Związek Nauczycielstwa Polskiego chce, by średnia pensja nauczyciela wynosiła ok. 5000 złotych

Codzienne dołącz do dyskusji (143) 26.11.2019
Związek Nauczycielstwa Polskiego chce, by średnia pensja nauczyciela wynosiła ok. 5000 złotych

Paweł Mering

Jak opisuje Prawo.pl, Związek Nauczycielstwa Polskiego wyszedł z dosyć ciekawą inicjatywą. Jej skutkiem byłoby znaczne podwyższenie nauczycielskich pensji. Mogłyby one wynosić nawet ponad 5000 złotych. Jakim cudem?

ZNP chce podwyżek dla nauczycieli

Według ZNP pomysłem na podwyższenie nauczycielskich pensji byłoby ich uzależnienie od przeciętnego wynagrodzenia. Ów pomysł miałby znaleźć się w tzw. Karcie Nauczyciela, a pieniądze na pokrycie wynagrodzeń byłyby pobierane bezpośrednio z budżetu państwa, w formie dotacji.

Związek Nauczycielstwa Polskiego chce, aby w Karcie Nauczyciela znalazła się zasada, wyrażająca się w tym, że wysokości kwot średniego i zasadniczego wynagrodzenia (w odniesieniu do poszczególnych stopni awansu zawodowego) byłyby sprzężone z przeciętnym wynagrodzeniem.

Najprościej rzecz ujmując, wynagrodzenie nauczyciela stanowiłoby odpowiedni procent przeciętnego wynagrodzenia obowiązującego w III kwartale poprzedzającego roku budżetowego.

Ile miałby zarabiać nauczyciel?

Według założeń średnie wynagrodzenie wynosiłoby odpowiednio:

  • 90% dla nauczyciela stażysty
  • 100% dla nauczyciela kontraktowego
  • 125% dla nauczyciela mianowanego
  • 155% dla nauczyciela dyplomowanego

kwoty przeciętnego wynagrodzenia, wynikającego z art. 20 pkt 2 ustawy o emeryturach i rentach […].

To dużo czy mało?

Jak wylicza Prawo.pl, przeciętne wynagrodzenie w III kwartale 2019 roku wynosiło 4931,59 złotych. W oparciu o proponowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego regulacje łatwo obliczyć, że nauczyciel stażysta zarabiałby 4438 zł, nauczyciel kontraktowy – 4931 zł, nauczyciel mianowany – 6164 zł, a nauczyciel dyplomowany – 7644 zł.

Czy to dużo, czy mało, to kwestia oczywiście sporna. Z jednej strony słusznie wskazuje się na powagę zawodu nauczyciela, a także szereg trudności, z którymi muszą się oni mierzyć. Z drugiej zaś, równie słusznie, zarzuca się niektórym przedstawicielom tej grupy zawodowej brak chęci, a także nieodpowiednie podejście do swojej pracy.

Zazwyczaj unikam posługiwania się dowodem anegdotycznym, ale zaryzykuję stwierdzenie, że chyba każdy na swojej edukacyjnej ścieżce spotkał nauczycieli wspaniałych, którym aż by się chciało dorzucić do pensji, a także nauczycieli tak beznadziejnych, że nie powinni oni uczyć ani dnia dłużej.

Czy taki pomysł ma szansę powodzenia?

Jest to propozycja Związku Nauczycielstwa Polskiego, który to raczej nie jest w oczach obecnej władzy sojusznikiem. Przeciwny pomysłom ZNP będzie pewnie — z zasady — najtwardszy elektorat rządzących, toteż społeczny odbiór tego rodzaju propozycji raczej nie będzie nad wyraz pozytywny.

Walka o pensje nauczycieli nie powinna być jednak porzucana, bo ci ludzie zarabiają stanowczo zbyt mało, jak na społeczną rolę, którą pełnią. Każdy, kto ma w rodzinie nauczyciela, z pewnością oburza się, słysząc, ile złego względem nauczycieli w ostatnim czasie powiedziano w przestrzeni publicznej.

To, że jest to tylko propozycja — i tylko ZNP — nie oznacza, że zaproponowanie rozsądnego systemu podwyżek płac dla nauczycieli nie będzie zaczynem do dalszej dyskusji, która wraz z zakończeniem strajku nauczycieli wcale nie wygasła.

143 odpowiedzi na “Związek Nauczycielstwa Polskiego chce, by średnia pensja nauczyciela wynosiła ok. 5000 złotych”

  1. Propozycja rozsądna i nierozsądna jednocześnie. Skoro składki ZUS są powiązane ze średnim wynagrodzeniem, to płace nauczycieli tym bardziej powinny być (tylko ich?), ale to niestety znowu sprowadzenie sprawy gruntownej reformy edukacji, o którą chodzi wielu nauczycielom, tylko do kwestii płac.

    • No właśnie, taki mechanizm procentowy powinien obowiązywać co najmniej w całej budżetówce… a w sumie czemu nie poza nią, róbmy już ten socjalizm na całego, bez gry pozorów,

      • Dokładnie przynajmniej tzw budżetówka, włącznie z wynagrodzeniami parlamentarzystów, bo mniej byliby oderwani od realiów.

        Dlaczego wynagrodzenia i rola społeczna pielęgniarki, ratownika medycznego, laboranta w Inspekcjach, czy wielu zwykłych ludzi, elektryków , hydraulików, informatyków, konserwatorów itd.dzięki pracy których działają szkoły, szpitale, i wiele innych instytucji

          • Rola społeczna człowieka który przyjedzie cię lub kogoś bliskiego ratować (ratownik medyczny , na dzień dobry 2400 brutto) i wielu innych o których nie wiesz, i których pracy nie widać ale dzięki temu jest mniej , bo wszystkiego wyeliminować się nie da wadliwych produktów ( inspekcje) albo budynek nie zawali się Tobie na łeb (Nadzór Budowlany), i wielu innych, dzięki którym masz np. wodę w domu tzw komunalka, czy ci ludzie nie zasługują na uczciwe pensje, dzięki nim możesz żyć i pracować. A tutaj wspomina się tylko o roli społecznej nauczycieli , zgoda wychowują (powinni), uczą, ale czy bez pracy innych mieli by kogo i gdzie ?

          • Przekonałeś mnie.

            Znaczy, nie wiem o co ci chodziło, ale zdecydowanie przekonałeś mnie, że nauczyciele, szkoła i nauka są potrzebni, żeby nauczyć młodzież wypowiadania się z sensem i zasad interpunkcji.

  2. ktoś się chyba za dużo pisaków do tablicy nawąchał.
    Taka kasa za stróżowanie w oddziale dla nieletnich.

    bądźmy szczerzy tylko jakieś 10-15% procent nauczycieli ma coś wartościowego i potrafi to przekazać.
    Resztę można zastąpić kserokopiarką i magnetofonem do czytania 50-cio letniego zeszytu.

    A jak już chcecie brać za coś pieniądze, takie prawdziwe Pieniądze, to trzeba będzie was porządnie rozliczać z wyników.
    Sprawdzanie wyników poziomu nauczania przed każdym blokiem programowym i po dla porównania (tak średnio co miesiąc)następnie za kwartał z utrwalonego materiału.

    i koniec z tym ze jeden nauczyciel uczy, egzaminuje i sprawdza poziom.
    Mają się wymieniać jako wykładowca ćwiczeniowiec, egzaminator i rewizor.

    I żadnej tam ochrony stanowiska, jak wyniki lecą w dół to,w następnym semestrze, lądujesz w Pcimiu Dolnym z klasą specjalnej troski.

    Już nie wspominając, że wypadałoby uczyć czegoś co jest faktycznie w życiu potrzebne, czyli co Wakacje by się chciało? A gówno! 2-miesięczne staże pracownicze w zakładach jakkolwiek związanych z przedmiotem nauczania.

    i mogę mieć jeszcze 20 pomysłów jak was lenie zmotywować, bo jak się za coś płaci to nic dziwnego, że się wyników oczekuje

    i ogólnie to zapierdalać jak na akord w fabryce, mamy młode zdolne mózgi do napełnienia,
    bo tej Japonii to nigdy inaczej nie dogonimy.

    • „A jak już chcecie brać za coś pieniądze, takie prawdziwe Pieniądze, to trzeba będzie was porządnie rozliczać z wyników.
      Sprawdzanie wyników poziomu nauczania przed każdym blokiem programowym i po dla porównania (tak średnio co miesiąc)następnie za kwartał z utrwalonego materiału.”

      Oho, kolejne genialne postulaty internetowych ekspertów. Jeszce więcej idiotycznych egzaminów…
      Nauczyciel powinien sprawić, że osoba polubi dany przedmiot, przekazać pasję, nauczyć dzieci i młodzież JAK SIĘ UCZYĆ. A nie jedynie tępo realizować zwaloną podstawę programową, z której 95% informacji w dorosłym życiu jest po prostu zbędne. A nawet jak wg niektórych nie jest zbędne, to i tak muszą się oni pogodzić, że większość ludzi nie ma podstawowej wiedzy na temat życia, nawet pomimo tego, że kiedyś poznawali ja w szkole i też pisali z tego egzaminy.

      Teraz kiedy większość informacji jest do odnalezienia w 3 min w googlu, nie widzę potrzeby nauki w takiej formie w jakiej występowała przez ostatnie -dziesiąt lat.

      • Ciągle czekam na ten moment, kiedy w końcu przyda mi się do czegoś w życiu wiedza historyczna o tym co i kiedy zdziałał Pepin Krótki albo inny Pepin z Heristalu.

        Historii można uczyć na dwa sposoby.

        Pierwszy to wkuwanie na pamięć dat i wydarzeń.

        Drugi to podejście intelektualne, polegające nie tyle na zapamiętywaniu, co na rozumieniu przyczyn, przebiegu i skutków pewnych zachowań ludzi, społeczności i państw. W związku z tym, że zachowania te się powtarzają można im zapobiegać. Np. pierwsza Rzeczpospolita była w XVII i XVIII w. tak żałośnie słaba, że tą słabością aż prowokowała do rozbiorów. Przekładając to na czasy współczesne, należy stworzyć silne państwo, którego zaatakowanie polityczne, wojskowe, ekonomiczne lub inne będzie nieopłacalne i niebezpieczne.

        • To można powiedzieć o każdym przedmiocie. Z własnego doświadczenia uwielbiam fizykę, ale z powodów takich, że stanowcza większość zadań na zaliczeniach opierała się o cytowanie praw, albo rozwiązywaniu zadań z wykorzystaniem wzorów, to zawsze miałem z nią problem. Za to teraz jak już jestem dorosły, to sobie zgłębiam jej tajniki w zakresie, który mnie interesuje i odkrywam jak wiele ciekawych rzeczy nigdy nie było mówione w szkole.

    • zapraszam do zawodu w takim razie.Wy wszyscy krytykujecie tylko.Ja nie krytykuje szewca,bankiera,urzednika,kierowcy,niech zarabiaja jak najlepiej kazda praca ma swoja specyfike i plusy i minusy.Kto nie pracuje ten nie wie.Ja pracuje jako nauczyciel i na temat innych zawodow sie nie wypowiadam.Powiem tak wszyscy w Polsce oprocz polityków zarabiamy za mało,nie mowie tu oczywiscie o prezesach spolek itp a o normalnych ciezko pracujacych ludziach.Dla mnie powinno sie zlikwidowac 500 plus lub powinno byc ono dla ludzi pracujacach.Kzdy powinien pracowac a rzad nie powinien rozdawac naszych pieniedzy na prawo i lewo,kazdy moze pracowac jesli chce i kazdy powinien godnie zarabiac a jezeli ktos nie pracuje w danym zawodzie to nie powinien sie wypowiadac a pilnowac swojego nosa.

      • Czasem spojrzenie na sprawy z boku, przez kogoś kto ma świeże spojrzenie pozwala na dostrzeżenie zaburzeń. Nie odnosząc się do wysokości płac nauczyciel, warto zwrócić uwagę na program nauczania i jego realizację. Po pierwsze dzieci uczą się za dużo rzeczy, których nie potrzebują. Po drugie trafiają się nauczyciele, którzy albo lekceważąco podchodzą do swoich obowiązków albo fanatycznie. Sam wielokrotnie spotkałem na swojej drodze edukacji nauczycieli fanatyków, którym wydawało się, że znajomość wykładanego przez nich przedmiotu jest koniecznie ważna dla życia uczniów. Okazało się, że nie jest, a zmarnowanego czasu nie da się odzyskać.

        Z tego względu argument „zapraszam do zawodu” jest tak samo niemądry jak argumenty ludzi sugerujących nauczycielom zmianę pracy jak się nie podoba.

      • ale te wszystkie wymienione zawody konkurują ze soba na rynku, w korporacjach jest wyscig szczurów. – kto się nie sprawdza wylatuje;
        A nauczyciel gnuśnieje bo jest niezagrożony.
        Opłacany z wspólnych pieniedzy
        spróbuj sprzedać swoje umiejętności komercyjnie w jakimś prywatnym liceum najlepiej przy-zakonnym, gdzie trzymają poziom, bo rodzice posyłają tam zdolne dzieci i oczekują wyników, bo latorośle mają być późnej wybitnymi lekarzami, maklerami inżynierami,

        Ale nie do takiego, nie w takim gdzie przechowuje się głupkowatą bananową młodzież, żeby tylko mieli papier

      • a co do zapraszania do zawodu, to dziękuję, nie skorzystam, wystarczy, że muszę po was nauczycielach „naprawiać wiedzę stażystów”, którzy ze swoim poziomem za moich czasów nie skończyli by liceum, a przychodzą do mnie z tytułami mgr. inż.

    • bądźmy szczerzy tylko jakieś 10-15% procent nauczycieli ma coś wartościowego i potrafi to przekazać.

      Ale zadałeś sobie pytanie dlaczego?

      Bo wszyscy, którzy faktycznie się znali na danym temacie znaleźli lepszą pracę niż uczenie za psie pieniądze.

      • no przeciez to właśnie głoszę, że wszyscy co cokolwiek umieli uciekli z tego zawodu.

        ale to tym bardziej nie należy tym darmozjadom teraz na siłę podnosić pensji,
        zwłaszcza gdy sa tak chronieni przed zwolnieniem.

        Najpierw należy zmienić system na taki w którym działają zasady konkurencyjności i rozliczania z wyników. i to w szybkim trybie.

        Zatrudnić nowych i
        wtedy można płacić więcej i wiadomo za co.

  3. Autentyczna sytuacja – kiedyś na lekcji wytruliśmy rybki w akwarium ludwikiem, a nauczycielka dostała papierowym samolotem w oko – wtedy krzyknęła „nie za te pieniądze!” i wyszła z sali trzaskając drzwiami

  4. Zgoda pod jednym warunkiem, koniec z tym mitycznym zabieraniem pracy do domu. Godziny pracy jak pozostali pracownicy i sprawdzani awans oraz dodatki udzielane ze wzgledu na na odnoszone sukcesy a nie lata pracy

    • Zabieranie pracy do domu nie jest mityczne. Sprawdziany same się nie sprawdzają, sprawozdania same nie piszą, materiały same nie przygotowują. Ja w mojej pracy – placówka pozaszkolna, uczę angielskiego – muszę sama opracować program, sama przygotować materiały, karty pracy, flashe wydrukować i zalaminować, wyszukać teksty i nagrania, a potem je opracować żeby stały się materiałem edukacyjnym, bo nie korzystam z podręcznika. Nie wszyscy tak robią, wiem, ale proszę nie pisać że to mit. Co do reszty zgadzam się: 40 godzinny wymiar pracy (spędzony w miejscu pracy), który uwzględnia pracę poza godzinami „przy tablicy”, ocena pracy awans i podwyżka na podstawie wyników i zaangażowania. Środowisko by się oczysciło i kształcenie było na wyższym poziomie.

