześniej wyrwać, a w dodatku pochłania niczym hamburgera święte zwyczaje liczące sobie setki i tysiące lat.

Niech za przykład posłuży tu ponury los natywnych Amerykanów – Indian. Ich kultura została sprowadzona do pióropusza, tomahawka oraz tipi, zaś zwyczaje różnych plemion zostały ze sobą pomieszane, zaś oni sami rozpici i wyrzuceni poza margines społeczeństwa. W USA wielkie oburzenie wywołuje użycie – na przykład – rytualnych ozdób indiańskich jako ozdób i maskotek dla drużyn sportowych.

Więcej przeczytać można o tym w Independent.

Joga, rasizm

Shreena Gandhi uważa, że uprawianie jogi w celach rozrywkowych jest przykładem rzeczonego „cultural appropriation”. Korzenie tego zjawiska sięgać mają czasów, kiedy Hindusi próbowali udowodnić Brytyjczykom, iż nie są zacofanymi prymitywami (aczkolwiek wiele im to nie pomogło). Joga przeniknęła do zachodniej kultury i tam już została – w swojej okrojonej, uproszczonej formie. To nie podoba się profesor Gandhi. Jak sama twierdzi, nie jest może to rodzaj rasizmu zagrażającego życiu innych, ale w jakiś sposób uzupełnia się to z rasizmem systemowym.

Zachodni trenerzy jogi, którzy nauczają jedynie jej fizycznego aspektu, zapominając o duchowym, dokonują – zdaniem profesor – swoistej rekolonizacji. Zabierają to, co uznają za atrakcyjne, porzucając niezrozumiałe, bądź nieinteresujące ich, elementy. Gandhi idzie o krok dalej i zarzuca białym ludziom, że w tym całym zabieraniu zapominają o takich rzeczach jak dobrostan Hindusów (którzy przecież żyją w naprawdę nieciekawych warunkach). Wszystko to tworzy dość karykaturalny obraz człowieka Zachodu, który – wzorem swojego przodka-kolonisty – przychodzi, zabiera, pożera i porzuca.

Głębokie wody postkolonializmu

Shreena Gandhi nie jest pierwszą osobą, która zaprotestowała przeciwko „kolonizowaniu” jogi. O wiele ostrzej zareagował w roku 2016 Matthew Terrell na blogu HuffPost. Jak sam stwierdził w swoim wpisie (zatytułowanym, a jakże, „Białym ludziom powinno się zakazać jogi”), człowiek powinien korzystać tylko i wyłącznie z dobrodziejstw, które wyprodukowała jego własna kultura. Oznacza to nie tylko niepraktykowanie jogi w obecnej (czy jakiejkolwiek innej) formie. W jego wpisie pod lupę trafia również jedzenie. Jako przykład podał liczącą sobie wiele tysięcy lat kuchnię chińską, przerobioną na zachodnią modłę tak, by łechtała podniebienie białego człowieka. Pakowana do kartonowych pudełek, pochłaniana na kanapie podczas oglądania programu telewizyjnego, sprowadzona tylko do feerii „obcych” smaków. Wszystko to sprawiło, że Ferrell pokusił się o dość długą perorę, zwieńczoną stwierdzeniem, że rzeczy święte nie powinny ulegać konsumpcjonistycznym zmianom.

O zawłaszczaniu jogi przez człowieka Zachodu przeczytać możemy również na stronie „Decolonizing Yoga”. Susanna Barkataki, mieszkająca w USA Hinduska, napisała tam, że czuje się dość niekomfortowo we wszystkich amerykańskich klubach praktykujących jogę jako zestaw ćwiczeń fizycznych. Kiedy odwiedziła jeden z nich, okazało się, że symbol Om był tam zawieszony do góry nogami, zaś zachodni „jogin” nie miał specjalnie pojęcia o tym, co robi. Co ciekawe – jak sama zauważyła – joga była przez Brytyjczyków zakazana w Indiach, co w wielu przypadkach zniszczyło liczące sobie tysiąc lat tradycje. Podsumowuje ona to następująco: w jodze chodzi o osiągnięcie równowagi pomiędzy ciałem a duchem, nie ma jej jednak na Zachodzie, który – bogaty i zadowolony z siebie – praktykuje element kultury należący pierwotnie do tych, którzy teraz są odepchnięci i zmarginalizowani.

Ten wstrętny konsumpcjonizm

Odnoszę wrażenie, że zarówno Ferrell, Gandhi, jak i Barkataki pomijają jedną, istotną rzecz. Często piszą o kapitalizmie, globalizacji czy konsumpcjonizmie, nie zauważają jednak, że sfera ta dotyczy niemal każdego elementu naszego życia.

Spójrzmy chociażby na to, co stało się z Bożym Narodzeniem. Rodzinne święto chrześcijan zostało przez wielu sprowadzone do szału zakupów, wręczania sobie drogich prezentów i reklam Coca-Coli w sklepie. W Polsce obchody Wszystkich Świętych u części ludzi sprowadza się do kupienia jak największej ilości zniczy i zjedzenia kiełbaski lub frytek pod cmentarzem. Pójście na mszę często przypomina rewię mody połączoną z wywiadem szpiegowskim – kto się jak pokaże, kto wygląda lepiej, kto z kim przyszedł. Ludzie na własne życzenie biorą ze sfery sacrum tylko to, co im się podoba i spłycają ją do imentu. I nie tyczy się to tylko kultur obcych, ale także ich własnej.

70 odpowiedzi na “„Uprawianie jogi bez uprzedniej znajomości kultury Wschodu może być rasistowskie””

  1. Rasizm:D wtf… idźcie się ku*wa leczyć:D
    Rozwój cywilizacyjny, cały postęp jaki mamy, zawdzięczamy białemu człowiekowi, do jest oczywiste. Kto To neguje, jest basista.

    • Opinia tak samo skrajna, jak te opisane w artykule. Postęp bierze się z wymiany myśli, a ta nie odbywa się i nie odbywała się tylko w obrębie jednej kultury, czy cywilizacji. A z drugiej strony całkowicie naturalne jest to, że zapożycza się to, co jest przydatne, albo co wydaje się atrakcyjne.

  2. Picie wódki bez znajomości kultury Polski i Rosji to rasizm, oglądanie anime bez znajomosci kultury Japonii to rasizm.

  3. Autorko, jeden z przytaczanych przez Ciebie felietonów (Matthew Terrell) to, jak sądzę, żart, ironiczna krytyka takiego sposobu myślenia. Świadczy o tym zwłaszcza końcówka: „To be culturally sensitive, we must only consume cultural products of
    our own race. Any sort of racial mixing is verboten. Afterall, culture
    is not meant to evolve. It is a sacred, ancient thing that must never
    change”.

  4. Sympatyczny, zabawny artykuł, fajnie napisane. To jest era Kali, w której prawość zredukowała się do 1/4 i która jest najgorszą ze wszystkich yug (er). Tak samo wypaczone jest to co dotyczy człowieka, zanieczyścił on wszystko, wodę, powietrze, ziemie, za co oczywiście poniesie odpowiednie konsekwencje i dostanie wkrótce należną, proporcjonalną lekcję, ale wracając do tematu, w związku z tym zanieczyszczone jest także jedzenie a więc i jego umysł. W tej erze materializmu wypaczenia, uproszczenia i spłycenia dotykają nawet tak świętych sfer jak yoge, tak naprawdę ma ona o wiele głębsze znaczenie, interpretacje. Samatvam yoga ucyate – równowaga joga jest zwana – nie równowaga cielesna a umysłowa i w najgłębszym tego słowa znaczeniu oznacza nieporuszony umysł, w pełni mocy bezforemnego Boga. Tak samo powszechnie używane określenie „dżihad”, nie ma nic wspólnego z nerwowo pokrzykującym brodaczem w turbanie z kałasznikowem w ręku, a oznacza, tylko i wyłącznie, walkę z własnymi słabościami. Tak samo głębokie interpretacje ma legendarna bitwa na polach Kuru, jest to w prawdziwym, niefizycznym znaczeniu, nieustanna walka między dobrem a złem jaka toczy się w człowieku.

  5. „Biały człowiek, kolonizator, który w przeszłości nękał autochtonów, teraz zabiera im to, czego nie zdołał im wcześniej…”. Ciekawa interpretacja, jednak prawda jest nie co inna. Sami są sobie (Hindusi) winni, bo pomimo starożytnych zakazów zaczęli nauczać jogi obcokrajowców, a co gorsza kobiet. ;) :D

  6. Mogę to skomentować tylko tak:
    Hindus (a więc tak naprawdę BIAŁY CZŁOWIEK, przedstawiciel rasy kaukaskiej z opalenizną i/lub o ciemnej karnacji) w USA będzie widział wszędzie rasizm i wtórną kolonizację. A Hindus – jogin w Indiach, jak mówisz, że chcesz się nauczyć jogi, to jak reaguje? Super, że ci się podoba, wszystko ci już wyjaśniam.
    Ale pomińmy własną rasę. To samo z Japonią. Amerykanin japońskiego pochodzenia jest niesamowicie uciśniony, jak jesz sushi, bo jak śmiesz?! Sushi dla Japończyków! Japończyk z krwi i kości? O, świetnie, że ci smakuje, a słyszałeś jeszcze o smażonym ryżu, onigiri, bento i naszej wołowinie? Nie? Musisz spróbować!
    I to chyba niezbyt dobrze świadczy o tych imigrantach w zachodnich krajach, zwłaszcza drugiego i kolejnego pokolenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *