Pod koniec maja pisaliśmy o zamknięciu popularnych serwisów seansik.tv i tnttorrent.info, które  upodobali sobie fani kinematografii oraz amerykańskich seriali. Administracja wierzy jednak, że policja działała bezprawnie i zapowiada walkę o swoje prawa. 

Zamknięcie seansik.tv i tnttorrent.info było konsekwencją akcji policji wymierzonych w serwisy udostępniające seriale z zagranicznych streamów, wcześniej zamknięto między innymi popularne scs.pl czy iitv.info. Po kilku tygodniach „technicznej przerwy” w funkcjonowaniu witryn pojawił się na ich łamach komunikat o następującej treści:

„Chcemy jak najszybciej oczyścić się ze stawianych zarzutów. Podkreślamy, że funkcjonowanie serwisów Seansik.tv oraz Tnttorrent.info w żadnym razie nie naruszało obowiązujących przepisów prawa, w tym ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Pragniemy wskazać, że podjęliśmy już odpowiednie kroki prawne celem odzyskania zatrzymanego sprzętu i oczekujemy na dalszy rozwój wydarzeń.”

W dalszej części komunikat nawołuje między innymi do polubienia facebookowego Fanpage’a serwisu, zapewne w celu zawiadomienia o powrocie witryny do sieci, powstania jej kolejnego klona, tudzież rodzi się w ten sposób po prostu tzw. „farma lajków”. Czy administracja serwisu może liczyć na pomyślne dla siebie rozstrzygnięcie sprawy?

W mojej ocenie należy przede wszystkim przeanalizować rolę twórców seansik.tv w procederze rozpowszechniania filmów i seriali w internecie z naruszeniem prawa autorskiego – wyjaśnia Jakub Kralka, prawnik specjalizujący się w zespole Bezprawnika w zagadnieniach z zakresu własności intelektualnej. Jeżeli policji uda się udowodnić, że twórcy Seansika samodzielnie wgrywali materiały filmowe na zagraniczne serwisy streamingowe, to wtedy powinni się oni liczyć z odpowiedzialnością karną, a biorąc pod uwagę dość zorganizowany i jednak zarobkowy charakter całego przedsięwzięcia – nawet dość surową.

Z drugiej strony, jeżeli twórcy Seansika nie wgrywali filmów i seriali do internetu, a jedynie wyszukiwali już istniejące, następnie linkując lub osadzając je na łamach witryny, wówczas prawdopodobnie uda im się uwolnić od odpowiedzialności. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przyjął bowiem kilkanaście miesięcy temu wykładnię, w myśl której linkowanie i embedowanie nie stanowi naruszenia prawa autorskiego, ponieważ nie dochodzi do przedstawienia utworu „nowej publiczności”. Niezależnie od tego czy wyrok ten nam się podobał czy nie, w mojej ocenie zaistniała sytuacja poważnie obnaża słabość takiego interpretowania prawa, gdyż popularne strony z serialami w zasadzie wyłącznie komunikowały nielegalnie wgrane treści osobom, które w inny sposób nie miałyby możliwości się o nich dowiedzieć. 

Polskie sądy wprawdzie dotychczas wydawały wyroki, które nie były przychylne dla linkujących, jednak wydawano je przed rozstrzygnięciami we wspominanej przez prawnika sprawą Svensson. Sąd rozpatrujący sprawę Seansika powinien przychylić się do europejskich rozstrzygnięć – o ile oczywiście będą im sprzyjały okoliczności faktyczne.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Tymczasem internauci zastanawiają się gdzie teraz można oglądać seriale w internecie. Ostrzegaliśmy już, że popularna usługa Popcorn Time to raczej łatwy sposób do problemów z prawem zbliżonych do tych, jakie mają teraz twórcy Seansika. Oglądanie Netflix w Polsce stanowi z kolei złamanie warunków jego licencji. Paradoksalnie to właśnie oglądanie seriali na pirackich stronach z serialami nie stanowiło naruszenia prawa przez zwykłego użytkownika, mieszcząc się w granicach dozwolonego użytku prywatnego (choć i dozwolony użytek bywa już ograniczany, m.in. w wyroku TSUE w sprawie ACI ADAM – dop. Kralka).

Abonenci HBO – zwykle za dodatkową opłatą – mogą w internecie oglądać seriale stacji korzystając z usługi HBO GO. Jakąś tam namiasteczkę Netflix daje też AXN Player, iPla czy rosnący powoli w siłę TVN-owski Player.pl, gdzie znajdziemy m.in. Spartacusa, Hannibala czy… Modę na Sukces. Niestety dostęp to wielu treści jest uzależniony od posiadania abonamentu lub telefonu w T-Mobile.