  5. Zgadam, się nauczyciele powinni zarabiać więcej, ale nie za długość stażu, a za jakość ich pracy.
    Przede wszystkim powinni walczyć o przywrócenie autorytetu.
    Żądaniem podwyżek dla wszystkich tylko niestety się ośmieszają. Podwyżka powinna być uzależniona od efektów pracy a nie jego czasu.
    PRL przeminął…

  6. wg. krzywej Gaussa mamy 20% wybitnych nauczycieli, 60% przeciętnych, i 20% kompletnych dekowników. Kogokolwiek to dziwi.

    A jeśli jest Pani na prawdę dobrym chemikiem to trzeba było iśc tam gdzie to docenią, do farmacji, do Nestle, do 3M,

    w szkole płaca jak za przeciętnego uśrednionego, to jest marnowanie własnych zasobów intelektualnych. No chyba że się lubi lub czuje misje.

    • Po pierwsze, tak jak pisałam, nie jestem chemikiem a anglistą, po drugie napisałam że lubię to co robię, po trzecie problem płac to tylko wierzchołek góry lodowej bo cały ten system jest źle skonstruowany, krzywdzący i niesprawiedliwy nie tylko dla uczniów ale i dla nauczycieli (np stażysta robi więcej pracy dodatkowej niż dyplomowany, bo stażysta musi czymś wypełnić teczkę awansu a dyplomowany awanse ma już z głowy więc nie musi się wysilać a pensje ma dwa razy wyższą niż stażysta). Nie mam problemu z moją pracą i pensją, choć nie ukrywam że chciałabym aby przyszedł taki dzień żebym nie musiała się rozdrabniać i pracować dodatkowo w szkole językowej żeby „wyjść na swoje” i skupić się na jednym miejscu, nakierować cały mój wysiłek na jedną grupę odbiorców co na pewno podniosłoby jeszcze jakość mojej pracy oraz efektywność. I nie, nie chcę pracować w korpo nie dlatego że jestem leniwa albo nic innego nie potrafię, tylko dlatego że widzę że moja praca ma sens i, nieskromnie rzecz ujmując, jestem dobra w tym co robię co potwierdzają uczniowie i ich wyniki. Nie chcę rzucać tej pracy jeżeli jest ona komus przydatna. I co z tego? Ano tyle że przez to że system jest kiepsko skonstruowany i dopuszcza do pracy kiepskich nauczycieli, leniwych, skostniałych bez polotu, to również i ja jestem tak postrzegana. W imię czego wrzuca się mnie do tego samego wora co np nauczyciela wf którego temat w dzienniku brzmi „wyjście na spacer”? Staram się już nie czytać opinii bo za każdym razem ochoty i zapału do pracy po prostu odrobinę ubywa. Nie chodzi mi o pieniądze, bo jestem w stanie załatać braki, ale o obiektywne i sprawiedliwe podejście do tematu.

      • Oczywiście że system jest źle skonstruowany, bo jest tworzony przez urzędników, a nie specjalistów w danej dziedzinie. Jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację gdy jakieś ministerstwo organizuje nam pracę w korpo inżynierskim. Pewnie zamiast chmury używalibyśmy dyskietek, a zamiast serwerów G10 od HP byłyby zwykle PC partacko złożone za chore pieniądze przez synka ministra.

        Próbowała Pani w szkole prywatnej? Muszą zdaje się zrobić ten sam program, ale zakładam że im dalej od budżetówki tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *