Osoby posiadające dzieci często są w pracy traktowane w sposób uprzywilejowany, ale czy jest to zgodne z prawem?

Praca Prawo Rodzina dołącz do dyskusji (85) 14.11.2019
Osoby posiadające dzieci często są w pracy traktowane w sposób uprzywilejowany, ale czy jest to zgodne z prawem?

Justyna Bieniek

Krótszy czas pracy, pierwszeństwo w ustalaniu terminu urlopu, wolne w święta, poranne zmiany – takie przywileje otrzymują pracujące matki i ojcowie. Czy bardziej uprzywilejowane traktowanie rodziców w pracy jest zgodne z prawem?

Uprzywilejowane traktowanie rodziców w pracy

Promowanie osób mających dzieci w środowisku pracy to w naszym kraju praktyka nagminna. Niby jest to rzeczy oczywista. Próbując spojrzeć na to obiektywnie, tego typu osoby mają zwykle więcej obowiązków. Czy jest to jednak powód by w miejscu pracy miały uprzywilejowaną pozycję? W końcu osoby bezdzietne również mają swoje prywatne zobowiązania, obowiązki i rodzinę, a zasadą jest, że życie prywatne nie przenika do zawodowego. W czym więc tkwi problem?

Ta dość ciekawa kwestia została poruszona dość spontanicznie na blogu bezdzietnik.pl. Jeden z czytelników przytoczył liczne sytuacje z własnego miejsca pracy, w którym osoby posiadające dzieci stoją na bardziej uprzywilejowanej pozycji w stosunku do pozostałych „bezdzietnych”.

Wiem, że zaglądają tu bezdzietni o różnych profesjach. Może więc znajdzie się ktoś, kto pomoże Arkowi?Pytanie od…

Opublikowany przez Bezdzietnik.pl Poniedziałek, 4 listopada 2019

Przyglądając się prawom i obowiązkom zawartym w kodeksie pracy, można faktycznie dojrzeć, że prawo stoi po stronie rodziców. Którzy z punktu widzenia czystej kalkulacji uprawnień mają po prostu lepiej. Przejawia się to w licznych przywilejach. Specjalne prawa przysługują w szczególności matkom.

Przywileje rodziców w pracy

Rodzice, którzy chcą godzić pracę z wychowaniem dzieci, mogą więc zgodnie z obowiązującymi przepisami wnioskować o telepracę, przerywany czas pracy, ruchomy rozkład czasu pracy lub indywidualny czas pracy. Pracodawca natomiast powinien wniosek ten uwzględnić. Chyba, że jest to niemożliwe ze względu na organizację lub rodzaj wykonywanej przez pracownika pracy.

Ponadto matkom karmiącym przysługują dwie półgodzinne przerwy wliczane w czas pracy. Rodzicom przysługuje również 2 dni lub 16 godzin dodatkowego urlopu, tzw. opieki nad dzieckiem oraz zasiłek opiekuńczy przyznawany w razie choroby dziecka. Pracownika opiekującego się dzieckiem do ukończenia 4 lat nie wolno bez jego zgody zatrudniać w porze nocnej, w godzinach nadliczbowych. Nie można go delegować poza stałe miejsce pracy, a ponadto zatrudniać w systemie przerywanego czasu pracy.

Pierwszeństwo do urlopu w wakacje

Trochę odmiennie kształtuje się kwestia przyznawania urlopów. Zgodnie z przepisami zabronione jest różnicowanie pracowników ze względu na jakąkolwiek cechę. Z drugiej strony prawo dopuszcza w tym zakresie pewne wyjątki, którymi jest m.in. właśnie posiadanie dzieci. Żaden przepis nie wskazuje jednak wprost, że to właśnie rodzice mają pierwszeństwo przy wyborze terminu, w którym wykorzystają przysługujący im urlop. Z drugiej strony pracodawca ustalając plan urlopowy, musi uwzględnić pewne zasady współżycia społecznego. O ile więc nie będzie nagminnym udzielanie w sezonie wakacyjnym wolnego tylko pracownikom posiadającym dzieci. Decyzje co do terminów urlopów leżą w gestii pracodawcy. Oczywiście działa to też w drugą stronę. Pracodawca nie może całkowicie ignorować tego faktu.

Prawo rodziców

Nie da się ukryć, że prawo stoi po stronie rodziców. Nie da się również ukryć, że tego typu działania mogą wzbudzać irytację osób, które muszą się do tego dostosowywać. Choćby poprzez podporządkowanie własnego czasu pracy innym, na terminie urlopu kończąc. I tutaj właściwie zaczyna się cały problem. Dlaczego posiadanie dzieci ma obarczać całe społeczeństwo, skoro jest to indywidualna sprawa rodziców? Oczywiście takie osoby wychowują przyszłe pokolenia, które docelowo będą zarabiać na utrzymanie całego społeczeństwa. Ten trącący populizmem argument, kończy się w momencie, kiedy państwo chce ingerować w wychowanie dzieci, choćby poprzez narzucenie pewnych światopoglądowych idei. Wtedy dzieci nie są już dobrem wspólnym całego społeczeństwa, a indywidualną sprawą każdego.

Czy w takiej sytuacji środowisko pracy powinno zostać obarczone trudem wychowania kolejnego pokolenia? Czy całe firmy powinny dostosowywać się do osób posiadających dzieci w imię work-life balance? Z indywidualnego punktu widzenia takie rozwiązania są na pewno słuszne i wiele osób, nawet tych nieposiadających dzieci dostrzeże tego pozytywy. Patrząc jednak na sprawę globalnie, nie ma ono najmniejszego sensu. Bo posiadanie, bądź nieposiadanie dzieci jest indywidualną sprawą każdego. Skoro nie chcemy, żeby podczas rozmowy kwalifikacyjnej rekruter zadawała nam pytanie o posiadanie lub planowane posiadania dzieci, dlaczego w pracy używany argumentu posiadania dzieci do uzyskania pewnych przywilejów?

85 odpowiedzi na “Osoby posiadające dzieci często są w pracy traktowane w sposób uprzywilejowany, ale czy jest to zgodne z prawem?”

  1. „Dlaczego posiadanie dzieci ma obarczać całe społeczeństwo, skoro jest to
    indywidualna sprawa rodziców? Oczywiście takie osoby wychowują przyszłe
    pokolenia, które docelowo będą zarabiać na utrzymanie całego
    społeczeństwa. Ten trącący populizmem argument, kończy się w momencie,
    kiedy państwo chce ingerować w wychowanie dzieci,…… ”

    „Patrząc jednak na sprawę globalnie, nie ma ono najmniejszego sensu. Bo
    posiadanie, bądź nieposiadanie dzieci jest indywidualną sprawą każdego.”

    A nie obarcza ?, Czym w takim razie jest 500+, 300+ , emerytura (dodatek do ) za 4 dzieci, jak nie obarczaniem (prawie, bo tylko tych pracujących i płacących podatki) całego społeczeństwa … ? Przecież to oni ponoszą koszty wypłaty tych świadczeń, ci bezdzietni ( z dziećmi powyżej 18 roku życia więcej, a jeszcze więcej pracownicy sfery publicznej, gdzie nie ma na podwyżki wynagrodzeń w tej sferze ( wynagrodzenia na podstawie odrębnych ustaw, a niekiedy nawet nie osiągają pensji minimalnej przy standardowym czasie pracy) , a jeżeli już ktokolwiek miałby ingerować w wychowanie to nie Państwo które zabrało wszystkim a wypłaca niektórym, a ten który płaci czyli płacący podatki suweren.

    Dla jasności jako człowiek rozumiem że takim osobom w miarę możliwości należy pomóc, sam pracując z kolegą z którym wzajemnie się zastępujemy w realizacji wielu zadań, a który ma dzieciaki w wieku szkolnym ( moje już skończyły szkołę i pracują) staram się ułatwić mu wzięcie urlopu w okresie przerwy wakacyjnej w szkole, przynajmniej w części pozwalającej pojechać im razem na wakacje, ale nie może to oznaczać że muszę, że on, ona ma większe prawo do urlopu w tym czasie niż ja , to ma być mój wybór i moja decyzja, choćby nawet wynikająca z tego że mi łatwiej pojechać na wycieczkę, coś zwiedzić poza sezonem (przy okazji czasem tez trochę taniej) , ale dokładnie bądzmy dla siebie wzajemnie życzliwi i będzie OK, a nie roszczeniowi bo mnie się słusznie należy, a inni się nie liczą.

  2. Szybki kurs myślenia logicznego dla tępogłowych. Wyobraźmy sobie dwa państwa:
    1. 30 mln ludzi 15 mln par. Każda para będzie miała 3 dzieci.
    2. 30 mln ludzi, 15 mln par. Każda para będzie miała 2 koty i psa.
    I teraz pytanie do tępogłowych, które państwo będzie istnieć po 100 latach?

    Niestety „opiekuńczość” naszego ukochanego kraju spowodowała wysyp egoistycznych idiotów i ich gorszej wersji egoistycznych wykształconych idiotów. Idioci ci uważają, że posiadanie dzieci jest czymś uwłaczającym i niepotrzebnym, a w dodatku tępe dzidy nie chcą zrozumieć związku jaki zachodzi między moimi dziećmi i ich emeryturą. Ja się zgadzam z ich oburzeniem, że muszą „płacić” na moje dzieci. Ale oni już nie rozumieją mojego oburzenia, że moje dzieci będą płacić na ich emerytkę.Bo oni w siebie chcą inwestować swoje pieniądze, bo oni płacą zus i sami o siebie zadbają. A ja inwestuję czas i pieniądze w dzieci i chciałbym żeby moje dzieci zadbały o mnie. A będą musiały dbać o wszystkich…
    Ale pieniądze to jedno, ale z brakiem dzieci pojawi się następny problem. Kto przyniesie naszemu bogatemu, ale już staremu idiocie kubek wody? Kto mu naprawi kran? Lub podetrze dupę? Co zrobi ze swoją stertą pieniędzy jak węgla nie będzie miał kto wrzucić do piwnicy?

    • Ale oni już nie rozumieją mojego oburzenia, że moje dzieci będą płacić na ich emerytkę.

      Bitch please, jaką mam gwarancję, że zamiast pobierać ‚perpetuum socjale’, twoje dzieci faktycznie będą pracować na moją emeryturę?

      • Masz znacznie większą, niż gdybym tych dzieci nie miał. A dwa, skąd państwo weźmie na ‚perpetuum socjale’ jak nie będę miał swoich dzieci? A po trzecie, nie masz się co martwić moimi gwarancjami, państwo gwarantuje ci twoją emeryturę.

        • A dwa, skąd państwo weźmie na ‚perpetuum socjale’ jak nie będę miał swoich dzieci?

          Tu dochodzimy do pewnej konkluzji.
          Krótko: skoro państwo tak dużo daje, to znaczy, że za dużo zabiera.
          Długo: wg mnie socjal powinni dostawać tylko ci najbardziej potrzebujący: niepełnosprawni, najbiedniejsi emeryci, ludzie, którzy nie są w stanie osiągnąć minimum egzystencjalnego.
          Obecnie dostaje go duża grupa ludzi, nawet tych, którzy nigdy o biedę się nie otarli. Gdyby państwo nie zabierało nam na każdym etapie życia (od zarabiania, poprzez wydawanie, aż po oszczędzanie), to każdemu z nas zostałoby więcej w kieszeni – można by za to wychować dzieci albo odłożyć po swojemu na emeryturę. Niestety podczas wyborów już tak fajnie by to nie wyglądało – teraz mogą powiedzieć ‚Hej zobaczcie, daliśmy wam tyle forsy, głosujcie na nas’. No i ludzie idą i głosują, nie zdając sobie sprawy z tego, że zostali przekupieni własnymi pieniędzmi.

          Ja do tego interesu dokładam, a państwo gwarantuje mi co najwyżej bieda emeryturę, taką by mi na worek kartofli starczyło.

          • I ja się prawie ze wszystkim zgadzam co napisałeś. W kwestii finansów państwowych jestem korwinnistą z małymi odstępstwami. Więc jestem przeciwny jakiejkolwiek pomocy państwowej. Z resztą się zgadzam. Ja w moim pierwszym poście chcę walczyć z mitem tępego dziecioroba pincetplusa i wykształconego ciężko pracującego przybiurkowca bezdzietnego singla. Który musi utrzymywać tę rzeszę dzieciorobów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *