Partia Razem ma w Sejmie sześcioro posłów. Łącznie mają niecałe 20 tys. złotych oszczędności. I to bardzo złe wieści

Gorące tematy Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (456) 20.12.2019
Partia Razem ma w Sejmie sześcioro posłów. Łącznie mają niecałe 20 tys. złotych oszczędności. I to bardzo złe wieści

Jakub Kralka

Rzeczpospolita od rana donosi, że łącznie sześcioro posłów Partii Razem deklaruje posiadanie 19618,47 zł oszczędności. To pokłosie opublikowanych oświadczeń majątkowych posłów. Choć w posiadaniu niewielkiej ilości pieniędzy nie ma jeszcze nic złego, każe to niestety zadawać pytanie o to kogo część Polaków wybrała na swoich przedstawicieli i jakimi intencjami ci przedstawiciele się kierują.

Nigdy nie ukrywałem jak bardzo jest mi nie po drodze z Partią Razem. W ugrupowaniu tym upatruję zagrożenia dla własności prywatnej i demokracji w stopniu wcale nie mniejszym, niż „reformy” Prawa i Sprawiedliwości. W tych ostatnich pod pretekstem oczywistych i w jakimś tam stopniu niestety nieuniknionych niedociągnięć systemowych, wymienia się obiektywnych sędziów na swoich, pozbawionych kręgosłupów moralnych i podporządkowanych linii partyjnej.

Wystarczy zresztą zobaczyć jak pokrewny światopoglądowo Jan Śpiewak najpierw zniesławił adwokatkę rzucając nieprawdziwymi, bo nietrafnie skonstruowanymi oskarżeniami, a następnie nie jest w stanie zaakceptować kolejnych wyroków w tej sprawie. Zdążył stać się już twarzą Prawa i Sprawiedliwości firmującą postulat skandalicznych zmian w polskim sądownictwie, a poparcia w tej walce udzieliła mu też Partia Razem. To typowe dla tego środowiska nie kierowanie się powszechnie ustalonymi regułami, bojatakchcemizm czy usprawiedliwianie Śpiewaka, który może sobie mówić co tylko chce, bo przecież – czego nikt nie neguje – na co dzień walczy w słusznej sprawie.

Więc jakościowo w Razem nie upatruję wcale nadziei na wyższe standardy demokracji, wraz z pomysłami takimi jak podatek dochodowy 75%, znoszenie limitów składek ZUS czy „żartami” o pensji maksymalnej, a wszystko to w pakiecie z silną postępową ideologią, w której transgenderyzm zdaje się momentami odgrywać istotniejszą rolę, niż np. polityka energetyczna.

Cała Partia Razem w Sejmie nie ma nawet 20 000 złotych oszczędności

Kim są ludzie, którzy tak bardzo nie mogą mnie przekonać do swojej roli w polityce – szczególnie na płaszczyźnie poglądów gospodarczych? Trochę na ich temat mówią nam składane przez nich oświadczenia majątkowe. Czasem sobie ironizuję, że przedstawiciele Razem miewają wypowiedzi na temat prowadzenia przedsiębiorstwa, wypłacania pensji czy finansów publicznych na poziomie, równie naiwne i pozbawione doświadczenia, co w przypadku dzieci dostających od rodziców kieszonkowe. I niestety, stan zgromadzonych oszczędności przez posłów Razem stawia ich momentami w tyle nawet na tle funduszy gromadzonych przez moich kolegów z prostego blokowiska w Płocku przy okazji I Komunii Świętej. W 1996 roku.

Zakładam, że partia wysłała do parlamentu swoich najznamienitszych przedstawicieli. A kto chce nam urządzić Polskę wedle wizji Razem?

Poseł Adrian Zandberg – lat 40, historyk, doktor nauk humanistycznych, z zawodu programista, jednakże jako miejsce zatrudnienia wskazuje „RAZEM, członek zarządu krajowego”. Zarobki w ubiegłym roku: 49 253 złote tytułem „RAZEM, członek zarządu krajowego”.

Posłanka Marcelina Zawisza – lat 30, wykształcenie: Polityka Społeczna – licencjat, z zawodu „specjalista polityki społecznej”. Posiada 1515,73 zł. Zarobki w ubiegłym roku: 49 642 złote tytułem „RAZEM, umowa o pracę”.

Posłanka Paulina Matysiak – lat 35, magister filologii polskiej, studia podyplomowe z filozofii XX wieku i etyki, z zawodu kierownik działu finansowego. Miejsce zatrudnienia: członkini zarządu krajowego RAZEM. Posiada 3018 złotych. Zarobki w ubiegłym roku: 30 221 złotych w Urzędzie Miasta Kutno, 21 343 złote w Partii Razem.

Poseł Maciej Konieczny – lat 39, magister kulturoznawstwa, z zawodu „zawodowy działacz organizacji pozarządowej”. W ubiegłym roku zarobił 49 940 złote w Partii Razem i 400 złotych z tytułu praw autorskich.

Posłanka Daria Gosek-Popiołek – lat 34, magister teatrologii, z zawodu kierowniczka domu kultury. Pracuje w Ośrodku Kultury Kraków – Wola Huta. Posiada 5000 złotych. W 2018 roku zarobiła 47 508 złotych w ośrodku kultury i 2475 tytułem praw autorskich.

Posłanka Magdalena Biejat – lat 37, magister socjologii, studia podyplomowe z zarządzania organizacjami pozarządowymi. Zawód: socjolożka. Miejsce zatrudnienia „posłanka elektka” (?). Posiada 1377 złote i 111 euro. Tytułem umowy o pracę zarobiła 54 218 złotych, jednak nie ujawnia gdzie.

Pokazałem tę listę dobremu koledze. Zapytał „a wiesz ile ma Grzegorz Braun?” Odpowiadam: nie wiem i nie interesuje mnie to, ponieważ pan Braun nie uważa, że będzie lepiej zarządzał 55 procentami tego, co ja wypracuję.

Warto przy tym nadmienić, że część polityków Razem posiada też pojedyncze nieruchomości, jednak biorąc pod uwagę, że sposób nabywania nieruchomości jest różny – kredyty hipoteczne, spadki, darowizny, pomoc małżonka, zasiedzenie itd., ich historia jest stosunkowo trudna do przeanalizowania. Na pewno jednak dobrze, że część z nich ma przynajmniej takie zabezpieczenie.

Zazdroszczę trochę Rzeczpospolitej, że majątku polityków Razem nie opatrzyła żadnym komentarzem

To był krótki news, kilka linijek, a mówił więcej, niż 1000 słów.

Skoro już ta konwencja została wyczerpana, ja pozwolę sobie na kilka słów refleksji na temat polskiego parlamentu, stanu polskiej lewicy i pomysłów młodych ludzi na polską politykę. Oczywiście nim to się stanie, musimy mieć świadomość, że nie ma nic złego w tym, że ktoś ma mało pieniędzy lub mało oszczędności. W skali regionu, do którego aspirujemy, jesteśmy biednym krajem. My gramy w światowej Lidze Mistrzów, owszem, ale jesteśmy w niej Legią Warszawa, a nie Liverpoolem. Mam świadomość, że spora część obywateli żyje od pierwszego do pierwszego, z reguły nie z wyboru. Ale mówimy o posłach na Sejm RP. Rzekomej elicie narodu. Która chce od nas naszych pieniędzy, bo uważa, że zarządza nimi lepiej.

Zamożność lub brak zamożności jest wypadkową wielu różnych czynników, jednak lewicowe ugrupowania lubią kreślić tutaj wizję spisku krezusów (co nie jest zupełnie niesłusznie, ale oni wolą atakować aspirującą klasę średnią, bo magnateria jest poza ich zasięgiem, za to chętnie sponsoruje im fundacje), podczas gdy w mojej ocenie bardzo często są to konsekwencje podejmowania złych decyzji. Pan Tadzio miał 100 000 złotych oszczędności, postanowił je pomnożyć i przegrał w kasynie wszystko co miał w niecałe 3 godziny. To tylko jedna zła decyzja, która już w zauważalny i głupi sposób uszczupliła jego zasoby.

Życie jest konsekwencją bardzo wielu mądrych i głupich decyzji, a osoby mniej zamożne – cóż – niestety często tych drugich mają zdecydowanie więcej. Ja kocham piłkę nożną, geopolitykę czy gry komputerowe, ale nie przyszłoby mi do głowy wybierać kierunku studiów przez pryzmat zainteresowań. Powyżej mamy ludzi po filozofii, etyce, „polityce społecznej”, kulturoznawstwie czy teatrologii. Co myśli sobie człowiek, który w XXI wieku opiera swoją stabilność finansową na wyborze „polityki społecznej”? Dlaczego ktoś po trudnym kierunku wybranym cynicznie pod kątem zarobków, ma się dokładać do tego, że ktoś wybrał pasje? Myślicie, że ekonomia, prawo albo medycyna są ciekawsze, niż Antygona czy Assassin’s Creed?

Oczywiście ktoś może podać mi przykład, że kulturoznawcy są teraz wzięci w korporacjach np. d/s relacji z Chinami. To być może prawda, ale powyżej mamy sześcioro posłów, którzy otwarcie kontestują system, domagając się znacząco większej redystrybucji dóbr, a jednocześnie niedawny przebieg ich kariery zawodowej czy wyniki ekonomiczne nie wskazują, by w przeszłości podejmowali dobre decyzje. To z kolei stawia pod znakiem zapytania trafność stawianej przez nich diagnozy. Jest coś bardzo nie tak w tym, że moja 90-lecia babcia, nauczona przezornością, ze swojej bandycko niskiej nauczycielskiej emerytury, pomimo świadomości pełnego wsparcia ze strony dzieci i wnuków, zdołała odłożyć na czarną godzinę więcej, niż najrazemitszy z razemitów, 40-letni programista Adrian Zandberg.

Partia Razem nie zna się na pieniądzach, ale ciągle o nich mówi

Trudno żeby Partia Razem nie kontestowała wolnego rynku, skoro ten rynek tak negatywnie jej członków weryfikuje. Na wielu płaszczyznach. Warto zauważyć, że dla części posłów partia była de facto jedynym źródłem utrzymania. Tylko pani Daria Gosek-Popiołek zdaje się pracować we – w miarę – wyuczonym zawodzie, do tego stara się nieco sobie dorobić pozaetatowo. To krzepi, może dla posłanki jest jeszcze nadzieja. Może mogłaby dać lewicową wrażliwość Koalicji Obywatelskiej, na przykład w miejsce Klaudii Jachiry, której oświadczenie majątkowe napawa optymistyczną refleksją, że Polacy nie cenią pseudosatyry.

Posłowie Razem aspirując do miana ekspertów m.in. od systemów gospodarczych nie tylko zostali negatywnie zweryfikowani relatywnie niskimi wynagrodzeniami (nie są to w żadnym z przypadków tzw. stawki eksperckie), ale też niepokoi mnie fakt, że nie zgromadzili żadnych oszczędności. To pokazuje brak dyscypliny budżetowej, umiejętności strategicznego zarządzania swoimi środkami czy planowania. Ludzie tak żyją, oczywiście. Ale nie potrafię sobie wyobrazić procesu myślowego posłanki mającej na koncie 1500 złotych, która patrzy w lustro, twierdzi, że przepłynęła już siedem mórz, kilka oceanów, a teraz czas wejść do polityki i zaproponować zmiany w handlu, gospodarce, finansach, podatkach czy budżecie.

Pomijam już podatność na korupcję, bo akurat SLD, PSL, PO czy PiS zgodnie na przestrzeni dekad pokazały nam, że wysokość zarobków nie zwiększa wcale odporności w tej sprawie. Ale zastanawiam się jaka jest korelacja stanu konta ze skrajnie lewicowymi poglądami gospodarczymi. Czy na przykład jak łączne oszczędności posłów Razem spadną do 10 000 złotych, to do Sejmu trafi projekt podatku liniowego 40%?

Zaczynam się zastanawiać czy Partia Razem jest partią ideologów, czy partią gołodupców (sprawdziłem, jak podaje PWN, słowo to nie jest uznawane za wulgarne). Czy jest partią nadziei, czy partią frustracji. Czy jest partią zmiany, czy jest partią pilnego poprawienia własnych warunków bytowych.

Polityka w Polsce nie jest trudna. Niektórym dla uzyskania poklasku wystarczy powiedzieć, że Kaczyński jest zły. Czasem wystarczy być Magdaleną Ogórek albo Szymonem Hołownią. Czasem wskazać, że system jest zły, a bogaci dorabiają się na krzywdzie oszukiwanych malutkich. I o ile rozumiem dlaczego chłop z Podkarpacia wybiera PiS, tak nadal nie rozumiem czemu wykształcony chłop z Marszałkowskiej może popierać narrację Razem. To nie jest poważna inicjatywa polityczna, ale może nieść za sobą poważne konsekwencje.