W Polsce buduje się „rekordowo” dużo mieszkań. Ale wciąż znacznie mniej niż za Gierka

Biznes Nieruchomości dołącz do dyskusji (57) 29.01.2020
W Polsce buduje się „rekordowo” dużo mieszkań. Ale wciąż znacznie mniej niż za Gierka

Jerzy Wilczek

Polskie budownictwo mieszkaniowe ma się świetnie – tylu mieszkań, co teraz, nie budowało się od dekad. A co jakby porównać obecną sytuację z… czasami PRL? Cóż, wychodzi na to, że za Gierka budowało się znacznie więcej. Tylko czy takie porównania mają w ogóle sens?

W roku 2019 oddano do użytku dokładnie 207 224 mieszkań. To najlepszy wyniki po 1989 roku. No właśnie – „po” ’89. A co jeśli wziąć jednak pod uwagę PRL i to jego „złote lata”, jak określana jest dekada Gierka?

Takie właśnie zestawienie przygotował serwis Rynek Pierwotny. I okazuje się, że do „gierkowskich” rekordów jednak sporo III RP brakuje.

Otóż rekordowy był wtedy rok 1978. Powstało wtedy, bagatela, 292 tys. mieszkań. Gdyby porównać zatem najlepszy rok lat. 70-tych z 2019, to okaże się jednak, że „za Gierka” było lepiej. Bo powstało przeszło 85 tys. mieszkań więcej.

Mało tego, niemal w każdym roku gierkowskiej dekady oddawano do użytku ponad 200 tys. mieszkań!

Dane bez wątpienia niezwykle ciekawe. Zwłaszcza że ostatnio w publicystyce internetowo-twitterowej polskie budownictwo mieszkaniowe za PRL jest bardzo chwalone i przeciwstawiane dzisiejszej sytuacji. A dzisiaj, jak wiadomo, na rynku mieszkaniowym rządzą „deweloperzy-krwiopijcy”. A przynajmniej część aktywnych w sieci osób chciałaby tak to widzieć.

Ale czy to prawda?

Polskie budownictwo mieszkaniowe. Za Gierka było lepiej?

Na pewno więc za Gierka budowało się więcej.

I łatwo pokusić się o wyciąganie pochopnych wniosków. Warto jednak pamiętać, że w latach 70. Polska jeszcze leczyła wojenne rany. Miasta ciągle nie były do końca odbudowane, więc trzeba było działać szybko. To po pierwsze. Po drugie – podczas tej dekady mieliśmy ogromny rozwój przemysłowy, więc migrujący ze wsi do miast ludzie musieli przecież gdzieś się podziać.

Niektórzy uważają, że za „szczytowego PRL-u” mieszkania były jednak bardziej dostępne niż dziś. Nawet jeśli to prawda, to warto spojrzeć na przeciętną wielkość lokum.

W latach 70. przeciętna wielkość mieszkania wynosiła od 54 do 64 mkw. Dziś to 89 metrów. Na pewno też współczesne mieszkalnictwo jest wolne od wielu PRL-owskich wad. Mieszkania są lepiej docieplone, nie mają zsypów – i, przede wszystkim, nie są wykonane z wielkiej płyty.

Z drugiej strony, można argumentować, że budownictwo mieszkaniowe za PRL miało zalety, których tak brakuje dzisiejszym budynkom.

Przede wszystkim – były one znacznie lepiej skomunikowane. Z PRL-owskiego blokowiska można było zwykle szybko się dostać co centrum miasta. Dzisiejsze bloki powstają często na przedmieściach, a codzienna podróż do pracy to często tak naprawdę wielka wyprawa. Choć oczywiście wiąże się to nie tylko z urbanistyką, ale też z boomem na samochody w III RP.

Trudno też nie zauważyć, że wielkopłytowe osiedla miały swoje parki, sklepy, place zabaw, boiska… Nowym projektom często tego brakuje. To często po prostu sypialnie, w których nie ma żadnych wspólnych przestrzeni. Nie da się też ukryć, że dzisiejsze bloki w dużych miastach powstają zwykle tuż obok siebie – nierzadko z oszczędności deweloperów. A trudno, żeby się to podobało mieszkańcom.

Która Polska lepiej sobie więc poradziła z budowaniem mieszkań? Polska gierkowska czy Polska kapitalistyczna? Można pewnie o tym rozmawiać godzinami. Fakt faktem, że wszystkie ostatnie analizy pokazują, że Polacy coraz chętniej powracają do wielkopłytowych osiedli. Choć przez lata chcieli raczej z nich uciekać.

57 odpowiedzi na “W Polsce buduje się „rekordowo” dużo mieszkań. Ale wciąż znacznie mniej niż za Gierka”

  1. W latach 70. przeciętna wielkość mieszkania wynosiła od 54 do 64 mkw. Dziś to 89 metrów.
    Zielonego pojęcia nie mam skąd te dane, jak przeglądam serwisy ogłoszeniowe, to mieszkania 88 metrów i więcej, są rzadkość, największa część nowych mieszkań to mieszkania do 70 metrów.

    • To zależy od lokalizacji. Jest bardzo dużo miejsc z mieszkaniami ponad 80 metrów – i pewnie jeszcze więcej z szeregowcami z metrażem około 120-150 + garaż + działka. Teraz się buduje faktycznie inaczej, i sam typ zabudowy implikuje to, że tych mieszkań jest mniej – nie są tak upakowane na siłę – no chyba że w centrach dużych miast – poza nimi jest znacznie luźniej i nie tak wysoko – parter i 4 piętra powoli odchodzą do lamusa i zastępuje je parter + 2 piętra (albo oczywiście wieżowiec).

  2. Autor stanowczo zbyt kolorowo pamięta czasy PRLu. Przykładowo, w Toruniu, w tych latach zbudowano 3 ogromne osiedla (Rubinkowo 1, Rubinkowo 2, Rubinkowo 3), w sumie na kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. W momencie 3/4 było zbudowane (i zamieszkane), nie było tam ani jednego sklepu spożywczego. Potem zbudowano jeden tzw. supersam, który był na skraju tych osiedli, przez co wszyscy mieli do niego daleko. Dopiero dużo później zbudowano kilka innych, ale aż do lat 90, sklepów było tam zdecydowanie za mało. Trochę pomagała ‚prywatna inicjatywa’ (np. prowadzono sklep warzywny w mieszkaniu na parterze bloku), ale w porównaniu do tego co jest dziś to była masakra.

  3. i, przede wszystkim, nie są wykonane z wielkiej płyty.
    Nie rozumiem dlaczego to jest uznawane jako plus. Coraz więcej mieszkań wykonanych w wielkiej płycie zaczyna znowu powstawać, tylko już wykonane nowymi opłacalnymi technologiami. Poza tym na obecny deficyt mieszkań na rynku wydaje mi się, że to jest idealne rozwiązanie. Sam się w takim bloku wychowałem i po kilku latach wróciłem do takiego miszkania i nie uważam tego za jakikolwiek minus.

    • gdzie niby buduje się z wielkiej płyty?

      nie sam fakt wykorzystywanie dużych płyt stropowych jako element konstrukcyjny i szalunkowy, albo prefabrykatów członów schodów, to nie jest budownictwo z wielkiej płyty.
      dzisiaj stropy się wylewa w te prefabrykowane szalunki, a ścian bocznych i działowych nikt już nie robi z ciężkich i jednolitych płyt, tylko układa się je z lekkich bloczków betonu komórkowego.
      Takie budynki nie maja z góry zdeterminowanej wyskosci stropów ani szerokości będącej wielokrotnością płyt, nie potrzeba też używać dźwigów przy każdej płycie. Poz tym o wiele łatwiej się je ociepla.
      A i same budynki są trwalsze, cieplejsze i cichsze.

      a co ważne nie degradują się na łączeniach, co jest bolączką wszystkich kiepsko zaizolowanych wielkich płyt, bo fakt te gdzie nie oszczędzono i fachowo położono izolacje i spoiny to wielka płyta się trzyma i trzymać się będzie 100 lat

  4. problemem jest raczej to, że większość ciągle jest to „produkt mieszkanio-podobny”

    za gierka to była kompletna masakra wysokość 254cm, żeby się tylko w normach mieściło,
    drzwi zahaczające o siebie, ślepe kuchnie i łazienki.

    Teraz jest trochę lepiej, nawet ustawne, ale czasem tez nie ma gdzie się z praniem rozłożyć, czy rowerem, i te aneksy kuchenne, to potem ani salon, ani jadalnia, ani kuchnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *