Scheuring-Wielgus znana z walki o prawa zwierząt oddała psy do schroniska. Ale tutaj kabaret się dopiero zaczyna…

Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (123) 24.05.2019
Scheuring-Wielgus znana z walki o prawa zwierząt oddała psy do schroniska. Ale tutaj kabaret się dopiero zaczyna…

Udostępnij

Jakub Kralka

Każdy z nas ma coś za uszami, prawda? Ale do dziś nie potrafię zrozumieć jak to się dzieje, że polska klasa polityczna to na ogół kumulacja wszelkich form ludzkiej degeneracji.

Mam prośbę, żeby nie traktować tego wpisu w kategorii „polityka”, co lubią robić nasi czytelnicy, gdy akurat się z czymś nie zgadzają. Lojalnie uprzedzam, że ja tu raczej będę załamywał ręce nad społeczeństwem i naszą przyszłością, a nie konkretnymi ugrupowaniami.

Bez większego trudu znajdziemy w naszym otoczeniu kogoś, kto zdradzał żonę, powiedział coś głupiego, nie zapłacił jakiegoś podatku (często na przykład z samej tylko niewiedzy – np. od darowizny), okazał się hipokrytą lub zwyczajnie kłamał. Jednak tylko w polskiej klasie politycznej tego typu zjawiska występują nie tylko masowo, ale też w sposób skumulowany.

Owszem, są to ludzie na świeczniku. Ale też nie mam większych złudzeń, że gdyby na tym świeczniku postawić moich znajomych lub moich sąsiadów to tego rodzaju kumulacji degeneracji nie udałoby się zaobserwować.

Czy polityka degeneruje, czy do polityki ciągną degeneraci?

Do pewnego stopnia degeneracji środowisk PiS czy PO już przez lata przywykliśmy. Osobiście jestem wielkim fanem obserwowania tego jak pogrąża się na scenie politycznej partia Wiosna, która miała być powiewem świeżości odbetonowującym scenę polityczną. Choć jest to partia przeciwna moim liberalnym gospodarczo poglądom politycznym, z zainteresowaniem śledziłem jej rozwój i możliwość wpływu na kształt sceny w Polsce.

Edyta Wara-Wąsowska trafnie powiedziała na Bezprawniku, że Wiosna Biedronia istnieje kilka miesięcy, a już popełniła praktycznie wszystkie błędy partii politycznych ostatnich 30 lat w Polsce. Abstrahując już od licznych wątpliwości dotyczących przejrzystości finansowej Wiosny czy walczące o wolność tweety Sylwii Spurek (szczególnie walczące z każdym kto jej prywatnej definicji wolności nie podziela), tylko w kilku ostatnich dni partia przebiła się do mediów zdjęciem, na którym Robert Biedroń ma na swojej lodówce, jak gdyby nigdy nic, magnesiki z wizerunkami dwóch masowych morderców – Che Guevary i Mao Zedonga. Kilka dni później partner życiowy Roberta Biedronia, który – wydawałoby się – lepiej od większości z nas zna problemy pokroju mowy nienawiści – atakował nastoletnie dziecko Romana Giertycha w zasadzie wyłącznie za bycie dzieckiem Romana Giertycha.

Ja oczywiście mam świadomość, że Wiośnie nie jest łatwo. W Polsce jest naprawdę niewiele nieuzależnionych politycznie mediów, takich jak Bezprawnik. Dlatego media „liberalne” przypuściły na Wiosnę atak, bo odbiera głosy Koalicji Europejskiej. A media „prawicowe” przez długi czas były Wiośnie milcząco życzliwe (z przyczyn oczywistych), ale po premierze „Tylko nie mów nikomu” też włączyły się do walki, być może w obawie o najbardziej niestabilny elektorat, który zrazi się do Kościoła i wybierze biedroniowych antyklerykałów.

Natomiast warto podkreślić, że ani media Tomasza Lisa, ani media braci Karnowskich, nie zmyślają. Oni po prostu obnażają, że nowa jakość w polskiej polityce to ani jakość, ani nowość, tylko patologie i wizerunkowy paździerz znany nam od lat.

I wtedy wchodzi Joanna Scheuring-Wielgus. I tu leży pies pogrzebany

Taką mentalną kumulacją nowej jakości jest Joanna Scheuring-Wielgus, którą do polskiej polityki wprawdzie wprowadziła .Nowoczesna, jednak z Wiosną Biedronia wreszcie mogła skupić się tym, co jest jej naprawdę bliskie. A przynajmniej tak twierdzi. Nie ciężki żywot polskiego przedsiębiorcy, a kwestie polskiego Kościoła i prawa zwierząt.

No i kilka dni przed wyborami nieprzychylne wprawdzie media, ale niestety zgodnie z prawdą, wyciągnęły, że ubiegająca się o mandat europosła Joanna Scheuring-Wielgus pieski kiedyś miała, ale mniej więcej w czasie zbiegającym się ze startem dużej politycznej kariery, oddała je do schroniska dla zwierząt.

„Zamiast przywiązać do drzewa, uśpić lub zostawić na autostradzie – co niestety się zdarza – znalazłam moim ukochanym psiakom Czarnej i Mambie dom w dobrym schronisku dla zwierząt” – napisała. Posłanka podnosiła ponadto, że ma alergię i przeprowadziła się z domu do mieszkania.

Metoda „na pieska”

Hipokryzja polityczna nie była jednak głównym problemem pani Joanny, tylko jej reakcja na falę krytyki po nagłośnieniu przez media całej sytuacji. Rozpoczęła się fala nieprzemyślanych wypowiedzi i autonokautowania się. Przykładowo:

Gdybym dostała się do europarlamentu, przekazałabym 20 tysięcy złotych na schronisko dla zwierząt – stwierdziła Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie z portalem gazeta.pl

Ręce opadają, gdy okazuje się, że posłanka aspirująca do miana postępowych i reprezentujących nową jakość na scenie politycznej, mentalnie nie różni się przesadnie od matek, pogardliwie nazywanych „madkami”, obśmiewanych przez internautów. Próbuję zrozumieć jaki jest w ogóle ciąg myślowy przy tego typu wypowiedziach.

Czy to ma kogoś zachęcić do głosowania, bo skorzystają na tym zwierzęta w schronisku? Czy wyborca ma nagradzać wojującą o prawa zwierząt osobę za to, że sama powiedziała swoim psiakom „arrivederci”?

Jestem załamany poziomem klasy politycznej w Polsce, a już najbardziej zdruzgotany jestem tym, że nie widać perspektyw na skok jakościowy.