Pimpuś nie gryzie? Nikogo to nie obchodzi. Znacznie zaostrzono kary za wyprowadzanie psów bez smyczy – nawet do 5000 zł

Gorące tematy Codzienne Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (1141) 16.11.2018
Pimpuś nie gryzie? Nikogo to nie obchodzi. Znacznie zaostrzono kary za wyprowadzanie psów bez smyczy – nawet do 5000 zł

Tomasz Laba

Pimpuś na spacerze bez smyczy i biegnący za nim właściciel, który każdemu tłumaczy „spokojnie, Pimpuś nie gryzie„? Nikogo to nie powinno obchodzić, bo właśnie czterokrotnie podniesiono wysokość grzywny za wyprowadzanie psów bez smyczy.

Zupełnie nie rozumiem właścicieli psów, którzy uparcie twierdzą, że wyprowadzanie psów bez smyczy to dobry pomysł. Może do nadmierne zaufanie do zwierzęcia, a może nie do końca poprawnie rozumiane pojęcie wolności. Oczywiście jest różnica między puszczeniem psa luźno na odludnej polanie a spacerowaniem tak przez miasto pełne ludzi. Niemniej jednak nawet najlepiej wyszkolone psy mogą się czymś zestresować i zachować się w niespodziewany sposób.

Pimpuś może nie przemieni się nagle w niebezpiecznego potwora, ale może dotkliwie pogryźć. To na właścicielu spoczywa obowiązek zapobiegania takim sytuacjom. Własnie w tym celu wymyślono smycze i kagańce, a także prawo, które nakłada na właścicieli obowiązek ich kontrolowania. Art. 10a w ustępie trzecim zakazuje wyprowadzania psa bez możliwości jego kontroli.

3. Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna.
4. Zakaz, o którym mowa w ust. 3, nie dotyczy terenu prywatnego, jeżeli teren ten jest ogrodzony w sposób uniemożliwiający psu wyjście.

Wyprowadzanie psów bez smyczy zagrożone grzywną nawet do 5000 zł

Prawo w tym przypadku jest klarowne. Co do zasady pies na spacerze musi mieć kaganiec i być prowadzony na smyczy( szczegółowo regulują to zazwyczaj przepisy prawa miejscowego). Niestosowanie się do tego obowiązku jest wykroczeniem. Do tej pory za wyprowadzanie psów bez smyczy groziła kara grzywny do 250 zł. Ustawodawca jednak uznał, że to zdecydowanie za mało i postanowił zaostrzyć kary.

15 listopada weszła w życie nowelizacja kodeksu wykroczeń, która czterokrotnie zwiększyła wysokość grzywny za wyprowadzanie psów bez smyczy. W niektórych wypadkach możliwe jest nawet zastosowanie kary ograniczenia wolności.

Art. 77 § 1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.

Koniec z rozmnażaniem mopsów i buldogów francuskich – te rasy psów nie mogą już nawet swobodnie oddychać

To jednak nie wszystko. Jeżeli zachowanie zwierzęcia stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia człowieka, jego właściciel może zostać ukarany ograniczeniem wolności, naganą lub grzywną nawet do 5000 zł.

§ 2. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.

1 141 odpowiedzi na “Pimpuś nie gryzie? Nikogo to nie obchodzi. Znacznie zaostrzono kary za wyprowadzanie psów bez smyczy – nawet do 5000 zł”

  1. Smycz – owszem, obowiązkowo.
    Ale gdzie u diabła znalazłeś chłopie obowiązkowy kaganiec o którym piszesz?
    Weź się chłopie trochę ogarnij i nie pisz bzdur…

  2. Wcześniej czytałem o rasach niebezpiecznych. A tutaj to już o wszystkich. Gdzieś dzwoni co? Tylko nie wiesz w którym kościele. W mieście nie spuszczam psa bo może wpaść pod debila na motocyklu lub w samochodzie. Na łące nie widzę tego problemu. Nawet straż miejska jak widzi biegającego psa to każe go przywołać żeby sprawdzić czy się panuje nad puszczonym zwierzęciem. Chcesz być prawdziwym redaktorem to zgłębić temat musisz bo kopiuj/wklej to trochę za mało.

      • Racja. Co do ras uważanych za agresywne przesadziłem. Jednak Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 o ochronie zwierząt, artykuły. 10a punkt 3 mówi: Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania
        umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna. Na jakiej podstawie w takim wypadku mają mnie ukarać? Pies jest znaczony, reaguje na komendy, ja odmawiam przyjęcia mandatu, z powodu braku podstawy prawnej.

        • „W mieście nie spuszczam psa bo może wpaść pod debila na motocyklu lub w samochodzie. ”
          Czyli debile, bo przemieszczają się tak jak pozwala im na to prawo? :D Masz dziwaczny tok myślenia.

          • Zapraszam do mnie. Codziennie widzę przynajmniej 4 samochody jadące pod prąd ( a nie siedzę cały czas w oknie). Stojąc na przystanku widzę cały czas jak wyprzedzają na podwójnej ciaglej. Motocyklisci tez święci nie są. Mało ktory jedzie zgodnie z przepisami. Jak wg ciebie to jest normalne to nie wiem jak daleko trzeba się posunąć żebyś uznał to za debilizm.

          • :D aż nie wiem jak to skomentować. Rozumiem wyprowadzasz psa wzdłuż linii ciągłych że by go mieli potracić? A może zaraz napiszesz że szarżują po chodnikach i trawnikach, że twój pies nie jest tam bezpieczny? :D Proszę wytłumacz co ma łamanie przepisów przez kierowców na drodze do twojego psa, który na tej drodze nie powinien się znaleźć?

    • No i zanim wezwiesz straszaków miejskich to pies dawno zdąży wrócić do domu. Zatrzymanie obywatelskie czworonoga nie wchodzi raczej w grę.

  3. I właśnie dlatego więcej nie będę miał psa. Za jego poczynania odpowiada człowiek – to prawda, ale trzeba znać swojego psa, żeby wiedzieć co może zrobić. Miałem kilka lat temu dużego psa o którym wiedziałem wszystko. Mogłem w największym tłumie puścić go bez smyczy i kagańca i wiedziałem co zrobi. Ale…… Wszystko zależy od tego jak się zwierzaka traktuje i co się nauczyło. Mój pies był nauczony wszystkiego, co jest potrzebne mnie i jemu. Nigdy nie był bity czy w inny sposób karcony. To ja byłem „przewodnikiem stada” którego pies zaakceptował. Za swojego pupila brałem całkowitą odpowiedzialność. Nigdy, powtarzam nigdy nie zdarzyło się, żebym miał jakiś kłopot. Jeśli mam być ścigany przez straż miejską lub policję, to nie będę miał przyjaciela, bo to nie on, a inni będą mnie bezpodstawnie ścigać i wlepiać niesłusznie mandaty. Niech zwierzę dalej będzie samotne lub niech siedzi w klatce w schronisku. I kto robi zwierzętom źle ? Kochający właściciel, czy służby, które będą go ścigać, bo wymyślono tak durne przepisy dotyczące posiadania zwierząt.

    • Świetnie. Dorzucę swoje osiągnięcie. Nigdy, przechodząc na czerwonym świetle, nie spowodowałem zagrożenia na drodze. A mój szwagier, mając ok. 1 promila alkoholu we krwi, ma krótsze reakcje i lepszą koncentrację niż wielu trzeźwych. Rozumiem świetnie, co mówisz o swojej relacji z psem, ale prawo nie powstaje dla jednostek. Nieumiejętnie wychowany pies stanowi zagrożenie. A rodzina, wychodząca z dziećmi na spacer w parku, ma prawo czuć się bezpiecznie. I wcale nie musi wiedzieć, jaką rolę odgrywasz w sforze (to bardziej poprawne w tym kontekście słowo). I jeszcze coś. Są sytuacje, których w swoim szkoleniu nie przewidziałeś. Lepiej zapobiegać niż leczyć. To Ty wybrałeś życie w mieście. Ze wszystkimi konsekwencjami.

  4. Zakazy, zakazy, wszędzie zakazy. Mandaty, grzywny, kary więzienia. I co z tego, skoro:
    1) Część z tych zakazów jest tak bzdurna, że szkoda gadać, albo nie funkcjonuje, bo nie ma sensu
    2) Egzekwowanie przepisów jest praktycznie zerowe.
    Kwestię psów na smyczy zaliczam do tej pierwszej kategorii: jeżeli prawo wymaga użycia smyczy/kagańca, to powinno też nakazywać tworzenie terenów, gdzie psy mogą się swobodnie wybiegać. Takie tereny mogłyby być ogrodzone, obok byłyby woreczki na zbieranie psich odchodów i kosze na śmieci, żeby można było wyrzucić taki woreczek. W miastach takie tereny nawet nie musiałyby być bardzo duże. Tyle, żeby było ich na tyle dużo, aby dawało się na nie dojść w przeciągu 5-10 minut.
    Ale oczywiście tak po prostu zniszczyć (zakazać) jest dużo prościej, niż coś stworzyć.

    • Prawo prawem, ale jak dla mnie trzymanie psa w bloku w mieście to jest jedno wielkie nieporozumienie. No chyba, że mówimy o jakimś cziłała, czy jorku.
      A kto ma ogród, albo jakiś teren dookoła domu, nie ma takiego problemu, żeby pies sobie mógł swobodnie pobiegać.

      • 1) Nawet mały York potrzebuje miejsca, żeby się wybiegać – mieszkanie to za mało. Dlatego potrzebne są w miastach miejsca, gdzie psy mogłyby się wybiegać i załatwić.
        2) Z psem w ogrodzie to jest tak, że albo masz psa, albo ogród. Możesz psa wypuścić, ale musisz liczyć się z tym, że się załatwi (i wypali trawę), zacznie kopać (i zrobi dziury) albo się znudzi i zacznie bawić czymkolwiek (na przykład krzaczkami, które żona posadziła w wielkim trudzie). Też potrzebne jest miejsce, gdzie pies może się wybiegać. Ale faktycznie, poza miastem łatwiej wziąć psa na długą smycz a samemu wsiąść na rower i te 30 minut pojeździć po okolicy.

        • Mieszkanie to nie miejsce do wybiegania się psa, naturalnie. Ogród też nie temu służy, choć może umilić psu tak samo jak pozostałym domownikom czas spędzany w domu jeżeli umiejętnie się go dostosuje do potrzeb wszystkich. W każdym mieście znajdzie się miejsce do wybiegania psa. Wybiegi dla psów są małe. Lepiej raz dziennie na dłuższy spacer psa zabrać na jakieś obrzeża osiedla. W każdym mieście znajdują się takie miejsca. Wystarczy trochę kreatywności. Jazda na rowerze z psem na smyczy to żadna przyjemność dla psa. Pies lubi pobiegać wolno, bez smyczy, powąchać świat. W dzikich watahach psich, czyli tam gdzie psy rządzą się swoimi prawami, nie obseruje się psów uprawiających jogging, bo to dla nich nienaturalne poprostu.

      • Posiadanie ogrodu nie zmienia faktu, że każdy pies powinien chodzić na spacery 3xdziennie, w tym jeden długi spacer w miejscu, gdzie zwierzak swobodnie się wybiega. Pies w bloku może spokojnie przebywać jeżeli te warunki są spełnione. Posiadanie ogrodu nie zwalnia z wyprowadzania psa na spacer z taką samą częstotliwością. A dom to dom. Dla człowieka i dla psa. Nieważne czy w bloku czy w wolnostojącym.

  5. I bardzo dobrze.. mam psa rasy akita i często muszę pilnować swojego psa i trzymać innego żeby się nie pogryzły bo właściciel ma gdzieś i pies biega wolno.. mój ma zolta wstążkę (masz psa to wiesz co to oznacza, nie masz to pamiętaj „nigdy nie podchodz!”), kolczatkę i chodzi na smyczy (skórzany, gruby pejcz). Dlaczego ja mogę a inni nie? Są dzieci, inne psy/koty i dla każdego ma być miejsce w mieście i każdy ma się czuć bezpiecznie.

  6. Przepisy prawa miejscowego wprowadzające takie nakazy (smycze, kagańce, zakaz puszczania wolno) są masowo uchylane przez WSA, bo brak jest norm delegqcyjnych, pozwalających gminom nakładanie na obywateli tego typu ograniczeń. Jak patrzę na portale „popularne” zasypujące tak sensacyjną informacją ludzi, to jeszcze jakoś to rozumiem, ale szkoda że portal, bądź co bądź, prawników jedzie stereotypem, przypisując przepisom treści, których w nich po prostu nie ma… A ich treść jest prosta. Póki człowiek ma kontrolę nad psem, póty żadne wykroczenie nie jest popełnione.

  7. słusznie, za samo znęcanie się psychiczne nad innymi psiarz/psiarka powinni być jeszcze karani rózgą żelazną – ale z powodu braku tej kary może wystarczy rok bezwzględnego więzienia za każdy incydent.

  8. Uważam, że ustawa powinna się odnosić tylko do psów określonej wielkości.
    Jak ja mam na Yorka znaleźć kaganiec?! albo na Maltańczyka czy Chihuahue? i czy jego ugryzienie może być dla kogokolwiek szkodliwe, choćby nie wiem jaki był agresywny?

    • Pies to pies niezależnie od jego wielkości i właściciele wszystkich zwierząt domowych powinni podlegać takim samym przepisom.

      Kaganiec na Yorka lub innego miniaturowego psa znajdujesz tak jak dla każdego innego psa – w sklepie zoologicznym albo u weterynarza, a zawsze jest też Google. Jak nie chcesz prowadzać w kagańcu, to noś takiego małego agresywnego psa w torbie albo innym nosidełku.

      Ugryzienie – jak najbardziej może być bardziej szkodliwe niż ugryzienie przez „dużego” psa. Jak ci się taki York wczepi (rasa w końcu wyodrębniona do polowań na szczury), spróbuje rozszarpać i nie będzie chciał puścić to się przekonasz ile krzywdy może wyrządzić, zarówno osobie dorosłej jak i dla dziecka czy innego psa. Już nie mówiąc o identycznym ryzyku infekcji, wścieklizny czy chorób odzwierzęcych.

      Poza tym, ilość pogryzień ludzi i innych psów przez małe psy jest bardzo duża, (wystarczy popytać znajomych). Tylko, że najczęściej wstyd się przyznać, że to mały pies nas pogryzł i wstyd wzywać policję nawet, jeśli pies przebił skórę. Pogryzienie przez małego psa jest traktowane jako zabawa i dopóki taki „piesek” nie zrobi dużej krzywdy, uchodzi mu to płazem, a właściciel nie ponosi żadnych konsekwencji i nikt takich przypadków nie wpisuje w żadne statystyki. Większy pies może nie tylko nie przebić skóry, ale wystarczy że źle spojrzy czy warknie i od razu robi się wielki raban.

      Tłumaczenia w stylu „przecież mój piesek jest taki mały” to szczyt obłudy. Masz psa, a nie Yorka (czy Maltańczyka, czy buldożka czy jakąś inną miniaturkę). Małe psy nie są „lepsze” od innych psów, ich właściciele też nie są „lepsi” od właścicieli innych psów. Masz takie same prawa i obowiązki. Nie należą ci się ( i zresztą słusznie) żadne dodatkowe przywileje ze względu na rodzaj czy wielkość trzymanego zwierzęcia.

      Czemu właściciele jamników nigdy nie używali argumentu „wolno mu, bo przecież jest taki mały”.

      • hmmm… śmiem wątpić, jak mnie użarł York, to nie był w stanie przebić mi skóry, a specjalnie drażniłem dziada i ładowałem mu palce do psyka ;]

    • Idąc twoim tokiem myślenia to jeszcze zmieńmy przepisy dot. np. sprzątania po psach, bo mały piesek to mała kupka i nawet szkoda się schylać, bo nie ma co podnosić.
      Stwórzmy z właścicieli małych psów grupę uprzywilejowaną, niech będą mogli wprowadzać psy zawsze i wszędzie gdzie tylko sobie zażyczą, bo przecież ich pieski są takie małe i słodkie i takie fotogeniczne.
      I takie małe psy wcale nie szczekają, tylko prowadzą debaty polityczne, korzystając z wolności wypowiedzi, więc nie może być mowy o zakłócaniu ciszy i spokoju.
      I nigdy nie są agresywne, tylko się bawią. Nie atakują innych psów tylko podchodzą się przywitać. Nigdy nie wyrywają się właścicielowi i nie rzucają się agresywnie z zębami na szyje większych psów, wszyscy wiedzą, że to te duże psy, na krótkiej smyczy i w kagańcu są niebezpieczne.
      Trzeba pamiętać, że z małym pieskiem potrzebna jest też smycz automatyczna, tak ze 20 metrów, żeby piesek mógł się wybiegać, a właściciel spokojnie sprawdzać smsy, najlepiej na zatłoczonym chodniku.
      No i oczywiście nigdy nie trzeba płacić za cudzą pralnię, bo jak piesek podskoczy na kogoś zabłoconymi łapeczkami, to tylko odciśnie swój autograf i tak naprawdę zwiększy wartość ubrania a nie zniszczy cudze mienie.

      • Nie, małe psy powinny być uprzywilejowane, bo nie są w stanie zrobić nikomu krzywdy, nawet gdyby chciały + nie ma kagańców w ich rozmiarze:)
        pomijam już twoje głupie stwierdzenie, jakoby kaganiec chronił przed szczekaniem i brudzeniem ubłoconymi łapami…

  9. To mam ogromny problem. Moja psia przyjaciółka ma zapadniętą krtań i przerost serca. Każda próba spacerów na smyczy (nie ma znaczenia czy z obrożą czy szelkami ) kończy się duszącym się psem. Czy wie ktoś co mogę zrobić żeby nie ryzykować życia psa i nie łamać prawa na spacerze. Piesek waży 10 kg i jest kundelkiem którego znalazłem 11 lat temu i serce mi się kroi kiedy mam z pełną świadomością ją krzywdzić i igrać z jej życiem.

    • Tak jak wyżej pisali niektórzy. Ustawa nie mówi o smyczy i kagańcu, tylko o kontrolowaniu psa.

  10. Czy nie prościej byłoby przenieść pełną odpowiedzialność za zachowanie psa na właściciela? Pies ugryzie (poza terenem ogrodzonym) – właściciel idzie bezwarunkowo do więzienia za usiłowanie morderstwa. (Traktować psa jako nóż, maczetę, czy nielegalnie posiadany pistolet.) Byłoby to tanie i skuteczne rozwiązanie.

  11. Nie dajmy się paranoikom. Ja tam nie zamierzam psa prowadzić na smyczy w leśnym parku który mam pod blokiem. Chyba bym oszalał. Pies siedzi w mieszkaniu i po wyjściu na dwór chce się wybiegać. Powoli będzie sobie dreptał jak będzie w sędziwym wieku.

  12. Stek bzdur i kłamstw.

    wyrok WSA w Gdańsku z 20 lutego 2019 r. (II SA/Gd 886/18) zanegował nawet nakaz lokalny wyprowadzania psów na smyczy!
    Wynika to z wyroków sądów administracyjnych,
    które orzekały, że środki ostrożności przewidziane w regulaminach nie
    mogą być bardziej rygorystyczne niż te przewidziane w Ustawie o ochronie
    zwierząt. A tam jest jasno określone, że „zabrania puszczania psów bez
    możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację
    właściciela lub opiekuna”. Nie ma nic o smyczy i kagańcu.
    Jedynym przepisem w ogólnym polskim prawie, który mówi o tym, że psa nie
    można „puszczać luzem” jest art. 166 kw. Odnosi się on tylko do terenu
    leśnego. Wynika więc z tego, że pies może biegać luzem wszędzie z
    wyjątkiem lasu

  13. Szkoda tylko ze tego nie egzekwuja . Co jakis czas sie czyta ze duzy pies zagryzl malego albo ze pogryzly czlowieka . Dla takich debili to ja bym proponowal i 50 tys .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *