Wolna sobota to oczywista oczywistość? Niekoniecznie. Mamy ją dopiero od 47 lat

Na wesoło Państwo dołącz do dyskusji (26) 22.07.2020
Wolna sobota to oczywista oczywistość? Niekoniecznie. Mamy ją dopiero od 47 lat

Jerzy Wilczek

Wolna sobota to dla nas dziś oczywistość. A nawet jeśli ktoś musi pracować w szósty dzień tygodnia, to przecież może za to wziąć wolne w inny dzień. Nie zawsze jednak tak było. Wolna sobota to wynalazek późnego PRL, a początkowo i tak ten dzień trzeba było… odpracować.

Najpierw piąteczek, a potem sobota – najpiękniejszy dzień w tygodniu. Dzień wolności i perspektywa kolejnego dnia bez pracy. Chyba trudno nam sobie wyobrazić życie bez dwóch wolnych dni w tygodniu.

Tyle że tak ułożony tydzień to względna nowość. A warto o tym przypomnieć, bo wolna sobota właśnie obchodzi swoje urodziny. Po raz pierwszy nie trzeba było iść do pracy czy szkoły w sobotę 21 lipca 1973 roku, czyli raptem 47 lat temu.

Wolna sobota. Jak to tego doszło?

W zachodniej Europie po II wojnie światowej większość krajów powoli wprowadzała pięciodniowy tydzień pracy. Twardogłowi komuniści w Polsce czy innych krajach bloku wschodniego oczywiście nie chcieli o tym słyszeć.

Ba, sugerowali, że wolne soboty są dowodem na degenerację Zachodu. Tak więc w pierwszych dekadach PRL „weekendem” była po prostu niedziela.

Pomysły na to, by lud pracujący miast i wsi mógł odpocząć trochę dłużej, pojawiły się dopiero w latach 70. Odpowiednie dekrety zostały wydane w latach 1972 i 1973. Pierwszą wolną sobotą mieszkańcy PRL mogli się cieszyć tuż przed Narodowym Świętem Odrodzenia Polski. A to było jedno z najważniejszych świąt komunistycznej Polski.

Żeby jednak nie było tak pięknie, wolne trzeba było „odpracować”. No i na początku były wolne tylko dwie soboty w roku. Sukcesywnie było jednak ich coraz więcej – na przykład w 1975 roku już dwanaście.

Wszystkich wolnych sobót domagali się protestujący robotnicy w latach 80. Ostatecznie się udało – w schyłkowym PRL-u zyskaliśmy już dwudniowy weekend.

Wolna sobota jak banany i „Maluch”?

Edward Gierek był twarzą PRL-owskiej odwilży. W siódmej dekadzie XX wieku w polskich sklepach pojawiły się banany, a na ulicach – „Maluchy”. Niektórzy mówili nawet o gospodarczym cudzie, choć jego ceną było gigantyczne zadłużenie kraju i kryzys lat 80.

Bilans epoki Gierka zresztą budzi olbrzymie kontrowersje do dziś. Zwykle podsumowując jego rządy, jednak nie mówi się o właśnie to tej przełomowej decyzji dotyczącej wolnych sobót. Dziś wolna sobota jest oczywistością, prawie tak, jak banany w sklepach. Jednak dla osób urodzonych w latach 60. to była prawdziwa rewolucja. Świętując kolejny „piąteczek”, warto więc wypić za zdrowie pokolenia lat 60. i 70. – które weekendowy luz musiało jeszcze odpracowywać.