„Nie każdy lubi nosić maseczki” lub noszenie maseczek jako „nadmierna demonstracja”. Nie ma dnia bez bzdury polskiego polityka w temacie zakrywania nosa i ust

Zdrowie dołącz do dyskusji (119) 04.08.2020
„Nie każdy lubi nosić maseczki” lub noszenie maseczek jako „nadmierna demonstracja”. Nie ma dnia bez bzdury polskiego polityka w temacie zakrywania nosa i ust

Maciej Bąk

Okazuje się, że można rządzić 38-milionowym krajem, a jednocześnie nie potrafić zadbać o jasny przekaz w jednej, prostej sprawie. Polscy politycy o maseczkach mówią co im ślina na język przyniesie. I tworzą wrażenie wśród społeczeństwa, że właściwie to niespecjalnie jest sens je nosić. A ten sens istnieje i powinien to zrozumieć każdy rozsądnie myślący człowiek. Dobrze, że wielu Polaków jest w tej dziedzinie mądrzejszych od wybranych przez nich polityków.

Politycy o maseczkach – „nie nośmy, jeśli nie lubimy”

Zacznijmy od głowy państwa. Prezydent Andrzej Duda w poniedziałek odwiedził Kraków. Spotkał się tam z mieszkańcami i turystami. Ani prezydent, ani ludzie, z którymi się spotkał, nie mieli zakrytej twarzy. Dlatego zapytali go o to dziennikarze. Andrzej Duda odpowiedział:

Oczywiście apeluję o zachowanie dystansu i jeżeli ktoś może, to oczywiście też zachęcam do noszenia maseczek. Natomiast no nie każdy może, nie każdy lubi, a jesteśmy na wolnym powietrzu.

Jasne, spotkanie było na wolnym powietrzu. To jednak żadne usprawiedliwienie, bo według wytycznych Ministerstwa Zdrowia, nawet „pod chmurką” musimy zasłaniać twarz, jeśli jesteśmy w miejscu w którym trudno zachować odległość od innych. To jedna sprawa. Druga – głowa państwa, mówiąca o maseczkach, że „nie każdy lubi”, daje jasny sygnał: w nosie (a raczej na nosie) można mieć ten obowiązek, jeśli nakaz zakrywania twarzy nam przeszkadza.

Politycy o maseczkach – „nadmierna demonstracja”

No dobrze, Andrzej Duda jest prawnikiem, a nie lekarzem. Mimo wszystko wybaczmy mu. No to czas posłuchać lekarza. Łukasz Szumowski, kojarzycie? Krajowy szef walki z pandemią, który na jakiś czas zniknął, ale właśnie wrócił i udziela się w mediach. Dziś na przykład udzielił wywiadu dla Dziennika Gazety Prawnej. Na pytanie: „dlaczego politycy na najwyższych szczeblach nie dają dobrego przykładu i nie noszą publicznie maseczek?”, Szumowski odpowiedział:

Ale czy premier miałby ją nosić np. na wolnym powietrzu, podczas któregoś ze służbowych wyjazdów? Zostałby zaraz oskarżony o nadmierną demonstrację.

Szkoda, że minister Szumowski nie dodał, kto mógłby premiera o taką „nadmierną demonstrację” oskarżyć. Obstawiam że byliby to antyszczepionkowcy albo szerzej osoby nie wierzące w koronawirusa. Których robi się coraz więcej, jeśli ludzie widzą w telewizji polityków jawnie kpiących z obostrzeń. Przypomnę tylko to, co pisałem wyżej. Jeśli premier Mateusz Morawiecki jest, nawet służbowo, na spotkaniu z ludźmi, to nie jest on chroniony przed zakażeniem i stojąc w tłumie powinien twarz zakrywać. No ale cóż – może nie lubi, prawda?

Politycy o maseczkach – „przyjęto interpretację że nie trzeba”

Nie jest jednak tak, że tylko politycy z opcji rządzącej wypowiadają nieodpowiedzialne słowa. Mamy przecież dużą historię związaną z koronawirusem w Senacie. Zaczęło się od senatora PSL Jana Filipa Libickiego. Libicki brał udział między innymi w posiedzeniu komisji rodziny, polityki senioralnej i społecznej. Posiedzenie wyglądało tak:

https://twitter.com/PolskiSenat/status/1288808179846066179?s=20

Dlaczego senatorowie siedzieli blisko siebie i bez masek? „Na komisji rodziny nie miałem maseczki, bo przyjęto interpretację, że to są czynności służbowe i nie trzeba”, powiedział Jan Filip Libicki w rozmowie z Polsat News. No nie trzeba. I teraz jest już dwóch kolejnych senatorów, którzy od polityka PSL (któremu życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!) się zarazili.

Dlaczego nie ma spójnego przekazu?

Tak, ja też utyskiwałem na prawo maseczkowe. Mandat za brak maseczki w przypadku chodzenia po lesie albo jazdy rowerem od początku wydawał mi się absurdalnym zagraniem. Ale dziś, po kilku miesiącach z pandemią koronawirusa, wiemy że są miejsca i sytuacje, w których zakrywanie twarzy jest kluczowe. To wizyta w sklepie, stanie w kolejce, załatwianie sprawy w urzędzie czy przebywanie w tłumie. Tylko dlaczego my to rozumiemy, a politycy nie? Z jednej strony słusznie biorą się za ludzi chodzących bez maseczek do sklepu, a z drugiej sami wciąż uważają się za niezniszczalnych.

Być może koronawirus w Senacie (i zapewne wkrótce w Sejmie) czegoś naszych polityków nauczy. Przy radzeniu sobie z pandemią komunikacja jest kluczowa. A ta między polskimi politykami i obywatelami kuleje. Szczególnie od czasu słynnego apelu Mateusza Morawieckiego do seniorów o epidemii w odwrocie, który czkawką będzie mu się jeszcze odbijał przez wiele dni.