Poseł Lewicy i – przede wszystkim – rentier jest gorącym zwolennikiem podwyżki podatku dochodowego

Nieruchomości Państwo Podatki dołącz do dyskusji (31) 30.05.2021
Poseł Lewicy i – przede wszystkim – rentier jest gorącym zwolennikiem podwyżki podatku dochodowego

Jakub Kralka

Maciej Gdula, poseł Lewicy oraz – przede wszystkim – zawodowy rentier, od dłuższego czasu ciepło wypowiada się na temat podwyżki podatków dochodowych. 

Maciej Gdula przez większość mediów w Polsce cyklicznie bywa grillowany za wypowiedzi, w których narzekał na zarobki parlamentarzystów. Ja nie mam zamiaru tego robić, ponieważ to był jeden z nielicznych przypadków, kiedy poseł lewicy mówił coś, co ma ręce i nogi. Nie możemy oczekiwać, że do Sejmu będą kandydowali poważni ludzie, jeżeli pracy jest tam sporo (choćby pod względem czysto organizacyjnym i frekwencyjnym), społeczeństwo raczej nieprzychylne, a wdzięczność narodu niewielka. Jeżeli chcemy mieć w Sejmie ekspertów, to płaćmy im jak ekspertom. Tymczasem w tylnych ławach siedzą dzieci we mgle, które cieszą się, że awansowały społecznie.

I oczywiście miesięczne wynagrodzenie na poziomie np. 30 000 złotych netto nadal nie skusi żadnego wybitnego ekonomisty lub prawnika, by zaprzestał pracy w wyuczonym zawodzie, ale może przynajmniej zagwarantuje mu, że stopa życiowa nie zmniejszy się znacząco, gdy odpuści część swoich obowiązków, paru klientów, na rzecz pracy dla narodu. Być może posłów powinno być tak ze 2-3-4 razy mniej, ale powinniśmy płacić im bardzo dobrze. Obecnie w ławach poselskich nierzadko zasiadają ludzie, którym strach powierzyć na kilka godzin szklankę, a co dopiero państwo. Przypominam, że posłowie już i tak zarabiali kiepsko, a Jarosław Kaczyński postanowił zrobić populistyczny show dla naiwnych ludzi i te zarobki obciął wszystkim jeszcze bardziej.

Maciej Gdula ma 100% racji, że obecna pensja posłów to plucie w twarz – i to nie posłom, ale Polsce

Skoro już ustaliliśmy, że media – żerując na prymitywnych instynktach – czepiają się Macieja Gduli niepotrzebnie, chciałbym poczepiać się Macieja Gduli potrzebnie.

Panie Macieju, na Twittera trafiło Pańskie oświadczenie majątkowe, które jako poseł zobowiązany jest Pan publikować. I znów – to jest bardzo dobre oświadczenie. Nie tylko ewidentnie poszedł Pan do polityki z potrzeby serca (a nie przymierania głodem – przypominam, że oświadczenia majątkowe Partii Razem wołały o pomstę do nieba), ale na dodatek mądrze zarządza Pan swoimi pieniędzmi. Ma Pan na przykład 175m2 domu na działce o powierzchni 1842m2, których wartość szacuje Pan na 850 000 złotych. Nie wiem czy ja dałbym radę sobie coś takiego zafundować w budżecie 1,5 miliona złotych, więc już na tym etapie autentycznie Pana podziwiam za zaradność i optymalizację kosztów.

Kontynuując podziw: ma Pan oszczędności, nie żyje „od pierwszego do pierwszego”, na wypadek wojny czy innej tragedii drobną kwotę ulokował Pan w złocie, a na dodatek przez te wszystkie lata dorobił się Pan nieruchomości, które Pan wynajmuje i całkiem sensownie na nich zarabia.

To wszystko robi naprawdę duże wrażenie, choć nie wiem czy przysporzy Panu sympatyków na lewicy, gdzie panuje ostatnio taki trend, że płacenie podatków to już nie wszystko – dobrze generalnie nie mieć majątku i ambicji zabezpieczania przyszłości. Pan sobie wynajmuje lokale użytkowe, a jakiś niedoceniany poeta nie ma nawet na narkotyki.

Gdula to ma klawe życie

Kiedy czytam Pana oświadczenie majątkowe, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że chciałbym kiedyś mieć podobny stan posiadania. Co więcej – ja nawet nie oczekuję, że ktoś mi go sprezentuje, ja Pana gonię. Dużo pracuję, jestem prawnikiem, mam spory pakiet udziałów w popularnym serwisie internetowym, trochę inwestuję, no i sobie Pana gonię. Tylko Pan, nie kto inny, Pan rzuca mi kłody pod nogi.

Bo na przykład 15 maja 2021 roku napisał Pan na swoim koncie twitterowym tak:

„Płacz komentatorów liberalnych, że na #PolskiŁad stracą osoby zarabiające powyżej 10 tys. są zabawne. Ile jest takich osób? Otóż 6-8%. Branie ich interesów na sztandary to odwracanie się od 90% Polek i Polaków.”

Potem jeszcze broni Pan swojego poglądu z klasą godną doktora nauk, no niby nauk społecznych, ale jednak nadal doktora nauk:

Rozum: robiąc politykę nie można kierować się interesem wąskiej warstwy najlepiej zarabiających 5% obywateli. Liberałowie: ale to jest przecież zagrożona mniejszość wymagająca ochrony. Wyklęci powstańcie możni ziemi! XD

albo

Postacie, które organizują wyobraźnię polskich liberałów:
– Patologiczna rodzina, produkują 9 dzieci na 500+ i żyją jak królowie za 4500!
– Samotna matka zarabiająca 10k brutto i mieszkająca w wielkim mieście. Po opłaceniu kredytu 1500 zostaje jej na życie marne 4500!
– Lol

Dla mnie to nie jest „LOL” i „XD”

Syty głodnego nie rozumie. Być może łatwo jest Panu wypowiadać się na ten temat, ponieważ aktualnie większość Pańskich zarobków nie pochodzi z pracy. Pan czerpie korzyści z pieniędzy, które wcześniej Pan dostał lub wypracował. Ja nie widzę w tym nic złego, ale… Od 169 506 zł brutto – tyle zarobił Pan na wynajmowaniu lokali użytkowych w 2020 roku i było to Pana główne źródło zarobków – podatek ryczałtowy 8,5% i 12,5% (powyżej 100k) wynosi 17 188 zł.

Ja, w ramach mojej działalności gospodarczej na podatku liniowym, gdybym zarobił dokładnie 169 506 zł brutto, musiałbym przesłać na konto urzędu skarbowego 57 880 zł – 23% VAT oraz 19% podatku dochodowego. Ok, choć teoretycznie mógłbym się upierać, to przyznaję – z tym VAT-em to poniżej pasa. Znowu ktoś mi będzie próbował udowadniać neutralność podatku VAT, w którą się wierzy do czasu, gdy klient będący osobą fizyczną targuje końcową cenę usługi z 12 300 na 10 000 zł.

Niech będzie, że te 169 506 zł to już kwota po odjęciu podatku VAT. Tym samym, 19% podatku dochodowego, które ja muszę zapłacić od tej kwoty wynosi 32 206 zł. Kiedy wejdzie w życie wychwalany przez Pana Polski Ład, w mojej kieszeni zostanie jeszcze mniej, ponieważ mój podatek urośnie do 28% – fiskusowi oddam 47 461 zł.

Ja? Muszę codziennie użerać się z mailami, Wordem, Excelem, klientami, współpracownikami, spotkaniami, kupić na Zalando coś adekwatnego na spotkanie, choć wbrew pogłoskom trudno to odliczyć. Pan? Raz na pół roku wezwie do najemcy hydraulika, co 10 lat przejedzie farbą po suficie. Pan 8,5%-12,5% podatku, ja 28%. Pan na czysto dostanie 152 320 złotych, a ja 122 045 – czyli ponad 30 000 złotych mniej. A i tak mam dobrze, bo mogłem być frajerem na etacie, któremu w zamian za iluzoryczną gwarancję zatrudnienia i w miarę bezstresowe życie zostanie jeszcze mniej…

Nie chcę deprecjonować tego, że Pan musiał zapracować na swoje lokale (zazdroszczę zaradności), w odróżnieniu od większości kolegów z polskiej lewicy nie chcę nawet odbierać Panu prawa ich posiadania oraz zarabiania na nich, a wręcz cieszę się, że stawka podatkowa jest tam relatywnie niska, ale nie wiem jaki problem społeczny chciałby Pan rozwiązać poprzez podnoszenie w większości młodym ludziom podatku dochodowego, który jest barierą by gonić ubogaconych seniorów.

Maciej Gdula. Zawód? Rentier. Hobby? Poseł

Oczywiście jakimś rozwiązaniem podniesionej kwestii jest podatek katastralny, którego przesadnym entuzjastą nie jestem (aby go wprowadzić, należałoby go wprowadzić mądrze, a przecież wiadomo, że w Polsce mamy posłów z łapanki, bo za mało zarabiają i wprowadzą jakiś bubel). Staram się więc znaleźć jakieś wypowiedzi pana Gduli na temat podatku katastralnego i jak na złość to płodne konto twitterowe… tym razem milczy. Szukam wypowiedzi w Google – i choć googluje „podatek katastralny”, to też trafiam na wszystko, nawet na Jego wypowiedzi o aborcji, ale nic o podatku katastralnym. Nie twierdzę, że Maciej Gdula nigdy nie zabierał głosu w tej sprawie, ale na pewno nie jest jakimś gorącym orędownikiem tego podatku. Przynajmniej jak na swoje medialne standardy.

Tu zresztą nie chodzi o podatek katastralny

Uniwersalne rozwiązanie lewicy na wszystkie problemy to dołożenie podatków. I nic to nie daje, a często kończy się wzrostem dysproporcji. Bogaci są jeszcze bogatsi, za to biedniejsi zostają uwięzieni pod lodem na zawsze.

Chodzi o to, że mając komfortową sytuację życiową, żyjąc głównie z odcinania kuponów (co samo w sobie nie jest złe – proszę nie dać sobie wmówić przez koleżanki z ław poselskich, że jest inaczej), a jednocześnie jakoś przesadnie się teraz nie przepracowując, popiera Pan na każdym kroku podwyżkę podatku dochodowego, która godzi w ludzi pracy. Każdy chciałby mieć komplet lokali użytkowych na wynajem, ale żeby Pana dogonić po planowanych zmianach w prawie będziemy musieli pracować nie 40, a 50 lat. O ile w ogóle się uda.

Czy to jest lewicowe? Nakładanie na klasę pracującą – bo za taką uważam większość jednoosobowych działalności gospodarczych – jeszcze większych podatków, by przypadkiem za łatwo nie dogoniło się ustawionych życiowo satyrów? Z mojej neoliberalnej perspektywy takie działanie jest pełne egoizmu, ale też demoralizujące, zniechęcające do pracy. Podatek dochodowy to naprawdę nie jest dobry podatek, niezależnie od skali zarobków, a jego dodatkowe podwyżki nie szkodzą milionerom tak bardzo, jak szkodzą polskiej klasie średniej – do której większość Polaków należy, a kolejna spora część aspiruje.

Łatwo jest go sobie podnosić, gdy z zawodu się jest rentierem. Ustawionym, zabezpieczonym i w preferencyjnej stawce podatkowej.