Emerytura obywatelska to nowy pomysł rządu na walkę z biedą wśród seniorów. Lub jawna niesprawiedliwość

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (304) 15.08.2019
Emerytura obywatelska to nowy pomysł rządu na walkę z biedą wśród seniorów. Lub jawna niesprawiedliwość

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Rząd miałby zapewnić każdemu seniorowi minimalne świadczenie emerytalne. Byłaby to swoista rewolucja w myśleniu o systemie emerytalnym w Polsce – stała, równa kwota pozostająca bez związku z opłacanymi przez lata pracy składkami. Informacja dość szybko została zdementowana. Pytanie brzmi, czy emerytura obywatelska nie byłaby przypadkiem naprawdę dobrym pomysłem? 

Emerytura obywatelska dla każdego – rząd ma pracować nad powszechnym świadczeniem dla wszystkich seniorów

Utrzymanie się na stare lata często stanowi spore wyzwanie. W teorii emeryt nie musi już pracować, jednak wciąż musi mieć za co się utrzymać. Zwłaszcza, że seniorom najczęściej dochodzą wcale niemałe wydatki w postaci kosztów leczenia. Ci, którzy wypracowali sobie stosunkowo wysokie świadczenia emerytalne mają szczęście – najprawdopodobniej spokojną starość. Pozostałym może grozić w jesieni życia po prostu nędza. W najlepszym wypadku: pozostawanie na utrzymaniu rodziny, lub konieczność dorabiania sobie na różne sposoby aż do śmierci. Gazeta Wyborcza podawała, że rządzące Prawo i Sprawiedliwość znalazło rozwiązanie tego problemu. Emerytura obywatelska, a więc równe świadczenie wypłacane każdemu seniorowi, może nie jest rozwiązaniem idealnym – ale przynajmniej jakimś.

Obecnie emeryturę w wysokości od kilku groszy do kilku złotych otrzymuje około 250 tysięcy osób. Najniższa emerytura w 2019 r. wyniosła na przykład zawrotne 2 grosze. Najbardziej znanym przykładem są oczywiście emerytury artystów, generalnie jednak chodzi o osoby, które nie zaprzątały sobie głowy opłacaniem składek przez całe zawodowe życie – bądź po prostu nie pracowały. Rządzący niewątpliwie nie bagatelizują takiego stanu rzeczy. Odpowiedź znaleźli w propozycjach mających pochodzić z ZUS spod znaku „pięciu filarów systemu emerytalnego”. Jednym z nich jest zapewniane przez państwo każdemu emerytowi minimalne świadczenie. Taka emerytura obywatelska miałaby wynosić 1,1 tysiąca złotych brutto. Warto zauważyć, że niedawno podobny postulat podnosił również Robert Biedroń. W tym przypadku gwarantowana przez państwo emerytura minimalna miałaby wynosić 1,6 tysiąca złotych.

Brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe? I słusznie, bo od razu pojawiło się dementi

Bardzo szybko prace nad takim rozwiązaniem zdementowano. Jak podaje serwis money.pl, ani Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ani tym bardziej ZUS, nie ma planów wprowadzanie państwowej emerytury dla każdego. Głównej przyczyny można łatwo się domyślić: brak środków. To jednak nie wszystko. Istotnym problemem z reformowaniem systemu emerytalnego, jest jego względnie niewielka elastyczność. Trudno zmieniać reguły gry w trakcie. W tym konkretnym przypadku najłatwiej przypomnieć demontaż OFE, czy nawet wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych. Obydwa te rozwiązania spotkały się z podejrzliwością, lub wręcz wrogością ze strony Polaków.

Emerytura obywatelska mogłaby zacząć funkcjonować w sposób niepowodujący większych tarć w społeczeństwie dopiero względem osób zaczynających pracę w chwili jej wprowadzenia do  systemu prawnego. Tak czy siak, oznaczałoby to funkcjonowanie przez dłuższy czas dwóch różnych sposobów wyliczania emerytury. Skądinąd, Polacy już to przerabiali – przy okazji wprowadzania OFE. Wydaje się, że tak drastyczne odejście od systemu ściśle wiążącego emeryturę z pracą nie wchodzi w grę. Ryzyko polityczne jest chyba zbyt duże, nie wspominając nawet o kosztach.

Emerytura obywatelska nie dojdzie do skutku, ale problem biedny wśród seniorów nie zniknie – co może z tym zrobić rząd?

Rząd ma oczywiście alternatywne rozwiązania. Może udawać, że coś robi w kwestii najniższych emerytur Polaków corocznie fundując seniorom trzynastą emeryturę. Z całą pewnością rządzący w tym przypadku są już niejako zakładnikami raz danej społeczeństwu obietnicy. Kolejną możliwością jest modyfikacja istniejącej minimalnej emerytury. Ta przysługuje osobom, które przepracowały wymagane minimum lat, a więc 20 w przypadku kobiet i 25 w przypadku mężczyzn, ale nie uzbierały dość dużo składek. Wynosi właśnie 1,1 tysiąca złotych. Co rządzący mogą z nią zrobić? Obniżyć wymaganą wysługę lat, bądź zwyczajne podniesienie tego świadczenia.

Warto w tym momencie wspomnieć o pozostałych „filarach” projektu. Drugim jest, oczywiście, emerytura powiązana z pracą – podstawa dzisiejszego funkcjonowania systemu. Trzeci i czwarty to PPK oraz Indywidualne Konta Emerytalne. Piąty z kolei jeszcze szczególnie istotny. To „zabezpieczenie oparte na silnej rodzinie lub innych indywidualnych formach oszczędzania”. Czyli ni mniej, ni więcej jak: „Umiesz liczyć? Licz na siebie.” W najlepszym wypadku: na utrzymywanie na starość przez potomstwo.

Odejście od powiązania świadczenia z pracą wydaje się być wręcz złamaniem swoistego kulturowego tabu

Chociaż emerytura obywatelska nie wydaje się w tej chwili realnym scenariuszem, warto się nad nią przez moment pochylić. Przyjęło się wiązać świadczenia ze strony państwa z pracą. Emerytura należy się osobom, które przepracowały określoną liczbę lat, i które odłożyły sobie ze swoich składek odpowiednią kwotę. Prawo do opieki zdrowotnej Konstytucja niby gwarantuje każdemu, ale w praktyce żeby być ubezpieczonym, co do zasady, trzeba pracować. Rządzący ten mechanizm wywrócili do góry nogami wprowadzając program Rodzina 500 Plus. Warto zauważyć, że głównym postulatem opozycji na reformę tego programu jest powiązanie go z pracą.

To właśnie dawanie pieniędzy osobom niepracującym, nie ogromne transfery pieniędzy z budżetu w ogóle, budzi największy opór Polaków. Także emerytura obywatelska stanowiłaby odrzucenie dotychczasowych reguł gry. Brak bezpośredniego związku świadczenia z pracą wydaje się być na pierwszy rzut oka po prostu trudny do zaakceptowania społecznie. Nie chodzi bynajmniej o opłacalność. Likwidacja negatywnych skutków biedy wśród seniorów może koniec końców być bardziej kosztowna, niż sama emerytura obywatelska. Ponownie: ten sam mechanizm zdaje się występować w przypadku dostępu do ubezpieczenia zdrowotnego. Sama koncepcja dawania czegoś komuś, kto nie pracuje – a więc nie daje w teorii nic w zamian społeczeństwu – budzi poczucie niesprawiedliwości. Brzmi wręcz jak złamanie silnego kulturowego tabu zakorzenionego w naszym społeczeństwie. Pytanie jednak, czy nie lepiej ostatecznie kierować się pragmatyzmem?