1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. 50 groszy, o które kłócą się szef z pracownikiem. System kaucyjny otworzył puszkę Pandory

50 groszy, o które kłócą się szef z pracownikiem. System kaucyjny otworzył puszkę Pandory

System kaucyjny sprawił, że puste butelki w śmietniku zyskały konkretną wartość wyrażoną w pieniądzu. To prosta droga do osobliwych sporów przypominających nieco sytuację freegan. Dzięki temu wiemy, że prawo własności śmieci jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje.

Wyrzucona butelka to nie śmieć, to potencjalne 50 groszy kaucji

Może i nie jestem zwolennikiem systemu kaucyjnego, ale muszę przyznać, że w jakiś zwichrowany sposób zapoznał Polaków z koncepcją gospodarowania odpadami komunalnymi. Nagle okazało się, że puste butelki po napojach, które kiedyś po prostu wyrzucaliśmy do śmietnika, nabrały konkretnej wartości.

Niby teraz wszyscy sumiennie pielgrzymujemy do butelkomatów, żeby tylko nie stracić 50 groszy albo nawet całej złotówki? Niekoniecznie. Owszem, rodzice uczą za pomocą systemu kaucyjnego swoje dzieci ekonomii i ochrony środowiska. To pozytywne zjawisko. Mam jednak na myśli raczej żywe zainteresowanie cudzymi śmieciami.

Wiemy już, że na zbieraniu butelek dorabiają sobie do emerytury niektórzy seniorzy oraz osoby w trudnej sytuacji materialnej. Zdarzają się już pierwsze spory pomiędzy pracodawcami a pracownikami o kaucję z „firmowych" butelek.

Freeganie jako prekursorzy sporu o własność śmieci

Nie sposób nie zadać sobie pytania o to, do kogo właściwie należy wyrzucona do śmietnika butelka. Odpowiedź na nie pozwala w końcu rozstrzygnąć, czy można sobie tak po prostu zabrać coś, czego ktoś inny teoretycznie postanowił się pozbyć.

W tym momencie należy wspomnieć o tym, że zużyte butelki wcale nie są pierwszym katalizatorem rozważań na ten temat. Być może niektórzy z nas słyszeli o freeganach. Chodzi o osoby, które pozyskują nadające się do spożycia jedzenie ze śmietników. Ot, ktoś wyrzucił coś, co cały czas da się zjeść. Po co ma się marnować?

Teoretycznie nikomu nie powinno to przeszkadzać. W praktyce jednak niektóre supermarkety potrafiły wzywać policję, gdy tylko przyłapały freeganina wyciągającego coś ze śmietnika. Sądy potrafiły czasem przyjąć oczywistą argumentację, w myśl której coś, co ktoś porzucił, ktoś inny może legalnie objąć w posiadanie – w jednej z głośnych spraw sąd uznał wprost, że samo wyjęcie żywności ze śmietnika nie stanowi ani przestępstwa, ani wykroczenia. Diabeł jednak tkwił w szczegółach.

Kiedy zawartość kosza jest rzeczą porzuconą, a kiedy nie

Zabezpieczony śmietnik to granica między prawem a kradzieżą. Koniec końców wszystko zależy od tego, gdzie znajduje się śmietnik i w jaki sposób jest zabezpieczony przed niepowołanym dostępem.

Jeżeli mamy do czynienia z ogólnodostępnym koszem na śmieci, to w grę wchodzi zastosowanie art. 180 i 181 kodeksu cywilnego. Właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej przez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci. W tym przypadku: wyrzuci ją do kosza na śmieci. Równocześnie druga osoba nabywa własność rzeczy poprzez objęcie jej w posiadanie, a więc wyjęcie jej ze śmietnika.

Sytuacja komplikuje się, gdy śmietnik jest zabezpieczony. Może być po prostu zamknięty. W grę wchodzi też ulokowanie go w miejscu niedostępnym dla osób postronnych. Wówczas nie możemy domniemywać intencji porzucenia wyrzuconych do niego rzeczy.

Tym samym włamanie do kontenera i zabranie sobie jego zawartości może stanowić kradzież albo kradzież z włamaniem w rozumieniu przepisów kodeksu karnego. W pierwszym przypadku najczęściej będziemy mieli do czynienia z wykroczeniem.

Firmowe butelki po systemie kaucyjnym butelki to osobny problem

Śmieci w firmowych śmietnikach co do zasady wciąż należą do przedsiębiorstwa. Co w przypadku śmietników znajdujących się w siedzibie firmy? Trudno byłoby je określić mianem ogólnodostępnych. Owszem, pracownik wyrzucający butelkę po napoju do kosza jak najbardziej ją porzuca. W skali całego przedsiębiorstwa sprawa nie jest już taka jednoznaczna.

Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której upał w firmie zmusza przedsiębiorcę do realizacji ustawowego obowiązku poprzez zapewnienie pracownikom zimnych napojów. Równocześnie jednak bardzo chciałby odzyskać te nieszczęsne 50 groszy kaucji. Tymczasem jakiś pracownik albo zgniata butelki, albo wręcz je wynosi, żeby samemu oddać je w butelkomacie.

Od strony czysto podatkowej tragedii nie ma. Straconą przez pracownika kaucję można odzyskać poprzez wrzucenie jej w koszty uzyskania przychodu – zresztą sam zakup napojów dla pracowników zaliczany jest do kosztów bez większych problemów. O ile oczywiście przedsiębiorca ma prawo do ich odliczenia, bo przecież istnieją także ryczałtowcy.

Równocześnie jednak trzeba pamiętać, że zarządzanie firmowymi odpadami potrafi być bardzo skomplikowane. Zajmują się tym wyspecjalizowane podmioty, z którymi firma zawiera umowę i płaci za jej realizację niemałe pieniądze.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi