Partia Razem ma w Sejmie sześcioro posłów. Łącznie mają niecałe 20 tys. złotych oszczędności. I to bardzo złe wieści

Gorące tematy Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (456) 20.12.2019
Partia Razem ma w Sejmie sześcioro posłów. Łącznie mają niecałe 20 tys. złotych oszczędności. I to bardzo złe wieści

Jakub Kralka

Rzeczpospolita od rana donosi, że łącznie sześcioro posłów Partii Razem deklaruje posiadanie 19618,47 zł oszczędności. To pokłosie opublikowanych oświadczeń majątkowych posłów. Choć w posiadaniu niewielkiej ilości pieniędzy nie ma jeszcze nic złego, każe to niestety zadawać pytanie o to kogo część Polaków wybrała na swoich przedstawicieli i jakimi intencjami ci przedstawiciele się kierują.

Nigdy nie ukrywałem jak bardzo jest mi nie po drodze z Partią Razem. W ugrupowaniu tym upatruję zagrożenia dla własności prywatnej i demokracji w stopniu wcale nie mniejszym, niż „reformy” Prawa i Sprawiedliwości. W tych ostatnich pod pretekstem oczywistych i w jakimś tam stopniu niestety nieuniknionych niedociągnięć systemowych, wymienia się obiektywnych sędziów na swoich, pozbawionych kręgosłupów moralnych i podporządkowanych linii partyjnej.

Wystarczy zresztą zobaczyć jak pokrewny światopoglądowo Jan Śpiewak najpierw zniesławił adwokatkę rzucając nieprawdziwymi, bo nietrafnie skonstruowanymi oskarżeniami, a następnie nie jest w stanie zaakceptować kolejnych wyroków w tej sprawie. Zdążył stać się już twarzą Prawa i Sprawiedliwości firmującą postulat skandalicznych zmian w polskim sądownictwie, a poparcia w tej walce udzieliła mu też Partia Razem. To typowe dla tego środowiska nie kierowanie się powszechnie ustalonymi regułami, bojatakchcemizm czy usprawiedliwianie Śpiewaka, który może sobie mówić co tylko chce, bo przecież – czego nikt nie neguje – na co dzień walczy w słusznej sprawie.

Więc jakościowo w Razem nie upatruję wcale nadziei na wyższe standardy demokracji, wraz z pomysłami takimi jak podatek dochodowy 75%, znoszenie limitów składek ZUS czy „żartami” o pensji maksymalnej, a wszystko to w pakiecie z silną postępową ideologią, w której transgenderyzm zdaje się momentami odgrywać istotniejszą rolę, niż np. polityka energetyczna.

Cała Partia Razem w Sejmie nie ma nawet 20 000 złotych oszczędności

Kim są ludzie, którzy tak bardzo nie mogą mnie przekonać do swojej roli w polityce – szczególnie na płaszczyźnie poglądów gospodarczych? Trochę na ich temat mówią nam składane przez nich oświadczenia majątkowe. Czasem sobie ironizuję, że przedstawiciele Razem miewają wypowiedzi na temat prowadzenia przedsiębiorstwa, wypłacania pensji czy finansów publicznych na poziomie, równie naiwne i pozbawione doświadczenia, co w przypadku dzieci dostających od rodziców kieszonkowe. I niestety, stan zgromadzonych oszczędności przez posłów Razem stawia ich momentami w tyle nawet na tle funduszy gromadzonych przez moich kolegów z prostego blokowiska w Płocku przy okazji I Komunii Świętej. W 1996 roku.

Zakładam, że partia wysłała do parlamentu swoich najznamienitszych przedstawicieli. A kto chce nam urządzić Polskę wedle wizji Razem?

Poseł Adrian Zandberg – lat 40, historyk, doktor nauk humanistycznych, z zawodu programista, jednakże jako miejsce zatrudnienia wskazuje „RAZEM, członek zarządu krajowego”. Zarobki w ubiegłym roku: 49 253 złote tytułem „RAZEM, członek zarządu krajowego”.

Posłanka Marcelina Zawisza – lat 30, wykształcenie: Polityka Społeczna – licencjat, z zawodu „specjalista polityki społecznej”. Posiada 1515,73 zł. Zarobki w ubiegłym roku: 49 642 złote tytułem „RAZEM, umowa o pracę”.

Posłanka Paulina Matysiak – lat 35, magister filologii polskiej, studia podyplomowe z filozofii XX wieku i etyki, z zawodu kierownik działu finansowego. Miejsce zatrudnienia: członkini zarządu krajowego RAZEM. Posiada 3018 złotych. Zarobki w ubiegłym roku: 30 221 złotych w Urzędzie Miasta Kutno, 21 343 złote w Partii Razem.

Poseł Maciej Konieczny – lat 39, magister kulturoznawstwa, z zawodu „zawodowy działacz organizacji pozarządowej”. W ubiegłym roku zarobił 49 940 złote w Partii Razem i 400 złotych z tytułu praw autorskich.

Posłanka Daria Gosek-Popiołek – lat 34, magister teatrologii, z zawodu kierowniczka domu kultury. Pracuje w Ośrodku Kultury Kraków – Wola Huta. Posiada 5000 złotych. W 2018 roku zarobiła 47 508 złotych w ośrodku kultury i 2475 tytułem praw autorskich.

Posłanka Magdalena Biejat – lat 37, magister socjologii, studia podyplomowe z zarządzania organizacjami pozarządowymi. Zawód: socjolożka. Miejsce zatrudnienia „posłanka elektka” (?). Posiada 1377 złote i 111 euro. Tytułem umowy o pracę zarobiła 54 218 złotych, jednak nie ujawnia gdzie.

Pokazałem tę listę dobremu koledze. Zapytał „a wiesz ile ma Grzegorz Braun?” Odpowiadam: nie wiem i nie interesuje mnie to, ponieważ pan Braun nie uważa, że będzie lepiej zarządzał 55 procentami tego, co ja wypracuję.

Warto przy tym nadmienić, że część polityków Razem posiada też pojedyncze nieruchomości, jednak biorąc pod uwagę, że sposób nabywania nieruchomości jest różny – kredyty hipoteczne, spadki, darowizny, pomoc małżonka, zasiedzenie itd., ich historia jest stosunkowo trudna do przeanalizowania. Na pewno jednak dobrze, że część z nich ma przynajmniej takie zabezpieczenie.

Zazdroszczę trochę Rzeczpospolitej, że majątku polityków Razem nie opatrzyła żadnym komentarzem

To był krótki news, kilka linijek, a mówił więcej, niż 1000 słów.

Skoro już ta konwencja została wyczerpana, ja pozwolę sobie na kilka słów refleksji na temat polskiego parlamentu, stanu polskiej lewicy i pomysłów młodych ludzi na polską politykę. Oczywiście nim to się stanie, musimy mieć świadomość, że nie ma nic złego w tym, że ktoś ma mało pieniędzy lub mało oszczędności. W skali regionu, do którego aspirujemy, jesteśmy biednym krajem. My gramy w światowej Lidze Mistrzów, owszem, ale jesteśmy w niej Legią Warszawa, a nie Liverpoolem. Mam świadomość, że spora część obywateli żyje od pierwszego do pierwszego, z reguły nie z wyboru. Ale mówimy o posłach na Sejm RP. Rzekomej elicie narodu. Która chce od nas naszych pieniędzy, bo uważa, że zarządza nimi lepiej.

Zamożność lub brak zamożności jest wypadkową wielu różnych czynników, jednak lewicowe ugrupowania lubią kreślić tutaj wizję spisku krezusów (co nie jest zupełnie niesłusznie, ale oni wolą atakować aspirującą klasę średnią, bo magnateria jest poza ich zasięgiem, za to chętnie sponsoruje im fundacje), podczas gdy w mojej ocenie bardzo często są to konsekwencje podejmowania złych decyzji. Pan Tadzio miał 100 000 złotych oszczędności, postanowił je pomnożyć i przegrał w kasynie wszystko co miał w niecałe 3 godziny. To tylko jedna zła decyzja, która już w zauważalny i głupi sposób uszczupliła jego zasoby.

Życie jest konsekwencją bardzo wielu mądrych i głupich decyzji, a osoby mniej zamożne – cóż – niestety często tych drugich mają zdecydowanie więcej. Ja kocham piłkę nożną, geopolitykę czy gry komputerowe, ale nie przyszłoby mi do głowy wybierać kierunku studiów przez pryzmat zainteresowań. Powyżej mamy ludzi po filozofii, etyce, „polityce społecznej”, kulturoznawstwie czy teatrologii. Co myśli sobie człowiek, który w XXI wieku opiera swoją stabilność finansową na wyborze „polityki społecznej”? Dlaczego ktoś po trudnym kierunku wybranym cynicznie pod kątem zarobków, ma się dokładać do tego, że ktoś wybrał pasje? Myślicie, że ekonomia, prawo albo medycyna są ciekawsze, niż Antygona czy Assassin’s Creed?

Oczywiście ktoś może podać mi przykład, że kulturoznawcy są teraz wzięci w korporacjach np. d/s relacji z Chinami. To być może prawda, ale powyżej mamy sześcioro posłów, którzy otwarcie kontestują system, domagając się znacząco większej redystrybucji dóbr, a jednocześnie niedawny przebieg ich kariery zawodowej czy wyniki ekonomiczne nie wskazują, by w przeszłości podejmowali dobre decyzje. To z kolei stawia pod znakiem zapytania trafność stawianej przez nich diagnozy. Jest coś bardzo nie tak w tym, że moja 90-lecia babcia, nauczona przezornością, ze swojej bandycko niskiej nauczycielskiej emerytury, pomimo świadomości pełnego wsparcia ze strony dzieci i wnuków, zdołała odłożyć na czarną godzinę więcej, niż najrazemitszy z razemitów, 40-letni programista Adrian Zandberg.

Partia Razem nie zna się na pieniądzach, ale ciągle o nich mówi

Trudno żeby Partia Razem nie kontestowała wolnego rynku, skoro ten rynek tak negatywnie jej członków weryfikuje. Na wielu płaszczyznach. Warto zauważyć, że dla części posłów partia była de facto jedynym źródłem utrzymania. Tylko pani Daria Gosek-Popiołek zdaje się pracować we – w miarę – wyuczonym zawodzie, do tego stara się nieco sobie dorobić pozaetatowo. To krzepi, może dla posłanki jest jeszcze nadzieja. Może mogłaby dać lewicową wrażliwość Koalicji Obywatelskiej, na przykład w miejsce Klaudii Jachiry, której oświadczenie majątkowe napawa optymistyczną refleksją, że Polacy nie cenią pseudosatyry.

Posłowie Razem aspirując do miana ekspertów m.in. od systemów gospodarczych nie tylko zostali negatywnie zweryfikowani relatywnie niskimi wynagrodzeniami (nie są to w żadnym z przypadków tzw. stawki eksperckie), ale też niepokoi mnie fakt, że nie zgromadzili żadnych oszczędności. To pokazuje brak dyscypliny budżetowej, umiejętności strategicznego zarządzania swoimi środkami czy planowania. Ludzie tak żyją, oczywiście. Ale nie potrafię sobie wyobrazić procesu myślowego posłanki mającej na koncie 1500 złotych, która patrzy w lustro, twierdzi, że przepłynęła już siedem mórz, kilka oceanów, a teraz czas wejść do polityki i zaproponować zmiany w handlu, gospodarce, finansach, podatkach czy budżecie.

Pomijam już podatność na korupcję, bo akurat SLD, PSL, PO czy PiS zgodnie na przestrzeni dekad pokazały nam, że wysokość zarobków nie zwiększa wcale odporności w tej sprawie. Ale zastanawiam się jaka jest korelacja stanu konta ze skrajnie lewicowymi poglądami gospodarczymi. Czy na przykład jak łączne oszczędności posłów Razem spadną do 10 000 złotych, to do Sejmu trafi projekt podatku liniowego 40%?

Zaczynam się zastanawiać czy Partia Razem jest partią ideologów, czy partią gołodupców (sprawdziłem, jak podaje PWN, słowo to nie jest uznawane za wulgarne). Czy jest partią nadziei, czy partią frustracji. Czy jest partią zmiany, czy jest partią pilnego poprawienia własnych warunków bytowych.

Polityka w Polsce nie jest trudna. Niektórym dla uzyskania poklasku wystarczy powiedzieć, że Kaczyński jest zły. Czasem wystarczy być Magdaleną Ogórek albo Szymonem Hołownią. Czasem wskazać, że system jest zły, a bogaci dorabiają się na krzywdzie oszukiwanych malutkich. I o ile rozumiem dlaczego chłop z Podkarpacia wybiera PiS, tak nadal nie rozumiem czemu wykształcony chłop z Marszałkowskiej może popierać narrację Razem. To nie jest poważna inicjatywa polityczna, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje.

456 odpowiedzi na “Partia Razem ma w Sejmie sześcioro posłów. Łącznie mają niecałe 20 tys. złotych oszczędności. I to bardzo złe wieści”

  1. Oni po prostu realizują ideały PRL, gdy każdy (no, prawie) pracował za mniej więcej zbliżone wynagrodzenie, więc też trzymają się średniej krajowej.

    Ciekawe natomiast, z czego zorganizowali skuteczną kampanię wyborczą, bo z takimi zarobkami trudno byłoby zawalczyć o mandat w radzie osiedla.

    • Raczę zwrócić uwagę szanownego rozmówcy, iż większość obywateli tego kraju musi utrzymać się za wypłatę znacznie poniżej średniej krajowej (patrz: mediana zarobków).

      A odnośnie drugiego akapitu sama przed laty brałam jako wolontariusza udział w robieniu kampanii wyborczej posłanki, która nie miała na to żadnej kasy, a pomimo to dostała się do sejmu. Niektórym komentatorom pieniądze muszą chyba faktycznie na mózg padać, skoro wydaje im się, że bez nich ani nie da się niczego zrobić (np. kampanii wyborczej), ani człowiek ich nieposiadających ich nic nie znaczy.

      • No tak, wolontariusze, czyli darmowa siła robocza. Zabawne, że robią coś dla ludzi, którzy szermują hasłami godnego wynagrodzenia za pracę.

        • Ponownie udowadniasz, że nie rozumiesz niemerkantylnie umotywowanej aktywności. W ramach wolontariatu działa się z pasji, dlatego że się w coś wierzy i uznaje za słuszne.

          • Czyli wierzysz w dobre wynagrodzenie, ale uważasz za sluszne pracować dla kogoś za darmo? Seems legit. :)

          • Nie dla kogoś, tylko dla siebie, dla grup, z których interesami się utożsamiam i dla idei, które popieram.
            Wiem, to może być trudne dla osoby, która myśli w kategoriach: ile, za jaką kwotę i dla kogo.

          • Przestań gadać bzdury, każdy wie, że wolontariat to taki staż „na wykazanie się” i nadzieja, że partia zauważy i doceni. I NAGRODZI intratnymi synekurami.

          • Robiłam różne rzeczy w ramach (nie ja jedna z resztą) i nie ja jedna z resztą i nie dla partii tylko dla ludzi. Raz się zdarzyło, że jeden z tych ludziów został później politykiem i reprezentatem społeczności. Nigdy nie miałam na celu „wykazania się” czy podczepiania się do jakiejś partii, wręcz uznałam, że teraz jak ma państwową kasę, to już sobie poradzi i po prostu kupi potrzebne usługi.

            Że ty działasz w określony sposób, czy że działają tak osoby które znasz, to nie znaczy jeszcze, że działają tak wszyscy na świecie.

          • Krótko 1 – nie pisałem o wolontariacie ogólnie tylko o wolontariacie dla partii.
            Krótko 2 – to, że ty tak działasz nie znaczy, że tak samo działają wszyscy inni wolontariusze na świecie. Nigdy nie uwierzę w PARTYJNYCH wolontariuszy „dla idei”.

          • No i super! Tak powinno wszystko wyglądać – dobrowolnie chcesz robić coś za darmo? Mnie pasuje! Chcesz pomagać i oddać część swoich pieniędzy komuś! Rewelacja, pochwalam!
            Chcesz zmusić mnie policją, urzędnikami, więzieniem bym dał swoje pieniądze komuś mimo że zapracowałem na nie, zasłużyłem, całe życie poświęciłem by mieć to co mam? Cóż, to jest właśnie główny problem partii Razem – trzeba mieć moralność złodzieja by głosować na takie partie. Bo jak naprawdę pochwalam pomoc, wolontariaty – wszystko to póki jest dobrowolne z własnej chęci jest godne pochwały. Kiedy się zmsuza do czegoś – potępiać, karać ale ludzi co to popierają. Oczywiście dosyć ogólnie pisze, bo wiadomo że część podatków jest uzasadniona i w miarę sprawiedliwa i rozsądna, ale to będzie jakieś… 20%-30% tego co teraz mamy?

      • @Freja_Draco:disqus typowo lewacki bełkot. To ludzi wina, że są biedni i zarabiają poniżej średniej. Głosują na bolszewików typu Pis czy Lewice, którzy sami nie potrafią zarabiać i oszczędzać. Więc tu sie nie da być bogatym malutki rozumku.

        • Tytanie Intelektu! Przekonałeś mnie, od dziś będę głosować na ludzi, którzy sprawią, że większość obywateli będzie zarabiać powyżej średniej i każdy z nich będzie mógł sobie pozwolić na zatrudnienie swojej własnej pani od herbaty ;)

    • Zandberga bym jeszcze o to podejrzewał zważywszy na to milionowe mieszkanie. Resztę nie za bardzo,bo intelektualnie to (pomijając nawet to,że są w tej akurat partii) te osoby nie wyglądają na asów intelektu.

  2. Być może cały artykuł miał by sens gdyby wykazano, iż osoby posiadające duże oszczędności, majątek czy też wykształcenie przedmiotowe bardziej predysttnowało do zasiadania w parlamencie. Wiele przykładów od lewa do prawa (polecamy naukę historii tudzież skorzystanie z archiwów internetu) wskazuję , iż raczej ciężko obronić zdanie autora a wręcz wskazuję to na jego zlośliwą stronniczość i ignorancje przykryta słowotokiem.

    • Jak dla mnie, to w ogóle podejście autora do tego wpisu jest błędne.

      Po pierwsze, mogli nie odkładać pieniędzy, bo mogli wydawać je na własną działalność polityczną. W pewnych kategoriach można to postrzegać na plus – poświęcali część własnych interesów, by dotrzeć do miejsca umożliwiającego realizację własnych ideałów. Tzn. nadal docierają, ale są coraz bliżej.

      I właśnie, Jakub napisał, że nic nie osiągnęli, ale jak to nic? Wprowadzili własną partię do sejmu. Może i w koalicji, ale jednak. Zainwestowali pieniądze, czas i się udało.

    • Tu chodzi o to,że ktoś kto uważa,że wszyscy powinni więcej oddawać w podatkach bo państwo pod ich oświeconymi rządami wyda je lepiej sami obecnie gdy podatki są niższe od tych jakie oni by wprowadzili nie są w stanie zabezpieczyć swojej własnej przyszłości,a chcą nam wszystkim zapewnić wszystko.Nie każdy chce nam urządzać życie na swoją modłę.To są przypadki bardzo podobne do casusu pani Lubnauer,która zna się na rynku pracy bo ma znajomych (sama całe życie na państwowym wikcie).

      • Razem nie uważa, że wszyscy powinni płacić wyższe podatki. Bogatsi powinni płacić więcej, biedniejsi mniej.

        • @damianczuszke:disqus głupsi tacy jak ty powinni więcej płacić. Na żywo bym cie uderzył chętnie. Bogaty to bardziej zaradny, inteligentny, wykształcony, pracowity człowiek a biedny to miernota, leniwy, mało inteligentny bez przyszłości, który myśli, że kasa spada z nieba. Rozumiesz przypadkiem spłodzony człowieku ??

  3. Rozumiem, że zdaniem autora prawo do zasiadania w parlamencie powinni mieć tylko ludzie bogaci? Z całego artykułu wyłazi z resztą źle maskowana pogarda dla ludzi gorzej sytuowanych materialnie.

    • No nie, ale jeśli ktoś twierdzi, że lepiej zarządza pieniędzmi ode mnie i powinienem płacić więcej podatków a sam nie jest w stanie uzbierać więcej niż 1500 zł będąc starszym ode mnie o kilkanaście lat to coś jest nie w porządku.

      • A nie pomyślałeś, że taki człowiek może mieć w życiu po prostu inne priorytety niż gromadzenie osobistego majątku? A pomyślałeś, że działając w polityce też może kierować się później innymi priorytetami niż po prostu chęć nachapania się ile się da dopóki się da?

        A nie pomyślałeś, że demokratycznie wybrany parlament powinien reprezentować i dbać o interesy wszystkich grup społecznych, a nie tylko tych lepiej sytuowanych materialnie?

        A sama polityka to również nie tylko samo zarządzanie pieniędzy na jej późniejszą realizację i nie powinna być tylko do tego sprowadzana.

        • Podchodzisz do sprawy od bardzo złego kierunku.
          Czemu zakładasz, że osoby, które się w życiu dorobiły miałyby nie reprezentować ludzi biednych? To że ktoś ma setki tysiące na koncie, wcale nie musi oznaczać, że jest ślepy na los osób żyjących w skrajnym ubóstwie.
          Po drugie lepiej, żeby rządziły w naszym kraju osoby, które odniosły życiowy sukces(w skład czego nie wchodzi np. znane nazwisko i spadek, tylko własne dokonania) i znają się na realiach rynku i potrzebach ludzi, niż osoby, które siedzą w rządzie praktycznie od skończenia liceum, a ich głównym osiągnięciem jest propagowanie postulatów swojej partii, a przez to i zyskanie przychylności prezesa partii, który za dobre sprawowanie dał jedynkę na liście.
          Nie można też pominąć faktu, że aktualnie ogrom posłów zajmuje stanowiska zupełnie NIEZGODNE z ich wykształceniem. Co więcej jest paru posłów(teraz nie pamiętam z nazwisk, ale jakiś czas temu czytałem o nich w mediach), którzy poza byciem posłami, nie mieli żadnej innej pracy w życiu.
          To jak można mówić, że takie osoby mogą efektywnie rządzić cudzym majątkiem(zarządzać budżetem państwa), kiedy ani się na tym nie znają, ani sami nie potrafili sobie poradzić w życiu poza rządem?

          • > Czemu zakładasz, że osoby, które się w życiu dorobiły
            > miałyby nie reprezentować ludzi biednych?

            Bo:
            – ich nie rozumie a często nawet nie zna ich problemów (vide absurdalne wypowiedzi niektórych polityków, o tym jak trudno utrzymać się za 9 tysięcy),
            – bo (jak większość) będzie zapewne politycznie dbać w pierwszym rzędzie o interes swój i swojej grupy społecznej.

            > znają się na realiach rynku

            Ty chyba naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy uprawianiem polityki i prowadzeniem przedsiębiorstwa :/

            Natomiast odnośnie polityków, którzy przez całe życie są jedynie zawodowymi politykami zgodzę się. Ktoś taki jest kompletnie odklejony od jakichkolwiek rzeczywistych realiów.

          • „Ty chyba naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy uprawianiem polityki i prowadzeniem przedsiębiorstwa :/ ”

            Przecież oni piszą ustawy, które później bezpośrednio dotykają przedsiębiorców. Nie mówię, że polityka i przedsiębiorczość polegają na tym samym, tylko mówię, że polityk bez znajomości realistycznych problemów przedsiębiorców może im co najwyżej zaszkodzić.
            A w jaki sposób pozna problemy przedsiębiorców? Albo będzie bardzo uważnie ich słuchał, albo z własnego doświadczenia jeśli dawniej był przedsiębiorcą.

            „ich nie rozumie a często nawet nie zna ich problemów (vide absurdalne wypowiedzi niektórych polityków, o tym jak trudno utrzymać się za 9 tysięcy)” – to już nawet nie określa bogactwa tego polityka, tylko jego głupoty i całkowitego braku znajomości realnych problemów. :D

          • Piszą też ustawy, które później bezpośrednio dotykają kwestii informatycznych, nie posiadając w większości przypadków wykształcenia i doświadczenia w IT. Odnośnie rolnictwa, finansowania badań naukowych, polityki społecznej – ponownie nie mając zazwyczaj dziedzinowego doświadczenia. Dlaczego prowadzenie biznesu miałoby być w tej kwestii jakoś szczególnie uprzywilejowane? Z mojej osobistej perspektywy mogłabym żądać, żeby każdy parlamentarzysta legitymował się doświadczeniem odnośnie informatyki, argumentując, że to kluczowe we współczesnym świecie.

            Powtórzę: przedsiębiorcy nie są jedyną grupą społeczną posiadającą w tym kraju problemy, są także inne (dużo liczniejsze) grupy społeczne posiadające swoje własne problemy i reprezentanci tych właśnie grup będą je zapewne najlepiej rozumieć i z największym zaangażowaniem reprezentować. Po prostu niech każdy ma w sejmie swoich przedstawicieli.

          • Tylko dziecinko zwykle rozwiązanie problemow przedsiębiorców pozwala na rozwiązanie problemow innych grup

          • Tylko widzisz historia pokazuje ze te jak to nazywasz „szlagiery” sprawdzaja sie i dzialaja. Nigdy w historii nie roslo tak bogactwo najnizszych warstw spolecznych jak w kapitaliźmie nawet tym dzikim. Za to jakoś wasz ukochany socjalizm nigdy nie działa.

          • Bogactwo niewątpliwie nieustannie rośnie. Natomiast pensje i dochody
            gospodarstw domowych skorygowane o inflacje przestały rosnąć w USA w
            latach 70-tych, a momentami wręcz spadają.

            Disqus blokuje mi linki i obrazki, więc wyguglaj sobie po prostu: household income adjusted
            i szukaj wyników od czasów wojny do współczesności.

          • Niby już teraz są konsultacje z przedstawicielami poszczególnych grup. Ale czy władza się ich choć trochę słucha?
            Jeśli to by była prawda i by dobrze stosowali się do wskazówek, to każdym kolejnym projektem nie robili by coraz większego bałaganu(grzecznie mówiąc).

            Ale fakt faktem, raczej nie jest możliwe znalezienie idealnego rozwiązania, żeby wszyscy byli zadowoleni i żeby wszystko perfekcyjne chodziło.

          • A wiesz, że ten tekst o 9 tysiącach to jest autorstwa posła Lewicy?
            Taka Marcelina całe (krótkie) życie jest tylko politykiem.

        • Problem polega na tym, że ja chcę gromadzić majątek, a oni chcą nim dysponować i utrudniać mi to zadanie nakładając na mnie dodatkowe podatki.

          • Życie na pewno nie polega na próbie opodatkowania wszystkich tych, którym powodzi się lepiej :)

          • Bo jeśli progi podatkowe wyglądają inaczej, to szybko dochodzi do wzrostu nierówności. Bogaci mają coraz więcej, a biedni coraz mniej. Analizy pokazują, że takie rozwarstwienie nigdy nie jest dla społeczeństwa korzystne.

          • To pracuj, jak masz za mało. Ja pracuję i mam. Nie masz prawa decydować czy ja mam za dużo, czy nie.

          • To tak nie działa. Ktoś kto ma więcej zawsze będzie miał możliwość zarobienia więcej niż ktoś, kto ma mniej. Będzie mógł lobbować, urabiać polityków, naginać prawo. Bez państwa działającego w interesie zwykłego obywatela prowadzi to prosto do feudalizmu.

        • Jeżeli dorosły człowiek nie wypracował oszczędności w wysokości nawet jednego miesięcznego wynagrodzenia, a robi się na znawcę ekonomii to w pierwszej kolejności jest krótkowzroczny a w drugiej jest po prostu nieudacznikiem. Nie jest to grzech, ale w polityce powinien raczej się zająć tematami walki ideologicznej klas niż stosunkami gospodarczymi. Najbardziej sugestywny fragment w tym felietonie to przywołanie ich „zawodów”. No po prostu festiwal studiów z nicnierobienia i spędzaniu czasu na długich spacerach.

      • A może zainwestowali te pieniądze, by znaleźć się tam gdzie są?
        I to wygląda na udaną inwestycję, bo kolejny z celów został osiągnięty.

        • Dokładnie. Sama kwota z oświadczenia majątkowego właśnie nie mówi za wiele. Posiadanie oszczędności w gotówce powyżej 20 k złotych może tak samo świadczyć o niegospodarności jak posiadanie tak nikłych oszczędności jak 1,5k. Dlaczego tak twierdzę,skoro nigdy takich oszczędności dotychczas nie miałem ? No kluczowe: w gotówce. Większe kwoty jak te które były by natychmiast potrzebne powinno się w coś co daje jakiś zwrot lub broni przed inflacją lokować.

          Prawdziwą ale i pewną porażką to są akurat panowie posłowie Razem z tej listy. (O ile Zandberg nie ukrywa jakiejś kasy). Zero wykazanych oszczędności to nawet nie kiepsko. Nie mieć choć 400 złotych w gotówce jako oszczędności (nawet jeśli wygląda to śmiesznie,to to nie jest śmieszne) – to przecież jest przerażające i szalone niczym płacenie za wszystko wyłącznie kartą.

    • Nie zgodzę się. Po prostu ludzie, którzy nie osiągnęli nic bądź prawie nic na gruncie zawodowym nie powinni ingerować w kreowanie polityki gospodarczej, polityki, która de facto ma sprawić że społeczeństwo będzie się bogacić. Pomysły polegające na redystrybucji jeszcze nigdzie na świecie nie doprowadziły, że ktoś biedny stał się bogaty. Wręcz przeciwnie, jak dostaniesz coś za darmo to stajesz się mniej zmotywowany do ciężkiej pracy, a ciężka praca to dla większości jedyna droga do bogacenia się.

      • Czyli np. nauczyciel ideowiec, który pracuje z powołania, bo wierzy w to co robi, nie powinien twoim zdaniem powinien brać się za politykę (choćby odnośnie edukacji) bo do tego prawo mają jedynie osoby, których podstawowym imperatywem było zarabianie dużej ilości pieniędzy?

        Mądra redystrybucja dochodu narodowego była podstawą całego wzrostu gospodarczego, jaki dokonał się po II Wojnie Światowej. Dopiero w latach 70/80 dokonano neoliberalnej rewolucji pod hasłem „skapywania bogactwa z góry na dół” i od tej też pory pomimo dalszego wzrostu PKP poziom życia mieszkańców takie USA przestał rosnąć, a momentami wręcz spadał.

        • Odnośnie edukacji oczywiście, że powinien. Siedzi w tym, ma praktykę, widzi problemy z którymi borykają się nauczyciele, uczniowie czy rodzice. Jeśli ma pomysły jak mogłoby to działać lepiej to jestem jak najbardziej za.

        • Taki nauczyciel jest w stanie udowodnić, że na dziedzinie o której się wypowiada zna się doskonale. Ale na zarabianiu pieniędzy się nie zna, więc powinien zostawić to innym. Proste.

          • Czyli twierdzisz, że uprawianie polityki polega na zarabianiu pieniędzy? Hm… chociaż w sumie to taki Banaś i spółka by się zapewne z Tobą zgodził :)

          • Nie napisałem tego. Napisałem, że powinien zajmować się tym na czym się zna, czyli edukacją. W przypadku gdy zostanie parlamentarzystą – zmianami w edukacji. Nie powinien natomiast wymyślać reform gospodarczo podatkowych, skoro nie ma pojęcia o czym mowa.

        • „Mądra redystrybucja”brzmi jak jakaś tajemnica myśl przekazywana w bajaniach ludowych. Twarde dane proszę w których wykażesz, że obciążenie podatkowe w latach 50 było większe niż w latach 80 wraz z zestawieniem wydatków na cele socjalne w tych samych okresach. Wtedy dopiero możemy zacząć dyskusje czy model znajduje zastosowanie w naszej sytuacji czy nie.

          • Poniżej wiele mówiąca tabelka. Najwyższe stawki podatku dochodowego w USA i UK wynosiły w latach 50 i 60 (a więc czasach szybkiego rozwoju) ponad 90%. Przy tym pomysły Razem to pikuś. A jeśli chcesz dużej ilości danych, to zachęcam do sięgnięcia po „Kapitał w XXI wieku” Piketty’ego, jest tam dobrze przedstawiona ewolucja kapitału i niektórych elementów światowej gospodarki od początków XIX wieku do współczesności.

            https://uploads.disquscdn.com/images/c0d36fb44651679677ccf32278903cf3f83d5d8fdeac39b7e029f46f833057aa.jpg

          • Polecam sprawdzić ulgi podatkowe itp wtedy z tych 90% robi sie realne 30% no ale ty jak PIS z ustawami o sądach pomijasz ważne „szczegóły”

      • Jeśli kreowanie polityki pozostawić tylko bogatym, to nikt nie będzie bronił interesów ludzi biedniejszych.
        Moim zdaniem najlepiej, żeby politykę współtworzyli ludzie o różnych doświadczeniach życiowych, żeby rzeczywistość znali z różnych stron.
        Bo polityka gospodarcza to nie tylko ekonomia i matematyka, ale też ochrona grup biedniejszych. A bogaci niestety nie zawsze to czują, co ilustruje znany cytat „Biedni nie mają chleba? To niech jedzą ciastka!”

        • Nigdzie nie napisałem, żeby zostawić kreowanie polityki ludziom bogatym. Chodziło mi raczej o ludzi, którzy sprawdzili się w biznesie, wykazali się przedsiębiorczością, ludzi którzy rozumieją na czym polega wolny rynek i co należy zrobić, żeby ludziom żyło się lepiej. I żeby była jasność, nie każdy będzie bogaty, ba nawet nie każdy będzie należał do klasy średniej. Nadal w społeczeństwie będą ludzie, którzy żyją skromnie. I uważam, że nie ma w tym nic złego. Tak po prostu jest w większości krajów świata. Oczywiście nie oznacza to też zupełne zlekceważenie mniej zdolnych czy tym, którym z różnych zewnętrznych powodów w życiu nie wyszło. Pomagać w ramach zdrowego rozsądku owszem- wyręczać- nigdy.

      • Polecam zajrzeć do książek historycznych i ekonomicznych, bo to właśnie redystrybucja zbudowała w licznych krajach dobrobyt i to nieprzypadkowo w krajach skandynawskich jest obecnie o wiele wyższy poziom życia i mobilność społeczna niż np. w USA.

        Dodatkowo, badania i eksperymenty w różnych krajach rozwijających dowiodły, że wbrew korwinowskim kocopołom, czasem bardziej opłaca się dać rybę niż wędkę – osoby, które za darmo dostały zastrzyk finansowy w ogromnej większości zabierały się do pracy z większą energią i korzystając z nowych możliwości były w stanie poprawić swoją sytuację bardziej niż osoby biorące udział w drogich programach „wędkowych”

        • Polecam zajrzeć do tych książek dokładniej, bo porzy ilości ulg podatkowych, realne stawki były minimalne tak wiec wiesz populistycznymi hasłami z wykopu możesz sobie rzucać tylko ze nie pokrywają sie z rzeczywistością.

          • Owszem, były ulgi podatkowe, ale tak samo jest teraz (ba, jest ich nawet więcej) i realne obciążenie podatkowe dla bogatych jest obecnie o wiele niższe niż kilkadziesiąt lat temu.

        • opowiadasz bzdury i sam nie przeczytałeś książek ekonomicznych. Nikt w nich nic nie udowadnia a jedynie pokazuje korelację, która może wskazywać na przyczynowość wymienionych zjawisk albo wynikać z zupełnie innych przyczyn.

          Efekt zwiększonej motywacji z powodu jednorazowego wpływu finansowego jest bardzo krótki i wygasa po paru miesiącach – i jest na to fachowa literatura.

          Sama progresja podatkowa na zachodzie wynika z systemu politycznego a nie z troski o rozwój gospodarki – tj. politycy obiecując większości środki zabierają je lepiej zarabiającej mniejszości. To jest bardzo opłacalny schemat. Jednocześnie z raz danych przywilejów ciężko się wycofać a progresja postępuje z kadencji na kadencję (cofa się głównie w momentach kryzysu lub mocnego spowolnienia koniunktury). Z resztą prześledź sobie historię gospodarczą Szwecji a zobaczysz, że największy relatywny rozwój gospodarczy względem Europy przeżywała podczas I i II wojny światowej takto rozwijała się w tempie pozostałych gospodarek

    • Podstawą ideową konfiskaty majątku, inaczej znaną jako podatki, jest przeświadczenie, że reprezentaci państwa będą lepiej ww majątkiem zarządzać, niż jego pierwotni właściciele.

      Skoro wysuwa się jakieś roszczenie, należy je uzasadnić. Oni nie są w stanie tego zrobić. Chyba, że odpalamy bajkę, że świat to magiczna kraina i państwo nie musi przejmować się gospodarką (vide majątkiem podatników).

      • Prywatni właściciele dbają jedynie o swój prywatny majątek. Obowiązkiem państwa jest dbanie o infrastrukturę i usługi publiczne, z których korzystają wszyscy. Gdyby nie pieniądze wydatkowane przez państwo, to taki Pan Przedsiębiorca nie mógłby wykorzystywać w swoich biznesach odkryć dokonanych w ramach badań podstawowych, dróg po których jeżdżą jego ciężarówki, pracowników, którzy to dzięki państwu zdobyli w większości swoje wykształcenie itp. Niektórym (jak widzę) się wydaje, że wszystko czego nie potrafi zapewnić wolny rynek, bierze się po prostu z nieba.

        • Nie no masz rację. I wydaje mi się że prócz małego procentu ludzi wszyscy się z tym zgadzają.
          Państwo powinno zadbać o pewne rzeczy jak właśnie infrastruktura, straż pożarna, wojsko, policja, badania oraz drogie operacje i pomoc ludziom którzy z nie swojej winy są w złej sytuacji (ciężkie choroby, wypadki itd). Prócz tego? Zabranie moich pieniędzy by komuś dać 500 zł bo zrobił sobie dziecko to zwykła kradzież. Moralnie zła. Każdy kto to popiera to zwykły złodziej. Wiadomo było od początku że to przekupstwo w celu kupienia głosów i ma to zero z pomoca komukolwiek.
          Tak samo cały socjal i wiele, wiele rzeczy w państwie. Obowiązkiem państwa nie powinna być kradzież i udawanie że lepiej będą zarządzać moim życiem (a tym są w sporej części moje pieniądze, bo poświęciłem spooooro życia i trudu by je zdobyć). C najwyżej może stanwić pomoc dla wielu ludzi w formie np. kredytów zero oprocentowanych (lub inflacyjnie) ale nigdy nie powinno nic dawać za darmo bo dawanie za darmo np 500+ oznacza że najpierw trzeba było przyzwolić na kradzież.

          • W żadnym momencie nie twierdziłam, że jestem zwolenniczką 500+. Politykę prorodzinną można było uprawiać np. za pomocą ulg, które przysługiwałyby rodzicom, którzy podejmą _pracę_.

          • TO już wolę pomysł z np darmowym miejscem w żłobku dla 2 pracujących rodziców. Tyle jeszcze jestem w stanie przełknąć. Choć w praktyce nie powinny być darmowe, tylko prywatne i płatne tylko mieć obowiązek najpierw przyjmowania dzieci od dwójki pracujących rodziców lub samotnego rodzica pracującego. Bo jak wspominałem – jestem raczej przeciwko dawaniu czegokolwiek za darmo komukolwiek jeśli może to funkcjonować dobrze i tanio prywatnie i drobne regulacje mogą to poprawić. WIęc właściwie jedynym problemem jes tsłużba zdrowia i nie chcę głęboko wchodzić w polemikę o niej, bo nie czas to i miejsce.

        • Prywatni właściciele dbają jedynie o swój prywatny majątek. Obowiązkiem państwa jest dbanie o infrastrukturę i usługi publiczne, z których
          korzystają wszyscy.

          Zgoda i nie. Bo widzisz zasadniczy problem w tym wszystkim jest nie w tym,że „nie są bogaci” tak jak niektórzy tu pieprzą. Kwestia braku oszczędności w sytuacji posiadania w miarę płatnej i stabilnej pracy to już jest kwestia ZARZĄDZANIA pieniędzmi. I jeśli ktoś nie potrafi zarządzać własnym budżetem to bardzo przepraszam ale JAK ma zarządzać cudzym ?! I jakim prawem ?!

          Posiadany majątek w gotówce nie mówi za dużo. W różnych miejscach 1000 złotych to różna siła nabywcza – więc w dużych miastach typu Warszawa starcza to na mniej. Nawet w przypadku właścicieli firm,bo jeżeli ktoś np zainwestował dobrze ale się zadłużył to o ile dobrze zainwestował i nie będzie krachu to te długi i tak spłaci. Sam aktualnie nie mam nawet oszczędności w gotówce na poziomie tej całej Zawiszy (choć mam jakieś co w porównaniu z Zandbergiem jest plusem). Tylko to nie ma żadnego znaczenia ponieważ płynność finansowa jest a sprawne auto,rezerwa 20l benzyny,rezerwa żywności na ponad tydzień (taak jestem jednym z tych „świrów” preppersów) oraz drobiazgi które można w ciągu tygodnia do 2 spieniężyć sprawiają,że te 1500 złotych czy więcej to nie jest jakiś ból bo uważam że w razie wojny czy klęski żywiołowej na pewno nie będę w gorszej sytuacji jak dużo bogatszy ode mnie Pan Kralka a i jak by pieniądze się skończyły to nic wielkiego się z dnia na dzień nie stanie.

          Ale być „mieszczuchem”,Posłem czy poślicą i mieć odłożone tylko tyle… Słabo.Zwłaszcza jak ktoś ma w takim wieku poglądy socjalistyczne świadczące o ogólnej nieporadności życiowej.

    • Wg polskich warunków za bogatego uważa się kogoś kto już 8 brutto zarabia. Nie jest to jakiś wyczyn. Głosowanie na jełopów co nic nie osiągnęli materialnie to głupota.

      • 8 tysięcy brutto to żadne bogactwo, ale tyle (bądź więcej) zarabia tylko jakieś kilkanaście procent Polaków. A większość żyje za mniej niż średnia krajowa.

        • I będą za tyle żyli do końca swoich dni jak będą głosować na jełopów. Tak naprawdę chcą darmowego lunchu a nie pracy za którą sobie ten lunch kupią.

  4. Bardziej mnie zastanawia, na co wydali pieniądze przez ten rok. Całkiem możliwe, że wszystko poszło na kampanie.

    • Kampanie można robić również siłami wolontariuszy. Chociaż rozumiem, że dla tych, którzy wszystko w swoim życiu kupują, a cokolwiek dla innych robią jedynie za pieniądze może być to trudne do pojęcia.

      • Ależ skąd. Ci co wszystko kupują, z przyjemnością dostaną coś za darmo i nie będą narzekać. Natomiast Ci co mają na sztandarach „godziwe zarobki za pracę” nie powinni z wolonatriuszy korzystać. To chyba logiczne :)

        • Chyba, że wolontariusze też popierają „godziwe zarobki za pracę” i wykonują ten wolontariat, by móc uzyskać reprezentację dla swoich poglądów w sejmie.

  5. Zauważyłem ostatnio jakiś nieprawdopodobny ból dupy w internecie o tzw. „kulturoznawstwo” i pisanie o tym tak, jakby to było 90% wszystkich studiów w Polsce i miliony osób studiowało kulturoznawstwo. Autor w tekście aż zieje zwierzęcą nienawiścią do tego kierunku.

    Więc sprawdziłem i okazuje się, że kulturoznawstwo istnieje zaledwie w 20 szkołach w Polsce, a łącznie kulturoznawstwo studiuje W CAŁYM KRAJU mniej osób, niż na jednym roczniku prawa na UW. Czyli dosłownie nic nie znacząca garstka osób, jakiś ułamek promila, jeden z najmniej popularnych kierunków.

    W ogóle kierunki humanistyczne to zaledwie 8% wszystkich kierunków w Polsce.

    O co tu chodzi? Skąd ta gigantyczna nagonka na jakieś marginalne dziedziny dla pasjonatów?

    • No i jak przychodzi co do czego, to jest ich jakaś niesamowita nadreprezentacja np. w takiej partii. Wnioski chyba są jasne. Partia Razem, to partia komunistyczna, prowadzona przez osoby, które albo ukrywają swój majątek celem pokazywania niskiego stanu konta, albo po prostu oderwanych od życia.
      No cóż zresztą tak jak studentów komunizujących się w latach 70 lub na początku XX wieku.

      • Gdyby ich priorytetem życiowym było zarabianie pieniędzy, nie szliby na kulturoznawstwo.

        Gdyby ich priorytetem życiowym było zarabianie pieniędzy, szukaliby przede wszystkim dobrze płatnych zajęć.

        Gdyby ich priorytetem życiowym było zarabianie pieniędzy, nie szliby do polityki z jakąś prospołeczną ideą, tylko po to, żeby się dobrze ustawić.

        • I dlatego są niebezpieczni dla gospodarki. Ludzie którzy nie rozumieją pracy nie powinni się do niej mieszać, skoro podchodzą do tego ideologicznie. Niech zostawią gospodarkę właśnei tym których celem jest zarabianie, ktorzy wiedzą jak to robić i którzy zmarnowali pół życia na walkę z państwem, podatkami, biurokracja itd – bo to jedyna grupa która to rozumie i która może coś zmienić.

          Ludzie którzy nigdy nie jedzili komunikacją miejską też nigdy nie powinni o niej decydować.
          Ludzie bez aut nie powinni się wypowiadać w kwestii dróg (najlepiej mieć kogoś kto jeździ każdym środkiem transportu i wie jak musi wszystko ze sobą współgrać)

          Ludzie…

          I tyle.

  6. „zastanawiam się jaka jest korelacja stanu konta ze skrajnie lewicowymi poglądami gospodarczymi” – a wystarczy spojrzeć na PiS, wychodzi na to, że skrajnie lewicowi posłowie są najbogatsi

    PS ” lewicowymi poglądami gospodarczymi” – masło maślane. „Lewica” i „prawica” to określenia, które dotyczą wyłącznie gospodarki.

  7. „moja 90-lecia babcia, nauczona przezornością, ze swojej bandycko niskiej nauczycielskiej emerytury”- twoja babcia płaciła miesięczną składkę w PRL w wysokości pół dolara. Czyli przez 35 lat pracy zgromadziła równowartość jakichś 200 dolarów.

    Teraz jak dostaje minimalne 1100 zł emerytury – 300 dolarów – oznacza to, że co miesiąc z pieniędzy obecnie pracujących dostaje 150% tego, co odłożyła przez całe życie.

    Zgadzam się – jest to emerytura bandycka, czysty komunizm.

  8. Czy to jest strona o prawie, czy polityce? Chyba powinniście zmienić nazwę (BizBlog zresztą też), ponieważ ze statutową tematyką w ciągu ostatniego roku mieliście niewiele wspólnego. Zwłaszcza poseł Kralka…. wróć! redaktor Kralka pisze tylko o polityce i technologii. O prawie ani słowa.

    Godne pożałowania to wasze medium, towarzysze…

  9. Nie bez znaczenia jest fakt, że to wielkie korporacje finansują często lewicę. Jak lewicowe rozwiązania zostaną wprowadzone, to korporacje nigdy nie będą miały konkurencji i zawsze w nadmiarze będą biedni ludzie do pracy.
    Zarobki tych posłów żenada, a podejrzewam, że to zarobki brutto, przed opodatkowaniem, więc tym bardziej…

  10. Pan Kralka nie zna się na polityce, ale ciągle o niej mówi.

    Te pudelkowe analizy robią się coraz nudniejsze, ciągle te same żarciki, byle tylko uderzyć w tych, których redaktor nie lubi, z pominięciem merytorycznej argumentacji.

    Zresztą ta nagonka na Razem w ostatnich dniach jest przezabawna, bo jednocześnie mówi się o hipokrycie Zandbergu, który mieszka w mieszkaniu wartym milion złotych i o nieudacznikach bez żadnych oszczędności. Mogliby się hejterzy Razem w końcu zdecydować…

    • Ale w tym wpisie jest logika, której niestety nie jesteś w stanie pojąć.

      Redaktor zaznaczył, że Zoidberg ma mieszkanie za 1 mln, ale ciężko dojść do tego jak doszedł do jego posiadania. Jeśli miałby kredyt zapewne można zakładać, że je kupił natomiast jeśli koleś posiada 8 koła oszczędności to raczej nie wydał całej gotówki miesiąc wcześniej na mieszkanie (może dostał je w spadku lub darowiźnie, może dołożyli się do niego rodzice lub teściowie). Stąd wyłączenie mieszkania z analizy jest słuszne.

  11. Młodzi ludzie, średnia wieku 35,8, nie będący krewnymi i znajomymi ani świata przestępczego, ani „byznesmenów” z lat 90-tych, ani polityków, zarobki takie, jak w reszcie narodu. W takim układzie brak lub niewielkie oszczędności są rzeczą normalną.
    Tylko autor tak ich nienawidzi, że nawet z dowodów niewinności czyni zarzuty! Człowieku – przestań nienawidzić, zacznij myśleć!
    Pozdrawiam.

  12. posłowie to nie elita. to wybrańcy Narodu. A że Naród jest stosunkowo biedny to wybiera albo podobnych sobie albo tych co dadzą im więcej.

    z drugiej strony ich niskie oszczędności mniej mnie bolą (zobaczymy jak to się zmieni po kadencji) niż napakowane kieszenie garkotłuków zasiedzienych w polityce od 30lat

  13. ciężko mi pojąć, że Ci posłowie w tamtym roku zarobili połowę tego co ja a nadal chce im się bawić w politykę

  14. Najgorsze jest to że polcy nie mają na tyle oleju w głowie że głosują na takich samych jełopów jakimi sami są.

  15. Czytałem kilka wywiadów z Panią Marceliną, nadzwyczaj męcząca lektura. Nawet nie ten infantylny tatuaż na kostce jest najgorszy, przebolałbym nawet tatuaż motywacyjny w telugu, urdu, hindu czy malajalam, ale ta „walka o prawa kobiet”… Równie dobrze ja bym mógł się ogłosić samozwańczym Janosikiem. Jestem wegetarianinem dziesiątki lat i jak widzę „wojujących wegetarian” to od razu mi się zapala czerwona lampka i alert pierwszego stopnia „Ratuj się kto może, chodu!”, tak mi się właśnie kojarzy rewolucyjny zapał Pani Zawiszy. A jakiś dystans dzieli deklaracje z wywiadów od wczorajszej nieobecności w Sejmie… Pani mnie, człowieka ze 20 letnim stażem w związku z jedną kobietą, bez ślubu, będzie pouczać o związkach partnerskich i tym co jest konieczne do pomyślności? A to dobre. I ten powtarzany jak papuga, z przeświadczeniem o tym, że retorycznie jest się drugim Barackiem Obamą łzawy, pokrętny argument przemawiający w jej mniemaniu za adopcją pośród par homoseksualnych – „jak nie jesteś za to jesteś za tym, żeby dzieci trafiały do domu dziecka”. Rodzice mojego kolegi z dzieciństwa zginęli w wypadku. I nie trafili z bratem do domu dziecka. Czego Pani chce mnie nauczyć znów zdaję pytanie? Do tego te tragiczne premierki, ministry itd. Szkoda słów nawet…
    Artykuł Redaktora oczywiście totalnie w punkt.
    Lewica to taka druga Liga Kobiet z Seksmisji – „Liga broni, liga radzi, liga nigdy Cię nie zdradzi! Wyciągniemy wszystkie kasztany z ognia. Twoimi rękami.”
    Nie, bardzo dziękuję.

  16. Nigdy nie ukrywałem jak bardzo jest mi nie po drodze z Partią Razem.
    >No cuszzzz, zapowiada się w takim razie niezwykle obiektywny komentarz dziennikarza Kralki

  17. przerażające, to jak banda ludzi którym w życiu się nie powiodło, mająca za cel sprawienie aby inni byli tak samo biedni. Dobrze że do Lewicy nie przystąpili.

  18. Panie Kralka, już pomijając liberalną pogardę dla mniej bogatych, samo Pana założenie o niegospodarności parlamentarzystów Razem jest błędne. Przykładowo Adrian Zandberg – jak można wyczytać w jego oświadczeniu majątkowym, choć może to być utrudnione jeśli jest się zaślepionym nienawiścią do Razem – jest właścicielem mieszkania wartego milion przy jednoczesnym braku długów. Radzi sobie zatem chyba doskonale, lepiej niż zdecydowana większość Polaków.

    • No nie do końca,bo milionowe mieszkanie bez długów to świadczy o bogactwie.
      O samej gospodarności już niekoniecznie.

      Najbardziej gospodarne z tej całej zgrai mogą być 2 ostatnie panie. Dlaczego wspominam panią posełkę Biejat która za dużo nie mówi o pracy w której zarobiła pieniądze (i pewnie dobrze,może jednak nie w partii) ? Bo część (mniejsza zresztą,ale to zrozumiałe przy ich rozmiarze) oszczędności nie jest trzymana w Polskiej walucie. Co prawda Euro to tak średnio ale albo pracowała jakiś czas za granicą albo dywersyfikacja oszczędności. Jeśli to drugie to jak na lewicę olbrzymi plus.Bo faktycznie,trzymanie wszystkiego w złotówkach – nie tylko za obecnych rządów PiSu to tak średnie jest.Nawet jak się miewa oszczędności na poziomie lekko 1,5k zł.

  19. Pewnie,sejm tylko dla milionerów.A potem zdziwienie,że system podatkowy w Polsce jest de facto degresywny.Kiedyś już to przerabialiśmy i efekt był taki,że chłopi płacili słone podatki za wszystko a szlachta żadnych(bo to oni stanowili prawo- oczywiście korzystne dla siebie).

    • Ale to na razie klasa średnia i wyższa utrzymuje to państwo a nie ludzie zarabiający 2 koła, więc nie mów nic o degresywności bo bez ludzi zarabiających 10 koła i więcej to państwo by się załamało. To właśnie dzięki nim zawdzięczasz jakiekolwiek poziom usług publicznych i ci ludzie dokładają się znacznie więcej do wspólnego niż ty.

      • Tak tak,dokładają,jasne.Klasa średnia może i tak,ale ci najbogatsi to raczej dokładają do budżetu Cypru czy Kajmanów.

        • zeby mieć spółkę na cyprze / Kajmanach / Luxemburgu musisz być milionerem i to myślę co najmniej 10 mln żeby w ogóle zaczynało się to opłacać inaczej struktura jest zbyt droga i ryzykowna. Wszyscy poniżej płacą podatki w Polsce i to oni utrzymują ten kraj. Ci co zarabiają 2-3 koła są utrzymywani przez tych co zarabiają 4k aż do bardzo bogatych, którzy płacą podatki za granicą.

      • Taaa, najbogatsi wstają milion razy wcześniej i pracują milion razy ciężej niż nędzarze… Otóż nie, tajemnica bogactwa polega na tym, że miliony pracują na nielicznych.

  20. Współczuję wartości,skoro dla autora miarą człowieka jest tylko majątek.I ta pogardą dla innych.Mam szczerą nadzieję, że tacy jak piszący ten tekst do sejmu się nie dostali.Nie powinien rządzić innymi ktoś,kto nie ma elementarnej wrażliwości i wszystko w życiu przelicza na cyferki.

  21. Całe życie powtarzam, że w tym kraju nigdy nie będzie dobrze, dopóki ludzie nie zrozumieją, że wybierają nieudaczników. Niezależnie od partii, większość polityków to życiowe miernoty, gołodupcy którzy pchają się do koryta i zrobią wszystko co im szef każe. Oni po prostu wiedzą, że to dla nich być albo nie być, nic więcej w życiu nie potrafią i świetnie zdają sobie sprawę że w „normalnym” życiu nic nigdy by nie osiągnęli.
    Powinniśmy wymóc zakaz finansowaniappartii z budżetu państwa i ustalić zarobki posłów na sztywno na średnią krajowa, tylko tak odsiejemy nieudaczników od ludzi sukcesu, którzy nie będą się pchać do koryta, a po to żeby realnie coś zmienić.

    • Nie wiem, czy wtedy wzrosły im świadczenia socjalne, ale nawet jeśli, to – zważywszy na zmianę struktury progów podatkowych – świadczenia te spadły na barki klasy średniej i gorzej sytuowanych pracowników zamiast na najbogatszych.

  22. Tak żenującego artykułu jeszcze nie czytałem na „Bezprawniku”. Rozumiem, że według autora prawo do zasiadania w sejmie RP powinni mieć tylko ludzie bogaci? A może idąc tym tropem powinniśmy zabronić zasiadać w nim ludziom chorym? Bo „skoro ktoś nie potrafi zadbać o swoje zdrowie, to pewnie i nie potrafi głosować dobrze nad ustawami dotyczącymi NFZ…”.

    Drogi autorze artykułu. Status majątkowy nie jest wyznacznikiem wartości człowieka. Nie jest nawet wyznacznikiem jego umiejętności. Współczesna demokracja polega na tym, że chcemy by parlament reprezentował ogół społeczeństwa. Stąd dobrze, jeśli pojawia się tam przekrój różnych klas społecznych. Liczę na pewną refleksję autora.

  23. partia razem wjeechala do sejmu na plecach sld które bylo tak glupie że wzieło icvh do koalicji a poradziłoby sobie samo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *