1. Bezprawnik -
  2. Edukacja -
  3. 18 godzin polskiego i 18 godzin WF-u to nie to samo. Nauczyciele mają dość udawania, że jest inaczej

18 godzin polskiego i 18 godzin WF-u to nie to samo. Nauczyciele mają dość udawania, że jest inaczej

Pensum nauczycieli to temat, który od lat dzieli. Teoretycznie zasada jest prosta – nauczyciel musi „wyrobić" odpowiednią liczbę godzin lekcyjnych, a resztę czasu poświęcić na przygotowanie do zajęć. Część pedagogów wskazuje jednak, że nie jest to uczciwe rozwiązanie, bo 18 godzin polskiego i 18 godzin WF-u to na papierze to samo. W praktyce — niekoniecznie.

Joanna Świba22.04.2026 15:19
Edukacja

Czym właściwie jest pensum nauczycieli

Pensum to tygodniowy obowiązkowy wymiar zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych. To ważne rozróżnienie, bo nie chodzi o cały czas pracy nauczyciela. Karta Nauczyciela nadal opiera się na 40-godzinnym tygodniu pracy, a pensum jest tylko tą jego częścią, która obejmuje zajęcia „tablicowe" albo ich odpowiednik. Sam resort edukacji przypominał w odpowiedzi na interpelację poselską, że wymiar pensum uwzględnia czasowy rozkład zadań, do których nauczyciel jest zobowiązany w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy.

To oznacza, że kiedy mówimy o pensum nauczycieli, nie mówimy o całej pracy. Nie mówimy o przygotowaniu lekcji, sprawdzaniu kartkówek, poprawianiu wypracowań, rozmowach z rodzicami, dokumentacji, radach pedagogicznych czy organizowaniu dodatkowych aktywności. Mówimy tylko o ustawowo określonej liczbie godzin zajęć, które nauczyciel ma obowiązek zrealizować w tygodniu. I właśnie dlatego spór o pensum wraca jak bumerang – podobnie zresztą jak dyskusja o realnych zarobkach nauczycieli, która też sprowadza się do pytania, ile pracy faktycznie kryje się za etatem pedagoga.

Pensum nie jest jednakowe dla każdego nauczyciela, ale część chce jeszcze większych różnic

Tu zaczynają się schody, bo pensum nauczycieli nie jest w Polsce całkowicie jednolite. Dla wielu nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących punktem odniesienia pozostaje 18 godzin tygodniowo, ale w systemie funkcjonują też inne wymiary. Ministerstwo Edukacji, pokazując zasady liczenia tzw. łączonego pensum, posługuje się choćby przykładami polonisty z pensum 18-godzinnym, logopedy z pensum 22-godzinnym, bibliotekarza z pensum 30-godzinnym czy wychowawcy świetlicy z pensum 26-godzinnym. To dobrze pokazuje, że nauczyciel nauczycielowi nierówny już na poziomie samej konstrukcji systemu.

Ujednolicenie pensum w szkołach zawodowych

W 2025 r. MEN przeprowadziło zresztą kolejną zmianę w Karcie Nauczyciela w tym obszarze i ujednoliciło pensum nauczycieli przedmiotów teoretycznych i praktycznych w szkołach zawodowych do 18 godzin tygodniowo. Sam resort tłumaczył, że wcześniejsze zróżnicowanie między tymi stanowiskami nie znajdowało uzasadnienia i powodowało poczucie niesprawiedliwości. To o tyle ciekawe, że ministerstwo samo przyznało tym ruchem, iż kwestia zróżnicowania pensum może realnie rodzić zarzut nierównego traktowania.

Co do zasady jednak nauczyciele standardowych przedmiotów mają do „wyrobienia" tyle samo godzin przy tablicy. A trudno porównać biologię i geografię z językiem polskim albo matematykę z lekcjami wychowania fizycznego. I nie chodzi o wiedzę, którą musi mieć nauczyciel, a o faktyczny nakład pracy potrzebny, aby uczyć uczniów i tę wiedzę weryfikować.

Nauczyciele mówią wprost: taka sama liczba godzin nie oznacza takiej samej pracy

Nauczyciele od dawna podnoszą, że system oparty wyłącznie na liczbie godzin przy tablicy nie oddaje rzeczywistego nakładu pracy. Przykład jest wręcz podręcznikowy. Nauczyciel WF-u nie musi co tydzień poprawiać kilkudziesięciu wypracowań. Matematyka da się czasem sprawdzić testem zamkniętym albo kluczem odpowiedzi. Polonista poprawiający dłuższe prace pisemne działa w zupełnie innym reżimie czasowym.

Oczywiście wszystko zależy od konkretnego nauczyciela. Matematycy bardzo często nie „odhaczają" tylko poprawnych odpowiedzi, ale mozolnie szukają błędów logicznych ucznia, żeby rzeczywiście pomóc mu zrozumieć temat. Wuefista też może poświęcać mnóstwo dodatkowego czasu na przygotowanie zajęć tak, by uczniowie nie traktowali ruchu jak kary, tylko jak coś atrakcyjnego. I właśnie dlatego ten spór nie jest tak prosty, jak chciałyby urzędowe tabelki. Ale jeśli przyjmiemy wariant minimalny — czyli że każdy robi to, co absolutnie niezbędne — różnice między przedmiotami naprawdę widać.

Różne przedmioty, różny ciężar gatunkowy

To właśnie z tej obserwacji bierze się postulat, by pensum nauczycieli nie było traktowane jak wartość całkowicie oderwana od rodzaju pracy. Bo nauczyciel języka polskiego, języka obcego czy historii bardzo często wykonuje po lekcjach inną objętościowo pracę niż nauczyciel prowadzący zajęcia, których efekt da się szybciej zweryfikować. A skoro system i tak różnicuje pensum między stanowiskami, coraz więcej osób pyta, dlaczego nie miałby zauważyć także różnic między przedmiotami. W tle tej dyskusji niezmiennie przewijają się też niskie pensje nauczycieli, bo poczucie niesprawiedliwości w rozliczaniu czasu pracy łatwiej znieść, gdy wynagrodzenie rekompensuje wysiłek.

Postulat „ruchomego pensum" nie jest nowy

Temat pensum wraca od lat – zarówno w prywatnych rozmowach, sporach w pokojach nauczycielskich, jak i w oficjalnym obiegu. W interpelacji poselskiej z poprzedniej kadencji wprost pytano o możliwość wprowadzenia ustawowego „ruchomego pensum", czyli zróżnicowania godzin pracy dla nauczycieli różnych przedmiotów. Sam fakt, że taki postulat trafiał do Sejmu wprost, dobrze pokazuje, że nie mówimy o niszowej fanaberii, tylko o problemie, który od dawna krąży w środowisku oświatowym – i który dotyczy tego, jak w ogóle wygląda praca jako nauczyciel w polskich realiach.

Temat „ruchomego pensum" pojawiał się w debacie parlamentarnej już pod koniec lat 90. Postulaty, a nawet projekty zmian cyklicznie trafiają do rządzących, jednak zmian nie widać (a jeżeli są, to zdecydowanie nie w tym kierunku, w którym postuluje część nauczycieli – przykładem jest ostatnie ujednolicenie pensum dla nauczycieli przedmiotów teoretycznych i praktycznych w szkołach). Obecnie więc nauczyciele o zróżnicowaniu pensum mogą chyba zapomnieć.

Spór o coś więcej niż kilka godzin tygodniowo

W gruncie rzeczy ten spór nie dotyczy wyłącznie kilku godzin tygodniowo ani samych godzin ponadwymiarowych. Chodzi o coś większego. O to, czy państwo nadal chce patrzeć na nauczyciela głównie przez pryzmat liczby przeprowadzonych lekcji, czy wreszcie przyzna, że praca szkolna ma bardzo różny ciężar gatunkowy w zależności od przedmiotu, formy sprawdzania wiedzy i rodzaju zadań wykonywanych po dzwonku.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi