Kamil Fejfer z Magazynu Porażka krytykuje mój wpis o tym, że każdy Polak powinien prowadzić firmę

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (206) 31.03.2019
Kamil Fejfer z Magazynu Porażka krytykuje mój wpis o tym, że każdy Polak powinien prowadzić firmę

Udostępnij

Jakub Kralka

Pan Kamil Fejfer to, jak udało mi się ustalić, popularny lewicowy bywalec mediów społecznościowych, twórca fanpage’a Magazyn Porażka. 

Pamiętam, że kilka lat temu całkiem mocno bawił mnie wspomniany Magazyn Porażka jako fajna satyra współczesnej rzeczywistości. Z czasem jednak zaczął mi się nudzić, a nawet męczyć, zaś sam fanpage stał się takim centrum społecznościowym dla ludzi, którzy w wieku 25 lat zorientowali się, że orientalistyka połączona z socjologią jednak nie przyniesie milionów, za głupie wybory obwinili społeczeństwo, postanowili oddać życiowego walkowera, położyć się na ziemi, a większość czasu w ciągu dnia spędzają obecnie udowadniając w mediach społecznościowych, że czytelnicy Magazynu Sukces powinni za pośrednictwem państwa oddawać im sporą część swoich przychodów – wyłącznie z tytułu odniesionego sukcesu.

Trudno jest dyskutować z Kamilem Fejferem, ponieważ akcja naszych wypowiedzi dzieje się w dwóch odrębnych światach. Jeśli ja swoim tekstem o Polakach prowadzących firmę żyję w krainie science-fiction, to polemika Kamila Fejfera pochodzi z opowiadań fantasy. Z płaskoziemcami i antyszczepionkowcami trudno jest dyskutować, a w mojej ocenie obaj wzajemnie postrzegamy swojego adwersarza z tej właśnie perspektywy.

Spróbujmy jednak na moment zajrzeć w cudowny świat Kamila Fejfera, w którym podstawowym prawem fizyki jest pogląd, że ludzie powinni oddawać swoje pieniądze innym, „bo pan Kamil tak mówi”. Otóż nie, moim zdaniem nie powinni, nawet jeśli powie tak pan Kamil, a cała młodzieżówka Partii Razem podpisze się pod tym na Facebooku.

Milionerzy

W moim artykule na łamach Bezprawnika postawiłem tezę, że lewica kłamie mówiąc, że milionerzy płacą mniejsze podatki, ponieważ 19% z 1 mln złotych to o wiele więcej, niż 18% z 30 000 złotych. A mimo to korzystają z tych samych dróg, szkół, wojsk. Pan Kamil pisze:

Zarabiający milion złotych przedsiębiorca nie stoi w takich samych kolejkach do lekarza. Sporą część usług medycznych kupuje na rynku, dlatego, że go na nie stać. Omija więc kolejki, a do publicznej służby zdrowia idzie tylko na poważniejsze zabiegi, gdyż wolnorynkowe ubezpieczalnie zazwyczaj nie oferują zajmowania się poważniejszymi przypadkami (w ten sposób najdroższe usługi przerzuca na system publiczny).

Nie rozumiem logiki tego rozumowania. Zarabiający milion złotych przedsiębiorca, choć jak my wszyscy płaci składki ZUS, które następnie wędrują w części do NFZ, ponosi dodatkowe koszty z tytułu prywatnej opieki medycznej. To chyba dobrze? Ten argument pana Kamila Fejfera wskazywałby raczej na konieczność rozważenia mniejszych składek zdrowotnych dla osób korzystających we własnym zakresie z alternatywy dla już trawionej problemami i kolejkami prywatnej służby zdrowia!

Co więcej, nie do końca rozumiem, a chyba wyczuwam pretensję w stwierdzeniu „w ten sposób najdroższe usługi przerzuca na system publiczny”. Jak to przerzuca? Przecież przedsiębiorca odprowadza co miesiąc przymusowe składki ZUS. W odróżnieniu od np. bezrobotnych, którym wszyscy fundujemy ubezpieczenia. Wszelkie świadczenia służby zdrowia mu się należą.

Dzieci biznesmenów zarabiających milion złotych nie chodzą też do publicznych szkół, tylko – zazwyczaj – również do prywatnych.

Podobnie jak w przypadku uwagi o służbie zdrowia, nie do końca rozumiem jak można potraktować jako zarzut fakt, że ktoś najpierw funduje w swoich gigantycznych podatkach publiczne nauczanie, a potem raz jeszcze musi płacić za edukację swoich dzieci, ponieważ państwo najwyraźniej nie jest w stanie dostarczyć usługi odpowiedniej jakości? Dlaczego pana Fejfera obchodzi na co przedsiębiorca wydaje swoje pieniądze już po ich opodatkowaniu?

Milionerzy mają pochyłe boisko i stać ich na wynajęcie osób, które będą grały za nich.

Skoro milionerzy mają takie proste życie, to każdy powinien zostać milionerem. Przecież nikt tego nie broni. Ale to chyba nie takie łatwe, prawda? Czyli najpierw ktoś dokonuje czegoś niesamowitego, a potem mamy go za to karać?

Jest pierdylion raportów legitnych organizacji, badań, biblioteki książek i czego tam Kralka chcesz, mówiących o tym, że na to czy będziesz milionerem czy medianowcem wpływ ma miejsce Twojego urodzenia, rodzina, edukacja, wsparcie które dostałeś od rodziców, wygrana na genetycznej loterii, a także to czy wstrzeliłeś się ze swoim biznesem, czy zostałeś monopolistą. Jeżeli więc się wygrało kilkadziesiąt razy na loterii z rzędu, a z drugiej strony są rzesze osób, które przegrały, to nie ma powodu, żeby się z nimi nie podzielić, jeśli i tak nie odczujesz za bardzo straty.

Lewica często podnosi argument o tym, że ktoś ma łatwiejszy start, bo rodzi się w rodzinie milionera. Ale spójrzmy na to z innej perspektywy. Pracujesz, zarabiasz, oszczędzasz. Czy robisz to tylko dla siebie? Nie, robisz to w dużej mierze również dla swoich dzieci, aby było im w życiu lepiej, łatwiej. One więc cudownie nie rodzą się w rodzinie milionera wygrywając los na loterii, tylko dostają start lepszy start w konsekwencji, bo ktoś na niego bardzo ciężko pracował.

Oczywiście w Polsce mamy pewien problem z zamożnymi ludźmi (z roku na rok coraz mniejszy, bo na szczęście tworzą się nowe elity), bo część z nich dorobiła się w czasach i na układach z czasów, gdy państwo było wszystkim, decydowało o wszystkim, nikt nie był w pełni odpowiedzialny za swoje życie, a obywatelom wydzielało niewielkie (niektórym większe) kieszonkowe i fanty wedle swojego uznania. Ale czy to nie idylla, o której marzą czytelnicy Magazynu Porażka?

Wszystkie te kodeksy pracy są po to, żeby wyrównywać wpisaną w rynek nierównowagę między podmiotem silniejszym (pracodawcą) a podmiotem słabszym – pracownikiem.

Jakiś czas temu przeczytałem oburzenie, że jeden z deweloperów gier komputerowych zwolnił 350 zbędnych pracowników. Ale co miał zrobić? Dalej ich zatrudniać, żeby nie było im przykro?

To jest główny problem dzisiejszej umowy o pracę. Próbuje tworzyć równowagę wobec nierównowagi, która nie istnieje. Umowa o pracę w niemal każdym możliwym aspekcie działa na niekorzyść pracodawcy, a na dodatek jest skrajnie niekorzystna pod względem podatkowym. Być może środowisko Kamila Fejfera, które znane jest tylko z odmieniania „przedsiębiorco daj” przez wszystkie przypadki, powinno raz pójść po rozum do głowy i zacząć proponować umowy o pracę, które są na przykład niżej opodatkowane i oskładkowane? Lub też pozostać przy tym samym wariancie, ale z kolei odjąć sobie część pracowniczych przywilejów?

Praca nie jest wartością samą w sobie. Wartością jest rezultat tej pracy, a z tym bywa juz różnie. Gdyby każdy był przedsiębiorcą w końcu mielibyśmy równowagę. Oba podmioty byłyby silne i współpracowałyby ze sobą kiedy tego potrzebują, a nie kiedy kodeks zmusza.

Co pan Fejfer wie o świecie?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sienkiewiczowski Kali przyświeca Kamilowi Fejferowi nie tylko w dyskusjach o gospodarce i społeczeństwie, ale też niestety wiedzy ogólnej o świecie.

A kiedy będzie wojna (lol, jaka wojna), to milionerzy mają wystarczająco dużo środków, żeby się zawinąć przed wszystkimi innymi. Nie potrzebują myśliwców, bo zdążą uciec.

Po pierwsze, uważam, że pan Fejfer dysponuje wyobrażeniem milionera głównie na bazie komiksów Marvela. Po drugie, mam bardzo duży dylemat czy można stawiać znak równości między przedsiębiorcą zarabiającym milion, czy nawet dwa miliony złotych brutto rocznie, a milionerem. Znam kilka takich osób i dzięki mieszance swojego szczęścia, talentu, pracy oraz gigantycznego ryzyka podnoszonego na wielu etapach kariery wiodą przyjemne życie, o którym wielu może pomarzyć, ale nawet nie stali obok własnego helikoptera.

Przede wszystkim jednak przeraża mnie ignorancja zawarta w zwrocie „lol, jaka wojna”.

Przypomina mi się Janusz Palikot, który najpierw głośno krzyczał, że trzeba obciąć wydatki na wojsko, a dofinansować teatr, by dosłownie kilka miesięcy później panicznie obserwować ruchy rosyjskich wojsk po zajęciu Krymu na Ukrainie. Kwestionowanie możliwości wystąpienia wojny w naszym rejonie wskazuje na to, że pan Kamil nie ma bladego pojęcia co aktualnie dzieje się na świecie, jak wyglądają aktualne relacje USA i Chin, USA i Europy, jak w tym wszystkim odnajduje się modernizująca swoje struktury Rosja, czy fakt, że to na terytorium Polski leży jeden z dosłownie kilku najgroźniejszych potencjalnych obszarów zapalnych na świecie.

Za chwilę Mińsk może leżeć w Rosji. Ukraina wegetuje. My nawet nie wiemy dzisiaj czy Turcja jest jeszcze w NATO. Co robić, gdy zielone ludziki pojawią się na Łotwie? Czy jeśli rosyjska bomba spadnie na Podlasie, to amerykańska spadnie na Kaliningrad, Moskwę czy też zrzucą nam ulotki i puszki Coca-Coli na Kłodzko? Ze wszystkich państw Unii Europejskiej akurat Polska na wojnę powinna być przygotowana najbardziej – nawet jeśli nie ma powodu, by dziś chodzić w kamizelkach kuloodpornych po ulicach.

Mam świadomość, że z perspektywy wielu osób moje poglądy gospodarcze mogą się wydawać egzotyczne. Pamiętajcie jednak, że w odróżnieniu od pana Kamila Fejfera uważam, że jak najwięcej zarabianych pieniędzy powinno pozostawać w kieszeni Polaków, a nie lądować w kasie państwa, które i tak wyda te pieniądze źle, na głupoty, na korupcję polityczną, masę po drodze zgubi, sporo też ukradnie, a na końcu rozda nie zawsze temu, komu faktycznie mogłyby pomóc stanąć na nogi. Każdy uczciwie pracujący człowiek będzie beneficjentem rozwiązania, w którym jego pieniądze zostają przy nim.

A kto będzie stratny? Cóż…

Jeśli jednak ktoś za motto swojego życia wybrał słowo Porażka, to w moim przekonaniu nie tylko nie powinien chcieć jeszcze więcej naszych pieniędzy ze względów etycznych, ale też nie wydaje się najbardziej odpowiednią osobą, by decydować na co zostaną one przeznaczone. Jeszcze nigdy nawet dużo Porażek w jednym miejscu nie zmieniło się w Sukces, a jak nie wierzycie, to weterani polskiego start-upu na pewno niechętnie wam to potwierdzą.

Pan Kamil kwituje swój wywód stwierdzeniem:

Ja tam wolę kiedy w życiu jest wygodniej.

No dobrze, Panie Kamilu, tylko dlaczego za cudze pieniądze?

Rozumiem, że mamy dwie odrębne wizje świata. Tylko ja nie chcę nikomu niczego zabierać, wręcz oddawać, a pan Fejfer przeciwnie – chce zabierać jeszcze więcej. Z tego też względu, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, po uważnej analizie i przemyśleniu obu głosów, osobiście w tej dyskusji zdecydowałem się jednak bardziej podzielać swoje zdanie. Pan Kamil mnie nie przekonał w ani jednym aspekcie i myślę, że na tym tę dyskusję zakończę.

206 odpowiedzi na “Kamil Fejfer z Magazynu Porażka krytykuje mój wpis o tym, że każdy Polak powinien prowadzić firmę”

  1. Odpadłem przy „wyższe podatki = kara za sukces / większą pracowitość / produktywność”. Boże co za stek bzdur

    • Jak skończysz gimnazjum to może to zrozumiesz. Sprawdź w słowniku co oznacza termin „skrót myślowy”

      • Ja uważam tak samo, mam 42 lata, działam w spółce cywilnej, na etat jako specjalista, niecałe 300000 przychodu rocznie.

        Zatkało kakało

          • Nie do końca wiem o czym piszesz – o specjalistach-głąbach czy o sobie?
            Twoje „przebadane” podatki też właśnie się dezaktualizują, globalnie. Panta rhei.

          • Żałosny jesteś. W przyszłości gdy będziesz chciał ze mną dyskutować, najpierw dokładnie przeczytaj co napisałem wcześniej.

          • Od razu napiszę innym, by nie tracili czasu: nie warto, to wyburzenia kurwinowskiego kucyka pt jak wyobrażam sobie świat

          • To jeden z tych cudownych „trenerów osobistych”. Szkoda tylko tych naiwnych ludzi.

          • A to źle? Jakby wszyscy znali sie na wszystkim i każdy był tak samo „głupi” to kto by pracował na tych posadach które Ci nie pasują?

          • Ani źle ani dobrze – to obserwacja. Przy okazji – gdzie pisałem o posadach które mi nie pasują?

  2. No właśnie. Model jednoosobowej działalności gospodarczej jest formą najbardziej dopasowaną do obecnych realów, i jednocześnie najlepiej stymulującą gospodarkę.
    Etaty to spuścizna komunizmu, czego folwarczne ogłupiałe społeczeństwo nie jest w stanie pojąć.

      • Takie że biznes jest dynamiczny, często i szybko zmienia kierunek, a więc potrzebuje równie elastycznych ludzi.

          • Ludzie zawsze dzielili się na tym mądrzejszych i tych głupszych. Ci głupsi zawsze byli wykorzystywani przez mądrzejszych, niezależnie od systemu.

        • A gdzie rozwoj społeczeństw? Bo rozwój biznesu to już mieliśmy i w XIX wieku narzucony zakaz zatrudniania dzieci uważany był za naruszenie swobody zawierania umów ;)

          • PRL masz na myśli a dasz rade nie używać argumentu komuniści czy PRL? Bo na zachodzie PRL nie było a rozwiązania socjalne są.

          • @techlawpl:disqus Proszę na przykładzie Szwecji, gdzie socjalizm jest od lat 30tych. Może Pan też opowiedzieć jak ingerencja państwa pomagała wyjść USA z wielkiego kryzysu. I o stawkach podatkowych w czasie największego rozwoju.

          • To właśnie rozwój społeczeństw wymusza większą elastyczność biznesu, nie zauważyłeś?

          • Bynajmniej. Raczej integracja kapitału i globalizacja, a to nie jest tożsame z rozwojem społeczeństwa często drogi się rozmijaja

          • Otóż to jest zawsze synergia – jedno bez drugiego nie jest w stanie istnieć.

          • Nie jestem pewien czy można mówić o „granicy”, bo granica z definicji coś rozdziela. Tutaj raczej należy mówić o mniejszej lub większej wspólnocie interesów.

          • Zatrudnianie dzieci odeszło do lamusa bi rodziców wreszcie stać było by nie wysyłać ich do pracy. W socjaliźmie dzieci też pracowaly trochę historię wypadałoby poznać.

        • Dokładnie. Co prawda na etacie też można być elastycznym. Przykład niedawno wkurzyłem się na pracodawce, bez siedzenia po 16 h na dobre i projektów po godzinach zarobki miałem słabe. Tydzień poszukiwań i nowa praca za więcej netto niż u byłego pracodawcy brutto. Pracodawca zaskoczony w trakcie rozmowy starał się na pozostanie namówić mnie tekstem „no ale u nas może pan dorobić”.

    • Oglupiale folwarczne społeczeństwo wraz z syndromem sztokholmskim przezentujesz Ty.

      Znasz cytat Adama Smitha o przedsiębiorcach i ich uczciwości

      Sprzed dziesiatkow lat, ale dalej aktualny

      • Który konkretnie? Smith żył 300 lat temu, w epoce która dopiero co wyzwoliła się ze średniowiecznej skrajnej ciemnoty – dzisiaj z pewnością inaczej by postrzegał świat.

        • Aktualny tylko metody inne

          Interes przedsiębiorców (…) jest zawsze pod pewnym względem różny od interesu publicznego, a nawet mu przeciwny (…). Propozycja jakiegoś nowego prawa czy przepisu regulującego handel, która pochodzi od tej klasy, powinna się zawsze spotkać z największą ostrożnością i nie powinna być nigdy przyjęta, zanim nie zostanie wszechstronnie i dokładnie zbadana, nie tylko z największą skrupulatnością, lecz z najbardziej podejrzliwą uwagą. Pochodzi bowiem od klasy, której interes nie jest dokładnie taki sam jak interes publiczny, a która jest zainteresowana tym, by oszukiwać, a nawet ciemiężyć społeczeństwo, i która je w wielu przypadkach oszukiwała, jak i uciskała.

          • Nawet w tym twierdzeniu pośrednio stwierdza że interesy przedsiębiorców są tylko częściowo różne od interesu publicznego, a działo się to w czasach gdy nie istniały wielkie globalne korporacje, a „biznes” polegał głównie na folwarcznej eksploatacji niskich klas społecznych. Dziś bardzo by się zdziwił widząc jak skrajnie prospołeczne i socjalne hasła potrafią pochodzić od niektórych globalnych tygrysów biznesu. Dlaczego? Bo, wbrew pozorom, istnieje wspólny interes.

  3. Tymczasem badania jasno pokazują, że Kamil ma rację, a Ty się mylisz. Proponuję zapoznać się ze współczesną ekonomią (na życzenie służę bibliografią), zamiast powtarzać mity :D

    • To, ze poza ciezka praca i ryzykiem istnieja inne czynniki mocno zwiekszajace prawdopodobienstwo zostania zamoznym to nie znaczy, ze Fejfer ma racje. A i mowiac „wspolczesna ekonomia” masz na mysli marksistow? xD

      • A nie wiem, wg. Ciebie taki bank światowy to marksiści? :D

        Btw. Właśnie czytam cudne badania pokazujące, że nie ma czegoś takiego, jak różnice w skłonności do ryzyka. Jest tylko i wyłącznie różnica poznawcza w ocenie zysków i strat z konkretnych kategorii ryzyka. Która to różnica, cóż za zaskoczenie, idealnie się nakłada na uprzywilejowanie :D

        • jesli twoje badanie mowi ze nie ma czegos takiego jak „roznica w sklonnosci do ryzyka” to moze mowic cokolwiek. Jedno badanie nie ma prawa odnosic sie do terminow innego badania ktore jest przez nia omawiane w taki sposob ze stwierdza ze te terminy nie istnieja.

          Albo omawiasz termin ale zeby to zrobic przyjmujesz ze ma on znaczenie albo ignorujesz ten termin.

          Dlatego dobrze ci radze: nie czytaj tych „cudnych” badan bo albo ich nie rozumiesz albo co gorsza rozumiesz je zle, albo nie sa to badania a jedynie wysrywy jakiegos maniaka.

          • Jak najbardziej może tak zrobić – wystarczy, że pokaże, że konstrukt teoretyczny jakim jest skłonność do ryzyka nie istnieje jako jeden obiekt. Że te same jednostki są w stanie mieć skłonność do ryzyka w jednym obszarze, a brak tejże w innym. I co jest wtedy prawdziwą skłonnością do ryzyka? Ryzyko w hazardzie, biznesie, relacjach społecznych czy sportach ekstremalnych? Bo u jednej osoby możesz mieć niskie w pierwszym, średnie w drugim, niskie w trzecim i wysokie w czwartym. Co pokazuje, że nie jest to jedna zmienna :)

            A jeśli następnie wejdziemy głębiej i okaże się, że jest wyraźny czynnik pośredniczący w postaci zmiany poznawczych ocen zysków/strat w danej sytuacji ryzyka i wszyscy jesteśmy umiarkowanie niechętni do ryzyka, tylko w niektórych obszarach przeceniamy swoje szanse lub możliwe korzyści lub nie doceniamy kosztów… To wychodzi nam coś, co zmienia myślenie o ryzyku całkowicie :)

  4. Ale Panie Kralka, po co dyskutować z socjalistami? Niech sobie siedzą i marzą o utopii, nie warto na ich zaczepki reagować :)

  5. Dlaczego powinna być? Sam tak pracowałem czasami i świadomie oraz z pełnym poparciem rezygnowałem z gównianych „przywilejów”, które daje etat, w zamian za większą swobodę i wyższe wynagrodzenie.

  6. Cały tekst w punkt! Ja rozumiem i popieram, że jak komuś się noga powinie, dostanie raka, łapy mu upierdzieli, czy coś, to państwo powinno tam być i pomóc. Ale postulaty kolesi, którzy na własną prośbę zjebali sobie życie gównianymi wyborami, żeby nagle im wyrównać życiowy fuckup z kieszeni innych, to jest jakiś żart.

    A jeszcze większym dowcipem są te pseudonaukowe wykresiki i wyliczenia, które Jakub tak pięknie punktujesz, a które już na wejściu obnażają podstawowe braki w znajomości matematyki ich autorów (w sumie po co szlachcicowi po filologii znajomość procentów i innych podstawowych działań nie?).

    Właśnie wystawiłem sutą fakturkę, którą jakby jakiś Razemek zobaczył, to od razu wszedłby w tryb pierdololo o redystrybucji dóbr. Dlaczego jednak mogłem wystawić taką FV? Bo kurła przez trzy tygodnie zapieprzałem po 14-17h dziennie, świadcząc usługi wymagające gigantycznego doświadczenia i wiedzy. Do teraz ten wysiłek odchorowywuję i odsypiam. Jutro rozliczę z niej należny podatek liniowy, zapłacę ZUS itd. I teraz jakiś baran mi przyjdzie i ma czelność mówić, że mam sporo z tego bonusowo oddać? Takiego wała!

  7. No kurde, to jest dopiero przykład alienacji poznawczej! Wszystkim od dawna jest wiadome, że nierówności w bogactwie szybko narastają, że coraz mniejszy procent ludzkości ma coraz więcej kosztem całej reszty, że jest to nierówność rujnująca świat – a pan Autor uważa, że w zasadzie to jest OK, bogaci i tak dają więcej…

    Proponuję powrót na planetę Ziemia, panie Autorze.

  8. Śmieszą mnie komentarze razem
    Przedsiębiorca jest w ciągłej kontroli skarbówki, więc nie może oszukać. Płacimy stały ZUS..Ale to tylko haracz by utrzymać emerytury, renty itp.
    Wszelkie choroby, l4, ciążę to dla nas straty.

    Z drugiej strony TO jedyna forma opłacalności po umowie o dzieło, przy której pracodawca nie musi przepłacać za pracownika i sensownie płacić .

    Razemowcy są strasznie oderwani od rzeczywiśtosci i powinni spojrzeć jak wyglada sytuacja W grecji czy Wenezueli

    Artykuł świetny.

  9. Podobają mi się wywody ludzi, którzy rodząc się w bogatych rodzinach które zapewniają ich wszystkie potrzeby kreują się na „self-made man’ów”, wmawiają wszystkim jak to wystarczy tylko „założyć firmę” i „wziąć los w swoje ręce”.

    Żaden z nich nie wie jak to jest strugglować o każde 10 zł od najmłodszych lat, kiedy pierwsze lata po liceum spędzasz za granicą aby pomóc rodzinie w trudnej sytuacji, poświęcając wyższe wykształcenie aby zarobić i wspomóc bliskich, a potem tacy pseudo znawcy wytykają nas palcami jako ludzi „którym się nie chciało”.

    Spotkałem multum ludzi o podobnych historiach i ci, którzy założyli swoje firmy po cichu je sobie prowadzą, podchodząc do życia bardzo praktycznie. Natomiast wszyscy „tymi ręcoma” blogerzy to zawsze ludzie, którym rodzice wyścielili mięciutkim posłaniem gniazdko, mogli bez stresu studiować sobie prawo, zakładać „biznesy” polegające na tworzeniu bezwartościowych opinii w internecie, a w przerwie popijać kawę w Starbuniu i psioczyć, jak to się ludziom „nie chce”.

    Trochę pokory.

    • No właśnie: trochę pokory. Znam ludzi, którzy już w liceum cisnęli pół etatu i pracowali od tego czasu. Pochodzą z biednych, rozbitych rodzin. I teraz zawistne pierdololo, jak to im gniazdko wyściełano, jak to ich biznesy były gówno warte, bo przecież tylko kawkę popijali, to jest dopiero pogarda i brak pokory.

      Breaking news: to, że tobie nie poszło, nie znaczy, że inni startujący z tej samej pozycji nie poradzili sobie lepiej. I nie są ci nic winni. Deal with it.

      • A czy ja mówię o takich ludziach? Wybierasz sobie wybiórczo fakty z mojego posta bo widocznie Cię dupsko zapiekło, a właśnie o takich ludziach pisałem, również takich historii znam sporo i sam już swoją firmę dawno założyłem, i nie narzekam, więc daruj wycieczki osobiste w stylu „tobie nie wyszło”.

        A pisałem o „blogerach” pokroju autora tych wypocin który to mając mleko pod nosem poucza innych jak to „tymi rencoma” powinni sobie firmy zakładać i jak ktoś próbuje działać w kierunku wyrównywania szans, to go określa jako socjalistę i marzyciela, który chce rozdawać czyjeś pieniądze. Autor nie ma pojęcia o prawdziwym życiu, a kiedy on sobie balował po studenckich imprezach i domóweczkach w swojej m-ce w Warszawce za pieniądze rodziców to niektórzy musieli dzielić czas pomiędzy 10 godzinne zmiany i weekendowe szkoły.

        Natomiast na Twój protekcjonalny ton i osobiste wycieczki odpowiem tylko, że do chamstwa ogólnie panującego w Polsce zdążyłem się już przyzwyczaić, więc pozdrawiam serdecznie.

        • Ale znasz autora? Wiesz, że popijał kawkę, a nie np. sprzedawał ziemniaki na bazarze od 12-stego roku życia?

          I tak, zapiekło mnie dupsko, bo mam dość wysłuchiwania jak to niby moja rodzina miała życie różami usłane, a ja sobie gówno-biznesik otworzyłem za mamine pieniążki i żyję dzięki temu jak pączek w maśle. Mam dość tego socjalistycznego nihilizmu, że nic się nie da, że nie ma szans, a jak ktoś się dorobił, to na pewno złodziej i wyzyskiwacz, co ma pod fabryką azbestu masowe groby wyzyskiwanych dzieci. I mam dość dzielenia, za moimi plecami, mojej ciężko zarobionej kasy, bo przecież „inni potrzebują bardziej”, niż ja i moja rodzina. Cytując klasyka: pocałujcie misia w dupę.

          Jest różnica między wyrównywaniem szans, a przesypywaniem kasy z porfeli tym, którym się jakoś-tam poszczęściło, a tym, którym się nie udało.

    • A to wyższe wykształcenie nie jest po to żeby zarobić więcej tylko po to żeby je poświęcić? Praca za granicą nie musi być pracą na przysłowiowej łopacie.

  10. Kłótnia z socjalistą jest jak gra w szachy z gołębiem. Nie ma to sensu, argumentów zero, tylko płacz, emocje i popierdywanie o sprawiedliwości społecznej. Oczywiście do chwili, gdy samemu zacznie się zarabiać.

  11. Po raz kolejny autor z RiGCzem. Jednego tylko mi zabrakło, prostego stwierdzenia: „Fejfer jesteś obrzydliwie niemoralny”. Socjalizm reprezentowany przez wielkomiejskiego Fejfera to po prostu kompltena demoralizacja i gloryfikowanie nierobsta i nieudacznictwa zyciowego.

  12. Jak ktos ma lepsze stawki podatkowe niz Ty, to warto walczyc zebys tez mial tak dobre, a nie starac go sie sciagnac w gowno, zeby tam siedzial razem z Toba i glosowal na Razem i PiS

  13. Wadliwość podatku liniowego polega na tym, że ten sam procent odjęty od zarobków biednego i bogatego stanowi mniejsze lub większe rzeczywiste obciążenie.
    Biedny zarabia 2000zł, minus 19% = 1620zł i po opłaceniu rachunków niewiele zostaje na utrzymanie się przy życiu.
    Bogaty zarabia 20.000zł, minus 19% = 16200zł, co nadal kwalifikuje go jako bogatego.
    Oczywiste jest zatem, że biedny powinien płacić mniejszy procent, a bogaty większy, aby „stopień uciążliwości” był zbliżony.
    Pozdrawiam.

    • A czy ten obrzydliwy bogaty jakoś intensywniej korzysta z dróg, chodników, służby zdrowia czy państwowej edukacji? Z jakiej paki ma płacić więcej?

      • Tak korzysta, może nie bezpośrednio ale aby zrobić więcej wykorzystuje usługi Państwa w większym zakresie. Jego pracownicy np je wykorzystują a przecież jest oczywiste że sam nie wypracował tych pieniędzy.

          • Za free? A podatków nagle nie płaci? Więcej zarabia, więcej płaci, dalej brak konkretów. 19% z miliona to więcej, niż 19% z 3 tysięcy. Coś jeszcze, czy dalej będziesz popierdywał o sprawiedliwości społecznej? Nic nie stoi na przeszkodzie, byś sam zaczął zarabiać na siebie. Czemu nie założysz firmy, przecież to takie proste, żeby ktoś na ciebie pracował?

        • Po pierwsze ci pracownicy Po pierwsze ci pracownicy też przecież płacą za używanie tych dróg – każdy płaci za ich używanie.

          Po drugie „bogatszy” płaci proporcjonalnie więcej na to samo (w twoim własnym przykładzie: ponad 4000 PLN), więc w sumie opłaca to większe zużycie chodników, przez swoich pracowników prawda?

          Po trzecie dlaczego „oczywiste, że sam nie wypracował”? 20K zarobić samodzielnie, w ogóle nie wychodząc z domu (i nie zużywając tego świętego chodniczka w ogóle), da się jaknajbardziej w niektórych zawodach.

          Praktycznie to ostatnie twoje zdanie idealnie podsumowywuje wszystkie te postulaty. Nie chodzi o to, żeby faktycznie komuś było lepiej (bo nie będzie), tylko żeby tym skurw*synom bogaczom było choć trochę gorzej niż teraz. I tyle.

    • tez kiedys wpadlem na to co napisales ale zajelo mi to doslownie 2 minuty zeby wszystko przemyslec i dojsc do wniosku ze jednak nie. W punktach bardzo szybko moge napisac dlaczego stopien uciazliwosci jest taki sam:

      1. bogaty ma wieksze rachunki za prad
      2. bogaty ma wieksze wydatki na zywnosc
      3. bogaty ma wieksze raty kredytow.

      I nie pomoze argument typu „to niech bogaty wydaje tyle pieniedzy co biedny i niech zyje tak jak biedny”. Gdyby bogaty mial zyc jak biedny to jego praca nie mialaby sensu. Osoba ktora duzo zarabia MUSI duzo wydawac zeby zachowac rownowage psychiczna. W przeciwnym razie pojawi sie dysonans poznawczy typu „skoro placa mi wiecej a zyjemy na takiej samej stopie to jestem frajerem i moja praca nie ma sensu”

      Stopien uciazliwosci nie sklada sie tylko z oplat ale takze z tego ze bogaty MUSI wydawac wiecej.

      Dla kontrargumentu moge zapytac: „dlaczego osoba zarabiajaca 1620zl nie moze wygrzebywac resztek ze smietnikow jak bezdomny?”

      Odpowiedz jest dokladnie taka sama. Bogaty posiadajacy szacunek dla swojej wartosci NIE MOZE jezdzic maluchem tak jak osoba zarabiajaca 1620 jesli posiada szacunek dla sojej wartosci NIE MOZE jesc ze smietnika. A bezdomny posiadajacy szacunek dla swojej wartosci ze smietnika zje, ale NIE MOZE dawac dupy za 5zl.

      Juz rozumiesz?

  14. Nie rozumiem dlaczego wziąłeś pod uwagę milionera a nie przeciętnego programistę 15k.

    15k to dalej za mało kasy żeby puścić dzieci do prywatnej szkoły. Opieka typu medicover to pierdoła – dopiero jak przycisnie prawdziwa choroba to lecą do służby zdrowia na którą odrowadzaja minimalne składki.

    Sam pracuje za etacie za 17k, płace wszystkie podatki i wkurza mnie ze koleś pracujący tak samo odlicza sobie auto i płaci liniowo 19. A generuje takie same koszty dla państwa jak ja.

    • dlaczego mowisz ze generuje takie same koszty jak ty? Po pierwsze wez PRZECIETNEGO goscia na liniowym i PRZECIETNEGO typa na umowie o prace. Zobacz sobie ile srednio generuje twoja grupa a ile jego grupa. Wtedy dopiero mozesz stwierdzic ze jestes frajerem bo jego grupa nie generuje kosztow ale tez zarabia wiecej a twoja grupa generuje wiecej kosztow i to Z TWOICH PODATKOW czerpia ludzie i sa to w wiekszosci osoby z TWOJEJ GRUPY. Wkurzasz sie nie na tych co potrzeba.

    • Miesięczne czesne aż taki strasznie wysokie nie jest. Inna spraw, że „prywatna droga szkoła” niekoniecznie jest lepsza z automatu.

    • Ale ty na tym etacie masz dodatkowe „przywileje” jak ochrona pracownika, urlopy, chrobowe itd. Więc możesz uznać, że różnica pomiędzy twoją kasą na rękę i kasą, który dostaje koleś na B2B, jest opłatą za dodatkowe usługi państwa w tym zakresie właśnie.

      Inna sprawa czy te dodatkowe „przywileje”/”usługi państwa” są cokolwiek warte dla ciebie. Dla mnie nie były nigdy na przykład.

  15. Jeśli każdy będzie przedsiębiorcą, to i tak nie każdy będzie sobie równy. Ciągle będzie relacja zależna – kupujący-sprzedający. Wiem Jakub, że pisałeś, że podmioty będą sobie równe, ale to nie jest prawda – różnice będą robić pieniądze.

  16. Nie wiem czy mozna powiedziec ze to jest kryptoetat. Osobiscie zalatwilem sobie umowe o prace i wiesz co? Za 1 dzien mojej choroby dostaje 400zl chorobowego. Uwazam ze to jest bardzo duzo ale z drugiej strony od czasu kiedy mam umowe o prace to w dupie mam to czy choruje czy nie. Tylko w ostatnich 3 miesiacach chorowalem 30 dni. 30 dni czyli ponad miesiac. Pracodawca wcale nie placi wiecej bo dostalem umowe o prace zamiast podwyzki ale za to ja czuje sie teraz jak krol.

    Boli gardelko? Ide do lekarza i dostaje zwolnienie na tydzien. Boli glowa – to samo. I za kazdy taki dzien 400zl z budzetu panstwa. Zyc nie umierac :)

    Ciekawe ile osob zarabiajacych 2500 brutto musi skladac sie na moj tydzien chorownia xD

  17. Taka praca to jest łamanie kodeksu pracy. No ale Pan ‚jestem elitą, bo czytam financial times’a a’ Kralka ma gdzieś prawo, bo liczy się tylko kasa.

  18. Magazyn Porażka powstał z całkiem sensownych pobudek, ale coraz bardziej ciąży w stronę „zabierać bogatym”, co sprawia że ciężko traktować go poważnie, choć początkowe założenia były, jak napisałem na początku tego przydługiego zdania, a bardzo takie lubię, sensowne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *